• <
KONGRES_POLSKIE_PORTY_2030_2026

Czy polscy marynarze to naprawdę podatnicy drugiej kategorii? Rozmowa z radcą prawnym Mateuszem Romowiczem

Strona główna Prawo Morskie, Finanse Morskie, Ekonomia Morska Czy polscy marynarze to naprawdę podatnicy drugiej kategorii? Rozmowa z radcą prawnym Mateuszem Romowiczem
Fot.: Depositphotos

- To nie spory interpretacyjne, lecz bezprawne działania - mówi mec. Mateusz Romowicz o praktykach skarbówki wobec polskich marynarzy i wskazuje jednocześnie na systemowe problemy, brak odpowiedzialności urzędników i rosnącą frustrację środowiska.

Agnieszka Latarska (AL): Panie Mecenasie, o polskich marynarzach i skarbówce znowu zrobiło się głośno za sprawą Stowarzyszenia Specjalistów Branży Morskiej. Jak Pan ocenia tę inicjatywę?

Mateusz Romowicz (MR): Nie wiem, czy znowu głośno, bo mam wrażenie, że temat jest ciągle dość mocno nagłaśniany z uwagi na coraz to nowe kuriozalne pomysły urzędników skarbowych, które zmierzają w istocie do bezprawnego opodatkowania marynarzy, m.in. Uchwała 7 sędziów NSA, którą wywalczyliśmy w grudniu zeszłego roku, była kolejnym tego przykładem. 

Co do samej inicjatywy Stowarzyszenia, to uważam, iż jest to bardzo dobra i potrzebna inicjatywa, która może stworzyć dodatkowy front walki z bezprawnymi działaniami urzędniczymi. To, co ze swojej strony mogę tylko zasugerować, to dużą ostrożność w kontaktach z politykami, bo jak moje ponad 20-letnie doświadczenie w tych sprawach uczy - bardzo często temat marynarzy jest tylko swego rodzaju środkiem do zbicia kapitału politycznego, bez faktycznego zadbania o interesy tej grupy zawodowej. 

Mam szczerą nadzieję i kibicuję Stowarzyszeniu, że w przypadku ich akcji efekt będzie zgoła inny i coś się faktycznie zmieni. 

W mojej ocenie przyjęto bardzo dobrą narrację - nie trzeba zmieniać prawa. Prawo jest jasne. Trzeba tylko, żeby prawo w końcu było stosowane przez urzędników. 

Jeśli przeanalizuje się rzekome "spory interpretacyjne" to w istocie ich nie ma. Są to tylko próby bezprawnego i bezpodstawnego opodatkowania polskich marynarzy przez polski aparat skarbowy, któremu - o dziwo - często wtórują sądy administracyjne, zamiast stać na straży stosowania prawa. 

Mam ogromną nadzieję, iż te tendencje się w końcu zmienią, bo ponoć żyjemy w państwie prawa, a w sprawach marynarskich bardzo często możemy mówić o fasadowości prawa. Niestety ani Parlament Europejski, ani Europejski Trybunał Sprawiedliwości nie są tymi polskimi wątpliwymi praktykami zainteresowani. 

AL: O jakich w sumie problemach rozmawiamy?

MR: W sumie ciągle o tych samych, z delikatnymi odmiennościami, w zależności od "inicjatywy twórczej" urzędników, która zaczyna czasami przybierać naprawdę karkołomne strategie.

Niedawno żądano od marynarzy, aby wykazali umocowanie osób podpisujących się pod ich dokumentami ze strony armatora lub udowodnili, że podmiot eksploatujący statek faktycznie z niego czerpie zysk. Organy podatkowe chciały dowodów i konkretnych kwot zysku. Pierwszy Urząd Skarbowy wezwał niedawno marynarza do dostarczenia kopii jego paszportu. Na jakiej podstawie prawnej? Do dzisiaj się nie dowiedzieliśmy.

