• <
KONGRES_POLSKIE_PORTY_2030_2026

Morze na bocznym torze. Rada Przyszłości bez przedstawicieli sektora morskiego

Strona główna Prawo Morskie, Finanse Morskie, Ekonomia Morska Morze na bocznym torze. Rada Przyszłości bez przedstawicieli sektora morskiego
Rada Przyszłości, fot. KPRM

10 lutego premier Donald Tusk oficjalnie ogłosił powołanie Rady Przyszłości – nowego ciała doradczego Rady Ministrów, którego zadaniem będzie wskazywanie potrzeb i podpowiadanie rządowi działań, które mają wspierać dalszy rozwój Polski. W grupie 18 członków – przedsiębiorców i osób związanych z nauką – próżno szukać osób bezpośrednio związanych z gospodarką morską.

Premier Donald Tusk ogłosił powołanie Rady Przyszłości. To nowe ciało złożone z ludzi biznesu, nauki i przedstawicieli instytucji publicznych, które ma być de facto głosem tych sektorów przy uchu rządu – to oni mają opracowywać, podpowiadać, opiniować działania, które mają nas nie tylko utrzymać na pozycji 20. gospodarki świata, ale i zapewnić dalszy rozwój. W gronie 18 członków (dziewiętnastym jest minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który ma kierować pracami Rady) znaleźli się reprezentanci różnych branż, tych, które określane są jako najbardziej przyszłościowe i rozwojowe. Mamy więc m.in. specjalistów od kosmosu i satelitów, od komunikacji, sztucznej inteligencji, biotechnologii, a także obronności. Choć wiele z tych przedsiębiorstw ociera się o kwestie związane z gospodarką morską, to w Radzie nie znalazł się nikt, kto ją bezpośrednio reprezentuje.

– Rada Przyszłości to dobra inicjatywa, jednak zdecydowanie brakuje w niej bezpośredniej reprezentacji branży morskiej, szczególnie biorąc pod uwagę liczne działania rządu w tym obszarze. Uważam, że przez znaczenie gospodarki morskiej dla kraju, które będzie w następnych latach tylko rosło, ten sektor powinien być reprezentowany w Radzie Przyszłości – mówi Mateusz Kowalewski, prezes Forum Pracodawców Gospodarki Morskiej. 

Polska jest trendy, premier chce utrzymać kurs


W komunikacie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o powołaniu Rady Przyszłości stwierdzono, że „w ostatnim czasie Polska stała się trendy”. Wejście naszej gospodarki do G20, grona największych gospodarek świata pod względem nominalnego PKB zwróciło na nas oczy świata handlu i przemysłu. Rząd jednak zdaje sobie sprawę, że nie możemy osiąść na laurach.

– Polska jest dziś 20. gospodarką świata – to wielki sukces, ale nie dany raz na zawsze. Dlatego musimy budować nowe przewagi i wygrywać w globalnym wyścigu – powiedział Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki. 

Rada Przyszłości ma być jednym z elementów, które mają podnieść konkurencyjność naszego kraju. Komunikat Kancelarii Premiera przyznaje, że „polska przyszłość, stabilny rozwój kraju wymagają dziś przyspieszenia – zarówno w gospodarce, biznesie, jak i nauce. Wymagają też większej elastyczności i nowoczesności w procedurach podejmowania decyzji”. Po części tymi problemami zajmuje się już zespół ds. deregulacji, dowodzony przez prezesa InPostu Rafała Brzoskę. Czym ma zatem zajmować się Rada Przyszłości? Według KPRM, Rada ma „identyfikować nowe silniki wzrostu, oparte na innowacjach, kapitale ludzkim i własności intelektualnej. Skoncentruje się na skracaniu drogi od badań do produktu oraz na komercjalizacji i skalowaniu technologii w Polsce”. Ma skupiać się na takich branżach, jak sztuczna inteligencja, technologie kosmiczne, technologie dual-use, technologie finansowe i biotechnologia. Andrzej Domański podczas konferencji dodał, że bardzo ważnym tematem dla rady jest suwerenność technologiczna. Pierwsze posiedzenie już się podobno odbyło.

