Już wcześniej donoszono, że na pokładzie rosyjskiego statku Ursa Major, który zatonął na Morzu Śródziemnym przed świętami, znajdowały się elementy do budowanego we Władywostoku potężnego lodołamacza o napędzie atomowym. Katastrofa statku to kolejny cios dla programu.
Rozwijany przez Rosję od dekad projekt znacznego użeglugowienia Północnej Drogi Morskiej prowadzącej przez Arktykę właśnie otrzymał kolejny cios. Budowany we Władywostoku potężny lodołamacz Rossiya, który miał być docelowo jednym z kluczowych elementów układanki, bo miał zapewnić możliwość przejścia przez Arktykę nawet największym statkom w ciągu zaledwie 10 dni, zaliczy kolejne opóźnienie. Wszystko przez zatonięcie frachtowca Ursa Major, w którego ładowniach znajdowały się specjalne pokrywy na potrzeby lodołamacza.
Jak relacjonowaliśmy na naszych łamach, statek Ursa Major zatonął na Morzu Śródziemnym 23 grudnia. Operatorem i właścicielem jednostki jest państwowa rosyjska spółka Oboronlogistics (Oboronlogistika), trudniąca się specjalistycznymi dostawami dla innych krajowych odbiorców, jak choćby na potrzeby Rosatomu i rozwijanych na Arktyce projektów LNG. Ale Oboronlogistics jest nadzorowana przez rosyjskie Ministerstwo Obrony, toteż statek transportował również broń i zaopatrzenie m.in. dla armii Rosji oraz Syrii, co wprowadziło zarówno samą firmę, jak i Ursę Major na listę sankcyjną USA. Oboronlogistics podała, że statek zatonął w wyniku ataku terrorystycznego, ale nie wskazała podejrzanych o jego dokonanie.
Rosyjskie media szybko podały natomiast, że wraz ze statkiem na dno poszedł jego cenny ładunek. Z Petersburga do Władywostoku dotrzeć za jego pośrednictwem miały bowiem dwa duże dźwigi, ale także dwie 45-tonowe pokrywy, które docelowo miały znaleźć się na nowym atomowym lodołamaczu budowanym w tamtejszej stoczni. Pokrywy te służą do zasłaniania reaktorów podczas prac konserwacyjnych na statku, jak przeładunek zużytego paliwa jądrowego. Ich obecność na pokładzie Ursy Major potwierdziła między innymi rosyjska gazeta Kommiersant, są także widoczne na opublikowanych przez portugalską marynarkę wojenną zdjęciach statku. Znajdowały się w rufowej części jednostki, przykryte były niebieskim brezentem. Nie wiadomo, czy w ładowniach znajdowało się więcej sprzętu niezbędnego do budowy lodołamacza.
Budowany we Władywostoku lodołamacz, o którym mowa, to jeden z flagowych projektów stoczniowych Rosji. Statek nazywa się Rossiya, budowa jego kadłuba rozpoczęła się oficjalnie w 2020 roku w stoczni Bolszoj Kamień. Jego historia zaczęła się jednak znacznie wcześniej. Pierwszy koncept arktycznych lodołamaczy o napędzie atomowym o mocy ok. 110 MW, które zostały nazwane mianem „Liderów” (w odróżnieniu od lodołamaczy liniowych) powstał jeszcze w latach 80-tych. Wraz z rozwojem idei wykorzystania Północnej Drogi Morskiej jako alternatywnej i szybszej trasy między Azją i Europą, ich waga wzrosła. Statki te miały prowadzić przez skutą lodem Arktykę konwoje składające się w sporej mierze z dużych kontenerowców i tankowców LNG. Miały mierzyć ok 40-42 m szerokości i być w stanie kruszyć lód o grubości do 3,5 metra.
