Po raz pierwszy od blisko dwóch lat kontenerowiec Maerska popłynął przez cieśninę Bab el-Mandeb i Morze Czerwone. Największe sieci żeglugowe omijały w ostatnich latach tę trasę ze względu na ataki Huti na statki.
Statkiem duńskiego armatora, który jako pierwszy po pauzie wpłynął na Morze Czerwone jest Maersk Sebarok, pływający pod flagą Singapuru. Jednostka przeprawiła się przez Bab al-Mandab dziś rano czasu miejscowego. Maersk podał, że podczas tranzytu wdrożone są „najwyższe środki bezpieczeństwa”.
Armator jest jednak daleki od stwierdzenia, że powrót kontenerowca na Morze Czerwone oznacza całkowite ponowne otwarcie tej trasy dla statków cywilnych na trasach między Europą i Azją. Firma przyznaje jednak, że rozważa szersze przesunięcie siatki połączeń na Kanał Sueski.
„Zakładając, że progi bezpieczeństwa będą nadal spełniane, rozważamy kontynuację stopniowego podejścia do sukcesywnego wznawiania żeglugi na korytarzu Wschód–Zachód przez Kanał Sueski i Morze Czerwone” – ogłosiła spółka. W tej chwili jednak żadne inne rejsy przez tę trasę nie są zaplanowane.
Maersk Sebarok obsługuje serwis MECL.
Logistyczne bajpasy Cieśniny Ormuz. Armatorzy, logistycy i operatorzy terminali zbudowali alternatywne kanały logistyczne [ANALIZA]
Czerwiec na T5: roboty palowe zakończone
Kolejny polski port do przebudowy. Tym razem Tolkmicko
Żegluga przez Cieśninę Malakka swobodna i bez opłat
Morska konsolidacja i dywersyfikacja przez fuzję Duńczyków z Norwegami
Bloomberg: Co najmniej osiem statków płynących omańskim torem cieśniny Ormuz zawróciło