• <
gryfia_70lat

125 lat Hurtigruten - to właśnie dziś!

ew

02.07.2018 12:43 Źródło: własne

Partnerzy portalu

125 lat Hurtigruten - to właśnie dziś! - GospodarkaMorska.pl

Hurtigruten oznacza po norwesku "pośpieszną linię komunikacyjną". Jest to też nazwa norweskiej ekspresowej linii żeglugowej, która od 1893 roku łączy portowe miasta na 2700-kilometrowym, zachodnim wybrzeżu kraju. Spore, pasażersko-towarowe statki w ciągu sześciu i pół dnia pokonują trasę pomiędzy Bergen a Kirkenes, przepływając przez nadzwyczaj piękne okolice, a w lecie zawijając dodatkowo do Troll- i Geirangerfjordu. Hurtigruten dziś – to atrakcja turystyczna światowej klasy, która (co ciekawe) nie utraciła swego charakteru regularnej morskiej linii komunikacyjnej.

Aby zrozumieć, dlaczego połączenie miast na zachodnim wybrzeżu Norwegii linią żeglugową stało się konieczne – musimy odwołać się do naszych wiadomości geograficznych. Otóż dzisiejsza Norwegia rozciąga się południkowo na przestrzeni aż 2650 km. Niemal całe życie tego kraju koncentruje się w jego południowej części, leżącej w stosunkowo łagodnym klimacie. Mieszkańcom portów i innych miejscowości na północy, żyjącym z połowów ryb na żyznych wodach Lofotów i Morza Barentsa, brakowało swego czasu dobrych dróg lądowych, którymi można byłoby przewieźć na południe złowione na północy ryby, a ludzi żyjących na północy zaopatrzyć w towary, wytwarzane tylko na południu kraju.

W XIX wieku morskie połączenia z Lofotami były sporadyczne; obsługiwały je statki z Bergen, tej stolicy norweskiego handlu o hanzeatyckiej przeszłości. Kiedy nastawała długa polarna zima – cała północ Norwegii zapadała (niczym wielki niedźwiedź) w sen zimowy, literalnie odcięta od reszty świata. Władze znały tę sytuację od dawna i starały się znaleźć sposoby komunikacyjnego przyłączenia Północy do całej reszty kraju. Norwegia ma aż 83.283 km wybrzeża (to więcej, niż podwojony obwód Ziemi po Równiku), więc rozwiązanie narzucało się samo: połączyć wszystkie miejscowości linią żeglugową. Pierwsze plany regularnego połączenia Stavangeru i Bergen z większymi portami na północy zaczęto przygotowywać już w 1875 roku, wykorzystując istniejące, lokalne przedsiębiorstwa armatorskie.

W latach 1889-90 znany podówczas żeglarz norweski i rządowy doradca żeglugowy, August K. Gran, opracował zarys przedsięwzięcia polegającego na całorocznej obsłudze linii żeglugowej wzdłuż całego zachodniego wybrzeża kraju, a w 1891 roku wystąpił z pomysłem, aby uruchomić ekspresową linię żeglugową do obsługi trasy między Trondheimem a Hammerfestem.

W kwietniu 1891 roku rozpisano przetarg na obsługę owej linii. Realizację zadania zaproponowano dwóm firmom armatorskim – "Det Nordenfjeldske Dampskibsselskab" i "Det Bergenske Dampskibsselskab". Te propozycję niestety odrzuciły z uwagi na niemożliwość prowadzenia żeglugi po wodach Północy w zimowych ciemnościach. Te burzliwe wody były w dodatku mało znane – w danym czasie istniały dwie (!) mapy morskie tych obszarów, a na północ od Trondheimu było tylko 28 latarń morskich.

Wkrótce znalazła się stosunkowo "młoda" firma armatorska, która podjęła wyzwanie: Vesteraalens Dampskibsselskab z siedzibą w Stokmarknes. Od niej zaczęła się obsługa dzisiejszej Hurtigrute. Kapitan Richard With – żeglarz z dużym doświadczeniem – oraz pilot Andreas Holte zaczęli w roku 1882 szczegółowo badać warunki żeglugowe na wodach wzdłuż całego wybrzeża dzisiejszej Norwegii. Notowano przez pewien czas kursy i prędkości, a także czasy żeglugi pomiędzy określonymi punktami trasy, by w końcu dojść do przekonania, że rzecz cała jest do wykonania. Jedynymi instrumentami nawigacyjnymi w dyspozycji kapitana podczas żeglugi w ciemnościach polarnej nocy były kompas i chronometr.

