Chociaż światowa gospodarka stoi w obliczu największej recesji od czasu Wielkiego Kryzysu lat 30-tych zeszłego stulecia, a handel międzynarodowy i morski notują bezprecedensowe dla ery globalizacji spadki, branża morska – zahartowana przez szok nadpodaży po światowym kryzysie finansowym 2008 r. – wykazała się wysokim stopniem odporności. Stawia to ją w dogodnej pozycji wobec wyzwań nadchodzącego wielowymiarowego przejścia technologicznego w transporcie morskim.
Pandemia COVID-19 pchnęła światową gospodarkę w prawdopodobnie najgłębszą w dziejach współczesnych recesję, porównywalną jedynie z Wielkim Kryzysem lat 30-tych ubiegłego wieku. Jej bezprecedensowy charakter determinuje nałożenie się szoków podażowego – przez zachwianie globalnymi łańcuchami produkcji w wyniku czasowego wstrzymania produkcji w Chinach, „fabryce świata” – i popytowego – wynikającego z przyjętej w Europie i na mniejszą skalę Stanach Zjednoczonych polityki lockdownu radykalnie ograniczającej aktywność konsumencką i inwestycyjną.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) w kwietniowej aktualizacji raportu „World Economic Outlook” prognozuje, że światowy PKB w 2020 r. skurczy się o 3,0%, w grupie gospodarek wysokorozwiniętych o 6,1%, w strefie euro o 7,5%. Jeszcze głębsze spadki przewidują raporty Banku Światowego „Global Economic Prospects” oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) opublikowane w czerwcu br. Raport BŚ mówi o spadkach -5.2% w skali świata, -7.0% dla gospodarek wysokorozwiniętych, -9,1% w strefie euro. Raport OECD przewiduje dwa scenariusze spadków: o 6,0% jeśli pandemia zacznie się cofać lub 7,5% w razie uderzenia drugiej fali.
Wśród czołowych instytucji ekonomicznych panuje konsensus, że w 2021 r. nastąpi odbicie (MFW: 5,8%, BŚ: 4,2%, OECD: 5,2% w scenariuszu pozytywnym lub 2,8% jeśli uderzy druga fala). Szybka reakcja rządów i banków centralnych pozwoliła uniknąć kolapsu światowej gospodarki; wartość programów osłonowych i pro-wzrostowych samych państw G20 sięgnęła 17% globalnego PKB, tj. 15 bln USD, a w włączając pozostałe państwa może sięgać ok. 20-25% globalnego PKB. Jednak dane z przełomu II i III kwartału br. – takie jak zaskakujący spadek eksportu Chin w maju – oraz wyraźnie zarysowujące się ryzyko nawrotów epidemii zwiastują powolną poprawę zamiast wejścia na ścieżkę odbicia w kształcie litery V. Economist Intelligence Unit – firma analityczna związana z autorytatywnym magazynem „The Economist” – przewiduje rozłożenie się powrotu do poziomu PKB sprzed kryzysu COVID-19 na okres aż do połowy lat 20-tych.
Dekoniunktura w konsumpcji i zachwianie ciągłości w łańcuchach produkcji szczególnie wyraźnie odbijają się w handlu międzynarodowym. Światowa Organizacja Hadlu w czerwcowej aktualizacji prognoz podaje, że w I kwartale br. wolumen handlu międzynarodowego spadł o 3% oraz przewiduje, że w II kwartale – punkcie kulminacyjnym kryzysu zdrowotnego – spadnie o 27%, a w całym w 2020 r. o 18,5%. Dla porównania, podczas światowego kryzysu finansowego 2008 r. wolumen handlu międzynarodowego spadł o 9%. Choć mamy do czynienia z największym załamaniem od czasu rozpoczęcia prowadzenia statystyk w 1963 r. i prawdopodobnie największym od Wielkiego Kryzysu lat 30-tych ubiegłego wieku, oddala się scenariusz porównywalnego z nim tąpnięcia o 35%, przed którym WTO ostrzegała jeszcze w kwietniu. Z kolei Bank Światowy w ww. „Global Economic Prospects” prognozuje roczny spadek wolumenu handlu międzynarodowego w skali roku o 13,4%. W ujęciu wartości handlu międzynarodowego, zbliżoną z WTO ocenę przedstawia Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) w czerwcowym raporcie „Global Trade Update.” W I kwartale wartość handlu międzynarodowego spadła o 5%, w II kwartale spadek wyniesie 27% – przy czym głównym czynnikiem tak głębokiego tąpnięcia jest spadek cen surowców, zwłaszcza ropy naftowej – a w skali roku ok. 20%.
