W niemieckim Rostocku nie popisał się skipper ośmiometrowego jachtu żaglowego, który w ciągu tygodnia dwukrotnie został złapany pod wpływem alkoholu.
W środę w porcie w Rostocku doszło do teoretycznie niegroźnej kolizji – ośmiometrowy jacht żaglowy uderzył w pomost w pobliżu obrotnicy dla jachtów. Nikomu nic się nie stało, sama jednostka też nie odniosła większych uszkodzeń, ale w konsekwencji zdarzenia swój planowy manewr musiał przerwać prom Skane. Na miejsce kraksy została wezwana policja, która zbadała 54-letniego skippera jachtu alkomatem. Wykazał 3 promile. Mężczyzna usłyszał zarzut narażenia bezpieczeństwa żeglugi.
Nie zatrzymało go to jednak z dala od wody. Skipper został zwolniony na czas postępowania, a dwa dni później znów popadł w kłopoty. Inni żeglarze zauważyli jego łódź w zatoce Dierkow – w niekontrolowany sposób dryfowała ku brzegowi. 54-latek był na pokładzie – i spał. Według lokalnych mediów obudzili go inni żeglarze krzykami, pomogli też zabezpieczyć łódź. Na brzegu znów czekała na niego policja z alkomatem – tym razem wydmuchał 1 promil. W rezultacie usłyszał drugi zarzut spowodowania zagrożenia dla ruchu morskiego.
Rozpoczyna się Forum Bezpieczeństwa Morskiego Państwa 2026
Rosyjskie bombowce nad Morzem Barentsa. Interweniowali Norwegowie
Szwedzka delegacja przylatuje do Polski rozmawiać m.in. o okrętach podwodnych
USA znów uderzyły w łódź domniemanych przemytników na Karaibach - dwie ofiary
Jak chronić porty i infrastrukturę energetyczną na morzu? [KONGRES POLSKIE PORTY 2030+]
PGZ Stocznia Wojenna zajmie się serwisem fregaty