Czy Rada Przyszłości będzie patrzeć na Bałtyk?


Skład Rady Przyszłości wydaje się bardzo mocny, aczkolwiek faktycznie widać w nim skupienie na kilku wybranych branżach. Pracami nowego ciała ma kierować Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki. Jako szef tego resortu odpowiada on za kształtowanie warunków dla długofalowego wzrostu oraz stabilność finansów państwa.

Grono ekspertów Rady współtworzy spora grupa przedstawicieli biznesu. Świat IT reprezentują tam Stefan Batory, przedsiębiorca technologiczny i współzałożyciel Booksy, popularnej internetowej platformy rezerwacyjnej, Sebastian Kondracki, Chief Innovation Officer w firmie Deviniti, jeden z twórców polskiego modelu AI typu LLM o nazwie Bielik, Jarosław Królewski, prezes i współzałożyciel Synerise, przedsiębiorstwa oferującego narzędzia AI i big data dla biznesu, Aleksandra Pędraszewska, która w resortowych dokumentach została określona jako „przedsiębiorczyni technologiczna, dyrektorka operacyjna i mentorka start-upów”, ale związana jest także z firmami z sektora deep tech, oraz Mariusz Staniszewski, prezes ElevenLabs, rozwijającej technologie generowania mowy i dźwięku z tekstu przy użyciu AI. 

Tę mocną reprezentację świata deep tech uzupełniają przedstawiciele polskiego sektora kosmicznego. Mamy w Radzie Przyszłości Rafała Modrzewskiego, prezesa ICEYE, budującej kosmiczny system obserwacji powierzchni Ziemi za pomocą własnych mikrosatelitów. W pracach Rady udział będzie brał także Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments, zajmującej się systemami satelitarnymi i bezzałogowymi systemami lotniczymi (Brona jest także koordynatorem Rady Sektorowej ds. Kompetencji Przemysłu Lotniczo-Kosmicznego). Na pokładzie jest też polski kosmonauta – drugi Polak w kosmosie, a pierwszy, który przebywał na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, Sławosz Uznański-Wiśniewski. 

Swoją reprezentację ma sektor biotechnologiczny. Do Rady Przyszłości zaproszeni zostali współzałożyciel i prezes firmy Ryvu Therapeutics, poszukującej nowych terapii onkologicznych, Paweł Przewięźlikowski, oraz Marta Winiarska, prezes Polskiego Związku Innowacyjnych Firm Biotechnologii Medycznej BioInMed. 

Świat finansów i usług biznesowych reprezentują Tomasz Konik, prezes Zarządu Deloitte w Europie Centralnej (Deloitte jest jednym ze światowych potentatów w zakresie audytu, doradztw, podatków i finansów), a także Sebastian Siemiątkowski, współzałożyciel i prezes Klarna Banku (założonego w Szwecji banku cyfrowego, specjalizującego się w płatnościach i kredytach na potrzeby zakupów online. 

Grono przedsiębiorców w Radzie Przyszłości uzupełnia Piotr Wojciechowski, prezes WB Group, największej w kraju prywatnej grupy technologiczno-obronnej.

Donald Tusk zaprosił też do Rady Przyszłości ludzi związanych z instytucjami publicznymi, którzy są ekspertami w swoich dziedzinach, blisko powiązanych z rozwojem technologii lub przedsiębiorczości. Mamy więc w Radzie Dominika Batorskiego z Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, eksperta w dziedzinie data science, Aleksandrę Przegalińską – prorektorkę ds. innowacji w Akademii Leona Koźmińskiego, Krzysztofa Pyrcia, prezesa Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, profesora nauk biologicznych, Mikołaja Raczyńskiego – wiceprezesa Polskiego Funduszu Rozwoju ds. Inwestycji, Piotra Sankowskiego, dyrektora Instytutu Badawczego IDEAS i profesora w Instytucie Informatyki na UW.

