• <
PGZ_baner_2025

Czy polskie niszczyciele min powinny rozminowywać Cieśninę Ormuz? Budzi to wątpliwości (opinia)

Strona główna Marynarka Wojenna, Bezpieczeństwo Morskie, Ratownictwo Czy polskie niszczyciele min powinny rozminowywać Cieśninę Ormuz? Budzi to wątpliwości (opinia)
Fot. GospodarkaMorska.pl

Trwający od 28 lutego konflikt w Iranie, wywołany przez Izrael oraz USA, spowodował nowy, globalny kryzys energetyczny. Groźba pełnej blokady Cieśniny Ormuz poprzez zaminowanie jej przez irańskie siły zbrojne oznaczałaby właściwie brak możliwości eksportu z krajów Zatoki Perskiej ropy naftowej i gazu, czego skutki dla globalnej gospodarki już zaczęły być odczuwalne. Z powodu zagrożenia w postaci min morskich na newralgicznej trasie morskiej pojawiły się w prasie i mediach społecznościowych sugestie, aby Polska zaangażowała się w oczyszczanie wód z niebezpiecznych obiektów. Pomysł ma swoich zwolenników i przeciwników.

Na temat wysłania polskich okrętów przeciwminowych w rejon Cieśniny Ormuz pisały różne portale, m.in. Rzeczpospolita w tekście „Polska ma możliwość wsparcia USA w Cieśninie Ormuz. Ale po wojnie”, Dziennik Bałtycki w "Kormorany w Cieśninie Ormuz? Amerykanie mogą na to naciskać, mówi prof. Mickiewicz z Uniwersytetu Gdańskiego". W tekstach tych autorzy i ich rozmówcy wskazują na potencjał niszczycieli min typu Kormoran II, których polska Marynarka Wojenna ma trzy, a w budowie są trzy kolejne, gdzie jeden z nich, przyszły ORP Jaskółka, prawdopodobnie jeszcze w tym roku wejdzie do służby. Jednocześnie stawiają przy tym wiele znaków zapytania, czy rząd powinien zdecydować się czy też zgodzić się na wysłanie okrętów, nawet jeśli Waszyngton miałby na niego naciskać. Co należy tu zauważyć, ani kraje Zatoki Perskiej, ani nawet USA i wiele innych państw Azji nie posiada rozbudowanego potencjału w postaci okrętów przeciwminowych.

Broń tania, masowa, zabójcza


Miny morskie to najtańszy i najprostszy sposób na zablokowanie danego akwenu. Groźba uszkodzenia statku bądź okrętu sprawia, że dany obszar, a co za tym idzie też trasa, wyłącza się z użytkowania, do momentu aż nie zostanie uznany za bezpieczny. Wśród rodzajów tego rodzaju broni należy wymienić najbardziej powszechne, ze względu na łatwość ich produkcji i wykorzystania, miny kontaktowe, choćby kotwiczne, reagujące na zetknięcie z kadłubem jednostki pływającej. W użyciu są także niekontaktowe, detonujące w momencie oddziaływania na nie pola magnetycznego czy też akustycznego, co sprawia że taka mina może nie reagować na statek, ale wybuchnąć w momencie przejścia okrętu. Do innych należą też miny denne i pływające.


Tego rodzaju uzbrojenie stanowi zagrożenie przez dekady od momentu, gdy zostały zrzucone do wody, czego dowodem są miny morskie z czasów II wojny światowej, zalegające w Morzu Bałtyckim. Strony konfliktu zrzuciły ich dziesiątki tysięcy, a akcje rozminowywania trwają do dziś. Aktualnie zagrożenie tego rodzaju zagrożenie wzrosło na Morzu Czarnym, biorąc pod uwagę trwająca od 2022 roku wojnę na Ukrainie. Biorąc pod uwagę, że dziś powstają nowocześniejsze, bardziej nowoczesne miny, do tego rośnie potencjał w postaci podwodnych pojazdów bezzałogowych, zwalczanie tego rodzaju zagrożeń jest tylko coraz większe, co także wymaga rozwoju morskich zdolności przeciwminowych.

