• <
PGZ_baner_2025

Heweliusz Netflixa: prawnicza ocena rzetelności serialowego procesu

Strona główna Marynarka Wojenna, Bezpieczeństwo Morskie, Ratownictwo Heweliusz Netflixa: prawnicza ocena rzetelności serialowego procesu
Heweliusz. Kadr z serialu Netflix

Serial Netflixa o katastrofie promu „Jan Heweliusz” przyciągnął tłumy widzów. Wzbudził duże emocje i zainteresowanie. Dramatyczne historie rodzin ofiar, poczucie niesprawiedliwości oraz systemowa obojętność stały się tłem dla opowieści, która ma na celu poruszenie i angażowanie. Jednak warto zauważyć, że obraz przedstawiony w serialu, mimo swojej siły emocjonalnej, jest pełen uproszczeń, skrótów i dramatyzacji, które wcale nie odzwierciedlają rzeczywistości prawa morskiego i postępowania przed izbami morskimi. 

Dla tych, którzy chcieliby po obejrzeniu serialu zrozumieć, jak naprawdę funkcjonuje izba morska i jak wygląda rzeczywisty proces, może to być źródłem mylnych wyobrażeń.

Specjalna ustawa o izbach morskich

Postępowanie przed izbami morskimi nie odbywa się według tych samych zasad, co w sprawach sądowych. Izby morskie nie są sądem powszechnym, ale organem quasi-sądowym o charakterze niezależnym, działającym na styku wymiaru sprawiedliwości i administracji morskiej, powołanym głównie do badania przyczyn wypadków morskich i prowadzenia rejestrów okrętowych. I choć izby działają przy sądach okręgowych, ich orzeczenia nie są wiążące dla sądów powszechnych.

Procedury izb morskich są zbliżone do tych stosowanych w sądach powszechnych. W przypadkach, w których przepisy ustawy o izbach morskich nie stanowią inaczej, stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania karnego (KPK). Oznacza to, że zasady dotyczące prowadzenia postępowań, w tym kwestie dotyczące protokołów, przerw w rozprawach czy kolejności zabierania głosu, są w dużej mierze zgodne z przepisami KPK, choć z pewnymi specyficznymi regulacjami dla spraw morskich.

Skoro po krótce status izb morskich mamy wyjaśniony, to przejdźmy do sedna sprawy. 

Gdzie Netflix popełnił błędy tworząc serial o Heweliuszu, zapominając o prawnych regulacjach, które obowiązywały w tamtym czasie?

Izba morska – tak, ale w Szczecinie

Serial pokazuje, że rozprawa przed Izbą Morską toczy się w Stargardzie Szczecińskim. Jednak to jest nieprawda. W rzeczywistości, to Izba Morska w Szczecinie, a nie w Stargardzie, była odpowiedzialna za rozstrzyganie kwestii związanych z odpowiedzialnością za katastrofę w pierwszej instancji.

Organami pierwszej instancji w tamtym czasie i obecnie są:

Izba Morska przy Sądzie Okręgowym w Gdańsku z siedzibą w Gdyni;

Izba Morska przy Sądzie Okręgowym w Szczecinie.

Oranem drugiej instancji jest Odwoławcza Izba Morska przy Sądzie Okręgowym w Gdańsku (z siedzibą w Gdyni).

Prawdą natomiast jest, że serialowy proces toczy się w realnym budynku sądowym. 

Dziś przy ul. Wojska Polskiego w Stargardzie mieści się Sąd Rejonowy, a jego siedziba wygląda dokładnie tak, jak w produkcji Netflixa. 

Skład sądu: sędziowie, nie profesorowie

W prawdziwym procesie, który miał miejsce po katastrofie, skład izby morskiej składał się z sędziów sądów powszechnych delegowanych przez Ministra Sprawiedliwości oraz ławników powołanych przez ministra właściwego do spraw gospodarki morskiej. 

Zgodnie z ustawą o izbach morskich, w skład izby morskiej wchodzą:

przewodniczący i wiceprzewodniczący – sędziowie sądów powszechnych delegowani przez Ministra Sprawiedliwości;

ławnicy, powoływani dla każdej izby morskiej na okres trzech lat przez ministra właściwego do spraw gospodarki morskiej spośród osób posiadających wysokie kwalifikacje zawodowe i praktykę w zakresie zagadnień występujących w sprawach rozpoznawanych przez izby morskie.

