Zakończyła się czwarta edycja Kongresu Polskie Porty 2030+, wydarzenia, którego tematyka przez dwa dni koncentrowała się wokół sektora portów morskich, ze szczególnym uwzględnieniem zagadnień infrastrukturalnych. Jednym z jego elementów był panel dyskusyjny poświęcony roli samorządów i lokalnego biznesu: „Miasta i gminy morskie 2030+. Samorząd i biznes na zapleczu portów”, który poprowadził red. Artur Kiełbasiński.
W rozmowie udział wzięli przedstawiciele biznesu oraz samorządów i instytucji regionalnych: Agnieszka Rodak – prezes zarządu Rumia Invest Park, Artur Ambrożewicz – CEO Vulcan Training & Consultancy, Radosław Rychter – dyrektor programów morskich w Kongsberg Defence & Aerospace, Grzegorz Maj – pełnomocnik zarządu ds. local content w Polskich Elektrowniach Jądrowych (PEJ) oraz Jarosław Białk – starosta pucki.
W trakcie dyskusji szczególnie wyraźnie wybrzmiała specyfika samorządów jako partnerów rozwoju gospodarczego. To właśnie na poziomie lokalnym w największym stopniu spotykają się interesy inwestorów, mieszkańców i administracji – a decyzje podejmowane „tu i teraz” mają bezpośrednie przełożenie na tempo realizacji inwestycji, dostępność infrastruktury oraz jakość współpracy z biznesem.
W ciągu ostatnich kilku lat wyraźnie widać, jak dynamicznie zmienia się sytuacja na rynku nieruchomości w Rumi oraz w tzw. dolinie logistycznej na zapleczu Portu Gdynia. Jak zaznaczył red. Kiełbasiński, część inwestorów dopiero niedawno uświadomiła sobie, jak blisko Rumia jest położona względem portu, co dla mieszkańców Pomorza jest oczywistością, ale w szerszej, inwestycyjnej perspektywie stanowiło istotne odkrycie. Efektem tego są wysokie ceny terenów inwestycyjnych. W kontekście tego pojawiło się pytanie, czy w Rumi, właśnie ze względu na bliskość portu i rozwój doliny logistycznej, odczuwacie rosnące zainteresowanie inwestorów, którzy odkrywają tę lokalizację na nowo?
– Tak, rzeczywiście przychodzą i mówią: „Ale w tej Rumi jest fajnie. Widzieliśmy, że macie strefę przemysłową. Myśleliśmy, że Rumia to tylko korki, kiedy jedzie się na Półwysep”. Jednocześnie, kiedy jadą w teren i widzą hale, które tam powstają, są zaskoczeni cenami za metr kwadratowy – mówiła we wstępie Agnieszka Rodak, prezes zarządu Rumia Invest Park. – Faktycznie, dziesięć lat temu, gdy powstawała spółka, grunt przemysłowy można było kupić za około 20 zł za metr kwadratowy. Dziś rozmawiamy już o cenach zbliżonych do terenów przy gdańskim lotnisku. Naszą przewagą konkurencyjną nie jest dziś jednak cena, lecz sposób, w jaki opiekujemy się inwestorami i rozwiązujemy ich problemy – na przykład operator energetyczny odmawia wykonania przyłącza albo przedsiębiorstwo wodociągowe informuje, że nie ma sieci wodno-kanalizacyjnej i inwestor musi współfinansować jej budowę – wtedy wkraczamy my. Łączymy również inwestorów ze strefą ekonomiczną, aby mogli skorzystać z dostępnych instrumentów wsparcia.
Agnieszka Rodak podkreśliła także, że Rumia Invest Park w naturalny sposób jest zapleczem Portu Gdynia, a inwestorzy widzą to, jak logistyka i dostęp do niego staje się coraz lepszy – w tym kontekście padł przykład m.in. prac nad Drogą Czerwoną – kluczową inwestycją dla całego zaplecza gdyńskiego portu.