Jako nośnik blisko 90% wolumenu i 70% wartości handlu międzynarodowego, transport morski jest jednym z sektorów gospodarki szczególnie podatnych na fluktuacje w koniunkturze i szoki gospodarcze. Branża spodziewa się, że w wyniku pandemii dojdzie do największego spadku w międzynarodowym handlu morskim od ponad 35 lat. Firma analityczna Clarksons Research prognozuje, że wolumen transportu morskiego spadnie w br. o 5,3% (dla porównania, w 2009 r. -4.6%). Eksperci Clarksons oceniają, że dekoniunktura najmocniej dotknie sektora kontenerowców, w którym ruch spadnie o 10,3% TEU/mile (2009: -7%). Sektor masowców utraci 3,9% ruchu w tonomilach (2009: -3,4%), przy czym indeks w dół ciągnie segment węgla notujący spadek -8% ze względu na spadek popytu na energię w dobie pandemii i ograniczeń anty-epidemicznych, podczas gdy segment rudy żelaza pozostanie stabilny, a segment zbóż urośnie o 3%. Oceniany przez Międzynarodową Agencję Energii (IEA) zmniejszenie konsumpcji ropy w br. o ok. 10% pociągnie za sobą spadek ruchu o 5% w tonomilach w segmencie tankowców.
Mogłoby wydawać się, że tak gwałtowne i głębokie załamanie koniunktury wywoła w branży morskiej zapaść porównywalną z sytuacją, w jakiej znalazły się linie lotniczych czy turystykę. A jednak, zahartowani przez procesy usuwania nadpodaży i konsolidację po światowym kryzysie finansowym 2008 r. i „straconej dekadzie” lat 2010-tych, dziś operatorzy transportu morskiego znacznie lepiej radzą sobie z szokiem i zarządzaniem podażą, a ich sprawność przekłada się na długookresowe pespektywy branży.
Kontenerowce: odporność nabyta
Sektor kontenerowców jest szczególnie związany z globalizacją i handlem międzynarodowym jako jego podstawowy nośnik, kontener zyskał sobie miano cichego bohatera globalizacji, bo umożliwił zestandaryzowanie i umasowienie transportu dóbr konsumpcyjnych. W dobie złotej ery globalizacji pomiędzy 1990 a 2008 r. wartość międzynarodowego handlu towarowego urosła z 3,5 mld USD do 16,1 mld USD, a sam wolumen handlu skonteneryzowanego z 30 mln do 130 mln TEU, zaś tonaż floty kontenerowców w skali globalnej powiększył się z 22 mln ton do 145 mln ton.
Szczególnie mocne sprzężenie tego segmentu rynku transportu morskiego z handlem międzynarodowym sprawia, że trwający bezprecedensowy szok popytowo-podażowy rzuciły więc długi cień na perspektywy branży.
Na fali obaw o załamanie popytu i kryzysu nadpodaży na przełomie marca i kwietnia agencje ratingowe obniżyły ratingi – zdolności oceny kredytowej – największych operatorów kontenerowych. Standard & Poor’s zmieniła perspektywę ratingów Moeller-Maersk ze stabilnej na negatywną i Hapag-Lloyd z pozytywnej na stabilną, ale podtrzymał stabilną perspektywę CMA CGM. Moody's Moeller-Maersk i Hapag-Lloyd ze stabilnej na negatywną oraz zapowiedziała obniżenie poziomu ratingu CMA CGM. Sam największy operator kontenerowy AP Moller-Maersk – którego wyniki są paradygmatyczne dla całego sektora, gdyż on sam obsługuje 17% światowego handlu skonteneryzowanego – na początku II kwartału br. ostrzegał przed spadkiem wolumenu w tym okresie o 20-25%.
A jednak, mimo bezprecedensowej skali kryzysu COVID-19, kondycja branży okazała się trwale relatywnie lepsza i bardziej stabilna niż w czasie światowego kryzysu finansowego 2008 r., który doprowadził do uruchomienia procesów głębokiej restrukturyzacji – konsolidacji, usuwania nadpodaży tonażu, reorientacji strategii biznesowej z walki o jak największy udział w rynku na rentowność – a wręcz zahartował branżę.