Bardzo często dalej pojawiają się pomysły, aby bezzasadnie negować prawo marynarzy do ulgi abolicyjnej w stanach umownych (czyli takich, w których marynarz pracuje dla armatora usytuowanego w państwie, które zawarło umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania z Polską) od zapłaty podatku za granicą. Co ciekawe, mamy instrukcje Ministerstwa Finansów, które rozstrzygają tę kwestię na korzyść marynarza, a od niedawna wspomnianą już uchwałę 7 sędziów, która jednoznacznie rozstrzyga te kwestie pozytywnie dla marynarzy.

Urzędnicy również często negują, iż dany statek jest eksploatowany w transporcie/komunikacji międzynarodowej, wywodząc to albo z definicji językowych, albo wymyślonych przez siebie charakterystyk transportu. Oczywiście bez żadnej wiedzy specjalnej, bo sami jej nie mają, a z pomocy specjalistów nie korzystają. W prawie mamy bardzo jasne definicje transportu/komunikacji morskiej wynikające z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, wytyczne MF oraz orzeczenia sądowo-administracyjne, których jest jeszcze niewiele. Cały problem w tym przypadku sprowadza się do niewiedzy urzędniczej, ale niestety także sędziowskiej. Obecnie nowoczesny transport morski jest dokonywany w bardzo różnych formach, a definicje legalne nie różnicują, co jest transportowane i w jakich proporcjach względem innych funkcji statku.

Kancelaria dysponuje od lat profesorskimi opiniami w tym zakresie, które jasno ten problem wyjaśniają, opierając się o realia gospodarki morskiej, ale przede wszystkim przepisy prawa. Klienci dostarczają cargo manifesty i liczne dowody na transport, z certyfikatów statkowych wynika, iż jest to "cargo vessel" lub "other cargo vessel", a urzędnicy z uporem - wbrew stanowi faktycznemu oraz prawnemu - to negują. Niestety wielu sędziów administracyjnych im bezzasadnie wtóruje.

Co więcej, urzędnicy w niektórych sprawach wręcz dochodzą do wniosku, że statek to w sumie nie statek, bo jest nietypową jednostką, która co prawda posiada pędniki, jest zarejestrowana przez IMO, ale "ze zdjęcia" nie wygląda na statek.

Tych pomysłów z pewnością nie powstydziłby się sam Bareja.

AL.: No właśnie, Panie Mecenasie, co według Pana musi się zmienić, żeby marynarze czuli się bezpieczniej w Polsce?

MR: Uważam, że w pierwszej kolejności, zanim zaczniemy tu mówić o jakiejś zmianie mentalności urzędniczej - co potrwa lata - urzędnicy powinni być karani zarówno finansowo, jak i karnie za przekraczanie swoich uprawnień. Nie mówię tu o iluzorycznych przepisach, ale o konkretnych, jasnych regulacjach, które spowodowałyby, że urzędnicy baliby się tak swobodnie kreować "prawo urzędnicze" i wymyślać nowe definicje, które stoją w opozycji do obowiązujących przepisów prawa podatkowego w Polsce.

Mówiąc wprost, musi pojawić się w Polsce przepis lub przepisy, które zdyscyplinują urzędników do tego, aby w końcu zaczęli stosować prawo względem marynarzy. Prawo jest naprawdę jasne – to profiskalne wymysły urzędnicze kreują chaos interpretacyjny, którego w mojej ocenie również by nie było, gdyby sędziowie sądów administracyjnych bardziej skupili się na tych sprawach w latach 2015-2018.

Co więcej, trzeba z całą mocą podkreślić, iż praktyki KAS, jeśli chodzi o marynarzy, są niezgodne z wytycznymi MF, tak więc dochodzi do sytuacji, w której Ministerstwo Finansów, nadzorujące Krajową Administrację Skarbową, prezentuje stanowisko zgodne z przepisami, a organy mu podlegające nie stosują się ani do tych wytycznych, ani do prawa podatkowego w Polsce. Tak więc w istocie urzędnicy przekraczają uprawnienia, nie stosując prawa i bezzasadnie nękając marynarzy. Jaki jest efekt? MF nie widzi problemu, a te bezprawne praktyki to "rozbieżności interpretacyjne". Pasywność Ministerstwa Finansów tylko pogłębia tę patologiczną sytuację, bo urzędnicy w istocie są bezkarni, a mogą bardzo łatwo zniszczyć rodzinie marynarskiej życie - a proszę mi wierzyć, że w Polsce nikt za to nie bierze odpowiedzialności.

