• <
KONGRES_POLSKIE_PORTY_2030_2026

Pod polską banderą, ale bez polskiego marynarza. Co naprawdę przegłosował Sejm 19 czerwca?

20.06.2026 15:42 Źródło: Stowarzyszenie Specjalistów Branży Morskiej
Strona główna Prawo Morskie, Finanse Morskie, Ekonomia Morska Pod polską banderą, ale bez polskiego marynarza. Co naprawdę przegłosował Sejm 19 czerwca?
Fot.: Depositphotos

Idea była słuszna. Ściągnąć statki pod polską banderę, dać żegludze warunki do działania w kraju, a marynarzom – uczciwe rozliczenie z fiskusem. Trudno się z tym nie zgodzić. Niestety 19 czerwca, przy głosowaniu nad poprawkami do druku nr 2636 (rządowy projekt „pod polską banderą”, pierwotnie druk 2549), z dobrej idei pozostała w dużej mierze sama forma – wszystko, co realnie zmieniało sytuację polskich marynarzy, odrzucono głosami koalicji.

Co przyjęto, a co odrzucono

Z dziesięciu poprawek Sejm przyjął dwie – i to te o najmniejszym znaczeniu. Poprawka nr 6 (437 do 2) i poprawka nr 8 (436 do 0) dotyczą tego, kto może podpisać zaświadczenie marynarza: dopisano, że może to zrobić kapitan w imieniu armatora albo agencja zatrudnienia. To zmiana techniczna, niebudząca kontrowersji – i dlatego przyjęta niemal jednomyślnie.

Odrzucono natomiast wszystko, co dotykało sedna sprawy:

 • definicje statku morskiego, transportu morskiego i eksploatacji statku (poprawki 1 oraz 2-4) – czyli przepisy przesądzające, kto w ogóle kwalifikuje się do zwolnienia z PIT. Odrzucone 207:222 i 199:229;

 • dokumentowanie pracy na statku obcej bandery (poprawki 5 i 7) – kluczowe dla marynarzy zatrudnionych przez zagranicznych armatorów, którzy dziś trafiają w lukę: nie mają od kogo uzyskać wymaganego zaświadczenia. Odrzucone 200:227 i 200:231;

 • symetryczną notyfikację pomocy publicznej (poprawka 10) – tak, by ta sama preferencja obejmowała i armatora (podatek tonażowy), i marynarza (zwolnienie z PIT). Odrzucona 199:227.

Linia podziału jest wyraźna. Za tymi zmianami głosowały PiS i Konfederacja. Przeciw – KO, PSL-TD, Lewica, Centrum i Polska 2050. Oznacza to, że koalicja rządząca, firmująca ustawę „pod polską banderą”, odrzuciła poprawki, które tę banderę zaczęłyby realnie wypełniać polskim marynarzem.

Szczególnie trudno zaakceptować odrzucenie poprawki zgłoszonej przez stronę społeczną, która dopuszczała książeczkę żeglarską jako wystarczające zaświadczenie o pobycie na statku. To nie był drobiazg, lecz realne rozwiązanie problemu z dokumentowaniem pracy pod obcą banderą. Bez niego marynarz musi zdobyć zaświadczenie zgodne z wymogami polskiej ustawy o PIT – a przepisy te nie wiążą zagranicznego armatora i niczego mu nie nakazują. Dla kogoś zatrudnionego przez firmę z Singapuru czy Niemiec pozyskanie takiego dokumentu może się więc okazać niewykonalne – nie dlatego, że nie spełnia warunków ulgi, ale dlatego, że nikt nie ma obowiązku mu go wystawić. Książeczka żeglarska, dokument uznawany na całym świecie i niezależny od polskich przepisów podatkowych, rozwiązałaby ten problem od ręki. Większość sejmowa jej nie poparła.

Punkt 23c: liczy się bandera, nie praca

Sercem sporu jest art. 21 ust. 1 pkt 23c ustawy o PIT – zwolnienie dochodów marynarza z podatku. Problem tkwi w konstrukcji warunku: zwolnienie zależy nie od tego, jaką pracę marynarz wykonuje, ale od tego, jaką banderę nosi statek i czy spełnia on określone wymagania. To bandera otwiera dostęp do ulgi, nie charakter zatrudnienia.