– Port rozwija swoje granice, a my mamy bardzo dobry dojazd. Jeśli dodatkowo powstanie Via Maris – miejmy nadzieję, że jeszcze za naszego życia – będzie to prawdziwy game changer. Rozmawiając z inwestorami, między innymi z firmą reprezentowaną przez pana Ambrożewicza, widzimy wyraźnie, że argument o skróceniu czasu dojazdu do portu jest dla nich bardzo istotny – spuentowała.
W dalszej części dyskusji poruszono temat znaczenia czynników decydujących o lokalizacji inwestycji, a następnie padło pytanie o to, co w praktyce ma większe znaczenie dla inwestorów – sama lokalizacja i potencjał danego miejsca, czy raczej przyjazny samorząd oraz sprawna administracja.
– Jednym z najważniejszych czynników jest dla nas kapitał ludzki, czyli ludzie, którzy będą potrafili obsługiwać tę wysoką technologię, ale również produkować dla nas komponenty – mówił Radosław Rychter, dyrektor programów morskich w Kongsberg Defence & Aerospace. – Oczywiście znaczenie ma lokalizacja – porty, lotniska, infrastruktura transportowa, a nawet baza hotelowa, ale otwartość samorządowa ma ogromne znaczenie. Samorząd jest wybierany przez mieszkańców i w pewnym stopniu pozostaje niezależny od bieżącej polityki. Dlatego właśnie ten kontakt jest dla nas niezwykle ważny.
Jak mówił, liczy się transparentność i rzeczywista chęć robienia biznesu.
– Już podczas pierwszych rozmów chcemy mieć pewność, że druga strona nie próbuje niczego ukrywać ani przedstawiać rzeczywistości w lepszym świetle niż jest naprawdę. Doskonale wiemy, że są działki lepsze i gorsze. Znamy również różne historie i obietnice składane inwestorom.
Warto przypomnieć w tym miejscu, że w listopadzie ubiegłego roku przedstawiciele pomorskich władz samorządowych oraz norweskiego koncernu obronnego Kongsberg Defence & Aerospace podpisali list intencyjny dotyczący strategicznej współpracy gospodarczej. Ma to związek z planami utworzenia na Pomorzu nowoczesnego zakładu produkcyjnego z myślą o przemyśle obronnym. Stanie się on również częścią rządowego projektu Zielonego Okręgu Przemysłowego „Kaszubia”, integrującego przemysł, energetykę i innowacje, wspierając zrównoważony rozwój regionu.
Radosław Rychter w tym kontekście bardzo pozytywnie odnosił się do Rumi.
– Zostaliśmy tam bardzo dobrze przyjęci, przede wszystkim od strony merytorycznej. Miasto było przygotowane do rozmowy o dostępnych terenach, infrastrukturze i wszystkich kwestiach technicznych. Nikt przecież nie chce budować fabryki w środku lasu bez odpowiedniego zaplecza. Rozmowy były konkretne i rzeczowe.
– Mamy fabryki w Australii, Stanach Zjednoczonych i Norwegii, w Kongsbergu. Teraz szukamy odpowiedniego miejsca w Polsce. Firma Kongsberg jest przedsiębiorstwem państwowym. Norwegowie mają nieco inny sposób prowadzenia biznesu i oczekują konkretnego wsparcia. Takie wsparcie bardzo często zapewniają właśnie miejskie spółki odpowiedzialne za obsługę inwestorów. Podsumowując – stawiamy przede wszystkim na ludzi. Jeśli widzimy otwartość, profesjonalizm i prawdziwie biznesowe podejście, jest to dla nas niezwykle ważny sygnał. Cena działki oczywiście również ma znaczenie, ale jest to już temat do negocjacji. Najważniejsze są relacje – spuentował Radosław Rychter.
