• <
BOTA_FILM_2021

Baltic Diving Solutions: „Budowaliśmy offshore na świecie, teraz współtworzymy go w Polsce” [ROZMOWA]

Strona główna Energetyka Morska, Offshore Baltic Diving Solutions: „Budowaliśmy offshore na świecie, teraz współtworzymy go w Polsce” [ROZMOWA]
Baltic Diving Solutions: „Budowaliśmy offshore na świecie, teraz współtworzymy go w Polsce” [ROZMOWA] - GospodarkaMorska.pl

Anna Konopka

14.10.2021 Źródło: własne
Pokaż cały artykuł
Baltic Diving Solutions: „Budowaliśmy offshore na świecie, teraz współtworzymy go w Polsce” [ROZMOWA] - GospodarkaMorska.pl
Fot. Baltic Diving Solutions

Rozmowa o przyszłości morskiej energetyki wiatrowej w Polsce, współpracy biznesu z nauką i kadrach potrzebnych do budowy i obsługi farm z Krzysztofem Stopierzyńskim, szefem firmy Baltic Diving Solutions.

Anna Konopka: Można powiedzieć, że firma Baltic Diving Solutions wywodzi się z wprost z branży offshore, a ogromny wpływ na kierunek rozwoju miały pana wcześniejsze doświadczenia zawodowe. Sporo tego było...  

Krzysztof Stopierzyński: Przez pół życia pracowałem na offshore jako inspektor platform i instalacji offshore. Już po studiach postawiłem wszystko na jedną kartę i wyjechałem do Wielkiej Brytanii, gdzie ukończyłem prestiżowy Underwater College w Fort William i później francuski Narodowy Instytut Prac Podwodnych w Marsylii. Doświadczenie zawodowe zdobywałem m.in. przez cztery lata w Afryce Zachodniej czy przy układaniu rurociągów na Morzu Kaspijskim oraz serwisowaniu platform na Morzu Północnym. 

Miałem to szczęście, że przy energetyce wiatrowej pracowałem dokładnie w czasie, gdy ona właśnie powstawała, m.in. przy projektach duńskich, niemieckich, holenderskich, przy instalacji i serwisie, operacjach kablowych itp. Firma, którą stworzyłem, jest oparta o te wszystkie doświadczenia.

Chyba nikt nie miał wątpliwości, że offshore w końcu dotrze i do Polski...

To prawda. Nie pojawiały się pytania typu „czy powstanie”, a raczej „kiedy powstanie”. Od początku mieliśmy w Polsce bardzo zbliżone warunki do tych lokalizacji, gdzie były stawiane pierwsze farmy wiatrowe.

I to dlatego pana firma skierowana jest na inspekcje offshore przede wszystkim.

Offshore faktycznie czyni nas wyjątkowymi. Pracujemy w networku z firmami z Litwy, Dani, Niemczech i globalnym operatorem z Holandii. Dzięki temu, jeśli trafiają do nas większe projekty, współpracujemy z partnerami. Pomagamy sobie wzajemnie, wspieramy swoje projekty.

Czy w Europie, w branży morskiej, dobrze znana jest marka Baltic Diving Solutions?

W branży podwodnej zdobyliśmy sobie markę partnera w tej części Europy - jesteśmy zapraszani na liczne branżowe wydarzenia. Dwa lata temu wystawialiśmy się na targach stoczniowych SMM w Hamburgu. Uczestniczymy w konferencjach i pracach międzynarodowych gremiów. Blisko współpracujemy blisko z towarzystwami klasyfikacyjnymi, bardzo lubimy wspierać nowe technologie.

Chodzi w zasadzie więc nie tylko o zlecenia komercyjne, ale jeszcze o coś więcej. Dobrze działać na rzecz rozwoju europejskiego rynku i dzielić się wiedzą z zakresu offshore?