Skutek jest paradoksalny. Zwolnienie przypisane jest do statku i do rezydencji podatkowej, a nie do obywatelstwa. Marynarz z państwa trzeciego – z Ukrainy, Rosji, Filipin czy innej nacji spoza UE/EOG – który jest polskim rezydentem podatkowym i pływa na jednostce pod kwalifikowaną banderą, mieści się w tej konstrukcji. Polak wykonujący identyczną pracę na takim samym statku, ale pod banderą spoza UE/EOG – już nie. Różnica nie leży w tym, co robią, lecz wyłącznie we fladze na rufie.

Rezydencja – 183 dni

Warto doprecyzować, czym w praktyce jest „polski rezydent podatkowy” – bo to ona, nie obywatelstwo, otwiera drogę do ulgi. Wystarczy przebywać w Polsce dłużej niż 183 dni w roku albo mieć tu centrum interesów życiowych. Marynarze z Ukrainy, Filipin, Rosji czy innej nacji spoza UE/EOG często i tak spędzają na statku więcej niż pół roku – sam ten czas łatwo przekracza próg 183 dni. Rezydencję podatkową zyskują więc niemal naturalnie, bez specjalnych zabiegów. Wystarczy ten jeden warunek, by pływając pod banderą UE/EOG, korzystali ze zwolnienia z PIT na równi z Polakiem.

Dyskryminacja po fladze

Najlepiej widać to na konkretnym przykładzie. Ten sam polski offshore na Bałtyku, dwie jednostki pracujące obok siebie.

Na pierwszej – statek pod banderą niemiecką, a w załodze marynarze z Ukrainy, Rosji, Filipin czy innej nacji spoza UE/EOG. Bandera niemiecka jest unijna, więc statek spełnia warunek. Ci z załogi, którzy są polskimi rezydentami podatkowymi, korzystają ze zwolnienia z PIT – niezależnie od obywatelstwa.

Na drugiej – statek z polską załogą, obsługujący ten sam polski offshore, ale pływający pod banderą brytyjską. Po brexicie Wielka Brytania nie jest już ani w UE, ani w EOG, więc ta bandera warunku nie spełnia. Efekt: polski marynarz, w polskich wodach, przy polskim projekcie – ze zwolnienia nie korzysta i latami procesuje się z urzędem skarbowym o coś, co Naczelny Sąd Administracyjny już mu przyznał (wyrok siedmioosobowego składu II FSK 785/22 z grudnia 2025 r.).

To nie jest różnicowanie wynikające z istoty pracy. Praca jest identyczna. To różnicowanie po fladze – i to takie, w którym obcokrajowiec na statku unijnym wychodzi lepiej niż Polak na statku spoza UE. Trudno o czytelniejszy przykład tego, jak konstrukcja oparta na banderze odbiega od zdrowego rozsądku.

„Nie ma Polaków na polskie statki” – argument wygodny, ale uproszczony

Ustawę „pod polską banderą” uzasadnia się m.in. argumentem o braku rąk: rzekomo nie ma kim obsadzić polskich jednostek. To uproszczenie. Polscy marynarze należą do najbardziej poszukiwanych na świecie – nie brakuje ich na morzu, brakuje ich na polskich statkach. Powód jest prosty: polscy armatorzy oferują niższe płace i gorsze warunki zatrudnienia niż zagraniczna konkurencja.

„Brak rąk” sprowadza się w praktyce do poziomu wynagrodzeń. Dopóki polski armator oferuje mniej niż norweski, duński czy holenderski, doświadczony marynarz wybierze obcą banderę – i będzie to racjonalna decyzja. Nie zmieni tego ustawa, która premiuje banderę i tonaż, pozostawiając kwestię wynagrodzeń i warunków poza zakresem regulacji.

Rachunek, którego w ustawie nie ma: eksport dochodów i strata dla PKB

Ustawa liczy bandery i tonaż. Nie liczy, gdzie zostają pieniądze. Subsydiując model, w którym tanio obsadza się jednostki załogą z państw trzecich, państwo przyznaje preferencję fiskalną – a znaczna część zarobków i tak wypływa za granicę w postaci transferów do krajów pochodzenia. To realny ubytek dla krajowej gospodarki: preferencja zostaje w Polsce, konsumpcja i oszczędności – niekoniecznie.

Gdyby regułę zbudowano tak, by realnie ściągnąć z powrotem polskich marynarzy pływających dziś pod obcymi banderami, ich dochód – a za nim wydatki, podatki pośrednie, składki – zostawałby w polskiej gospodarce. Tego rachunku w projekcie nie przeprowadzono. Optymalizowano statystykę bandery, nie wartość zatrzymaną w kraju.