Warto również zaznaczyć, iż sądy administracyjne miałyby dużo mniej pracy, gdyby urzędnicy po prostu stosowali prawo, a nie szukali co chwila nowego pretekstu do bezprawnego opodatkowania marynarzy. Przez ostatnie lata KAS "testował" sobie różne karkołomne pomysły urzędnicze we wszczynanych postępowaniach, na zasadzie: co uda się przeforsować w sądach administracyjnych, żeby potem w późniejszych postępowaniach powoływać się na korzystne dla siebie wyroki. Oczywiście te, które były niekorzystne dla KAS, były wyrokami w konkretnych, indywidualnych sprawach i nie wiązały urzędników, ale te korzystne dla KAS stanowiły już "utartą linię orzeczniczą". Przypominam, że w Polsce to nie wyroki są źródłem prawa, a prawo stanowione, czyli m.in. konstytucja, umowy międzynarodowe, ustawy etc.

Tak, żeby zobrazować, o jakim poziomie abstrakcji mówimy w sprawach marynarzy: załóżmy, że kupuje Pani drogie auto na raty. Płaci Pani zgodnie z prawem od tej transakcji 2% PCC od wartości auta - umowa sprzedaży. Po kilku miesiącach pojawia się wezwanie i urzędnik twierdzi, że w jego ocenie to w sumie jest niezgłoszona umowa pożyczki, bo był to zakup na raty, tak więc musi Pani wpłacić 20% PCC. Urzędnik zajmuje Pani rachunek celem zabezpieczenia interesów Skarbu Państwa (przed decyzją) i wnosi do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Pomimo kuriozalności sytuacji jest Pani teraz zablokowana finansowo i podejrzana o przestępstwo skarbowe. Co zrobiła Pani źle? Nie wiadomo. Ale gdyby była Pani marynarzem, to jeszcze urzędnik twierdziłby, że auta w sumie nie ma, a nawet jeśli jest, to ma nie ten kolor. Broni się Pani i sprawa po ok. 2,5 roku trafia do NSA, który uchyla wyrok WSA i decyzje skarbowe. Sprawa karno-skarbowa zostaje w międzyczasie umorzona. Wracamy do urzędu ponownie. Urząd nie stosuje się do wytycznych NSA, żeby Panią zostawić w spokoju, wydaje kolejną negatywną, bezprawną decyzję i zaczyna się obrona od nowa. Kolejne 2-3 lata. Pieniądze zablokowane, niepewność jutra, poczucie skrzywdzenia - i jeszcze usłyszy Pani, że to wszystko wynika z rozbieżności interpretacyjnych, które bezprawnie wykreował urzędnik. Jeśli w końcu wygra Pani z KAS, to zapewniam, że nikt za ten proceder i Pani uciążliwości nie poniesie konsekwencji. To są realia polskich marynarzy w konfrontacji z KAS i - bardzo często - z sądami administracyjnymi w Polsce.

AL.: Czy dobrze zrozumiałam, że ani urzędnicy, ani sędziowie sądów administracyjnych nie korzystają z opinii biegłych?

MR: Tak, dobrze Pani zrozumiała. Ani urzędnicy skarbowi, ani sędziowie sądów administracyjnych nie korzystają z opinii biegłych, ale nie mają problemu z tym, żeby autorytatywnie wypowiadać się w sprawach morskich, nie mając ku temu - bardzo często - podstawowej wiedzy.

Co ciekawe, również ocena dowodów jest bardzo asymetryczna w sprawach marynarskich. Marynarz przedstawia liczne dowody (certyfikaty statkowe, zaświadczenia, cargo manifesty), które oceniają ludzie bez wiedzy i twierdzą, że te dokumenty nie są wystarczające albo są niewiarygodne, ale już ich wydruki z internetu i wymyślone definicje są jak najbardziej wiarygodne - oczywiście tylko po to, aby marynarz bezprawnie zapłacił podatek. Skoro nikt nie ponosi winy za takie działania, niezgodne z wytycznymi MF, to czemu taki urzędnik ma się blokować?