– To ludzie bardzo zajęci, którzy nie narzekają na brak sukcesów w nauce, w biznesie, w kreowaniu zupełnie nowej rzeczywistości. To są ludzie, którzy zdobywali też dla Polski kosmos, którzy potrafią budować najbardziej cenione w tej chwili satelity – podsumował wybór premier Donald Tusk.

Gospodarki morskiej brak


W zasadzie zaraz po ogłoszeniu składu Rady Przyszłości odezwały się głosy, które nie są krytyczne w stosunku do wybranych osób – to należy podkreślić – ale argumentują, że brakuje w niej reprezentantów kilku sektorów. Jednym z nich jest szeroko pojęta branża morska. Jest to o tyle zaskakujące, że w ostatnich latach coraz więcej mówi się o Bałtyku i jego wadze dla gospodarki kraju. Premier ogłosił program „Polskie morze”, który ma przyczynić się do intensywnego rozwoju sektora. W tym roku zaplanowany został rekordowy budżet na sprawy gospodarki morskiej, a o kilku projektach, jak budowa promów, okrętów wojennych, następcy Dariu Młodzieży, FSRU, portów zewnętrznych czy morskiej energetyce wiatrowej jest głośno w skali kraju. 

– W deklaracjach rządu od miesięcy wybrzmiewają zapowiedzi przełomu w gospodarce morskiej –  program „Polskie morze”, rekordowe budżety, sygnały, że Bałtyk stanie się strategicznym kierunkiem rozwoju państwa. Brak głosu sektora morskiego w Radzie Przyszłości trudno więc odczytać inaczej niż jako dysonans wobec tej narracji – komentuje Jakub Budzyński, prezes Polskiej Izby Morskiej Energetyki Wiatrowej. 

Kilka z przedsiębiorstw, których szefowie znaleźli się w Radzie Przyszłości, siłą rzeczy jest pośrednio związanych z gospodarką morską. ICEYE czy Creotech Instruments opracowują technologie kosmiczne, które mają zastosowania w obszarach związanych z żeglugą i monitoringiem morskim. ICEYE ma w swojej ofercie usługę Ocean Vision, dostarczającą dane do monitorowania obszarów morskich. Kompetencje Creotech również mają przełożenie na usługi przydatne dla monitoringu morskiego.

Najbliżej z gospodarką morską związana jest WB Group. Aktywnie współpracuje ona ze stoczniami przy projektach okrętów wojennych, w tym m.in. okrętów podwodnych programu Orka. Buduje także pływające bezzałogowce StormRider. W jej portfolio jest m.in. pokładowy system łączności wewnętrznej dla okrętów Fonet-Navy. Jedną ze spółek Grupy WB jest doskonale znany nad morzem Radmor z Gdyni, produkujący cywilne i wojskowe systemy łączności. Firma ta wywodzi się bezpośrednio z branży morskiej – powstała jako przedsiębiorstwo parające się stricte remontami i konserwacją morskich urządzeń radiowych – ale w swojej blisko 80-letniej działalności wyewoluowała do producenta nie skupiającego się wyłącznie na okrętobudownictwie.

Nie ma w Radzie Przyszłości jednak nikogo bezpośrednio reprezentującego przedsiębiorstwa sektora morskiego. Jakub Budzyński z Polskiej Izby Morskiej Energetyki Wiatrowej jest zaskoczony tym faktem. 

Rada Przyszłości, fot. KPRM


– Z uznaniem patrzymy na ambicję, by Polska stała się liderem technologicznej suwerenności. Tym bardziej dziwi, że w gronie osób wskazanych do identyfikowania „nowych silników wzrostu” zabrakło reprezentacji sektora, który dosłownie buduje suwerenność energetyczną państwa – mówi.

