Popularność serialu „Heweliusz” zrobiła coś, czego przez lata nie dokonały konferencje branżowe i posiedzenia komisji sejmowych: wyciągnęła Izby Morskie z wąskiego, specjalistycznego świata na szerokie wody debaty publicznej.
Paradoksalnie niemal równolegle właśnie w Sejmie ruszyły prace nad zmianami. Jeśli zostaną przeprowadzone do końca mogą doprowadzić do wygaszenia, a docelowo likwidacji Izb w ich dotychczasowym kształcie. Odkładamy na bok serialowe wątki (o tych piszemy w osobnym artykule) i przyjrzymy się temu, co w sprawie Izb jest dopiero kierunkiem polityczno-legislacyjnym, a co prawdziwą branżową potrzebą. Sprawdzimy jakie skutki może to przynieść dla armatorów, marynarzy, finansujących oraz ubezpieczycieli.
Izby Morskie w Polsce funkcjonują na mocy ustawy z 1961 roku o izbach morskich, ale ich korzenie sięgają II Rzeczypospolitej. Określane są jako organy quasi-sądowe. Obecnie działają przy sądach okręgowych: w Szczecinie i w Gdańsku, a drugą instancją jest Odwoławcza Izba Morska w Gdyni. Przez lata ich rola była „mieszana”.
Z jednej strony postępowania dotyczące zdarzeń na morzu, z drugiej zadania rejestrowe (w szczególności prowadzenie rejestru okrętowego w dotychczasowym modelu). To właśnie takie połączenie elementu „śledczego” z elementem orzeczniczym oraz realnych, gospodarczych konsekwencji sprawiło, że Izby budzą silne emocje i mają historię, do której różne środowiska wracają z zupełnie inną oceną. Heweliusz Netflixa tylko to przypomniał i uwypuklił.
Najbardziej konkretnym motorem zmian nie jest Netflix, tylko projekt przebudowy systemu rejestracji statków pod polską banderą. Z tego, co wynika z dyskusji i publikowanych informacji, istotą kierunku jest modernizacja i elektronizacja procedur, uproszczenie formalności oraz przeniesienie prowadzenia rejestru do dyrektorów urzędów morskich, a więc poza Izby.
Deklarowany cel jest jasny: usprawnić obsługę rejestrową i zwiększyć atrakcyjność polskiej bandery.
Ustrojowo oznacza to jednak coś więcej niż techniczną zmianę. Jeśli Izby tracą funkcję rejestrową, pojawia się pytanie, czy – i w jakiej formule – państwo będzie utrzymywać wyspecjalizowany organ „morski” do spraw zdarzeń na morzu.
W debacie publicznej hasło „likwidacja Izb” pada już wprost. W dyskusji sejmowej i branżowej przeniesienie rejestru do urzędów morskich bywa przedstawiane jako krok prowadzący do likwidacji Izb, a przedstawiciele administracji potwierdzali kierunek prac.
Jednocześnie warto schłodzić emocje jednym faktem proceduralnym. W materiałach, które przywoływano w kontekście procesu legislacyjnego, wskazywano na dłuższy okres wejścia w życie istotnych rozwiązań dotyczących rejestru okrętowego – około trzyletnie vacatio legis. To oznacza, że nawet przy sprawnym procedowaniu nie są to zmiany „z dnia na dzień”, a branża będzie miała czas na przygotowanie procesów i dokumentacji.
Drugim motorem przebudowy systemu jest to, że Izby rozpoznają dziś niewiele spraw „wypadkowych”, co wiąże się z funkcjonowaniem Państwowej Komisji Badania Wypadków Morskich. W praktyce część funkcji związanych z badaniem zdarzeń na morzu została już wcześniej przesunięta do komisji. To właśnie ten element bywa wskazywany jako argument organizacyjno-kosztowy: jeśli liczba spraw jest mała, utrzymywanie aparatu administracyjnego Izb ma być coraz trudniejsze do uzasadnienia.
