• <
NAUTA_1100_200PX_100_LAT

Port jachtowy w Łebie między kurortem a zieloną transformacją [OPINIA]

Strona główna Przemysł Stoczniowy, Przemysł Morski, Stocznie, Statki Port jachtowy w Łebie między kurortem a zieloną transformacją [OPINIA]
Andrzej Sułkowski

Perła polskiego wybrzeża na rozdrożu. Na mapie polskiego wybrzeża Łeba od dziesięcioleci zajmuje miejsce szczególne. To miasto kojarzone z ruchomymi wydmami, szerokimi plażami, żeglarstwem oraz letnim wypoczynkiem. Jednym z jego najbardziej charakterystycznych symboli jest Port Jachtowy – niewielka marina położona u ujścia rzeki Łeby do Morza Bałtyckiego. Dla wielu żeglarzy stanowi pierwszy lub ostatni port na środkowym wybrzeżu, dla mieszkańców jest wizytówką miasta, a dla samorządu – ważnym narzędziem realizacji usług publicznych. Jednak współczesny Port Jachtowy w Łebie znajduje się w momencie przełomowym.

Z jednej strony pozostaje elementem tradycyjnej gospodarki turystycznej, z drugiej coraz silniej oddziałują na niego procesy związane z rozwojem morskiej energetyki wiatrowej oraz przygotowaniami do budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. W efekcie powstaje pytanie, które staje dziś przed wieloma nadmorskimi miejscowościami Europy: czy można pogodzić funkcję kurortu z rolą zaplecza nowoczesnego przemysłu energetycznego?

Historia niewielkiego portu o dużym znaczeniu

Port Jachtowy w Łebie powstał jako inwestycja mająca wspierać rozwój turystyki wodnej i żeglarstwa. Dzięki środkom europejskim oraz wsparciu samorządu stopniowo rozbudowywano infrastrukturę: pomosty, bosmanat, zaplecze sanitarne, budynki noclegowe, camping oraz tawernę. Powstał także Dom Żeglarza – obiekt przeznaczony pierwotnie jako centrum szkoleniowe i zaplecze lokalnych klubów sportowych. Marina dysponuje około 120 miejscami postojowymi dla jednostek do 18 metrów długości. W skali regionu nie jest to port duży, ale jego znaczenie wykracza poza liczbę stanowisk cumowniczych. Stanowi element tożsamości miasta oraz jeden z filarów lokalnej gospodarki turystycznej. Jednocześnie port od początku pełni funkcje znacznie szersze niż typowa marina. Spółka zarządzająca odpowiada nie tylko za obsługę żeglarzy, lecz również za organizację kąpielisk, sprzątanie plaż, zarządzanie terenami przyplażowymi, prowadzenie obiektów noclegowych, gastronomii oraz pola campingowego. Oznacza to realizację zadań publicznych, których rentowność nigdy nie była jedynym kryterium oceny.

Ekonomia małych portów czyli dlaczego sama marina nie zarabia?

Dokumenty finansowe pokazują obraz charakterystyczny dla wielu niewielkich marin Europy, gdzie koszty utrzymania infrastruktury portowej są bardzo wysokie. Stałe wydatki obejmują utrzymanie pomostów, bosmanatu, urządzeń technicznych, bezpieczeństwa żeglugi, energii, ochrony oraz personelu. Tymczasem liczba miejsc postojowych ogranicza potencjał przychodowy. Autorzy analiz wskazują, że marina licząca około 120 miejsc praktycznie nie ma możliwości samodzielnego finansowania swojej działalności. Według doświadczeń europejskich próg ekonomicznej samowystarczalności zaczyna się zwykle przy około 300 miejscach postojowych oraz możliwości zimowania jednostek na lądzie. W Łebie taka rozbudowa jest praktycznie niemożliwa ze względu na uwarunkowania przestrzenne i środowiskowe. Oznacza to, że Port Jachtowy powinien być traktowany nie wyłącznie jako przedsiębiorstwo nastawione na zysk, lecz jako element infrastruktury publicznej, podobnie jak promenady, parki czy kąpieliska.

