400-metrowy kontenerowiec CMA CGM Jacques Saade przepłynął we wtorek Kanał Sueski w kierunku południowym. Inny statek linii – CMA CGM Adonis – przeprawił się natomiast na północ. Spółka sygnalizuje, że liczy na możliwość powrotu na Morze Czerwone na stałe i przekierowuje tamtędy jeden z serwisów od stycznia.
CMA CGM Jacques Saade to największy statek, jaki przepłynął przez Suez w ciągu ostatnich dwóch lat, odkąd większość linii wycofała się stamtąd z powodów bezpieczeństwa.
Dwa statki CMA CGM, trzeciego co do wielkości armatora kontenerowców, które przeszły przez Kanał Sueski we wtorek, oraz Maersk Sabarok, który przepłynął tamtędy kilka dni temu jako pierwszy od dłuższego czasu statek linii Maersk to jaskółka powrotu dużych jednostek na Morze Czerwone. Choć trzy statki znaczą jeszcze niewiele, to międzynarodowi komentatorzy podkreślają, że jest to znaczący krok do przywrócenia funkcjonalności jednej z najważniejszych tras żeglugowych na planecie.
– Powrót dużych linii żeglugowych jest efektem intensywnych działań marketingowych Zarządu Kanału Sueskiego w ostatnim okresie – powiedział admirał Ossama Rabiee, przewodniczący i dyrektor zarządzający Zarządu Kanału Sueskiego.
CMA CGM już w ubiegłym miesiącu badał gotowość trasy do bezpiecznej przeprawy. Wtedy to na północ popłynął 396 metrowy CMA CGM Jules Verne. Był to pierwszy tak duży statek od końcówki 2023 roku, jaki przepłynął przez Kanał Sueski.
Od października 2023 roku jemeńscy bojówkarze Huti zaatakowali ponad 100 cywilnych jednostek handlowych, z czego cztery udało im się zatopić, a jeden przejąć. Zginęło ośmiu marynarzy. Choć Huti zapewniali, że atakują tylko jednostki związane z Izraelem w odpowiedzi za atak na Strefę Gazy, wielokrotnie udowodnili, że nie jest to prawda. Armatorzy zatem wycofali się z Morza Czerwonego i przenieśli statki płynące między Europą i Azją na znacznie dłuższą trasę dookoła Afryki. Ruch ten – choć zapowiadano, że będzie szokujący dla łańcuchów dostaw i gospodarki światowej – udało się na dobrą sprawę wykonać bez wywoływania trzęsienia ziemi w handlu (pomimo dłuższego czasu tranzytu, który przełożył się na wyższe stawki frachtowe). Jednakże przez to ruch przez Morze Czerwone i Kanał Sueski spadł o około 60%.
W październiku tego roku doszło do zawieszenia broni w Strefie Gazy. W związku z tym ze swoich ataków wycofali się również Huti. Linie żeglugowe bardzo uważnie obserwowały sytuację w regionie i zaczęły rozważać powrót na starą linię. Wrócili także mniejsi armatorzy: w listopadzie Zarząd Kanału Sueskiego pochwalił się, że odnotowano najwyższy miesięczny wskaźnik powrotu statków od początku kryzysu – naliczono 229 wracających jednostek.
Linie CMA CGM już zapowiedziały, że statki w ramach serwisu INDAMEX (Indie-USA) powrócą do Kanału Sueskiego od stycznia. Inni armatorzy ze stawki największych operatorów kontenerowych na razie bardziej badają teren. Maersk wraz z wysłaniem na Morze Czerwone Maersk Sebarok wypowiadał się w tym temacie ostrożnie, przyznając, że choć myśli o tym, to żadne decyzje nie zapadły.
I choć Admirał Rabiee, dowodzący Kanałem Sueskim, dwoi się i troi, by namówić armatorów do powrotu, to sam fakt decyzji CMA CGM może nie wystarczyć. Wciąż bowiem wysokie pozostają składki ubezpieczeniowe od ryzyka wojennego dla jednostek na akwenie. Operatorzy – za agencjami ds. bezpieczeństwa – zdają sobie też sprawę, że Huti nie zapadli się nagle pod ziemię, ale cały czas są w stanie zagrozić żegludze z brzegów Jemenu, tym bardziej, że zawieszenie broni w Strefie Gazy jest kruche.
Kongres Polskie Porty 2030+. Relacja LIVE dzień 2.
IMO ewakuuje marynarzy, którzy utknęli w cieśninie Ormuz
Prezesi portów: inwestycje pod kątem militarnym szansą na dodatkowy budżet
Eksperci: skutki gospodarcze brexitu były negatywne, ale bez załamania
10 lat od pierwszej komercyjnej dostawy do Terminala LNG w Świnoujściu
Ocean Network Express uruchamia połączenie kontenerowe z zawinięciami do Gdańska i Gdyni