W tym miejscu zaczyna się sedno problemu prawnego. Komisja badania wypadków działa w logice „safety investigation” (dochodzenie bezpieczeństwa): celem jest analiza zdarzeń i formułowanie zaleceń dla poprawy bezpieczeństwa.
Natomiast postępowanie przed organem quasi-sądowym, jak Izba, dotyka często odpowiedzialności zawodowej i kwalifikacyjnej, a w konsekwencji może oddziaływać na spory cywilne i gospodarcze. Jeżeli Izby miałyby zniknąć, ustawodawca musi odpowiedzieć na pytanie, kto i w jakiej procedurze wypełni lukę pomiędzy raportem bezpieczeństwa a sporem o odpowiedzialność oraz realnymi konsekwencjami prawnymi.
Izby Morskie i Państwowa Komisja Badania Wypadków Morskich pełnią różne funkcje w systemie prawa morskiego. PKBWM działa głównie z urzędu i ma na celu analizę zdarzeń morskich, formułując zalecenia dotyczące poprawy bezpieczeństwa, jednak jej raporty nie mają mocy do odbierania uprawnień zawodowych marynarzom. Z kolei Izby, działając jedynie na wniosek zainteresowanego lub organu administracji morskiej, mogą orzekać o odpowiedzialności zawodowej i w razie potrzeby, odebrać uprawnienia. To jest ważne w kontekście zapewnienia odpowiednich standardów w zawodzie marynarza.
Co istotne, sama dyskusja publiczna sygnalizuje, że bez zmian systemowych w tym zmian w regulacjach dotyczących PKBWM nie da się po prostu „wyjąć” Izb z układanki bez zaprojektowania w zamian spójnego mechanizmu.
Co to wszystko może oznaczać w praktyce?
Po pierwsze, w obszarze rejestracji statków zmiana może przynieść szybszą i bardziej „administracyjną” obsługę. Dla armatorów, a także dla finansujących banków i leasingodawców najważniejsze będzie, czy elektronizacja i przeniesienie kompetencji do urzędów morskich faktycznie skróci czas procedur, ujednolici praktykę i usprawni obieg dokumentów, które w transakcjach często mają charakter warunkujący.
Po drugie, w sporach po zdarzeniach na morzu wzrośnie rola prokuratury i sądów powszechnych, a wraz z nią ciężar dowodowy opinii biegłych, dowodów prywatnych i długich postępowań dowodowych. Sprawy techniczne z natury rzeczy nie stają się prostsze tylko dlatego, że zmienia się instytucja – natomiast mogą stać się bardziej czasochłonne i kosztowne, jeżeli rozstrzygnięcie będzie wymagało od sądów powszechnych „budowania” wiedzy specjalistycznej w toku procesu.
Po trzecie, w sferze odpowiedzialności zawodowej marynarzy i kadry funkcyjnej pojawia się ryzyko rozproszenia. W dyskusji pojawia się kierunek pozostawienia badania wypadków „przepisom ogólnym”, co w praktyce może oznaczać przesuwanie ciężaru do różnych trybów: administracyjnych, dyscyplinarnych i karnych, bez jednego wyspecjalizowanego forum, które tradycyjnie skupiało w jednym miejscu analizę okoliczności zdarzenia. W takim modelu znaczenie jakości materiału dowodowego rośnie zwłaszcza na wczesnym etapie.
Praktyczne aspekty zmiany systemu rejestracji statków zasługują na szczególną uwagę. Obecny model rejestru okrętowego działa sprawnie, umożliwiając rejestrację zarówno statków pod polską banderą, jak i jednostek będących w budowie. To jest ważnym elementem gospodarczym, szczególnie w kontekście rozwoju sektora morskiego. Ewentualne zmiany trzeba zaplanować z dużą dokładnością, aby nie popsuć całkiem dobrze działającego systemu.