Vulkan Training & Consultancy realizuje w Rumi inwestycję o wartości około 30 milionów złotych. Projekt obejmuje budowę jednego z najnowocześniejszych centrów szkoleniowych w Europie. Powstanie hala o powierzchni około 1200 m2 oraz 1500 m2 zaplecza szkoleniowo-socjalnego. Choć inwestycja ma umiarkowaną skalę w porównaniu z dużymi projektami przemysłowymi, pełni istotną rolę w rozwoju kompetencji i rynku pracy w regionie.
Jak podkreślał Artur Ambrożewicz, CEO Vulcan Training & Consultancy, decyzja lokalizacyjna była poprzedzona analizą potencjału komunikacyjnego i strategicznego regionu.
– Zanim podejmiesz ważną decyzję, spójrz na mapę. Rumia, położona w bezpośrednim sąsiedztwie Gdyni, znajduje się przy trasach prowadzących w kierunku Łeby i Półwyspu Helskiego. Dodatkowym atutem będzie rozwijana droga ekspresowa S6, która znacząco poprawi dostępność komunikacyjną regionu. To idealna lokalizacja. Brakuje już tylko Via Maris, żeby domknąć układ komunikacyjny. W 2020 roku teren inwestycyjny był jeszcze niezagospodarowany – mówiąc wprost – były tylko krzaki, a do samej działki nie dało się nawet dojść. Dziś posiada podstawową infrastrukturę i dojazd – podkreślał Artur Ambrożewicz.
W swojej wypowiedzi pozytywnie ocenił współpracę z lokalnymi instytucjami, podkreślając ich zaangażowanie i wsparcie w procesie inwestycyjnym – m.in. w zakresie przyłączy energetycznych, gazowych oraz infrastruktury technicznej. Jednocześnie wskazał także na wyzwania administracyjne.
– Ostatnio złożyliśmy projekt zamienny pozwolenia na budowę. Urząd miał 65 dni na wydanie decyzji. Odpowiedź negatywną otrzymaliśmy w sześćdziesiątym czwartym dniu, a następnie dowiedzieliśmy się, że urzędniczka udaje się na dwutygodniowy urlop. Administracja staje się dziś jednym z kluczowych wąskich gardeł w procesach inwestycyjnych.
W dyskusji padło także pytanie, czy Pomorze jest na tyle atrakcyjnym miejscem – zarówno pod względem warunków pracy, jak i jakości życia – aby przyciągnąć Polaków pracujących za granicą, ale także pracowników innych narodowości. Zdania były podzielone.
– Jeśli jednak chodzi o pytanie dotyczące powrotu Polaków pracujących za granicą, mam pewne wątpliwości. Niestety obecne oferty pracy na Morzu Bałtyckim odbiegają od standardów europejskich. Wynagrodzenia nie są porównywalne z tymi oferowanymi na innych rynkach – mówił Artur Ambrożewicz. – Musimy patrzeć na polski rynek jak na część rynku europejskiego i stopniowo zbliżać poziom wynagrodzeń do standardów europejskich. To oczywiście nie jest łatwe i niesie ze sobą pewne ryzyko. Jeżeli staniemy się zbyt drodzy, mogą zastąpić nas pracownicy z Rumunii, Ukrainy czy Mołdawii. Trzeba o tym pamiętać. Nie jesteśmy już tanią siłą roboczą, ale nadal jesteśmy bardziej konkurencyjni kosztowo niż wiele innych krajów.
Jak dodał, pracownika bardzo łatwo zastąpić. Trudniej dzieje się w przypadku technologii, dlatego też podkreślał zasadność rozwoju własnych, tak aby np. Duńczycy przyjeżdżali do Polski pracować przy polskich rozwiązaniach, a nie odwrotnie.
W tym kontekście przypomniano także rozmowę z udziałem Marcina Ryngwelskiego, prezesa PGZ Stoczni Wojennej, która niedawno wybrzmiała w Radiu Gdańsk. Wynikało z niej, że aby sprowadzić do Polski stoczniowców pracujących obecnie w Norwegii, należałoby zaoferować im wynagrodzenie stanowiące około 70% norweskich zarobków. Dopiero wtedy deklarują gotowość powrotu.
