Gdy większość osób myśli o budowie statków, przed oczami stają im snopy iskier wydobywające się spod palników i elektrod spawaczy oraz potężne stalowe bloki unoszone przez monumentalne dźwigi. To robiący wrażenie obraz, lecz nie oddaje on rzeczywistej skali wyzwań, jakie niesie ze sobą współczesna budowa jednostek pływających. Prawdziwym wyzwaniem jest integracja systemów, zarówno w sensie projektowym, jak i funkcjonalnym.
Prawdziwa złożoność statku kryje się w gęstej sieci systemów zamkniętych wewnątrz stalowego kadłuba. Układy napędowe, wytwarzanie i dystrybucja energii, systemy HVAC, instalacje uzdatniania wód balastowych, systemy przeciwpożarowe, nawigacja oraz wyposażenie specjalistyczne związane z przeznaczeniem jednostki – dziesiątki systemów, dostarczanych przez dziesiątki różnych dostawców. Wszystkie muszą nie tylko zmieścić się w ograniczonej przestrzeni, lecz także współpracować ze sobą w sposób niezawodny i spójny.
„Dodatkowym czynnikiem potęgującym złożoność jest wysoki poziom zaawansowania współczesnych systemów, wynikający z dynamicznego rozwoju nowych technologii związanych z alternatywnymi źródłami energii, nowymi rodzajami paliw oraz hybrydowymi układami napędowymi” – mówi Marek Sawczuk, Dyrektor Zarządzający w C-Job Gdańsk.
Dla stoczni jest to moment, który decyduje o sukcesie lub porażce projektu. Gdy dane od dostawców napływają z opóźnieniem, gdy specyfikacje, szczególnie na styku zakresu dostaw, nie są ze sobą zgodne, lub gdy kluczowy element wyposażenia okazuje się niekompatybilny z innym urządzeniem pochodzącym od innego producenta – to konsekwencje tych niespójności uderzają bezpośrednio w harmonogram budowy. Zespoły inżynieryjne, działy zakupów oraz załogi wydziałów produkcyjnych zmuszone są odrywać się od zaplanowanych prac, aby rozwiązywać problemy, które mogły zostać wyeliminowane na znacznie wcześniejszym etapie. Terminy ulegają skróceniu. Koszty rosną. Marże się kurczą.
Stocznie dysponują kompetencjami pozwalającymi sprostać tym wyzwaniom. Pytanie brzmi jednak, czy jest to najlepsze wykorzystanie ich zasobów. Tradycyjny model zakłada, że pełna odpowiedzialność za integrację systemów spoczywa na wewnętrznych zasobach stoczni, które muszą dzielić swoją uwagę pomiędzy zarządzaniem produkcją, kontrolą jakości oraz relacjami z klientami. Istnieje jednak alternatywne podejście.
Rozważmy typowy scenariusz. Stocznia zdobywa kontrakt na budowę skomplikowanej jednostki. Armator oraz warunki kontraktowe determinują elementy wyposażenia pochodzące od wielu wyselekcjonowanych dostawców: silniki od jednego producenta, stery strumieniowe od drugiego, specjalistyczny żuraw pokładowy od trzeciego, a wyposażenie związane z przeznaczeniem jednostki od czwartego. Każdy z dostawców dostarcza własny pakiet dokumentacji – opracowany według indywidualnych standardów i przekazywany w różnych terminach.
Zespół inżynierów stoczni – doświadczony i wysoko wykwalifikowany technicznie – otrzymuje zadanie integracji wszystkich tych elementów w spójną całość: pod względem fizycznym, elektrycznym oraz operacyjnym. Musi on pogodzić odmienne standardy rysunkowe, uzupełnić brakujące dane na styku dostaw, zunifikować różne systemy miar oraz rozwiązać nieciągłości pomiędzy systemami, które pierwotnie nie były projektowane z myślą o wzajemnej współpracy. Są to zadania, którym zespół stoczniowy potrafi sprostać. Problem polega jednak na tym, że konkurują one o czas i uwagę z wieloma innymi obowiązkami i zadaniami realizowanymi równolegle.