W drugiej dekadzie lat 2000 Rosjanie przystąpili do opracowania konkretnego projektu pierwszego Lidera. Statek urósł – projekt 10510 zakładał już, że lodołamacz będzie dysponował mocą 120 MW. Do pojedynku o pokaźny kontrakt na budowę pierwszej jednostki stanęły stocznia Baltic Shipyard z Petersburga (mająca doświadczenie w budowie poprzedniej klasy lodołamaczy Arktika), kompleks „Zvezda” w Bolszoj Kamień na Dalekim Wschodzie oraz Zaliv Shipbuilding Yard w Kerczu na Krymie. W 2018 roku wybór padł na „Zvezdę”, a jeszcze w kolejnym roku ujawniono oficjalnie, że plan dotyczy budowy trzech jednostek projektu 10510. Budowa pierwszej ruszyła w 2020 roku. Ówczesny premier Dmitrij Miedwiediew przekazał na ten cel 127,57 mld rubli. Odbiorcą statku i jego późniejszym operatorem miał zostać Atomflot. Harmonogram zakładał, że jednostka wyruszy do pracy w 2027 roku.
Rossiya miała stacjonować w Murmańsku i pływać głównie na Morzu Wschodniosyberyjskim i Morzu Czukockim, gdzie pokrywa lodowa jest najgrubsza. Lodołamacz miał umożliwić przeprawę największym statkom nawet w środku zimy, co miało zwiększyć transport LNG z arktycznych projektów Rosji na rynki azjatyckie.
Plany szybko zweryfikowało życie, w tym również problemy wynikające z zachodnich sankcji nałożonych na rosyjski przemysł za atak na Ukrainę, ale także postępujący drenaż rynku pracy w Rosji, również będący efektem wojny. W 2023 roku plan okrojono – stwierdzono, że zamiast pierwotnie zakładanych trzech jednostek, do 2035 roku powstać ma jedna. Dwóch pozostałych Liderów zamieniono na lodołamacze projektu 22220 o mniejszej mocy. Wzrosły też koszty Rossyi – szacunkowo o 40-60%. Stocznia notuje opóźnienia, które nikogo nie dziwią, biorąc pod uwagę stan rosyjskiej gospodarki. Wiosną zeszłego roku Kommiersant donosił, że postęp budowy kadłuba statku jest znacznie niższy niż zakładano. Powodem jest między innymi fakt, że część elementów stalowych zamówiono z ukraińskiej firmy Energomashspetsstal z Kramatorska. Po tym, jak stało się jasne, że inwazja na Ukrainę nie pójdzie Rosjanom tak, jak to zakładali, i Energomashspetsstal nie wywiąże się z kontraktu, przyznano go rosyjskiemu dostawcy, który nie jest w stanie wykonać elementów w tym samym terminie.
Oddanie lodołamacza do eksploatacji w 2027 roku już od dawna wydaje się nierealne. W maju 2024 roku Denis Manturow, wicepremier Rosji, potwierdził przesunięcie terminu do 2030 roku. Nie wiadomo jak na prace wpłynie zatonięcie Ursy Major wraz z jej ładunkiem w postaci pokryw na reaktory i być może innych części lodołamacza. Dalsze opóźnienia byłyby jednak kolejną wizerunkową wpadką dla rosyjskiego przemysłu stoczniowego, ale także dla całej gospodarki oraz projektu Północnej Drogi Morskiej, który forsuje Władimir Putin. Z drugiej strony uruchomienie lodołamacza na czas – nawet w 2030 roku – stałoby się sporym sukcesem. Statek ma być zasilany dwoma reaktorami RITM-400, największymi, jakie zbudowano dla statków cywilnych i jednymi z największych w żegludze w ogóle (większe pracują jedynie na amerykańskich lotniskowcach klasy Nimitz i Gerald R. Ford).
Szwedzi czekają na polskie promy. W porcie Ystad rosną obawy o finanse i przyszłość wspólnego projektu
Latarnie Gospodarki Morskiej 2022 w kategorii "Lider Technologii Morskich". Ruszyło głosowanie online
Chiny mają ponad 50 terminali zarządzanych przez AI
Włoska stocznia rozpoczyna budowę kolejnego wycieczkowca dla Crystal
Offshore pod żaglami. MAG zdobywa złoto w regatach PIMEW Offshore Wind Energy Cup
Grand Nord w Gdańsku. Statek, który pomógł odnaleźć Titanica czeka na „drugie życie”
VARD zrealizuje największe w swojej historii zlecenie na statek badawczy do badań głębinowych
OSI Maritime Systems kończy test swojego systemu dla fregaty programu „Miecznik”