W serialu przewodniczącym składu izby morskiej nie jest sędzia, a fikcyjny profesor Pyzel – ekspert prawa morskiego, który występuje w todze, czym reżyserzy Netflixa nadają powagę jego roli. 

Tymczasem, w rzeczywistym procesie Heweliusza przewodniczącym był sędzia zawodowy Zdzisław Wunsch, a w składzie orzekającym brał również udział sędzia Wojciech Kuczkowski.

Zainicjowanie rozprawy

W postępowaniu przed Izbą Morską rozprawę poprzedza dochodzenie w sprawie wypadku morskiego (wtedy sędzia występuje w roli śledczego).

Postępowanie to może być rozpoczęte przez:

wniosek osoby zainteresowanej (np. kapitana, armatora, członka załogi),

odpowiedniego organu administracji morskiej w sprawach wypadków morskich, które mogą stanowić podstawę do nałożenia sankcji na członków załóg statków morskich, badając, czy ich zaniedbania lub brak umiejętności przyczyniły się do wypadku, aby zapewnić bezpieczeństwo żeglugi,

inicjatywę własna Izby, gdy dowie się o wypadku.

Dopiero po zakończeniu tego etapu, przewodniczący Izby zarządza przeprowadzenie rozprawy, przedstawiając stan sprawy na podstawie wyników dochodzenia. 

Serial Netflixa pokazuje tylko etap rozprawy, zainicjowany przez aparat ówczesnego państwa. 

W rzeczywistości rozprawa jest wszczynana dopiero, gdy przewodniczący Izby uzna, że dochodzenie dostarczyło podstaw do przeprowadzenia procesu.

Proceduralna nieścisłość na początku procesu

Jednym z zaskakujących momentów w serialu jest scena, w której ławnik - kapitan Kubara wywołuje prezesa armatora Heweliusza. I robi to na samym początku procesu!

Zgodnie z ustawową procedurą, rozprawa rozpoczyna się od przedstawienia stanu sprawy ustalonego w oparciu o wyniki wcześniejszego dochodzenia. Następnie następuje wysłuchanie wyjaśnień osób zainteresowanych oraz postępowanie dowodowe. Zainteresowany, którego zeznanie może mieć znaczenie dla ustalenia okoliczności wypadku, może zostać przesłuchany jako świadek, przy czym uprawniony jest on do odmowy udzielenia odpowiedzi na pytania co do tych okoliczności, których ujawnienie mogłoby narazić na odpowiedzialność za przestępstwo jego samego lub członków najbliższej rodziny. 

Nad całością procesu czuwa przewodniczący (a nie ławnik). On udziela głosu i wywołuje kolejne osoby do składania zeznań. Ławnicy mogą jedynie dopytywać, a nie kierować przebiegiem rozprawy.

Serialowe postępowanie jest tutaj zdecydowanie niezgodne z rzeczywistą procedurą. Nie ma możliwości, aby w ten sposób wywołać prezesa armatora. I to na samym początku rozprawy, i to w dodatku przez ławnika.

Rola radców prawnych

W serialu widzimy wielu prawników w togach, którzy pełnią różnorodne role. Na kilku kadrach serialu widać niebieskie żaboty, które noszą radcowie prawni. 

W rzeczywistości, w okresie, w którym toczyła się sprawa o katastrofę, radcowie prawni formalnie nie mogli jeszcze występować przed izbą morską. Zgodnie z art. 25 ustawy o izbach morskich, pełnomocnikami stron w postępowaniach przed izbą morską mogli być jedynie adwokaci oraz pracownicy zainteresowanego, a także członkowie związków zawodowych, do których zainteresowany należał. No chyba, że radca prawny był jednocześnie pracownikiem zainteresowanego (np. armatora).

Serial nie uwzględnia jednak ściśle tych faktów, a prawnik w togach z niebieskimi żabotami staje się częścią fabularnej fikcji, zapominając o ówczesnych regulacjach prawnych.

Oczywiście obecnie radcowie prawni, z uwagi na istotne zrównanie kompetencji z zawodem adwokata, mogą w takiej procedurze brać udział.

Rozprawa a posiedzenie: istotna różnica

W serialu przewodniczący izby morskiej otwiera posiedzenie, podczas gdy w rzeczywistości takie posiedzenie to nie to samo co rozprawa. 

Zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania karnego, rozprawa to jawne posiedzenie, na którym odbywa się merytoryczne rozpatrzenie sprawy. Natomiast posiedzenie to szersze pojęcie, obejmujące również czynności niejawne lub techniczne. 