Największy przeciwnik to natura

Paradoksalnie największym zagrożeniem dla funkcjonowania portu nie jest konkurencja innych marin, lecz procesy naturalne.

Morze i rzeka Łeba nieustannie transportuje piasek i osady do basenu portowego. W efekcie dochodzi do systematycznego zamulania. Projektowa głębokość powinna wynosić około trzech metrów, jednak rzeczywiste pomiary wykazują miejscami i czasami zaledwie około jednego metra. Konsekwencje są wielowymiarowe. Po pierwsze, ograniczana jest możliwość zawijania większych jednostek. Po drugie, coroczne pogłębianie pochłania setki tysięcy złotych. Po trzecie, pogłębianie nie rozwiązuje problemu, a jedynie odsuwa go w czasie. Do tego dochodzi pogarszający się stan techniczny pirsu, wymagający pilnych prac zabezpieczających i wykonanie odpowiednich robót hydrotechnicznych.

Sezonowość, to chyba największa słabość kurortów

Łeba żyje przede wszystkim latem. W lipcu i sierpniu infrastruktura noclegowa, gastronomiczna oraz portowa pracuje na granicy swoich możliwości. Paradoks polega jednak na tym, że nawet pełne obłożenie przez dwa miesiące nie rekompensuje kosztów utrzymania przez pozostałe dziesięć miesięcy roku. Po zakończeniu sezonu gwałtownie spada liczba turystów. Restauracje ograniczają działalność, obiekty noclegowe świecą pustkami, a koszty stałe pozostają niemal niezmienne. To klasyczny problem ekonomii miejscowości turystycznych. Analizy zarządu portu pokazują, że jedynym segmentem generującym dodatni wynik finansowy pozostają usługi noclegowe. Natomiast marina, gastronomia oraz zadania związane z plażami wymagają stałego wsparcia właściciela.  

Nowy gracz czyli offshore i energetyka jądrowa

Największą zmianą ostatnich lat jest rozwój sektora offshore na Bałtyku. Łeba staje się zapleczem logistycznym dla budowy morskich farm wiatrowych, a w niedalekiej przyszłości również dla inwestycji związanych z elektrownią jądrową w rejonie Choczewa. Całoroczna obecność firm takich jak Equinor czy operatorów projektów Baltic Power oznacza zupełnie nową jakość dla lokalnej gospodarki. Po raz pierwszy od wielu lat pojawia się możliwość ograniczenia sezonowości. Pracownicy sektora offshore potrzebują noclegów, zaplecza gastronomicznego, sal konferencyjnych, powierzchni magazynowych oraz usług szkoleniowych przez cały rok. To właśnie dlatego w materiałach pojawia się koncepcja przekształcenia części obiektów portowych w centrum szkoleniowo-konferencyjne obsługujące sektor energetyki morskiej. 

Tak więc kurort versus przemysł?

Rozwój offshore wywołuje jednak emocje. Mieszkańcy obawiają się, że Łeba utraci swój turystyczny charakter. Czasowe wyłączenia plaż, budowa ostróg, zwiększony ruch ciężarowy czy inwestycje portowe budzą niepokój przedsiębiorców żyjących z turystyki. Powstaje konflikt dwóch modeli rozwoju. Pierwszy opiera się na tradycyjnej gospodarce turystycznej, drugim jest gospodarka oparta na nowoczesnym przemyśle energetycznym. W rzeczywistości oba kierunki nie muszą się wykluczać. Doświadczenia portów Danii, Holandii czy Niemiec pokazują, że odpowiednio prowadzona polityka local content pozwala łączyć rozwój przemysłu z zachowaniem funkcji turystycznych. 