18. maja 1893 roku ówczesne władze podpisały z Vesteraalens Dampskibsselskab czteroletnią umowę, w myśl której przedsiębiorstwo miało otrzymać wsparcie przy uruchomieniu cotygodniowej żeglugi na trasie Trondheim-Hammerfest w lecie i Trondheim-Tromsoe w zimie. Po drodze znajdowało się dziewięć portów, do których miano zawijać.

W pierwszy rejs z Trondheim do Hammerfestu wypłynął w drugim dniu lipca 1893 roku parowiec "Vesteraalen", prowadzony przez kapitana Witha. W ten sposób zaczęła się prawdziwa rewolucja komunikacyjna, bowiem odtąd mieszkańcy i lokalny przemysł  uzyskali wreszcie jaki-taki kontakt ze światem. Wcześniej listy z Trondheim do Hammerfestu wędrowały trzy tygodnie w lecie, a pięć miesięcy (!) w zimie; teraz dostarczenie ich stało się kwestią dni.

Parowiec "Vesteraalen" dopłynął do Svolvaer w ciągu 36 godzin, zaś do celu dotarł po 67 godzinach, z półgodzinnym wyprzedzeniem w stosunku do planu: 5. lipca 1893 roku o wpół do czwartej rano! Wzdłuż całej trasy statkowi i jego dzielnej załodze towarzyszyły wiwaty mieszkańców wybrzeża.

W ten sposób przetarto szlaki, na których wkrótce pojawili się inni armatorzy. W roku 1894 zezwolenie na rejsy między Trondheimem i Hammerfestem otrzymali dwaj armatorzy wspomniani już wyżej; zaczęła też rosnąć liczba kursujących na tej trasie statków.

Wkrótce uruchomiono kolejne połączenia tak, że na przełomie wieków działały już trzy żeglugowe linie, łączące południe z północą kraju: pierwsza łączyła Trondheim z Hammerfestem, druga Bergen z Hammerfestem, wreszcie trzecia – Hammerfest z Vadsoe wysoko na północy. Ta ostatnia została w 1908 roku przedłużona aż do Kirkenes, ostatniego portu dzisiejszej Hurtigrute. Statki pływały na wspomnianych trasach dwa razy w tygodniu – tak latem, jak i zimą. Od tego momentu życie ludzi, mieszkających na surowej Północy, znacząco zmieniło się na lepsze.

Linie zwane "Hurtigruten" ostatecznie "stworzyły" współczesną Norwegię: scaliły długi, kiszkowaty kraj w jeden organizm, nadając mu swoisty charakter. Nareszcie można było zapomnieć o niewykonalnych w zimie podróżach na południe drogą lądową. W 1898 roku przedłużono obsługiwane trasy ku południowi, przez Bergen aż do Stavangeru. W siedem lat później Norwegia stała się państwem niepodległym. Około roku 1919 sieć połączeń drogowych i kolejowych w gęściej niż Północ zaludnionej południowej części kraju pozwoliła na likwidację połączenia morskiego do Stavangeru i odtąd początkiem (i południowym punktem zwrotnym) Hurtigrute jest hanzeatyckie Bergen.

Tak jak pociągi na lądzie, tak i statki Hurtigrute obsługują trasę według stałego rozkładu rejsów. Każdego dnia o tej samej godzinie jeden z motorowców odbija od nabrzeża w Bergen, by po dwunastu dniach tu powrócić. Każdorazowe zawinięcie takiego statku do kolejnego portu na trasie jest żelaznym punktem rozkładu dnia dla jego mieszkańców, szczególnie w miejscowościach Północy. Każda, nawet czasowa zmiana terminu przyjścia, nie mówiąc już o "wypadnięciu" któregoś ze statków z rozkładu rejsów, wciąż jest dla lokalnych mediów prawdziwym wydarzeniem, o którym informuje się wyczerpująco. I nic dziwnego – statki Hurtigrute to bynajmniej nie tylko zwykłe środki lokomocji, to wręcz sposób na życie dla mieszkańców odległych miasteczek i wsi. Po dawnemu obsługują miejscową "pocztę pantoflową"; pływa się na nich do rodziny, do lekarza i do urzędu. Niejeden współczesny następca Henrika Ibsena po dawnemu wplata linię i jej statki do swej twórczości.

