Okręty podwodne to najskuteczniejsze narzędzie odstraszania, rozpoznania i zwalczania przeciwnika na morzu; trzy nowe, które pozyskujemy od Szwecji, stawiają nas w pierwszym szeregu marynarek wojennych Północnego Atlantyku – powiedział PAP kadm. rez. Krzysztof Zdonek.
W poniedziałek w Gdyni mają zostać podpisane umowy wykonawcze dotyczące pozyskania dla Marynarki Wojennej trzech nowych okrętów podwodnych w ramach programu „Orka”. Zapowiedział to w mijającym tygodniu w Madrycie wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Zgodnie z jego zapowiedzią podpisane ma być porozumienie dotyczące realizacji zamówienia obejmującego dostawę trzech okrętów podwodnych, udostępnienia jednostki pomostowej, szkolenia załóg oraz współpracy przemysłowej między Polską a Szwecją.
Program „Orka” zakłada pozyskanie przez Polską Marynarkę Wojenną trzech konwencjonalnych okrętów podwodnych typu A26 klasy Blekinge, zbudowanych przez szwedzki koncern Saab Kockums. Jednostki wyposażone będą w napęd diesel-elektryczny z systemem napędu niezależnego od powietrza (AIP), który pozwala na wielodniowe pozostawanie w zanurzeniu bez konieczności wynurzania się w celu naładowania akumulatorów. Nowe okręty mają zastąpić wysłużony ORP „Orzeł” – obecnie jedyną pozostającą w służbie jednostkę podwodną Marynarki Wojennej.
Były dowódca 8. Flotylli Obrony Wybrzeża kontradmirał rez. Krzysztof Zdonek przyznał w rozmowie z PAP, że okręty, które kupimy, wejdą do pełnej służby za siedem do dziesięciu lat. Zatem trudno w tej chwili ocenić, jaka wtedy będzie sytuacja geopolityczna. Zwrócił jednak uwagę, że okręty podwodne są najcenniejszą bronią w marynarce wojennej. – Jest to najskuteczniejsze narzędzie odstraszania, rozpoznania i zwalczania przeciwnika – podkreślił kadm. Zdonek. Jego zdaniem te trzy jednostki stawiają Polskę w pierwszym szeregu marynarek wojennych Północnego Atlantyku.
Będą one także przydatne — jak zapewnił — w warunkach konfliktu prowadzonego poniżej progu wojny i mogą być wykorzystywane np. do prowadzenia rozpoznania. Zaś w czasie wojny hybrydowej — zwrócił uwagę — wczesne rozpoznanie oraz wiedza o przeciwniku i jego ruchach stanowią podstawę skutecznego reagowania na zagrożenia.
– Dysponując tymi jednostkami, będziemy kontrolować Morze Bałtyckie. Będziemy mogli dużo wcześniej reagować na siły, które Rosja wyśle na morze. Będziemy mogli je skutecznie śledzić, sami pozostając niewidoczni, a także wcześniej przekazywać informacje do centrum dowodzenia, aby właściwe siły odpowiedziały na rosyjskie działania – wskazał rozmówca PAP. Jak dodał, możliwa też będzie skuteczniejsza ochrona infrastruktury krytycznej.
Zdonek krytycznie ocenił pojawiające się w debacie publicznej opinie głoszące, że Bałtyk jest zbyt małym i płytkim akwenem, żeby operowanie na nim tymi okrętami miało sens. – Takie twierdzenia formułują ludzie, którzy nie znają Bałtyku. To wprawdzie niewielki akwen, ale jego powierzchnia jest zbliżona do powierzchni Polski. Jest tu wiele miejsc dogodnych do działania okrętów podwodnych, zwłaszcza tych newralgicznych, gdzie przebiegają szlaki komunikacyjne i występuje duże natężenie ruchu. Choćby Głębia Gdańska, Głębia Gotlandzka czy podejście do Cieśnin Duńskich – wszędzie tam mogą operować okręty podwodne – wskazał.
Rozmówca PAP zwrócił uwagę, że wszystkie oferowane nam typy okrętów (w latach 2023-2025 pod uwagę branych było sześć: szwedzki A26, niemiecki Typ 212CD, włoski U212 NFS, francuski Scorpene, hiszpański S-80 Plus oraz południowokoreański KSS-III Batch 2) miały bardzo zbliżone parametry i uwzględniały specyfikę Bałtyku. – Myślę, że o wyborze zdecydowały względy polityczne. Szwecja jest państwem neutralnym politycznie wobec Polski w porównaniu z innymi oferentami, dlatego łatwiej było zawrzeć umowę bez niepotrzebnych dyskusji politycznych – ocenił.
Jego zdaniem to, że wybór padł na A26, jest zaletą. Dodał, że okręt ma nowoczesny napęd, uzbrojenie, sensory i pod tym względem nie różni się od tego, co proponowali inni oferenci. Szwedzi jednak od lat opracowują swoje rozwiązania z myślą o działaniach na Bałtyku, bo sami na nim operują. Mają też — wyjaśnił Zdonek — ponad stuletnią praktykę w budowaniu okrętów podwodnych.
Pierwszy okręt ma zostać przekazany Polsce w 2030 r., a dwa kolejne w następnych latach. Według szacunków wartość całego programu może wynieść około 20 mld zł. Kontrakt ma obejmować nie tylko budowę i dostawę okrętów, lecz także pakiet logistyczny, wsparcie eksploatacji, szkolenie personelu oraz przygotowanie infrastruktury niezbędnej do ich wprowadzenia do służby.
Elementem porozumienia będzie również tzw. rozwiązanie pomostowe. Jeszcze przed dostawą nowych jednostek Polska ma otrzymać od Szwecji używany okręt podwodny typu Sodermanland (A17), który pozwoli utrzymać zdolności Marynarki Wojennej w zakresie działań podwodnych. Na tej jednostce szkolone będą polskie załogi oraz personel techniczny, co ma umożliwić płynne przejście do eksploatacji nowych okrętów A26.
Program zakłada również współpracę przemysłową pomiędzy Polską i Szwecją. Jak zapowiadał wicepremier Kosiniak-Kamysz, jednym z jej elementów ma być zakup przez Sztokholm polskiego okrętu ratowniczego „Ratownik”, a także włączenie polskiej zbrojeniówki w realizację programu „Orka”. (PAP)
gru/ pś/ rbk/ mhr/
Premier Kanady rozmawiał z prezydentem USA. Tematy to NATO i obrona Arktyki
Kadm. Zdonek: Trzy nowe okręty podwodne wzmacniają polski potencjał na morzu
Dramat na pokładzie Steny. Na ratunek wezwano śmigłowiec Marynarki Wojennej
Nowy etap służby Kormoranów. ORP Mewa dołączy do Stałego Zespołu Okrętów Przeciwminowych NATO
Zatopione fregaty. Rząd Niemiec chce zrezygnować z największego projektu w historii swojej marynarki wojennej?
Rozpoczyna się Forum Bezpieczeństwa Morskiego Państwa 2026
Rosyjskie bombowce nad Morzem Barentsa. Interweniowali Norwegowie
Szwedzka delegacja przylatuje do Polski rozmawiać m.in. o okrętach podwodnych
USA znów uderzyły w łódź domniemanych przemytników na Karaibach - dwie ofiary