– Zawsze jednak trzeba pamiętać, że między deklaracjami a rzeczywistymi decyzjami istnieje pewna różnica. To pokazuje jednak skalę wyzwania – podkreślano podczas dyskusji Kongresu.
Swoje wątpliwości co do powrotu Polaków z zagranicy wyraził także Grzegorz Maj, pełnomocnik zarządu ds. local content w Polskich Elektrowniach Jądrowych.
– Moim zdaniem nie należy zakładać, że te powroty nastąpią na dużą skalę. Widzimy to już na przykładzie naszej inwestycji. Przy budowie elektrowni jądrowej Olkiluoto w Finlandii pracowały tysiące Polaków. Część z nich jest dziś zainteresowana pracą przy naszej inwestycji, ale wiele osób nie planuje powrotu. Bariera finansowa jest bardzo istotna, ale równie ważna jest kwestia relokacji. Jeżeli ktoś mieszka za granicą od roku, dwóch czy trzech lat, każda kolejna decyzja o przeprowadzce staje się coraz trudniejsza. Dlatego nie liczyłbym na masowy powrót Polaków pracujących od wielu lat poza krajem. Musimy przede wszystkim inwestować w kadry tutaj, na miejscu. I właśnie to jest dla Pomorza ogromną szansą. Pierwsza elektrownia jądrowa powstaje właśnie tutaj i to tutaj budujemy całe zaplecze kadrowe dla etapu wykonawczego.
Na placu budowy ma pracować około 10 tys. osób, a przez cały okres inwestycji będzie to około 24 tys. pracowników.
– Nie będą to jednak przypadkowe osoby. Każdy z nich będzie musiał przejść odpowiednie procesy edukacyjne i certyfikacyjne. Samo posiadanie uprawnień zawodowych nie wystarczy, ponieważ plac budowy elektrowni jądrowej wymaga spełnienia dodatkowych kryteriów bezpieczeństwa i jakości. Osoby, które uzyskają takie kwalifikacje, będą mogły znaleźć zatrudnienie praktycznie na całym świecie.
Warto w tym miejscu dodać, że minister energii ogłosił już także aktualizację programu polskiej energetyki jądrowej i wiadomo już, że powstanie druga elektrownia jądrowa, a jeszcze w tym roku zostanie podjęta decyzja o jej lokalizacji.
– To oznacza, że kadry wykształcone dziś na Pomorzu nie będą pracowały wyłącznie przy pierwszej elektrowni. Będą stanowiły zaplecze dla całego programu energetyki jądrowej w Polsce. Zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników będzie stale rosło. To ogromna szansa dla Pomorza – mówił Grzegorz Maj.
Jak dodał, trwają prace nad koncepcją utworzenia w Rumi centrum doskonalenia kadr.
– Chcemy, aby absolwenci byli gotowi do pracy przy budowie elektrowni. To ogromna szansa zarówno dla szkolnictwa zawodowego w powiatach puckim, wejherowskim i lęborskim, jak i dla uczelni w Gdyni oraz Gdańsku.
Podobnie jak reszta uczestników panelu, podkreślił także ogromne znaczenie współpracy z samorządami.
– Nie chodzi wyłącznie o bieżące problemy, takie jak naprawa dróg czy utrudnienia wynikające z budowy. Samorządy zaczynają patrzeć na tę inwestycję przede wszystkim jako na szansę, na rozwój lokalnego rynku pracy, doposażenie szkół, rozwój edukacji oraz stworzenie całego ekosystemu gospodarczego wokół elektrowni. Z naszej perspektywy podejście samorządów – zarówno powiatu puckiego, jak i wejherowskiego oraz lęborskiego – jest naprawdę bardzo dobre.
Jak zaznaczył redaktor Artur Kiełbasiński, z badania opinii publicznej wynika, że poparcie dla energetyki jądrowej w Polsce jest rekordowo wysokie.