Oczywiście nasze opinie profesorskie były często negowane z uwagi na fakt, iż są to dokumenty prywatne. Co w zamian oferował aparat skarbowy? Wydruk internetowy oraz np. definicję transportu, ale słownikową, a nie legalną - i to tyle. Marynarz dostawał decyzję wymiarową. Bez dowodów, bez podstawy prawnej. Oczywiście bardzo wiele tych negatywnych decyzji zwalczyliśmy jako Kancelaria, ale ilość kosztów i nerwów dla marynarzy związana z tym wszystkim jest naprawdę ogromna i kompletnie niepotrzebna.

AL.: Ma Pan ponad 20-letnie doświadczenie w obsłudze podatkowej marynarzy. Czy coś się przez te lata zmieniło na lepsze?

MR: Niestety nic na lepsze, a na gorsze - tak. Urzędnicy czują się bardziej bezkarni. Wręcz testują system prawny w Polsce, ile kuriozalnych i karkołomnych pseudointerpretacji "przejdzie" w sądach administracyjnych.

Przez lata w tej praktyce słynęła Izba Gdańska, od pewnego czasu podobne, wątpliwe praktyki stosuje Izba Szczecińska. Dzieje się to bardzo często wbrew wytycznym Ministerstwa Finansów, które - w mojej ocenie - nie kontroluje w tych zakresach KAS prawie w ogóle. Podejrzewam, że Minister Finansów nic faktycznie nie kontroluje - jest to kontrola papierowa, która daje wypaczony obraz sytuacji. To naprawdę powinno się zmienić.

Oczywiście przez te lata wypracowałem w swojej praktyce wiele metod zwalczania tych nieprawnych praktyk KAS, ale dalej to wszystko jest bardzo uciążliwe dla klienta i dla kancelarii, bo moją rolą powinno być tłumaczenie klientowi, jak działa prawo, a nie jakie mogą pojawić się za chwilę praktyki urzędnicze, które mu zagrożą. Przykre jest również to, że wielu sędziów sądów administracyjnych nie stara się naprawdę skupić nad problemem marynarzy, a jest on naprawdę duży, dlatego też liczę, że działania Stowarzyszenia przyniosą w końcu jakiś wymierny efekt dla środowiska marynarskiego, które w sumie prosi tylko o to, aby w ich sprawach stosowano prawo i żeby marynarze nie byli traktowani jak podatnicy drugiej kategorii, bez faktycznej ochrony prawnej.

Bardzo ważne jest również to, co podkreślam cały czas: jeśli marynarz otrzyma wezwanie z urzędu skarbowego, nawet proste, nie powinien odpowiadać urzędowi sam. Takie działanie naraża go naprawdę na bardzo duże ryzyko. Każdy wezwany marynarz - a obecnie mamy do czynienia z kolejną falą wezwań - powinien być reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika specjalizującego się w podatkach marynarskich. Samodzielna reprezentacja w sprawach marynarskich lub przez osoby z przypadku bardzo często niestety kończy się katastrofą, gdyż to kontakt z urzędem skarbowym, jako organem pierwszej instancji, i toczące się na tym etapie postępowanie decydują, jaki materiał dowodowy i argumentacja "zbudują" sprawę marynarza. Dalsze instancje to tylko weryfikacja tego, czy urząd skarbowy zadziałał zgodnie z prawem. Niestety ta weryfikacja również pozostawia wiele do życzenia, gdyż i urzędy skarbowe, i izby skarbowe są obsługiwane bardzo często przez te same zespoły adwokacko-radcowskie, co prowadzi do wniosku, iż w istocie dwuinstancyjność w postępowaniu podatkowym ma wymiar dość mocno iluzoryczny.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę przeprowadziła Agnieszka Latarska

Kancelaria Radcy Prawnego Legal Consulting Mateusz Romowicz
Facebook 
Linkedin

Fot.: Depositphotos

LEGAL_MARINE_20LAT_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.