Usprawiedliwienia tego stanu rzeczy można szukać w specyfice branży. Największe spółki, często uważane za konie pociągowe dla całej branży, w dużej mierze są powiązane ze Skarbem Państwa. W tej grupie znajdują się choćby największe porty morskie, armatorzy, jak również stocznie, w tym rozwijająca się dynamicznie PGZ Stocznia Wojenna, podobnie jak rodzimi potentaci wciąż młodego sektora morskiej energetyki wiatrowej: Orlen i PGE. Tymczasem w Radzie Przyszłości nie znalazł się żaden prezes czy dyrektor spółki Skarbu Państwa, co zapewne jest wyborem świadomym. Pośród największych prywatnych firm z branży morskiej należałoby wskazać choćby Remontową Holding, Stocznię CRIST, Morską Agencję Gdynia, Sunreef Yachts czy POL-AGENT. W sektorze offshore dobrze radzą sobie Polenergia, wraz z Equinorem budująca swoje farmy na Bałtyku, czy Tele-Fonika Kable, zaangażowana w szereg projektów na całym świecie. 

– Uważam, że w takiej Radzie Przyszłości powinny być uwzględnione osoby i podmioty reprezentujące szeroko pojętą gospodarkę morską. Mam na myśli przede wszystkim takie sektory, jak przemysł stoczniowy, energetykę morską – nie tylko offshore wind, ale także energetykę jądrową, która powstaje na wybrzeżu, a także nowe paliwa i źródła energii, które mogą bazować na energii z wiatru na morzu, jak wodór, amoniak, magazyny energii. Kolejnym elementem są porty, których rola dla bezpieczeństwa energetycznego Polski rośnie w olbrzymim tempie – mówi Mateusz Kowalewski z Forum Pracodawców Gospodarki Morskiej. – Uważam, że brak szerokiego głosu w Radzie Przyszłości, jeśli chodzi o gospodarkę morską, to nie jest dobry kierunek. Zwracałbym uwagę, żeby szukać pośród biznesu morskiego osób i podmiotów, które mogłyby wnieść głos do tej Rady – dodaje.

– Morze nie jest peryferium polskiej gospodarki – jest jej niewykorzystanym akceleratorem. W roku, który ma być rokiem przyspieszenia, warto pamiętać, że technologiczna suwerenność zaczyna się tam, gdzie państwo ma kontrolę nad własną energetyką, infrastrukturą i kompetencjami przemysłowymi. A to dziś w ogromnej mierze dzieje się właśnie na morzu – uważa Jakub Budzyński z PIMEW.

Mateusz Kowalewski twierdzi, że osób pasujących do domniemanych kryteriów doboru członków Rady Przyszłości w branży morskiej nie brakuje. Jego zdaniem takich menedżerów z doświadczeniem i sukcesami można znaleźć choćby pośród prezesów terminali morskich, ale także w środowisku dostawców technologii dla morskiej energetyki wiatrowej. 

– Jako Forum Pracodawców Gospodarki Morskiej jesteśmy gotowi stworzyć taką listę ekspertów i zarekomendować ją Radzie, żeby morze miało jednak jakiś wpływ na budowanie przyszłości Polski – proponuje. 

Jakub Budzyński również zwraca uwagę na sektor morskiej energetyki wiatrowej.

– Morska energetyka wiatrowa to jeden z największych i najbardziej przyszłościowych projektów przemysłowych w nowoczesnej historii Polski, generujący potężny strumień inwestycji, kompetencji i wartości dodanej dla krajowej gospodarki. To także sektor wysoce innowacyjny – łączący zaawansowaną inżynierię, cyfrowe systemy zarządzania, automatykę, nowe materiały, technologie instalacyjne i operacyjne rozwijane w ekstremalnie wymagających warunkach na otwartym morzu. Jeśli więc mówimy o skracaniu drogi od badań do produktu i o skalowaniu technologii w Polsce, Bałtyk jest naturalnym laboratorium tej zmiany. 

Obaj eksperci są świadomi tego, że być może branża morska nie jest reprezentowana w Radzie Przyszłości ze względu na jej nikłe istnienie w świadomości publicznej. O sukcesach sektora, nawet o kolosalnym udziale portów w zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego i paliwowego w kraju, mówi się poza źródłami wewnętrznymi i fachowymi konferencjami niewiele.