– Co więcej, wysoki odsetek respondentów deklaruje, że zaakceptowałby budowę elektrowni jądrowej nawet w promieniu 20 kilometrów od swojego miejsca zamieszkania. To bardzo istotne, ponieważ często spotykamy się z postawą: „Tak, popieram energetykę jądrową, ale niech powstanie na drugim końcu kraju”. Tutaj okazuje się, że mieszkańcy akceptują ją również w swoim najbliższym otoczeniu.
Odnosząc się do tej kwestii, pełnomocnik zarządu ds. local content w Polskich Elektrowniach Jądrowych potwierdził wysokie poparcie społeczne.
– W bezpośrednim sąsiedztwie lokalizacji elektrowni przekracza ono 50%, co uważamy za bardzo dobry wynik. To pokazuje, że mieszkańcy mają świadomość, iż tego typu inwestycja wiąże się z utrudnieniami, ale jednocześnie rozumieją, że korzyści będą większe niż niedogodności.
– Powstanie cały ekosystem związany z elektrownią. Mieszkańcy odczują jej obecność nie tylko poprzez niższe ceny energii czy nowe miejsca pracy, ale również dzięki rozwojowi infrastruktury i usług, z których będą korzystać na co dzień.
Kiedy myślimy o Pucku, pierwsze skojarzenia zwykle dotyczą Półwyspu Helskiego, turystyki, żeglarstwa i nadmorskiego wypoczynku. To naturalny i silnie utrwalony wizerunek regionu. Podczas panelu dyskusyjnego zwracano jednak uwagę, że obok funkcji turystycznej coraz wyraźniej rozwija się tu również drugi filar związany z energetyką i infrastrukturą morską.
Istotnym elementem tej zmiany jest Port Władysławowo, który – jak podkreślano – zyskuje rosnące znaczenie w kontekście rozwoju polskiego offshore i staje się jednym z kluczowych punktów zaplecza dla projektów realizowanych na Morzu Bałtyckim.
W trakcie rozmowy wskazywano, że zmienia się nie tylko rola poszczególnych lokalizacji, ale także sposób postrzegania całego regionu. Choć planowana elektrownia jądrowa nie powstaje bezpośrednio na terenie powiatu puckiego, to jej lokalizacja znajduje się w jego bezpośrednim sąsiedztwie, co wpływa na szerszą dynamikę inwestycyjną w regionie. Z kolei offshore – jak podkreślano – już dziś bezpośrednio dotyczy tego obszaru i staje się jednym z kluczowych kierunków jego rozwoju.
W tym kontekście pojawiło się pytanie, czy mieszkańcy oraz samorządy zaczynają postrzegać swój region nie tylko przez pryzmat turystyki, ale również energetyki.
– Patrząc na powiat pucki, który jest najbardziej morskim powiatem w Polsce – mamy przecież najdłuższą linię brzegową, ponieważ półwysep liczy się z obu stron – rzeczywiście jesteśmy przede wszystkim kojarzeni z turystyką. Mamy plaże od strony Zatoki i od strony otwartego morza. Często żartuję, że po co jechać do Chorwacji, skoro mamy własne. Jednak przez lata byliśmy postrzegani niemal wyłącznie jako region turystyczny. Tymczasem z turystyki żyje około 30% spośród 94 tysięcy mieszkańców naszego powiatu. Pozostaje więc około 70% mieszkańców, którzy muszą znaleźć zatrudnienie w innych branżach – mówił Jarosław Białk, starosta pucki.
– Od wielu lat wspólnie z samorządami pracujemy nad tym, aby stanąć na dwóch nogach. Chcemy rozwijać turystykę, ale jednocześnie przyciągać nowoczesny biznes. Oczywiście nie mówimy o przemyśle szczególnie uciążliwym. Powinny to być inwestycje, które można pogodzić z funkcją turystyczną regionu. Do tego jednak potrzebna jest odpowiednia infrastruktura publiczna. Nie wystarczy już wskazać inwestorowi zarośniętej działki i powiedzieć: „Proszę sobie wszystko wybudować, a później będziemy pobierać podatki”.
