• <
NAUTA_1100_200PX_100_LAT

Pancerniki Donalda Trumpa mają wesprzeć branżę okrętową w USA. Potrzeba nawet ćwierć miliona pracowników

21.01.2026 11:12 Źródło: Administracja Białego Domu, US Navy, United States Naval Insitute
Strona główna Przemysł Stoczniowy, Przemysł Morski, Stocznie, Statki Pancerniki Donalda Trumpa mają wesprzeć branżę okrętową w USA. Potrzeba nawet ćwierć miliona pracowników
Fot. US Navy

Zapowiedziana przez administrację prezydenta USA Donalda Trumpa pod koniec 2025 roku budowa nowych pancerników dla US Navy, które mają stać się najpotężniejszymi okrętami na świecie, będzie bardzo wymagająca. Jak przyznał w ubiegłym tygodniu sekretarz Marynarki Wojennej John Phelan, w związku z tym przedsięwzięciem branża okrętowa musiałaby w ciągu następnej dekady zatrudnić blisko 250 000 osób. Jednocześnie ma to wpisywać się w rozwój przemysłu stoczniowego w kraju.

Przypomnijmy, że wśród zainteresowanych tematem sił morskich plan budowy nowych pancerników, określanych jako rdzeń „Golden Fleet”, wywołał duże poruszenie. Mowa tu o potężnych platformach morskich, które z racji na swoje rozmiary będą w stanie przenosić znaczne uzbrojenie rakietowe, zdolne do rażenia znacznej ilości celów. Już jeden okręt byłby ogromną siłą uderzeniową, a w planach są aż cztery. Co też istotne, tego rodzaju platformy, z racji na rozmiary, mogą służyć przez wiele dekad, z myślą o stałej modernizacji i dostosowaniu do wyzwań oraz wdrażania nowych technologii. Nie brakuje tu także głosów sceptycznych, biorąc pod uwagę koszty i czas budowy, a także koncepcję działań sił morskich czy też moce przerobowe amerykańskich stoczni. Pojawia się pytanie o sens takiego przedsięwzięcia, skoro trwa budowa potężnych, balistycznych okrętów podwodnych z napędem jądrowym typu Columbia, a w planach są następcy niszczycieli typu Arleigh Burke, określani jako DD(X), których wyporność ma sięgać między 10 000 – 15 000 ton. Wisienką na torcie jest fakt, że pancerniki określono jako… typ Trump.

Jak przyznał John Phelan podczas krajowego sympozjum Surface Navy Association, jest potrzeba zwiększenia możliwości kształcenia zawodowego w branży okrętowej i stoczniowej, rozwijania kompetencji i zapewnienia godziwych wynagrodzeń. Obok budowy nowych, potężnych okrętów, celem programu "Golden Fleet" jest także poprawa morskiej bazy przemysłowej państwa, jak również zmiana sposobu funkcjonowania resortu odpowiedzialnego za siły morskie.

– Okręty nie są budowane przez systemy. Robią to ludzie. Jedna czwarta pracowników stoczni będzie uprawniona do przejścia na emeryturę w ciągu pięciu lat. W ciągu następnej dekady stocznie i dostawcy będą musieli zatrudnić około 250 000 wykwalifikowanych pracowników, aby sprostać zapotrzebowaniu. Oznacza to praktyki, szkolenia zawodowe, przyspieszone dostawy i partnerstwa z lokalnymi społecznościami. Oznacza to również płacenie godziwych wynagrodzeń oraz spójne harmonogramy budowy, aby stoczniowcy mogli pracować. Sztuczna inteligencja i automatyzacja nie zastąpią siły roboczej – przekazał sekretarz US Navy.

Jak zaznaczają władze, przy projekcie nowych pancerników wykorzystują plany i koncepcje, które miały powstać już lata wcześniej. Brano pod uwagę propozycję wdrożenia uzbrojenia, które zdolnościami i sposobem użycia w ramach sił nawodnych miałoby nawiązywać do słynnych pancerników typu Iowa. Do zadań nowych okrętów należałyby m.in. projekcja siły, uderzenie ofensywne oraz zintegrowana obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa.