W przypadku katastrofy promu „Jan Heweliusz” w grę wchodziły właśnie rozprawy, które miały na celu przeanalizowanie dowodów i ustalenie odpowiedzialności, a nie jedynie posiedzenia proceduralne.

I choć można przyjąć, że każda rozprawa jest jednocześnie posiedzeniem (jawnym), to precyzyjniej serialowy przewodniczący powinien otwierać rozprawę, a nie posiedzenie.

Przerwa w rozprawie: fakty vs fikcja

W serialu przewodniczący zarządza przerwę w trakcie przesłuchania istotnego świadka – członka załogi promu, co w kontekście tematu wojskowego wzbudza poruszenie. 

Zgodnie z art. 165 KPK, przewodniczący może przerwać rozprawę główną w celu przygotowania przez strony wniosków dowodowych, sprowadzenia dowodu, zapewnienia wypoczynku stron lub z innych ważnych przyczyn. 

W rzeczywistości przerwa w rozprawie mogłaby być zarządzona tylko w związku z takim ważnym powodem, a nie z powodu niewygodnego tematu, jak przedstawiono to w serialu.

Protokół rozprawy

Kolejną ważną różnicą między prawniczą rzeczywistością a przedstawieniem w serialu jest kwestia protokołu rozprawy. 

Zgodnie z KPK, protokół rozprawy powinien zawierać:

oznaczenie czynności, jej czasu i miejsca oraz osób w niej uczestniczących;

przebieg czynności oraz oświadczenia i wnioski jej uczestników;

wydane w toku czynności postanowienia i zarządzenia, a jeżeli postanowienie lub zarządzenie sporządzono osobno, wzmiankę o jego wydaniu.

W serialu widzimy, jak przewodniczący na końcu rozprawy przegląda stenogramy i wydaje decyzje o tym, co można usunąć, co w rzeczywistości byłoby absolutnie niemożliwe. 

Protokół musi być dokładny, a zmiany w nim mogą być dokonywane tylko w określonych w KPK przypadkach, które regulują kwestie podpisywania, skreślania i sprostowania protokołów rozprawy.

Protokół powinien być przede wszystkim podpisany przez przewodniczącego i protokolanta.

Podpisy są ważnym elementem formalnym. Warto przypomnieć, że w 1994 roku orzeczenie Izby Morskiej w Szczecinie zostało uchylone przez Izbę Odwoławczą przy Sądzie Wojewódzkim w Gdańsku. Powodem był podpis pod orzeczeniem parzystej liczby osób, czyli dwóch sędziów zawodowych i czterech ławników, a przepisy mówią, aby to była liczba nieparzysta. Na potrzeby procesu powołano jednego ławnika zapasowego, który nie powinien pod orzeczeniem się podpisywać. Dlatego z powodów formalnych, trzeba było ponownie przeprowadzić proces w Gdyni. 

Więcej niż jeden proces

Wielką różnicą między rzeczywistością a przedstawieniem w serialu jest sposób, w jaki ukazano sam proces. 

W rzeczywistości procesy związane z katastrofą „Jan Heweliusz” były rozciągnięte na wiele lat i obejmowały różne instancje – od Izby Morskiej, przez sądy karne i cywilne, aż po Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. 

Z kolei serial skupił się na jednym, głównym procesie, co wprowadza w błąd, sugerując, że sprawa rozstrzygnęła się w jednym, dramatycznym starciu rodzin z armatorem i państwem. I to bez możliwości odwołania.

Emocje a rzeczywistość

Podsumowując, serial Netflixa o katastrofie promu „Jan Heweliusz” bez wątpienia jest emocjonującą historią, która porusza widzów i wciąga ich w dramatyczne losy ofiar i ich rodzin. 

Jednak, jak w przypadku wielu produkcji opartej na faktach, prawda bywa bardziej skomplikowana i pełna niuansów niż to, co przedstawiają ekranowe fabuły. 

W rzeczywistości procesy prawne związane z katastrofą były znacznie bardziej złożone, a szczegóły proceduralne, które zostały pominięte lub przedstawione w sposób błędny, mogą wprowadzać w błąd osoby próbujące zrozumieć, jak naprawdę działa polskie prawo oraz funkcjonujące nadal Izby Morskie.

Autorzy:

Stanisław Kaup

Patryk Zbroja

Zbroja Adwokaci sp. k. – zbrojaadwokaci.pl



JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.