To właśnie jest luka integracyjna. Nie chodzi tu o brak kompetencji, lecz o ograniczone czasem możliwości logistyczne. Jest to różnica pomiędzy zbiorem pojedynczych komponentów a w pełni funkcjonalną jednostką pływającą — skuteczne zarządzanie tą przestrzenią wymaga dedykowanej uwagi i koncentracji.
Wyzwanie to potęguje czynnik czasu. Dane od dostawców często trafiają do projektantów z opóźnieniem, już po podjęciu kluczowych decyzji. System zarządzania energią (PMS) okazuje się nie w pełni zintegrowany z Zintegrowanym Systemem Automatyki (IAS). Systemy zasilania prądu stałego (DC) pochodzące od różnych dostawców nie są ze sobą kompatybilne. Nowoczesna, zintegrowana konsola mostka nie uwzględnia wszystkich elementów systemu nawigacyjno-łącznościowego (Nav Com). Są to problemy możliwe do rozwiązania, jednak ich usunięcie wymaga czasu — czasu, którego zespoły stoczniowe często nie posiadają, gdy równolegle zarządzają wyzwaniami pojawiającymi się w procesie budowy statku.
Jeżeli ryzyka te i problemy nie zostaną zidentyfikowane przed rozpoczęciem budowy, koszty ich rozwiązania gwałtownie rosną. To, co na etapie projektowym mogło zostać skorygowane prostą zmianą dokumentacji, w trakcie realizacji przekształca się w kosztowną modyfikację wykonywaną w warunkach budowy.
Rozwiązaniem jest przesunięcie procesu integracji na wcześniejszy etap – z fazy budowy lub montażu do fazy projektowania, gdzie problemy można rozwiązywać jednym kliknięciem myszki, a nie za pomocą palnika czy kosztownych przeróbek instalacji. Dotyczyć one mogą tysięcy punktów automatyki, dziesiątek interfejsów i monitorów HMI (Human Machine Interface), a wszystko spięte setkami kilometrów kabli sterowniczych I sieciowych. Na tym właśnie polega integracja systemów na etapie projektu. Zamiast traktować dokumentację projektową jako zbiór niezależnych rysunków przekazywanych stoczni, staje się ona żywym, skoordynowanym modelem, w którym wszystkie systemy są łączone, weryfikowane pod kątem kolizji i dopracowywane jeszcze przed rozpoczęciem budowy.
Proces rozpoczyna się od ustanowienia jednej, wspólnej platformy – takiej jak zaawansowane oprogramowanie do integracji sieci elektrycznych lub narzędzia do modelowania 3D – pełniącej rolę nadrzędnego i wiarygodnego źródła danych dla całego projektu. Każdy system, od każdego dostawcy, jest integrowany w tym samym środowisku. Interfejsy są definiowane, sprawdzane i zatwierdzane. W sposób ciągły prowadzone są analizy zgodności, identyfikujące konflikty oraz niespójności w układach mechanicznych i elektrycznych.
Kluczowym elementem tego podejścia jest aktywne zarządzanie danymi dostawców. Producenci wyposażenia muszą zostać zaangażowani na wczesnym etapie, ich dokumentacja powinna zostać ujednolicona i zintegrowana, a luki w zakresie dostaw – jasno zidentyfikowane i wypełnione. Granice pomiędzy zakresem odpowiedzialności poszczególnych dostawców a obszarami „pomiędzy nimi” muszą być całkowicie jednoznaczne – podkreśla dyrektor C-Job Gdańsk.
Efektem jest pakiet dokumentacji projektowej, który jest nie tylko poprawny technicznie, lecz także w pełni wykonalny i funkcjonalny. Stocznia nie otrzymuje zbioru rysunków wymagających interpretacji, lecz kompletny, skoordynowany plan, w którym wszystkie elementy zostały dopasowane i sprawdzone.