Wytyczne UE z 2004 r.: źródło nierówności, którym nikt się nie zajął

Część tej nierówności jest wbudowana w sam unijny system. Wytyczne wspólnotowe w sprawie pomocy państwa dla transportu morskiego z 17 stycznia 2004 r. (2004/C 13/03) uzależniają preferencje od bandery UE/EOG. To one nakazują różnicowanie po fladze – i z nich wprost wynika, że marynarz pod banderą państwa trzeciego trafia do gorszej kategorii.

Cel tych przepisów był jasny: Komisja chciała utrzymać konkurencyjną flotę europejską, zachowując i rozwijając europejskie know-how marynarskie oraz chroniąc zatrudnienie europejskich marynarzy. Problem w tym, że uprawniony do ulg jest każdy marynarz podlegający opodatkowaniu lub składkom w państwie członkowskim, pływający pod banderą UE/EOG – niezależnie od obywatelstwa. To właśnie ten mechanizm widać w przykładzie z Bałtyku: Ukrainiec czy Filipińczyk będący polskim rezydentem podatkowym na statku pod niemiecką banderą korzysta ze zwolnienia, a Polak na statku pod banderą brytyjską – nie. Bandera plus rezydencja, nie obywatelstwo, to klucz, który wytyczne otwierają, a polska ustawa przejmuje bez korekty.

Stąd paradoks względem samego celu „know-how”: skoro preferencja jest przypisana do bandery i rezydencji, a nie do obywatelstwa, armator może obsadzić statek pod banderą UE załogą z państw trzecich – tańszą niż polska – i wciąż formalnie spełniać unijny warunek. Cel ochrony zatrudnienia europejskich marynarzy realizuje się więc na papierze, a w praktyce know-how i miejsca pracy nie trafiają do Polaków, lecz do obsady zewnętrznej. Ustawa „pod polską banderą” tego mechanizmu nie naprawia – utrwala go, bo nie różnicuje preferencji według tego, czy zatrudniony jest polski marynarz, czy ktokolwiek inny będący polskim rezydentem podatkowym.

Unijne ramy nie zwalniają jednak z własnej refleksji. Od 2004 roku kolejne rządy nie podjęły działań, by złagodzić tę nierówność wobec własnych obywateli – choćby przez konsekwentne stosowanie metody wyłączenia z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania i ulgi abolicyjnej tam, gdzie bandera unijna nie wchodzi w grę. Było to możliwe. Przez dwie dekady i kolejne rządy zabrakło jednak woli, by się tym zająć.

Część „o pracy na morzu” to nie łaska, lecz spóźniony obowiązek

Na koniec rzecz, którą warto nazwać wprost. Fragmenty pakietu odnoszące się do ustawy z 5 sierpnia 2015 r. o pracy na morzu bywają przedstawiane jako prezent dla marynarzy. To nieporozumienie. To spóźnione dostosowanie krajowych przepisów do Konwencji o pracy na morzu (MLC 2006) – wiążącej Polskę umowy międzynarodowej, którą i tak musimy stosować. Wdrożenie obowiązującego prawa międzynarodowego nie jest łaską ustawodawcy, lecz jego obowiązkiem – w dodatku realizowanym z opóźnieniem. Przedstawianie spóźnionego obowiązku jako dobrodziejstwa jest nieuzasadnione.

Idea słuszna, wykonanie niepełne

Sejm miał na stole poprawki, które domykały konstrukcję: definicje, dokumentowanie pracy pod obcą banderą, symetrię preferencji między armatorem a marynarzem oraz sposób na obejście luki dokumentacyjnej przez książeczkę żeglarską. Wszystkie odrzucono, zostawiając przepisy o tym, kto podpisuje zaświadczenie. Dla polskiego marynarza pływającego pod banderą spoza UE/EOG – brytyjską, panamską czy jakąkolwiek inną – nie zmienia się nic. Nadal będzie się procesował z urzędem skarbowym o zwolnienie, które sąd już mu przyznał.

Pozostaje droga interpretacji ogólnej Ministra Finansów i dalsza praca nad reformą ustawową. Będziemy ją prowadzić. Trzeba jednak powiedzieć wprost: to nie polscy marynarze zawiedli polską banderę – to przyjęte rozwiązania nie spełniły oczekiwań, które wobec niej słusznie postawiono.

Komentarz dotyczy głosowania Sejmu RP z 19 czerwca 2026 r. nad poprawkami do druku nr 2636 (projekt pierwotnie druk 2549).

Fot.: Depositphotos

LEGAL_MARINE_20LAT_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.