Punkt docelowy i zwrotny Hurtigrute stanowi Kirkenes za Kręgiem Polarnym. Każdy statek rusza stąd na południe, płynąc niemal tą samą trasą, którą przybył. Do każdego portu, do którego nasz statek, płynąc na północ, zawinął nocą – teraz wejdzie za dnia. W ten sposób pasażerowie mają okazję poznać niemal wszystkie porty całej trasy w świetle dziennym.

Czas postoju w porcie zależy nie tylko od szybkości ewentualnych operacji przeładunkowych, ale także od turystycznego znaczenia danego miasta bądź miasteczka. W miejscowościach wartych zobaczenia statek potrafi stać przy nabrzeżu do sześciu godzin. Turyści mogą w tym czasie odwiedzić i zobaczyć to i owo w Aalesund (mieście festiwalu rybaków morskich) czy Trondheimie (gdzie są dwie katedry). Nierzadko proponuje się wypady w ciekawe okolice. Na przykład w muzeum lotnictwa w Bodoe można obejrzeć jedyną istniejącą na świecie maszynę typu Junkers-52 ("Ciotkę Ju") z pływakami.

Od początku istnienia linii Hurtigrute obsługiwały ją statki dziewięciu różnych armatorów. Do połowy XX wieku na trasie działało sześć samodzielnych przedsiębiorstw żeglugowych. Od połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia zmiany w sytuacji gospodarczej świata wymusiły cały szereg połączeń poszczególnych armatorów. Na przykład w roku 1979 z połączenia DSDS i BDS powstała firma TFDS, a w końcu lat osiemdziesiątych połączyły się dwie kolejne firmy, ODS i VDS, tworząc OVDS. W pierwszym dniu marca 2006 roku obie firmy – TFDS i OVDS – połączyły się, tworząc Hurtigruten Group ASA. Nowa firma, działająca od kwietnia 2007 roku pod krótszą nazwą Hurtigruten ASA, jest obecnie jedynym armatorem, działającym na norweskiej "Drodze Państwowej nr 1". Firmy NDS i FFR wycofały się z jej obsługi już wcześniej.

Dla zapewnienia jednego wyjścia w rejs dziennie potrzeba jedenastu statków. Obecnie jest ich w służbie trzynaście.

Dwa spośród tej trzynastki to tzw. statki tradycyjne – najstarsze motorowce floty, obsługujące trasę w półroczu zimowym i zastępujące jednostki nowsze, które pływają wtedy z wycieczkami po wodach Antarktyki czy u brzegów Chile. na przykład m/s "Nordnorge" i m/s "Nordkapp" w sezonie zimowym 2005/06 nie pływały po trasie Hurtigrute. W sezonie letnim motorowce tradycyjne i statki "średniej generacji" pływały z wycieczkami po morzach Północy i na Spitsbergen (po norwesku zwany Svalbard), służąc też jako jednostki rezerwowe.

Trzy "pokolenia" statków, pływających obecnie po trasie Hurtigrute, mają trzy cechy wspólne. Wszystkie zostały specjalnie zaprojektowane i zbudowane dla obsługi "Riksvei nr 1", przystosowane są do przewozu zarówno pasażeerów, jak i ładunków, no i wszystkie dobijają do nabrzeży wyłącznie lewą burtą, bo każdy statek ma wejście dla pasażerów i furtę ładunkową po lewej burcie.

Tradycyjne statki, pływające na Hurtigrute, są z dzisiejszego punktu widzenia przestarzałe. Nie wytrzymują porównania z młodszymi jednostkami, gdy idzie o standard wyposażenia, komfort podróżowania, czy wytłumienie hałasów. Przeładunki towarów odbywają się na nich tradycyjnie z użyciem dźwigów, co jest czasochłonne i kłopotliwe. Nic to – turyści wręcz kochają oba szacowne "zabytki" linii, bo one wciąż mają charakter dawnych pocztowców Europy. "Stary" motorowiec "Finnmarken", bliźniacza jednostka "Lofotów", chroniona w Norwegii statusem zabytku techniki, jest eksponatem w Muzeum Hurtigrute w Stokmarknes. Obaj najstarsi weterani pływają na linii w sezonach zimowych, kiedy obłożenie statków jest mniejsze. W sezonie letnim obsługują inne trasy lub pozostają w gotowości, jako statki rezerwowe.