W latach 2000-nych na fali optymistycznych nastrojów i prognoz doby złotej ery globalizacji armatorzy dążyli do masowej rozbudowy floty. Gdy w wyniku światowego kryzysu finansowego w 2009 r. światowy PKB spadł – pierwszy raz od II wojny światowej – o 1,6%, pociągając za sobą również spadek w wolumenie handlu międzynarodowego o 9%, branża transportu morskiego stanęła przed problemem olbrzymiej nadpodaży floty handlowej. W momencie wybuchu kryzysu globalny portfel zamówień z czasów prosperity wartością odpowiadał 55% dostępnego tonażu. Nawet pomimo odbicia w handlu międzynarodowym już w kolejnym roku, podaż mocno przekraczała zapotrzebowanie, wywierając długotrwały negatywny wpływ na rentowność frachtu. W latach 2009-15 uśredniona wartość indeksu ClarkSea wynosiła 12 161 USD/dzień - tj. 57% poniżej średniej z lat 2003-08. Spadek poziomu rentowności frachtu do poziomu nie gwarantującego rentowności wymusił na branży daleko posuniętą konsolidację, z którego wyłoniły się trzy silne sojusze skupione wokół pięciu największych operatorów: CMA CGM, COSCO, Hapag-Lloyd, Maersk i ONE. Co równie istotne, punkt ciężkości w strategii największych przedsiębiorstw transportu morskiego przesunął się z ekspansji i zdobywania udziałów w rynku na poprawienie rentowność i dywersyfikację oferty świadczonych usług.
Do nadchodzącego kryzysu branżę niejako przygotował również słaby rok 2019, w którym na fali ogólnoświatowego spowolnienia, eskalacji amerykańsko – chińskiej wojny handlowej oraz niepewności związanej z przyszłością porozumienia dot. Brexitu wolumen handlu międzynarodowego spadł o 0,5% a – po raz pierwszy od 2009 r.
W obliczu szoku popytowo-podażowego wywołanego pandemią COVID-19 sektor kontenerowy przyjął intensywną strategię zarządzania podażą obliczonego na utrzymanie poziomu stawek frachtowych poprzez zwolnienie mocy podażowych. W pierwszej połowie roku poprzez pusty fracht (blank sailing) – odwołanie kilkuset zaplanowanych rejsów na regularnych trasach – podaż została zredukowana o 4 mln TEU, 10% flot zostało wprowadzone w stan bezczynności. Branża wykazał się bezprecedensową jednomyślnością i solidarnością w działaniach.
Doświadczenie w zarządzaniu kryzysowym zaważyło na sprawności, z jaką branża morska radzi sobie w warunkach obecnego kryzysu. W rezultacie udało się utrzymać stabilny poziom stawek frachtowych. Szanghajski Indeks Frachtu Skonteneryzowanego – indeks stawek frachtowych w korytarzach Azja – Europa i transpacyficznym, przez które przechodzi blisko ¾ handlu międzynarodowego – powrócił do poziomu bardzo zbliżonego do stanu z początku roku (1015 do 1023 pkt) po głębokim – ale wciąż utrzymującym się na poziomie powyżej poziomów z 2019 r. – spadku w marcu, kwietniu i maju. Sam Maersk – barometr kondycji sektora kontenerowego – w I kwartale br. poprawił swoje wyniki finansowe i osiągnął zysk większy w stosunku do analogicznego okresu minionego roku pomimo sytuacji, w II kwartale firma spodziewa się dalszej poprawy wyników. Na podstawie wstępnych danych z II kwartału br. firma analityczna SeaIntelligence prognozuje, że w tym roku cały sektor osiągnie łącznie 9 mld USD zysku, podczas gdy wcześniejsze prognozy mówiły o nawet 23 mld USD strat w najbardziej pesymistycznym scenariuszu.
Cruisery płyną dalej
Sektor dalekomorskich i oceanicznych statków wycieczkowych (cruiserów) pandemia całkowicie sparaliżowała i postawiła w obliczu najpoważniejszego spośród segmentów branży morskiej kryzysu płynności finansowej, pociągającego za sobą realne ryzyko bankructwa któregoś z największych operatorów. Największe przedsiębiorstwa branży linii wycieczkowych skutecznie jednak podjęły działania na rzecz pozyskania kapitału płynnościowego. Carnival Corp., największy operator w branży, z linii kredytowych oraz emisji papierów wartościowych pozyskał 7,6 mld USD. Royal Caribbean Cruises już pod koniec marca zabezpieczył kredyt w wysokości 2,2 mld USD i obecnie jej kapitał płynnościowy wynosi 3,4 mld USD. Norwegian Cruise Line w maju poinformował udziałowców o groźbie bankructwa, ale już dzień później ogłosił pozyskała finansowanie w wysokości 2,4 mld USD. Działaniom tym towarzyszy także redukcja wydatków poprzez m.in. zwolnienia grupowe oraz wycofywanie i skierowanie do recyklingu starszych jednostek.