Z planowaną cyfryzacją rejestru wiążą się bez wątpienia korzyści, jak usprawnienie obiegu dokumentów, jednak proces ten wymaga czasu. Przykład Reja24 (rejestru jachtowego), który był dostosowywany przez dwa lata, pokazuje, jak złożony jest taki proces.
Dodatkowo, obawy mogą budzić braki kadrowe w urzędach morskich, które byłyby odpowiedzialne za rejestrację – nie tylko w kontekście liczby pracowników, ale także ich odpowiednich kwalifikacji, które już teraz stanowią wyzwanie.
Wątpliwości systemowe może budzić też przeniesienie orzekania w sprawach cywilnych (a do takich należy przecież wpis lub wykreślenie prawa własności, ustanowienie hipoteki morskiej) do organów administracji państwowej (do których należą urzędy morskie).
Z kolei, mimo planowanego powrotu polskiej bandery, raczej trudno oczekiwać masowego napływu chętnych do rejestracji statków. Zwłaszcza, że proces ten dotyczyłby głównie nowych jednostek, a liczba rejestracji rocznie pozostanie raczej ograniczona.
Warto zatem pamiętać, że cyfryzacja i uproszczenie procedur to tylko część większej układanki, a jej skutki dla branży będą zależały od tego, jak sprawnie uda się zrealizować planowane zmiany.
Niezależnie od tego, na jakim etapie znajduje się projekt, wnioski praktyczne dla uczestników rynku są dość oczywiste. Armatorzy i operatorzy powinni już teraz myśleć o tym, czy planowana przebudowa rejestru wpływa na ich strategię bandery i compliance oraz porządkować dokumentację techniczną i rejestrową pod kątem modelu cyfrowego, w którym braki formalne potrafią zatrzymać sprawę równie skutecznie jak dawniej.
Podmioty finansujące i ubezpieczyciele będą musiały monitorować projekt w zakresie obiegu dokumentów rejestrowych i zabezpieczeń oraz dostosowywać standardy w transakcjach, gdzie wpisy do rejestrów są warunkiem wypłaty.
Wnioskiem do zmiany ustawy od ręki jest też przykładowo natychmiastowa wykonalność niektórych postanowień rejestrowych (np. wpis hipoteki umownej). Zwłaszcza w przypadkach, gdy żadna ze stron (bo zawarły umowę o ustanowienie hipoteki) nie ma interesu, żeby odwoływać się od takiego postanowienia. Nie ma sensu zatem czekać kolejnych dni do jego prawomocności. Przyspieszyłoby to obieg dokumentów i wzmocniło pewność branżowego obrotu.
Z kolei dla załóg i osób funkcyjnych praktyczna lekcja jest prosta. W razie zdarzenia morskiego należy od początku budować spójną ścieżkę dowodową, bo przy osłabieniu „morskiego” elementu orzeczniczego ciężar dowodu może jeszcze bardziej przesunąć się na strony i biegłych. Niestety, nie każdy prokurator, czy następnie sędzia sądu powszechnego będzie czuł tematykę morza, wypadku morskiego i specyfiki tego typu zdarzeń.
Na koniec warto uporządkować trzy pytania, które wracają najczęściej.
Po pierwsze: czy Izby znikną „jutro”? Nie – nawet przy sprawnym procesie legislacyjnym wygląda to na dłuższy okres wejścia w życie najważniejszych rozwiązań rejestrowych, co wyklucza rewolucję z dnia na dzień.
Po drugie: czy serial „Heweliusz” ma tu znaczenie prawne? Nie bezpośrednio, ale znaczenie społeczne jest ogromne, bo zbudował powszechne zainteresowanie instytucją, która akurat wchodzi w fazę przebudowy. Co gorsza, przedstawił mocno zniekształcony i krzywdzący obraz Izb. Choć – z uwagi na ograniczoną liczbę fachowców – również w samych Izbach Morskich można sobie wyobrazić sytuację, gdzie udział poszczególnych ławników w orzekaniu może mieć znamiona „sądu koleżeńskiego” z ryzykiem braku rzetelnego osądu sytuacji. Aby ograniczyć takie sytuacje istnieje jednak instytucja wyłączenia ze składu (na wniosek zainteresowanego lub z urzędu), oczywiście w konkretnych sytuacjach.