Mocny atut krajów Europy, pięta achillesowa gdzie indziej


Na ten moment sugestię wsparcia w zakresie rozminowywania Cieśniny Ormuz przedstawił szef belgijskiej dyplomacji, Maxime Prevot. Deklaracja ta może zaskakiwać, jako że Belgia wraz z Holandią jest w trakcie modernizacji swojego potencjału w tym zakresie. Trwa wycofywanie starszych okrętów typu Alkmaar/Tripatite, które zostaną zastąpione przez nowocześniejsze jednostki typu Vlissingen/Oostende, znane też jako typ City. Są one budowane przez Naval Group i na ten moment do służby każde z państw wcieliło po jednym okręcie, łącznie oba otrzymają ich 12. Biorąc pod uwagę rozmiary, 82,3 metra i wyporność 2 800 ton, a także wyposażenie w szereg systemów i przenoszonych bezzałogowców, seria ta ma potencjał do nawet dalekich wyjść na misje. Należy jednak zaznaczyć, że z racji na to, że wszystkie mają wejść do służby do 2030 roku, a także zobowiązania i cele obronne krajów Beneluksu, trudno sobie wyobrazić, by niedługo po rozpoczęciu służby nawet tak nowoczesne okręty wysłano na wyjątkowo niebezpieczną, daleką wyprawę.

Belgijski okręt przeciwminowy typu City, BNS Oostende (8940), fot. MW Belgii


Co należy tu zauważyć, potencjał przeciwminowy US Navy jest tu bardzo słaby, co może wynikać z faktu że kraj nie musiał borykać się z wojennym zagrożeniem w postaci min morskich na akwenach USA. W służbie są jedynie starsze, zbudowane na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku niszczyciele min typu Avenger, notabene w trakcie wycofywania ze służby. Ich zadania miały przejąć okręty obrony wybrzeża (Littoral Combat Ship, LCS) typu Independence i Freedom, które to jednak są uważane za nieudane konstrukcje, z planem wycofania ze służby w ciągu dekady, pomimo krótkiego „stażu”. Nie oznacza to, że flota USA nie posiada w ogóle potencjału do niszczenia podwodnych zagrożeń, niemniej brakuje jej jednostek które byłyby w tym względzie wyspecjalizowane. Z kolei Izrael okrętów typowo do zwalczania min nie posiada.

Obok Belgii i Holandii najnowocześniejsze okręty przeznaczone do obrony przeciwminowej posiada obecnie Polska. Niszczyciele min typu Kormoran II, zbudowane przez Remontowa Shipbuilding S.A., dostarczane od 2017 roku, są nieco mniejsze od typu City, 58,5 metra długości i z pełną wypornością 900 ton. Co istotne, trzy z nich weszły do służby w latach 2017-2022, a więc są już sprawdzone podczas ćwiczeń i operacji przeciwminowych, posiadając szeroką gamę uzbrojenia i wyposażenia. Pojawia się tu na ten moment mankament, jako że dopiero są one wyposażane w nowoczesne armaty morskie OSU-35K 35 mm, dostarczane przez konsorcjum PIT-RADWAR. Prototypowy ORP Kormoran posiada starszą ZU-23-2MR Wróbel II 23 mm.

Obok budowanych trzech kolejnych niszczycieli min tej serii, które do służby mają wejść do końca 2027 roku, jest możliwość, by z myślą o programie SAFE, jeśli środki z niego trafią do Polski, sfinansować zakup kolejnych Kormoranów. Oprócz tego trwa sukcesywnie modernizacja trałowców proj. 207, aby były zdolne do wykorzystywania nowoczesnego wyposażenia i uzbrojenia, zwiększając tym samym ich zdolności do zwalczania zagrożeń pod wodą. Co jednak należy zaznaczyć, są one zdecydowanie mniejsze, mając 38,5 metra długości i 216 ton wyporności. Biorąc pod uwagę ich ilość, wynoszącą 16, stanowią jednak o potencjale polskiej floty do zwalczania min morskich, w tym również w zakresie ciągłego szkolenia i rozwoju kadr oficerów, podoficerów i marynarzy.

Niszczyciel min typu Kormoran II, fot. GospodarkaMorska.pl


W porównaniu z Belgia, Holandią i Polską potencjał przeciwminowy nawet wielu państw europejskich posiadających silne marynarki wojenne wcale nie wygląda tak imponująco. Niemcy mają 12 okrętów zbudowanych w latach 90-tych, dwa typu Ensdorf oraz 10 typu Frankenthal. Na ten moment kwestia następców nie jest rozwijana tak jak choćby fregat czy okrętów podwodnych. Podobnie to wygląda we Włoszech, które mają także tuzin jednostek, dwie typu Lerici i 10 typu Gaeta. W przypadku obu państw są one nieco mniejsze od polskich Kormoranów. Hiszpania posiada z kolei sześć okrętów typu Segura, dostarczone w latach 1999-2005.