Pozyskany kapitał pozwolił na zabezpieczenie płynności finansowej w stopniu wystarczającym, by czołowe przedsiębiorstwa segmentu przetrwały czas zawieszenia. Powrót ostrożnego zaufania do segmentu nawet pomimo przedłużającego się – obecnie do października – zamknięcia amerykańskich portów dla cruiserów ilustrują zmiany cen akcji. Podczas gdy na początku roku ceny udziałów w Carnival, Royal Caraibbean i Norwegian wahała się w okolicach odpowiednio 110 USD, 50 USD i 55 USD, w marcu runęły aż do poziomu 7,98 USD 2 kwietnia dla pierwszego operatora, 22 USD 18 marca dla drugiego i 7,77 USD 18 marca dla trzeciego; od tego czasu jednak ustabilizowały się, a w czerwcu odbiły do poziomu ok. 55 USD dla Royal Caraibbean oraz ok. 20 USD dla dwóch pozostałych.
Trzy ww. grupy mają łącznie 79% udziału w rynku, który wg. prognozy Cruise Lines International Association jeszcze sprzed pandemii w 2020 r. przyniósłby 70 mld USD przychodu i przewiózł 32 mln pasażerów. Co więcej, cruisery to najbardziej rentowny i kluczowych w portfelu zamówień dla europejskiego przemysłu stoczniowego rodzaj statków.
Po światowym kryzysie finansowym operatorom linii wycieczkowych trzy lata zajął powrót do stanu sprzed 2008 r. Wyjście z obecnego kryzysu jeszcze bardziej komplikuje wymiar zdrowotny, bo problem poziomu bezpieczeństwa sanitarnego na statkach wycieczkowych podnoszony był w ostatnich latach m.in. przez amerykańskie Centrum Chorób Zakaźnych, a należący do Carnival statek "Diamond Princess" stał się na początku marca pierwszym ogniskiem koronawirusa SARS-CoV-2 poza Chinami. Na operatorach wymusza to działania dostosowawcze i modernizacyjne na wielką skalę – tym bardziej, że seniorzy stanowią główną grupę klientów. Ale branża szykuje się do częściowego wznowienia działalności już późnym latem i powrotu na ścieżkę wzrostu w 2021 r. Dobrym prognostykiem dla branży może być ukierunkowanie rządowych programów pomocowych na rzecz utrzymania funkcjonowania przedsiębiorstw i zatrudnienia. Niejako potwierdzając ostrożnie pozytywne perspektywy branży, na spotkaniu z inwestorami pod koniec maja dyrektor finansowy Royal Caraibbean poinformował, że poziom sprzedaży rezerwacji na rejsy w 2021 r. nie wykracza poza historyczne minima.
Branża perspektywy długookresowej
Specyfikę branży morskiej determinuje paradoks, że z jednej strony jako krwioobieg światowej gospodarki szczególnie podatna jest ona na fluktuacje globalnej koniunktury, a z drugiej odpowiedzialne planowanie strategiczne na poziomie przedsiębiorstw wymaga przyjęcia horyzontu odległego o dekady i pogłębionej świadomości makro-trendów.
Sektor transportu morskiego stoi przed wyzwaniem wielowymiarowego przejścia technologicznego. Będąc częścią globalnych łańcuchów produkcji, na szeroką skalę zaczyna implementować rozwiązania Przemysłu 4.0. Z kolei realizacja agendy IMO 2020 i osiągnięcie zero-emisyjności w 2050 wymagać będzie masowych inwestycji wpierw w napędy niskoemisyjne, a po 2030 w nowe rozwiązania zeroemisyjne wytwarzające energię z wodoru, atomu lub stosującego alternatywne rozwiązania. Relatywnie łagodne przejście przez punkt kulminacyjny kryzysu COVID-19 pozwoli branży wzmocnić się ekonomicznie i sprawnie wejść w epokę nowej rewolucji technologicznej.
Opracowanie: Wydział Przemysłu Okrętowego MGMiŻŚ na podstawie Clarksons Research Shipping Intelligence Weekly, Financial Times, IMF World Economic Outlook, Obserwator Finansowy, OECD Economic Outlook, UNCTAD Review of Maritime Transport, Wall Street Journal i in.
00:01:54
8
Gigantyczne suwnice STS dotarły do terminalu BCT w Gdyni
00:04:03
Rekordowy tunel dnie Bałtyku połączy Niemcy i Danię w 2029 roku (wideo)
Nowe połączenie kolejowe z Baltic Hub do Czech
Chiński ciężarowiec półzanurzalny pobił rekord podczas załadunku offshore
Do floty Maersk dołącza nowy, dwupaliwowy kontenerowiec, Tema Maersk
Port Gdańsk ogłasza przetarg na opracowanie koncepcji zwiększenia głębokości wewnątrzportowego toru wodnego
Z Gdańska towary trafią na Słowację. Uruchomiono połączenie kolejowe
Transport i logistyka hamują. Barometr EFL najniższy od lat