• <
KONGRES_POLSKIE_PORTY_2030_2026

Zurabiszwili: zwycięstwo Rosji w Gruzji byłoby upokorzeniem dla Ameryki

Strona główna Prawo Morskie, Finanse Morskie, Ekonomia Morska Zurabiszwili: zwycięstwo Rosji w Gruzji byłoby upokorzeniem dla Ameryki

Rosja uważa, że może w Gruzji może odnieść zwycięstwo bez ponoszenia kosztów, co byłoby upokorzeniem dla Ameryki - oświadczyła w środę w Waszyngtonie prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili. Jak powiedziała m.in. PAP, w kontaktach z nową administracją w USA podkreśla konieczność pokazania siły, bo jest to w interesie Stanów Zjednoczonych.

Zurabiszwili relacjonowała swoją wizytę w Waszyngtonie podczas spotkania z dziennikarzami, zorganizowanego przez "Christian Science Monitor" i Polskie Radio. Jak twierdziła, przyjechała do Waszyngtonu jako jedna z nielicznych europejskich przywódców, by zabiegać o to, by Stany Zjednoczone wywarły presję na gruzińskie władze będące pod wpływem Rosji i by były zaangażowane w przyszłość Gruzji.

Jak tłumaczyła, jej przekaz dla nowej ekipy w Waszyngtonie nie opiera się tylko na konieczności ochrony demokracji, lecz na geopolityce i interesach USA w regionie. Wskazała nie tylko na będące pod wpływem Rosji władze partii Gruzińskie Marzenie, lecz również na rosnące wpływy Chin, które mają zbudować nowy port czarnomorski w Anaklii.

"Nie może być silnej Ameryki, jeśli nie jest ona w stanie mieć wpływu na mały kraj z 3,7 mln mieszkańców. To stanowiłoby zaprzepaszczenie wszystkiego, co Ameryka zrobiła przez 30 lat, by pomóc zbudować stabilne państwo" - powiedziała piąta prezydentka Gruzji. "Stawką jest przyszłość całego Morza Czarnego i Rosja uważa, że może odnieść zwycięstwo bez ponoszenia kosztów, co byłoby upokorzeniem dla Ameryki. Więc jeśli Ameryka ma być silna, musi pokazać, że - póki jeszcze nie ma wojny, póki mamy jeszcze tylko kryzys polityczny - może to rozwiązać" - dodała.

Zurabiszwili ujawniła, że podczas krótkiej rozmowy z nowym sekretarzem stanu Marco Rubio powiedziała mu, że w interesie USA byłoby, gdyby jej kraj nie stał się kolejnym "problemem". Podobne przesłanie przywódczyni przekazała w rozmowie z prezydentem Donaldem Trumpem podczas ceremonii ponownego otwarcia katedry Notre Dame w Paryżu. Zurabiszwili powiedziała mu, że Kaukaz jest "strategicznym regionem, który nie może być zapomniany przez Stany Zjednoczone".

"On był w Gruzji, dlatego nie jest to dla niego abstrakcja. Myślę, że można go nazwać przyjacielem Gruzji" - dodała.

Zurabiszwili jednocześnie skrytykowała słabe zaangażowanie poprzedniej administracji, jak i Unii Europejskiej, za wyjątkiem m.in. prezydenta Francji Emmanuela Macrona oraz władz Polski.

"Poprzednia administracja, mimo że mówiła, że ochrona demokracji jest dla niej priorytetem, przez ostatnie dwa lata nie zrobiła praktycznie nic, by ochronić demokrację w Gruzji (...) na obiecane sankcje musieliśmy czekać do 29 grudnia, nie mieliśmy ani jednej wizyty sekretarza stanu Blinkena, mimo że był kilka razy w regionie" - zaznaczyła.

Pytana przez PAP o efekt amerykańskich sankcji na gruzińskich urzędników - w tym faktycznego przywódcę kraju Bidzinę Iwaniszwilego - odparła, że nie można jeszcze określić, że zawiodły. Stwierdziła, że choć sankcje nie mają dotkliwych bezpośrednich konsekwencji dla tych dotkniętych, to wprowadzają wątpliwość w szersze kręgi władzy i biznesu, na których opiera się obecna władza.

"Mamy sygnały, że tam robi się nerwowo i że te zewnętrzne kręgi szukają drogi wyjścia. A to oznacza, że grunt, na którym opiera się reżim, nie jest twardym gruntem. To, jak szybko to zmieni się w upadek reżimu, a w tym kierunku prawdopodobnie to zmierza (...) jest trudne do oceny: może to być jutro rano, a może za kilka miesięcy. Ale nie sądzę, by oni mogli gospodarczo lub społecznie wytrzymać zbyt długo" - oceniła.

Odpowiadając na inne pytanie PAP, Zurabiszwili odniosła się też do jej nieokreślonego statusu prawnego. Mimo że jej kadencja prawnie dobiegła końca, USA dotąd nie uznały oficjalnie nowego prezydenta Micheila Kawelaszwilego, wybranego według nowego systemu przez elektorów z partii rządzącej. Jak stwierdziła, nie nalega na władze w Waszyngtonie i innych stolicach, by oficjalnie nadal uznawały ją za prezydentkę, bo "nie chce tworzyć problemów dla krajów, które ją przyjmują". Dodała, że jej legitymacja wywodzi się z tego, że reprezentuje swój kraj oraz ruch odbywających się od miesięcy protestów przeciwko władzy.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

osk/ mal/

Fot. Depositphotos

LEGAL_MARINE_20LAT_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.