ew
List ambasadora USA Richarda Grenella, grożący sankcjami firmom zaangażowanym w budowę Nord Stream 2, odebrany został przez niemieckie MSZ jako prowokacja i kolejna próba wtrącania się w krajową politykę - pisze dziennik gospodarczy "Handelsblatt".
"To nie pierwszy raz, gdy Grenell wywołuje gniew rządu Niemiec: denerwował już Berlin prowadzoną na Twitterze agitacją przeciwko porozumieniu atomowemu z Iranem oraz solidaryzowaniem się z siłami populistycznej prawicy w Europie" - przypomina niemiecka gazeta.
Jak pisze, zdaniem dyplomatów Grenell "uważa, że za swoje zadanie sabotowanie polityki zagranicznej Niemiec w kluczowych kwestiach, wydaje się za to nie rozumieć swojej roli jako dyplomatycznego przedstawiciela (USA)".
Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas i sekretarz stanu w MSZ Andreas Michaelis "dali Grenellowi wyraźnie do zrozumienia, że życzą sobie innego postępowania", zaś amerykański ambasador już cztery razy był zapraszany do MSZ na rozmowę. Według "Handelsblattu" w rozmowach tych "Grenell wykazywał zrozumienie, jednak w publicznych wystąpieniach szybko wracał do roli prowokatora".
Z tego zachowania niemieckie MSZ "wyciągnęło wnioski". "Zamiast oficjalnie wzywać ambasadora i w ten sposób pogłębiać kryzys w relacjach z USA, (niemieccy) dyplomaci zaczęli kontaktować się bezpośrednio z Departamentem Stanu w Waszyngtonie", gdzie mimo różnicy w podejściu do tematów takich jak Iran czy Nord Stream 2 "rozmowy przebiegają w sposób +profesjonalny+".
"Ambasada (USA) w Berlinie ma być marginalizowana, a Grenell ignorowany" - podkreśla gazeta. Zgodnie z tą strategią niemieckie MSZ nie zamierza oficjalnie odnosić się do listu Grenella.
Komentując w poniedziałek sprawę listu, "Sueddeutsche Zeitung" pisze, że Grenell "chętnie zachowuje się jak polityk, a rola dyplomaty (...) mu nie wystarcza".
Komentując zawartą w liście Grenella groźbę nałożenia przez USA sankcji na firmy uczestniczące w budowie Nord Stream 2, gazeta pisze, że nie po raz pierwszy Stany Zjednoczone uciekają się do gróźb sankcji, gdy nie mogą w inny sposób przekonać partnerów w Europie do jakiejś decyzji, zaś "Grenell z upodobaniem stosuje tę sztuczkę i chce dyktować politykę europejską, nawet jeśli nikt w Europie go o to nie prosił".
"Tagesspiegel" pisze, że Niemcy potrzebują strategii wobec USA, by uniknąć "eskalacji, której by nie wytrzymały". "W konflikcie o Nord Stream 2 Berlin nie ma wielu partnerów w UE, na których mógłby polegać, gdyby USA spełniły swoją groźbę i nałożyły sankcje na firmy (budujące NS 2)" - podkreśla dziennik, dodając, że budowa gazociągu narusza energetyczne przepisy UE i zapewnia Rosji źródło pieniędzy, za które może "zbroić swoje wojsko i prowadzić wojny".
"Groźba wystosowana przez amerykańskiego ambasadora jest z pewnością niedyplomatyczna, ale działa. Podobnie zrozumiała jest skarga, że Berlin nie chce pozwolić, by to USA decydowały o tym, skąd zaopatrują się z energię. Jednocześnie partnerzy unijni nie zgadzają się, by Niemcy prowadziły samowolną politykę energetyczną wbrew ich interesom i interesom Wspólnoty. Wniosek jest więc taki: nie złościć się, lecz znaleźć wyjście z sytuacji" - konkluduje "Tagesspiegel".
00:04:03
Rekordowy tunel dnie Bałtyku połączy Niemcy i Danię w 2029 roku (wideo)
00:04:15
Największe kontenerowce świata - przegląd
Polski masowiec zderzył się z suwnicą i żurawiami
Baltic Hub dołącza do Baltic Ports Organization
Nowe połączenie kolejowe z Baltic Hub do Czech
Chiński ciężarowiec półzanurzalny pobił rekord podczas załadunku offshore
Do floty Maersk dołącza nowy, dwupaliwowy kontenerowiec, Tema Maersk
Port Gdańsk ogłasza przetarg na opracowanie koncepcji zwiększenia głębokości wewnątrzportowego toru wodnego
Z Gdańska towary trafią na Słowację. Uruchomiono połączenie kolejowe