ew/newseria
Stocznia Gdańska to polski kandydat do wpisania na prestiżową listę światowego dziedzictwa UNESCO. Miejsce to zasługuje na ochronę i upamiętnienie ze względów na swoją wyjątkowość. Jest zarówno kolebką Solidarności jak i miejscem unikalnego dziedzictwa przemysłowego.
Trzeba pamiętać, że był to jeden z największych zakładów przemysłowych czasu PRL, ale też doskonały przykład innowacyjnej myśli technologicznej. Tutaj zespół pod kierownictwem inż. Jerzego Doerffera opracował, np. nowatorskie rozwiązanie procesu konstrukcyjnego, polegające na montażu całego kadłuba w obrotowym łożu, co umożliwiło wykonywanie spawania dna i burt kadłuba w pozycji poziomej. Powstał tam także SS Sołdek - masowiec o napędzie parowym, który stał się prototypem dla małych masowców typu B30. To tylko kilka osiągnięć z długiej, imponującej listy.
Obiadowe przerwy przy grochówce i pogaduszkach
Warto pamiętać, że poza ważną rolą produkcyjną, gdański kompleks odgrywał też ogromnie istotną rolę społeczną. Stocznia Gdańska była miastem w mieście – w szczytowym momencie zatrudniała 17 tys. osób, które przyjeżdżały z całego kraju w poszukiwaniu pewnej pensji i zajęcia. Pracownicy często chcieli dorobić do podstawowego wynagrodzenia, dlatego każdego dnia spędzali tam nawet 12 godzin.
To powodowało, że na terenie zakładu powstawały liczne obiekty socjalne, m.in. żłobek i przedszkole, które zapewniały opiekę dzieciom zatrudnionych w stoczni, szpital, przychodnia, ale też punkty usługowe, np. krawiec czy pralnia. Bardzo rozbudowana była także baza gastronomiczna. – Pracownicy korzystali z nieistniającej dziś stołówki centralnej, która znajdowała się przy Bramie nr 2, były też mobilne pojazdy, gdzie sprzedawano kanapki. Można było również posilić się w licznych barach. Niektóre z nich przetrwały zresztą do dziś jak chociażby „I smaczniej, i taniej”, gdzie można zjeść w dawnym stylu, np. flaki czy grochówkę i raczyć się atmosferą miejsca: zachował się tam wystrój z lat 70. i 80. – mówi Tomasz Błyskosz, kierownik oddziału terenowego Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Gdańsku.
Przerwy obiadowe były też świetnym pretekstem do spotkań i pogaduszek, a przede wszystkim do chwili odpoczynku. Należy pamiętać, że praca w stoczni była niezwykle wykańczająca, często wiązała się z ekstremalną temperaturą i szkodliwymi pyłami. Dlatego momenty, gdy można było się od niej oderwać, były wyjątkowo potrzebne, zwłaszcza gdy dniówka trwała kilkanaście godzin.
Zabawa w rytm hitów Paula Anki i Piotra Szczepanika
Stoczniowcy spędzali razem czas także po pracy na wspólnych zajęciach i rozrywkach. Wybierali się na pikniki, grzybobrania, wspólne rajdy piesze i rowerowe. Zarządcy kompleksu dbali także o rozrywkę kulturalną, której jednym z centralnych punktów od 1956 roku były wydarzenia odbywające się w hali widowiskowej. Jeśli ktoś myśli, że występowały tam wyłącznie zespoły zakładowe, jest w grubym błędzie. Widzowie mogli tam podziwiać największe gwiazdy polskiej estrady, m.in. Annę German, Sławę Przybylską, Piotra Szczepanika. Pojawiali się tam również artyści światowego formatu. W 1959 roku była to słynna francuska piosenkarka i aktorka, a jednocześnie agentka wywiadu Josephine Baker, w 1963 roku Paul Anka – wykonawca słynnego hitu „Diana”, a w 1966 roku legendarna Marlene Dietrich, która zasłynęła rolą w „Błękitnym aniele” oraz protestami przeciwko III Rzeszy. Historię hali zakończył tragiczny pożar w 1994 roku, który wybuchł podczas koncertu znanej trójmiejskiej grupy „Golden Life”. Bilans pożaru to zabici i kilkaset rannych. Aby upamiętnić to wydarzenie zespół nagrał utwór, pt. „Życie choć piękne tak kruche jest”, a w miejscu głównego wejścia do obiektu pojawiła się tablica pamiątkowa ze słowami piosenki.
Na odreagowanie stresu? Najlepsze kwiatki lub karate!
Na co dzień stoczniowcy mogli korzystać też z oferty bibliotek, świetlic, domów kultury, teatrów czy muzeów. Filmy słuszne światopoglądowo wyświetlało od 1959 roku kino Panorama, które jednak zostało zamknięte po wypadku z udziałem jednego z widzów. Najważniejsze wiadomości przekazywały pracownikom wewnętrzna gazeta i radiowęzeł.
W zakładzie prężnie rozwijało się również życie sportowe. Działała, m.in. drużyna piłkarska, sekcja bokserska, karate, zapaśnicza, tenisa stołowego, żeglarska i piłki ręcznej. W budynku 93b mieściła się hala sportowa, w której ćwiczyły też kluby miejskie, niemające własnego miejsca do trenowania.
Pracownicy starali się jakoś oswoić industrialną przestrzeń, w której spędzali większość swojej doby także pod względem estetycznym. Tak aby nie kojarzyła im się wyłącznie z produkcją i godzinami spędzanymi na pracy. – Charakterystycznym przykładem tego zaprzyjaźniania się z otoczeniem były ogródki zakładowe. Najczęściej kobiety sadziły tam kwiaty, w efekcie ich działań po halach pięły się też bluszcze. Wyglądało to niezwykle ciekawie, kiedy elementy statków jadące po szynach w stoczniowej scenerii mijały po drodze kolorowe klomby i pełne zieleni mury – opowiada Tomasz Błyskosz.
Walka o godną pracę ważniejsza niż rozrywka
Wszystkie te udogodnienia, którymi chwaliła się komunistyczna władza, nie rekompensowały jednak codziennych trudów. Początkowo pewna praca z czasem była coraz cięższa i gorzej opłacana, a wiele rodzin z trudem wiązało koniec z końcem. Stoczniowcy zamiast wokół rozrywek, zaczęli integrować się wokół walki o poprawę swoich warunków bytowych i walki o wolność. 14 grudnia 1970 roku na wieść o podwyżkach cen mięsa i innych artykułów spożywczych rozpoczęli strajk, który podejmowały inne zakłady, aż w końcu został krwawo stłumiony przez rządzących. Kolejny protest wybuchł w lipcu 1980 roku po zwolnieniu Anny Walentynowicz, która głośno domagała się poprawy warunków pracy. Wystąpienie stoczniowców zmieniło się w ogólnopolską walkę z reżimem, która w efekcie doprowadziła do trwałych przemian ustrojowych i obalenia komunizmu w Polsce.
Szwedzi czekają na polskie promy. W porcie Ystad rosną obawy o finanse i przyszłość wspólnego projektu
Saab z zamówieniem na wyposażenie nowych fregat dla niemieckich sił morskich
USA zbudują nową generację okrętów pomiarowych dla testów rakietowych
Offshorowiec przewrócił dźwig portowy na kontenerowiec
Cadeler odebrał nowy statek instalacyjny
Gdańska Giełda Zboża ponownie połączyła najważniejszych przedstawicieli branży
FRS Windcat odebrał nowy statek z kadłubem z Polski