Nauczyliśmy się tego offshoru na tyle, że obecnie bardzo zręcznie się w nim poruszamy. Masa firm czeka, że coś się wydarzy. Nie warto jednak czekać, trzeba być przygotowanym na to co w danym momencie będzie działo się na rynku. My np. nie czekamy na gotowe farmy wiatrowe aby kupić jednostkę CTV. Już ją kupiliśmy i jako armator pierwszego polskiego katamaranu serwisowego do MEW, świadczymy nią usługi budując track record. Chętnie działamy z innymi firmami, które poniekąd biorą nas pod swoje skrzydła, szukamy partnerstwa dzięki czemu bierzemy udział w dużych projektach infrastrukturalnych.

I w końcu będzie szansa na pracę na polskich farmach, a nie wciąż u sąsiadów czy w innych zakątkach świata…

Działanie „u siebie” to naprawdę duża satysfakcja. Jako Baltic Diving Solutions cały polski offshore współtworzyliśmy. Opiniowaliśmy szereg aktów prawnych i dokumentów poprzez działalność w Polskim Towarzystwie Morskiej Energetyki Wiatrowej i ustawę offshore’ową. Pracowaliśmy także nad kształtem ostatniego porozumienia sektorowego.

Firma wychodzi więc zdecydowanie poza swoje podwórko wynosząc swoje doświadczenia dalej. Na ile ważne jest dla pana propagowanie wiedzy o offshore?

Dowodem tego, jak mocno chcemy rozwijać polski offshore są nasze działania. Angażujemy się nie tylko technicznie i komercyjnie, ale myślimy również nad rozwojem całego sektora. Bierzemy czynny udział w spotkaniach międzynarodowych. Stawiamy na synergię wiedzy, którą chętnie się dzielimy. Tylko tak można nie popełnić błędów tzw. „pierwszych kroków”. Te błędy było widać tam gdzie realizowano projekty wiatrowe, a gdzie nie było pewnej kultury bezpieczeństwa i standardów przemysłowych wypracowanych wcześniej w offshore „naftowym” – np. na pierwszych projektach niemieckich. My liczymy jeszcze na to, że zaowocuje nasze wcześniejsze doświadczenie z sektora ropy i gazu.      

Pan jako szef firmy, która na brak zleceń nie narzeka, znajduje również czas na działalność pedagogiczną. Czego chcą się uczyć studenci o offshore?

Studentom przybliżamy właśnie tę filozofie i metodologię działania na offshore. To trochę inny świat. Czasami się śmieję, że zostaliśmy „wytresowani” w określonych zachowaniach np. dotyczących bezpieczeństwa i procedur. Ten właśnie „offshorowy mindset” staramy się przekazać studentom na Politechnice Gdańskiej na studiach podyplomowych z inżynierii ropy i gazu oraz z Morskiej Energetyki Wiatrowej. Ktoś przecież musi przekazać pałeczkę następnym (śmiech). Gdzie lepiej to zrobić, jak nie przez uczelnię wyższą? Zaangażowanie na wielu frontach daje kopa do licznych działań.

Przykładem jest zaangażowanie w nasz ostatni szczeciński projekt studentów z Uniwersytetu Morskiego. Stwierdziliśmy, że na mniejszych jednostkach damy szansę absolwentom. I tak przez Biuro Karier udało się pozyskać do współpracy mądrych młodych ludzi. Dla niektórych z nich było to pierwsze wejście w prace offshore’owe. Każdemu powinno zależeć żeby to wszystko działo się właśnie w Polsce. 

Jak pan ocenia kształcenie przyszłych kadr? Czy wiele jest jeszcze do zrobienia?

Nie jestem pesymistą w tej materii. Nasze kadry są, i to całkiem liczne. Problem polega na tym, że są rozsiane po całym świecie. Wszędzie gdzie jeździłem na projekty offshore'owe byli właśnie Polacy: technicy, marynarze, specjaliści. 

Sądzi pan, że ci specjaliści zechcą wrócić do pracy przy polskich farmach?