Po trzecie: co będzie „zamiast” Izb w sprawach wypadków? Z dostępnych informacji wynika kierunek oparty o PKBWM i „przepisy ogólne”. Wymaga to jednak przekrojowych zmian ustawowych i – co najważniejsze – decyzji systemowej, jak rozdzielić prewencyjne badanie zdarzeń, odpowiedzialność zawodową oraz spory karne, cywilne i gospodarcze. Działalność PKBWM ma jednak inny cel niż wymiar sprawiedliwości, a zebrane w toku postępowania materiały dowodowe ograniczone zastosowanie formalne (zob. też: https://www.patrykzbroja.pl/panstwowa-komisja-badania-wypadkow-morskich/).
W tym sensie jesteśmy dziś w punkcie, w którym emocje (podsycane przez popkulturę) spotykają się z prozą legislacji. I właśnie dlatego w tej sprawie najważniejsze jest, by nie dać się ponieść narracji „o końcu pewnej epoki” bez zrozumienia, co dokładnie ma ją zastąpić. Bo w prawie morskim, tak jak na morzu, zmiana kursu bez dobrej mapy rzadko bywa bezpieczna.
Natomiast Izba Morska radzi sobie skutecznie z rejestracjami (choć w starym stylu). Zmiana nie musi tutaj polegać na zmianie organu, lecz po prostu rozsądnym wprowadzeniu rejestracji cyfrowej, z uwzględnieniem kilku formalnych postulatów przyspieszających to postępowanie.
Izba Morska wydaje się być też nadal dobrym rozwiązaniem pomiędzy sądami powszechnymi a PKBWM, skupiając się na skutecznym działaniu na rzecz bezpieczeństwa na morzu. I szczerze mówiąc, żaden z organów tradycyjnego wymiaru sprawiedliwości, bez gruntownego przygotowania (które może zająć lata, o ile w ogóle w polskim systemie będzie możliwe), nie jest w stanie zastąpić tej instytucji.
Opracowali:
Stanisław Kaup
Patryk Zbroja
www.zbrojaadwokaci.pl
Od 01.01.2019 roku sprzedaż nieruchomości przed upływem 5 lat bez podatku?
Uwaga! Od 1.08.2020 r. nowe zasady rejestracji jachtów!
Reguły INCOTERMS 2010 w praktyce
Morski list przewozowy – charakter prawny i funkcje w transporcie morskim
Wypełnianie Deklaracji Ładunku Niebezpiecznego krok po kroku
Od 09.07.2018 roku nowe terminy przedawnienia roszczeń majątkowych
Reguły Hasko-Visbijskie w nowoczesnym transporcie morskim
Rozliczenia marynarzy: „zasada 183 dni” w 2020 roku, a opodatkowanie marynarza w Polsce
3
Konwencja MLI a Dania – czy cokolwiek zmieni się w 2021 roku?
„Wiódł ślepy kulawego” – rozmowa z radcą prawnym Mateuszem Romowiczem w sprawie podatkowych problemów polskich marynarzy
Czarter na czas – zawarcie umowy z zastrzeżeniem („subject to”)
Wyjątkowe badania w Porcie Rotterdam. Jak obsługiwać komercyjne statki z napędem jądrowym?
Fundacja Przyjazny Kraj: Polska na krawędzi strukturalnej nierównowagi fiskalnej [Raport 2026]
Zarządca barów North Fish do likwidacji. Zaległe wypłaty i długi sięgające 20 milionów złotych
Czarter na podróż – NOR w porcie wyładunku i związane z tym zagadnienia