Skuteczna integracja systemów wymaga niezależności. Integrator powiązany z konkretnymi dostawcami wyposażenia lub posiadający relacje handlowe wpływające na jego rekomendacje nie jest w stanie zapewnić bezstronnej koordynacji. Idealny partner integracyjny współpracuje z dowolnym dostawcą, potrafi dostosować się do każdego wyboru wyposażenia i koncentruje się wyłącznie na tym, aby projekt funkcjonował jako spójna całość. Nie ma dla niego znaczenia marka wybranego silnika czy steru strumieniowego — jedynym kryterium jest to, aby zastosowane rozwiązania były spójne, poprawnie zintegrowane oraz możliwe do efektywnej instalacji i uruchomienia.
Niezależność ta obejmuje również standardy obowiązujące w stoczni. Każda stocznia posiada własny sposób pracy: preferowane sekwencje budowy, formaty dokumentacji czy aranżacje wyposażenia. Skuteczny integrator dostosowuje się do tych standardów, zamiast narzucać własne, zapewniając tym samym, że finalny projekt będzie w pełni zgodny z praktykami panującymi w danej stoczni.
Dla menedżerów prowadzących projekty oraz koordynatorów zakupów korzyści płynące z integracji systemów na etapie projektowania są konkretne i mierzalne.
Po pierwsze, znacząco ogranicza ona konieczność rozwiązywania problemów na placu budowy. Gdy zagrożenia są eliminowane we wczesnej fazie, nie pojawiają się one w trakcie realizacji. Zespoły produkcyjne i uruchomieniowcy mogą skupić się na budowie i testach, a nie na "gaszeniu pożarów" i improwizowanym usuwaniu usterek.
Po drugie, podejście to zapewnia jasność w obszarze zakupów. Gdy wszystkie systemy są zintegrowane w jednej platformie lub modelu, zestawienia materiałowe są precyzyjne, a zakresy odpowiedzialności dostawców klarowne. Ogranicza to ryzyko kosztownych aneksów, zmian projektowych oraz nieprzewidzianych niespodzianek na późnym etapie projektu.
Po trzecie, integracja na etapie projektu chroni harmonogram. Brak odpowiedniej integracji ujawniony w trakcie budowy stanowi realne zagrożenie dla terminów. Natomiast braki odkryte na etapie projektowania są jedynie drobnymi niedogodnościami. Przeniesienie tego wysiłku na wcześniejszy etap jest najskuteczniejszym sposobem zabezpieczenia terminów dostaw.
Labirynt systemów we współczesnych jednostkach pływających nigdy raczej nie stanie się prostszy. Jednak przy właściwym podejściu może stać się zarządzalny. Droga od podpisania kontraktu do prób morskich może być prostsza, klarowna i pozbawiona nadmiernej liczby niespodzianek.
Dla stoczni, które dążą do skutecznego domknięcia luki integracyjnej, C-Job Gdańsk oferuje sprawdzone metody oparte na wiedzy i doświadczeniu w zarządzaniu złożoną integracją systemów już na etapie projektowania. Jako niezależny partner współpracujemy z dowolnymi dostawcami, dostarczając skoordynowane projekty gotowe do realizacji i budowy statku.
Zapraszamy do rozmowy z naszym zespołem już dziś lub do bezpośredniego kontaktu z Markiem Sawczukiem, aby wspólnie zaplanować kolejny projekt.
Zaczynamy Kongres Polskie Porty 2030. Startujemy we wtorek!
Szwedzi czekają na polskie promy. W porcie Ystad rosną obawy o finanse i przyszłość wspólnego projektu
Latarnie Gospodarki Morskiej 2022 w kategorii "Lider Technologii Morskich". Ruszyło głosowanie online
Nowa wielozadaniowa jednostka ratownicza dla MSPiR powstanie w Remontowej Shipbuilding S.A.
W Chinach ruszyła budowa statków offshore według projektu gdyńskiego biura MMC Ship Design
W Chile zwodowano duży okręt wsparcia logistycznego. Kraj ma ambicje rozwoju przemysłu okrętowego
Kanada wybiera okręty podwodne. Decyzja w czerwcu?
Największe samochodowce w historii Sallaum Lines
Położono stępkę pod pierwszy z serii kanadyjskich niszczycieli typu River