Local content to szansa zamiast zagrożenia

Pojęcie local content oznacza maksymalne wykorzystanie lokalnych przedsiębiorstw, pracowników i infrastruktury przy realizacji dużych inwestycji. Nie chodzi jedynie o miejsca pracy. To także zamówienia dla lokalnych firm, rozwój szkolnictwa zawodowego, współpraca z hotelami, gastronomią, portami, przedsiębiorstwami transportowymi i usługowymi. Port Jachtowy w Łebie może stać się jednym z najważniejszych beneficjentów takiej strategii. Dysponuje bazą noclegową, salami szkoleniowymi, zapleczem gastronomicznym oraz dogodnym położeniem względem inwestycji offshore. Warunkiem jest jednak przemyślana modernizacja infrastruktury oraz dostosowanie oferty do nowych klientów. 

Jak zatrzymać spiralę strat?

Analiza dokumentów pozwala wskazać kilka kierunków działań. Najważniejszym pozostaje pozyskanie środków europejskich na modernizację infrastruktury portowej, remont pirsu, sanitariatów oraz poprawę dostępności dla osób z niepełnosprawnościami. Drugim kierunkiem powinno być rozwijanie działalności całorocznej poprzez szkolenia, konferencje oraz współpracę z sektorem offshore. Trzecim elementem jest uporządkowanie majątku, przeprowadzenie pełnej inwentaryzacji aktywów oraz lepsze wykorzystanie istniejących obiektów, takich jak Dom Żeglarza czy budynki noclegowe. Niezbędne wydaje się również rozwiązanie problemu wieloletniego zamulania portu poprzez opracowanie trwałego programu hydrotechnicznego zamiast corocznego kosztownego pogłębiania. Równocześnie warto rozważyć większe zaangażowanie partnerów prywatnych w prowadzenie wybranych usług komercyjnych przy zachowaniu przez samorząd kontroli nad realizacją funkcji publicznych. 

Port jako dobro wspólne

Największym błędem byłoby ocenianie Portu Jachtowego wyłącznie przez pryzmat rachunku zysków i strat. Marina pełni funkcję podobną do miejskich parków, muzeów czy promenad. Jest elementem marki Łeby, wpływa na atrakcyjność inwestycyjną miasta, buduje jego rozpoznawalność i wspiera rozwój przedsiębiorczości. Nie wszystko da się przeliczyć na wynik finansowy jednego przedsiębiorstwa. Korzyści z istnienia portu odnoszą hotele, restauracje, sklepy, przewodnicy, firmy usługowe i mieszkańcy. To klasyczny przykład infrastruktury publicznej generującej efekty mnożnikowe dla całej lokalnej gospodarki.

Wnioski i uogólnienia

Historia Portu Jachtowego w Łebie pokazuje dylemat, przed którym stają dziś liczne małe porty turystyczne Europy. Rosnące koszty utrzymania infrastruktury, zmiany klimatyczne, sezonowość ruchu turystycznego i presja konkurencyjna powodują, że tradycyjny model funkcjonowania przestaje być wystarczający. Jednocześnie rozwój morskiej energetyki wiatrowej i programu energetyki jądrowej otwiera przed Łebą nowe możliwości gospodarcze. Warunkiem sukcesu będzie jednak zachowanie równowagi pomiędzy funkcją kurortu a rolą zaplecza nowoczesnego przemysłu. Port Jachtowy nie powinien wybierać między turystyką a offshore. Jego przyszłość zależy od umiejętnego połączenia obu światów. Marina może pozostać symbolem żeglarskiej Łeby, a jednocześnie stać się centrum usług dla zielonej transformacji energetycznej Bałtyku. To właśnie synergia, a nie konkurencja, wydaje się najbardziej racjonalnym kierunkiem rozwoju, zarówno dla portu, jak i całego Miasta Łeby, miasta żywiołów.

Ostatnie zastrzeżenie autora, to fakt, że dzisiaj, teraz w Łebie już się dzieje. Dynamika zmian i postępowania tak organizacyjnego, jak i w kwestiach: aranżacji przestrzeni biznesowo-turystycznych jest ogromna i mierzona w milionach złotych, nowych etatach, przypływu nomen omen energii, że przeciętny czas wydaje się być z gumy, a wyobraźni płata się figla.

Dr inż. Andrzej Sułkowski, BSSC Gdynia


VEGA_790x140_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.