Historia służby statków średniego pokolenia obrazuje zasadniczą zmianę polityki sprzętowej armatorów obsługujących Hurtigrute w dziewiątej dekadzie XX wieku. Na tych właśnie jednostkach przewidziano po raz pierwszy w historii stanowiska do przewozu kontenerów. Koncepcja okazała się chybiona – nie spełniła pokładanych w niej nadziei, a z drugiej strony statki miały zbyt małą ilość miejsc w kabinach. W tej sytuacji w roku 1988 zaplanowano przebudowę "trojaczków" średniego pokolenia – w rezultacie z pokładów zniknęły stanowiska dla kontenerów, zastąpione przez nadbudówki dla pasażerów. Liczba miejsc pasażerskich uległa na każdym statku niemal podwojeniu, ponadto każdy statek otrzymał salon widokowy na śródokręciu, co znacznie podniosło komfort podróżowania. Doświadczenia zebrane podczas modernizacji trójki statków średniego pokolenia miały zostać z powodzeniem wykorzystane przy projektowaniu kolejnych generacji jednostek dla Hurtigrute. Wspomniana modernizacja stała się początkiem jakościowej zmiany charakteru Hurtigrute z pasażersko-towarowego na komfortowo-turystyczny.

Projektując nową generację statków do obsługi Hurtigrute, armatorzy od początku postawili przede wszystkim na komfort, dzięki czemu nowe statki odpowiadają standardem niewielkim wycieczkowcom, dysponując apartamentami, gabinetami odnowy czy basenami pływackimi. W ten sposób możliwe stało się wykorzystanie jednostek w charakterze statków ekspedycyjnych, mogących pływać w sezonach zimowych w rejony inne niż trasa, dla której zostały zaprojektowane. Rolę statku ekspedycyjnego pełni jeden z najnowszych nabytków floty Hurtigruten ASA – m/s "Fram" (Naprzód), zaprojektowany już zgodnie z nowymi założeniami, który nazwę swą zapożyczył od sławnego żaglowca F. Nansena. Od pewnego czasu niewielkie, ale piękne motorowce Hurtigruten ASA zawijają m. in. do Gdyni.

Niektóre statki nowej generacji, lubo zaprojektowane w oparciu o tę samą koncepcję – różnią się od siebie tak znacznie wyposażeniem, że trudno je uznawać za jednostki siostrzane, choć przecież takimi są.

Wspólną cechą wszystkich tych jednostek jest panoramiczny salon widokowy, umieszczony ponad mostkiem i sterownią, który zapewnia pasażerom dobrą widoczność nawet przy nienajlepszej pogodzie.

Armatorzy obsługujący Hurtigrute, stosując się do niepisanej tradycji, przenosili nazwy wycofywanych jednostek starszych na nowe. Do historii linii weszło zatem niewiele nazw, związanych tradycyjnie z historią armatorów i kraju oraz krajobrazem północnej Norwegii. Do "skarbnicy nazw" weszły jednak imiona rozmaitych Królów (Kong) i Książąt (Jarl). Jedna nazwa – "Sanct Svithun" – okazała się pechowa: zatonęły dwa noszące ją statki (jeden we wrześniu 1943, a drugi w październiku 1962 roku), wobec czego feralną nazwę zarzucono.

Lista poważnych katastrof pod znakami armatorów pracujących na Hurtigrute obejmuje jak dotąd jedynie czternaście przypadków – a linia istnieje sto dwadzieścia lat. Dziesięć jednostek obsługujących trasę zginęło w czasie II wojny światowej, dwie dalsze doznały na tyle poważnych uszkodzeń, że "wypadły z obiegu". Na utraconych jednostkach zginęło w sumie 430 pasażerów i członków załóg (uwaga – to ponad trzykrotnie mniej, niż zabrał ze sobą jeden "Titanic"!). Oczywiście, zdarzają się też drobne awarie bez ofiar czy większych strat. Załogi statków obsługujących "Drogę Państwową nr 1" są tradycyjnie wspaniale wyszkolone i prowadzą przy użyciu wszelkich dostępnych zdobyczy techniki co raz to nowocześniejsze statki po bynajmniej nie łatwej nawigacyjnie trasie. Każda załoga co jedenaście dni uczestniczy w specjalnych ćwiczeniach ratunkowych w porcie Honningsvaag i jest gotowa stawić czoło wszystkim niespodziankom, jakie imć Neptun wciąż ma w zanadrzu dla żeglarzy.

Partnerzy portalu

port_gdańsk_bezpieczny_port_dla_biznesu_black_390x100_2020
okmarit_390x100_gif_2020

Dziękujemy za wysłane grafiki.