Także Wielka Brytania nie posiada tu mocnego potencjału, jako że jest w trakcie wycofywania jednostek typu Sandown, które na ten moment zastępuje HMS Stirling, będący nietypowym okrętem. Pierwotnie statek dla branży offshore został przebudowany do roli statku-matki dla platform bezzałogowych. Wdrażanie go dodatkowo przedłużało się i nie brakuje krytycznych opinii wokół takiego kierunku rozwoju potencjału przeciwminowego Royal Navy. Znaczne siły ma z kolei Francja, bo aż 19 okrętów. Są one, jak w innych przypadkach, nieco mniejsze od Kormoranów i zbudowane głównie w latach 90-tych, nie licząc serii czterech niewielkich (105 ton wyporności) jednostek wsparcia typu Ophrys. Zakłada się jednak, ale dopiero na przestrzeni kolejnych lat, budowę od sześciu do nawet 12 okrętów przeciwminowych typu City.

Cieśnina zablokowana. Co dalej?


Zagrożenie minami morskimi w Cieśninie Ormuz, jeśli Iran zdecyduje się „zasypać” akwen zarówno tanim, jak i nowocześniejszym uzbrojeniem, w dalszej perspektywie jeszcze mocniej wpłynie na globalną gospodarkę, biorąc pod uwagę niemożność eksportu ropy i gazu z krajów Zatoki Perskiej. Także Morze Czerwone i Zatoka Adeńska nie są bezpieczne, jako że w związku z wojną w Iranie ponownie uaktywnili się jemeńscy bojownicy Huti, dotąd wspierani mocno przez Iran. Już wcześniej atakowali statki, z racji na trwający od 2023 roku konflikt Izraela z Hamasem w Strefie Gazy, przez co ruch morski na trasie Azja-Europa, zamiast poruszać się przez Kanał Sueski, skupia się na opływaniu Przylądka Dobrej Nadziei w Republice Południowej Afryki, skutkując wzrostem cen frachtu i zakłóceniem łańcuchów dostaw.

Komentatorzy, publicyści i eksperci wskazują, że rząd USA może naciskać, by kraje partnerskie i sojusznicze wspomogły jego siły zbrojne celem odblokowania Cieśniny Ormuz i zapewnienia, że jest bezpieczna. Prezydent Donald Trump już kilkukrotnie zmieniał zdanie i gdy wpierw kpił z krajów NATO, tak teraz on i jego gabinet wskazują, że chyba jednak przydałoby się rozwiązanie problemu z minami, jaki sobie zgotowali atakiem na Iran. Pytaniem jest, co na to rządy krajów Sojuszu, bo choć odblokowanie cieśniny jest również w ich interesie, tak można wątpić, czy na pewno będą narażać swoje okręty i ich załogi i ponosić inne koszty wysłania sił w ten newralgiczny, stale zagrożony rejon, by poradzić sobie z minami morskimi. Obok tychże należy też brać pod uwagę, że nawet jeśli konflikt zostanie zakończony nie jest powiedziane, że Huti bądź podobne do nich ruchy nie będą próbowały atakować okrętów przeciwminowych, mających słabszy potencjał obronny przed latającymi bezzałogowcami czy rakietami, niźli fregaty czy niszczyciele. To więc wiązałoby się z zapewnieniem ochrony, gdy będą wykonywać swoje zadania, a pytanie czy US Navy ją zapewni, czy też Waszyngton by oczekiwał, że kraje wysyłające swoje siły zadbają także i o to.

Jak wspomniał prof. Piotr Mickiewicz z Uniwersytetu Gdańskiego w wywiadzie dla Dziennika Bałtyckiego, pytaniem jest, czy wezwanie do oczyszczenia cieśniny pojawi się po zakończeniu konfliktu, czy też jeszcze w jego trakcie, jako że trudno powiedzieć, kiedy miałby się zakończyć. Na ten moment należy wskazać, że wizja szybkiej operacji mocno się oddaliła i na ten moment mówi się o wojnie, która może potrwać miesiące. To ani trochę nie nastraja optymistycznie ekonomistów, jak i specjalistów od bezpieczeństwa. Jednocześnie USA musiałyby spróbować form nacisków na sojuszników i partnerów, by ci zaangażowali się własnymi siłami celem rozminowywania Cieśniny Ormuz i potencjalnie też Zatoki Perskiej. Oznaczałoby to powrót do nakładania ceł na towary z Europy, czy też nawet wycofywanie się z umów gospodarczych i zbrojeniowych, stanowiąc tym samym formę szantażu. Pomimo że dla gospodarki USA byłoby to kosztowne w konsekwencjach, patrząc na nierzadko nieobliczalne i chwiejne decyzje administracji prezydenta Donalda Trumpa, a także jego samego, niestety nie jest to nieprawdopodobne. Konsekwencje tego byłyby odczuwalne przez gospodarki krajów europejskich oraz realizowane przedsięwzięcia związane z obronnością.