– Pewnie trochę jest tak, że w Warszawie o gospodarce morskiej myśli się troszeczkę jak o czymś z boku. Moim zdaniem brakuje świadomości, że gospodarka morska stała się jednym z głównych elementów polskiej gospodarki. W latach 90. czy nawet 2000. nie miała tak istotnego wpływu na bezpieczeństwo Polski i naszą ekonomię. Ale ta relacja zmieniła się na przestrzeni ostatniej dekady – zwraca uwagę Mateusz Kowalewski, prezes Forum Pracodawców Gospodarki Morskiej.

– W debacie publicznej potencjał offshore wciąż nie jest komunikowany proporcjonalnie do swojej strategicznej wagi – międzynarodowe sukcesy tej branży za rzadko przebijają się do głównego nurtu – mówi Jakub Budzyński. – Wciąż zbyt często morze postrzegane jest przez pryzmat tradycyjnych sektorów, a nie jako przestrzeń zaawansowanych technologii i skalowalnych modeli biznesowych. Zbyt rzadko natomiast operuje się twardymi wskaźnikami pokazującymi realny wpływ gospodarki morskiej na PKB, bilans handlowy i bezpieczeństwo energetyczne. Jeśli chcemy odpowiedzialnie definiować priorytety na kolejne dekady, potencjał Bałtyku musi być oceniany w kategoriach makroekonomicznych i geostrategicznych, a nie tylko wizerunkowych.

Społeczeństwo pozostaje krytyczne


Być może jednak nie ma o co walczyć. Ogłoszenie Rady Przyszłości przyszło niespodziewanie, i choć – jak ujawnił minister Domański – pierwsze jej posiedzenie już się odbyło, nie ma żadnych dokumentów jej dotyczących, poza komunikatami o jej powołaniu oraz kilkuakapitowej deklaracji. Nie wiemy więc, w jaki sposób ma spełniać swoją rolę, jak komunikować się z rządem, jak często będą odbywały się posiedzenia, ani na jakich zasadach i za jakim wynagrodzeniem jej członkowie pracują. Wiemy natomiast, jak informacja o jej powstaniu została odebrana przez społeczność.

Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura przyjrzał się reakcjom na informacje o Radzie Przyszłości w sieci. W swoim raporcie opublikowanym tego samego dnia, co komunikaty o powołaniu nowego ciała doradczego – 10 lutego – Res Futura podaje, że aż 91% komentarzy w sieci było krytycznych, a zaledwie 5% komentujących wyrażało się o inicjatywie pozytywnie. 

Według raportu większość odbiorców uważa, że powołanie Rady Przyszłości to „działanie pozorne, mające na celu wzmocnienie przekazu medialnego i zapewnienie stanowisk doradczych bez przełożenia na rzeczywiste decyzje legislacyjne lub gospodarcze”. Internauci wskazywali też, że zadania i tematyka podejmowana przez Radę świadczy o „oderwaniu rządu od rzeczywistych problemów obywateli”. Res Futura cytuje kilka opinii o tym, że politycy „myślą o Marsie”, „technologiach przyszłości”, zamiast zająć się bardziej przyziemnymi sprawami – dostępnością lekarstw, zamykanymi szpitalami czy rosnącymi rachunkami. Wytykany jest także brak transparentności, jakiejkolwiek możliwości weryfikacji skuteczności działań Rady i niejasne cele jej istnienia. W wielu reakcjach użytkownicy sieci wyrażają wątpliwość, czy Rada będzie realnym instrumentem polityki gospodarczej. 

Niewiele jest komentarzy pozytywnych. Internauci raczej nie spodziewają się po Radzie Przyszłości konkretnych działań, które mogą wpłynąć na ich codzienność. Jednak pośród tych nielicznych entuzjastycznych reakcji przeważa podkreślanie konieczności budowy suwerenności technologicznej i długofalowego planowania strategicznego. Res Futura podkreśla jednak, że „występuje wyraźna dysproporcja między argumentacją pozytywną a falą krytyki”. 

LEGAL_MARINE_20LAT_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.