Jak dodał, w samorządach coraz powszechniej myśli się o współfinansowaniu dróg, uzbrojeniu terenów inwestycyjnych oraz przygotowaniu pełnej infrastruktury.
– Chcemy stworzyć warunki, które zachęcą przedsiębiorców do inwestowania właśnie u nas. Turystyka jest branżą bardzo zależną od pogody. Jeżeli ktoś przez sezon zarobi bardzo dobre pieniądze, a później przez kilka miesięcy praktycznie nie ma pracy, to nie rozwiązuje problemu całorocznego zatrudnienia. Dlatego potrzebujemy stałych miejsc pracy – mówił starosta pucki.
Puck duże nadzieje wiąże z rozwojem Portu Władysławowo i spółki Szkuner. Ta ostatnia pozostała własnością powiatu.
– Gdy obejmowałem urząd w 2014 roku, spółka zatrudniała około 200 osób i przy obrotach rzędu 20 milionów złotych generowała około 3,5 miliona złotych strat rocznie. Najprostszym rozwiązaniem byłaby sprzedaż atrakcyjnych działek deweloperom lub inwestorom hotelowym. Wybraliśmy jednak zupełnie inną drogę. Postanowiliśmy rozwijać spółkę.
Jak mówił, dawniej spółka kojarzyła się wyłącznie z rybołówstwem, ale dziś – zdaniem starosty – Bałtyk wygląda zupełnie inaczej.
– Nie łowi się już dorsza ani łososia w takich ilościach jak kiedyś. Pozostały głównie śledzie i szproty. Na samym rybołówstwie nie da się już utrzymać przedsiębiorstwa tej skali. Dlatego zaczęliśmy szukać nowych kierunków rozwoju. Jednym z nich jest offshore, drugim energetyka jądrowa. Już dziś przez Port Władysławowo transportowane są ponadgabarytowe transformatory wykorzystywane przy inwestycjach.
W wypowiedzi podkreślono, że w powiecie puckim i na Pomorzu społeczny opór wobec dużych inwestycji energetycznych i infrastrukturalnych jest dziś ograniczony, m.in. dzięki wcześniejszym doświadczeniom z projektami takimi jak Żarnowiec, wydobycie ropy i gazu czy infrastruktura magazynowa. Zamiast sprzeciwu coraz częściej pojawia się jednak „zmęczenie oczekiwaniem” – mieszkańcy od lat słyszą o inwestycjach, ale nie widzą ich pełnej realizacji.
Zwrócono uwagę, że kluczowe dla utrzymania akceptacji społecznej są nie tylko same procedury i inwestycje towarzyszące, ale przede wszystkim realne korzyści dla mieszkańców: infrastruktura poprawiająca jakość życia, dobrze płatne miejsca pracy oraz rozwój usług i przestrzeni publicznej.
Podkreślono również, że oprócz wynagrodzeń istotne są warunki życia, komunikacja i oferta lokalna, które wpływają na decyzje o pozostaniu lub powrocie do regionu. Wskazano potrzebę długofalowego myślenia o rynku pracy i edukacji, tak aby już dziś przygotowywać młode pokolenie do przyszłych możliwości zawodowych na Pomorzu.
Aż 420 dzieci biegało po terminalu kontenerowym. VI ONE Terminal Run Gdynia Hutchison Ports wspiera szkoły i fundacje
Kongsberg dostarcza zaawansowany system VTS dla Wielkiego Bełtu
Kongres Polskie Porty 2030+. Relacja LIVE dzień 2.
IMO ewakuuje marynarzy, którzy utknęli w cieśninie Ormuz
Prezesi portów: inwestycje pod kątem militarnym szansą na dodatkowy budżet
Eksperci: skutki gospodarcze brexitu były negatywne, ale bez załamania