„Polityka kanonierek”


Stale powraca pytanie, czy jeśli pojawi się wprost prośba (bądź wezwanie) od USA by kraje europejskie wysłały siły celem rozminowania Cieśniny Ormuz i Zatoki Perskiej, to Polska powinna wziąć w tym udział. Decyzja należy do polityków z rządu, a prezydent musiałby podpisać rozporządzenie w tej sprawie. Mimo sporów miedzy nimi tu raczej nie doszłoby do kolejnego. Podjęcie decyzji nie byłoby jednak łatwe, niemniej trudno oczekiwać, by Polska, tak jak Belgia, wyraziła sama z siebie chęć wysłania swoich okrętów na tak niebezpieczną misję. Obok kontrowersji w społeczeństwie dochodzą tu jeszcze potrzeby związane z bezpieczeństwem polskiej i sojuszniczej domeny morskiej na Bałtyku i Morzu Północnym. Zagrożenie aktami sabotażu dla infrastruktury krytycznej, w tym energetycznej, ochrona szlaków morskich oraz neutralizacja pozostałości z czasów II wojny światowej stanowią stałe wyzwania dla polskiej Marynarki Wojennej, a niszczyciele min typu Kormoran II stanowią tu istotny element systemu obrony państwa. Biorąc pod uwagę zagrożenie ze strony Rosji, głównej podejrzanej o akty sabotażu na Bałtyku, wysyłanie nawet jednego z nowych niszczycieli min staje się tu jednak odebraniem cennych zdolności polskiej floty. Z politycznego i gospodarczego punktu widzenia, choć Polsce również by zależało na odblokowaniu dostaw ropy i gazu, można mieć wątpliwości, czy na pewno zasadne jest wsparcie okrętowe dla USA, nawet jeśli byłoby deklarowane do realizacji dopiero po wojnie.

Problemy miałyby też naturę organizacyjną. Wysyłanie okrętu bez zaimplementowanej, nowej armaty morskiej mija się z celem i stanowiłoby poważne zagrożenie dla jednostki oraz załogi. Sama podróż w rejon Cieśniny Ormuz trwałaby nawet ponad trzy tygodnie. Trasa przez Kanał Sueski to ponad 6 800 mil morskich, a opływając Przylądek Dobrej Nadziei to nawet 12 600 mil morskich. Niszczyciele min typu Kormoran II mają maksymalny zasięg przy stałej prędkości poniżej 15 węzłów do 2500 mil morskich, co oznaczałoby regularne zatrzymywanie się w portach celem uzupełnienia paliwa i zapasów, odpoczynek załogi oraz odtwarzanie zdolności bojowej. Stąd już samo wysłanie okrętu tak daleko stanowiłoby wyzwanie. Polska flota posiada dwa zbudowane w latach 70-tych zbiornikowce proj. B199, które mają swoje zadania na Bałtyku. Pojawiałoby się też pytanie także o zdolność do wysłania na misje, gdzie też w grę wchodziłaby ochrona takiej jednostki pomocniczej.

Misja rozminowywania wymagałaby udziału nie jednego, czy kilku okrętów, ale potencjalnie znaczniejszych sił, w tym celu zapewnienia obrony przeciwlotniczej operacji i zaopatrywania. To wszystko stawia pod znakiem zapytania sens i bezpieczeństwo wysyłania polskich sił morskich do Cieśniny Ormuz. Teoretyzując dalej, szybciej można byłoby się spodziewać wysłania zespołu specjalistów wraz ze sprzętem, a także kadry szkoleniowej, celem wsparcia działań, a w perspektywie przeniesienia ich ciężaru na siły państw Zatoki Perskiej. W zależności od liczby zrzuconych min morskich i ich rodzaju, jeśli Iran realnie się tego podjął, bądź ma taki zamiar, nawet intensywna operacja mogłaby potrwać wiele miesięcy, a pełne zlikwidowanie zagrożenia ciągnęłoby się latami. Stąd też można przypuszczać, że o ile niektóre kraje Europy mogłyby wysłać kontyngenty, w tym i okręty, aby odblokować cieśninę, tak raczej będą dążyć do przeniesienia kompetencji na siły lokalne. Biorąc pod uwagę posiadane technologie i wiedzę w zakresie budowy okrętów przeciwminowych czy bezzałogowców do tego rodzaju działań, rządy państw europejskich oraz firmy mogą zainteresować się sprzedażą sprzętu i transferem wiedzy, co byłoby korzystne tak dla nich, jak i krajów regionu.

Wysadzanie miny morskiej, fot. SNMCMG-1
JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.