Znaki zapytania stoją także przy infrastrukturze zdolnej do budowy takich okrętów w wymaganym terminie. Należy pamiętać, że wspomniane okręty podwodne typu Columbia a także lotniskowce typu Gerard R. Ford są przedsięwzięciami na nawet dekadę budowy każdy. Wskazuje się na potencjał budowy w zakładach Huntington Ingalls Industries oraz General Dynamics, niemniej obecnie realizują one już szereg zamówień dla US Navy, a dochodzi do tego kwestia serwisowania jednostek pozostających w służbie. W kwestii obsługi pancerników w portach wskazuje się też na już istniejące bazy morskie, które wcześniej obsługiwały jednostki typu Iowa.

Wizualizacja pancernika typu Trump, USS Defiant, fot. US Navy


Pancerniki typu Trump miałyby 256-268 metrów długości, 32-35 metrów szerokości, 7-9 metrów w zanurzeniu i ponad 35 000 ton wyporności. Prędkość maksymalna to 30-35 węzłów. Załoga ma liczyć 650-850 osób. W skład uzbrojenia, co budzi największe zainteresowanie, weszłyby wyrzutnie pocisków jądrowych (Surface Launch Cruise Missile-Nuclear), 128-komorowy system wyrzutni VLS Mk41, elektromagnetyczne działo szynowe (railgun), dwie armaty morskie 12,7 mm, a także dwa zestawy broni laserowej o mocy 300 lub 600 kW. Wskazuje się też na zdolność do wystrzeliwania konwencjonalnych pocisków hipersonicznych (Conventional Prompt Strike). Co istotne, to uzbrojenie defensywne mają tworzyć dwie wyrzutnie RAM, cztery systemy obrony bezpośredniej (CIWS) 30 mm, cztery systemy laserowe ODIN oraz dwa systemy zwalczania bezzałogowców (Counter UxS Systems).

Obok planu budowy nowych pancerników amerykańskie władze szykują się do kolejnej próby budowy nowej serii fregat, które zapełnią lukę po wycofanych w XX wieku Oliver Hazard Perry, a także nieudanym projekcie, jakim były okręty obrony wybrzeża (Littoral Combat Ship, LCS) typu Independence i Freedom, bijące rekordy szybkiego wycofywania ze służby z racji na niespełnienie oczekiwań i wady konstrukcyjne. Przypomnijmy też, że władze zrezygnowały z zamówienia na fregaty typu Constellation, oparte na platformie francusko-włoskich jednostek FREMM („Europejska korweta wielozadaniowa”, ang. European multi-purpose frigate, franc. Frégate Européenne Multi-Mission, wł. Fregata Europea Multi-Missione). Z racji na znaczne zmiany w oryginalnym projekcie i wzrost kosztów, który wiązał się z opóźnieniami w budowie, resort zrezygnował z planowanej serii nawet 20 jednostek, pozwalając na skończenie obecnie przygotowywanych dwóch. W miejsce to ma wejść seria fregat stricte oparta na projekcie amerykańskim, określana jako FF(X), wykorzystująca projekt dużych kutrów US Coast Guard typu Legend. Oprócz tego zarówno komórka odpowiedzialna za siły morskie, w tym ich rozwój, jak i dowództwo US Navy, mają współpracować, jak informuje United States Naval Insitute, z myślą o usprawnieniu ustalania wymagań dla nowych zamówień oraz procesu pozyskiwania okrętów i innego sprzętu, w tym m.in. platform bezzałogowych do działań w powietrzu, na wodzie oraz pod wodą.

Zwiększanie zatrudnienia w branży okrętowej ma wpisywać się też w plany administracji Białego Domu, ogłoszonej w styczniu ub.r. jako „odrodzenie amerykańskich stoczni”, także z myślą o rynku cywilnym. Ma to oznaczać wzrost zamówień tak na okręty, jak i statki. Co należy zauważyć, wiąże się to obecnie z inwestycjami koncernów z innych krajów w USA, gdzie już swoje stocznie posiadają australijski Austal, włoski Fincantieri, a także południowokoreańska Hanwha Ocean. Także inne kraje są zainteresowane inwestycjami, chcąc wpisać się w oczekiwania i wymagania władz w kwestii budowy statków dla amerykańskich podmiotów w krajowych zakładach, jednocześnie szukając tu sposobności na dalszą ekspansję. Jednocześnie też rząd USA ma zainwestować w programy szkoleniowe, aby zwiększyć ilość pracowników branży stoczniowej, z myślą też o ich stałym podnoszeniu i rozwoju kwalifikacji. 

VEGA_790x140_2026
JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.