Oczywiście, tylko należy zaproponować konkurencyjne warunki. Nasz offshore nie może być tańszy, bowiem rywalizujemy na rynku europejskim lub globalnym. Wchodzimy do rodziny offshore’owej i musimy pewne reguły przyjąć. Sądzę więc, że jeśli chodzi o kadry i obsługę nie będzie możliwości konkurowania ceną, a będzie trzeba konkurować jakością, technologią, zapleczem technicznym. Tu leży recepta na sukces. Tu jest odpowiedź jak ściągnąć te nasze kadry ze świata na projekty w Polsce.

Jak firma Baltic Diving Solutions chciałaby być postrzegana w polskiej branży offshore?

Nie lubimy haseł typu „Jesteśmy liderem rynku”. Nas weryfikują projekty, które realizujemy i klienci, którzy wracają do współpracy przy kolejnych, większych zadaniach. Niezmiennie kluczowe jest dla nas bezpieczeństwo, jakość, zaufanie i uczciwość. Nie potrzebujemy oklasków. Rozwijamy pracowników, kooperantów, zaplecze sprzętowe i dobrze robimy swoją robotę. To się samo broni. 

Liczy się również świadomość udziału w strategicznym projekcie dla przyszłości polskiej gospodarki...

Faktycznie dawniej offshore był postrzegany w Polsce jako coś mitycznego. Coś co może, kiedyś ma szansę się wydarzyć. Obecnie – to coś, co już się dzieje. Bardzo się z tego cieszę. Oczywiście to również znakomita wiadomość dla mnie jako przedsiębiorcy, który może myśleć o bardziej zaawansowanych inwestycjach już teraz, jak i niedalekiej przyszłości.

Przy jakich jeszcze zleceniach specjaliści Baltic Diving Solutions czują się najlepiej?

Specjalistyczne projekty z dziedziny prac podwodnych, pomiarów, operacji UXO, prac robotami podwodnymi ROV oraz serwisowanie statków, to jest coś na czym znamy się najlepiej. Na przykład w związku z pandemią umarł rynek wycieczkowców. To dlatego robiliśmy przeglądy klasowe i serwisy tego typu odstawionych statków – głównie w Niemczech. 

Moment zatrzymania floty był bowiem dla armatorów dobrym momentem na wykonanie tych prac, często odkładanych. Czas posuchy wykorzystano na łatanie technicznych bolączek. Mocno rozwijamy naszą własną flotę, mamy dostęp do jednostek partnerów i dzięki temu jesteśmy w stanie realizować bardzo złożone projekty morskie i hydrotechniczne. 

A więc im trudniej, tym lepiej?

Skomplikowane zlecenie pozwala pokazać nasz pazur (śmiech). Przy takim należy spełnić wysokie wymagania sprzętowe, proceduralne i dokumentacyjne. To ten moment, kiedy faktycznie błyszczymy. 

I to wyjątkowo ciekawe, ale jeszcze bardziej niebezpieczne. Przy takich pracach nie ma miejsca na najmniejszą pomyłkę.

Pracowaliśmy na przykład przy rozminowaniu toru wodnego Szczecin-Świnoujście, tam zdecydowanie nie ma miejsca na błędy. Potrafimy wykonywać bardzo niebezpieczne operacje - w bardzo bezpieczny sposób. W Polsce prócz punktowych miejsc, gdzie robiono duże inwestycje hydrotechniczne, jak Gazoport w Szczecinie czy pogłębienie toru wodnego, nie było rzetelnego oczyszczania obszarów morskich. Do tego potrzebna jest kadra wykwalifikowanych nurków i kierowników prac podwodnych z uprawnieniami i doświadczeniem saperskim. My taką posiadamy. Mamy więc technologie, doświadczenie i koncesje saperską obejmującą obszary morskie.

Ale były również projekty ekologiczne, które dla firmy są niezwykle ważne. Jak wyglądała współpraca z fundacją WWF?

Oczyszczaliśmy wraki leżące na dnie Bałtyku, zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Za każdym razem trzeba założyć, że można trafić na amunicję czy materiały niebezpieczne. Ten projekt zakładał jednak przede wszystkim wydobywanie sieci rybackich zaczepionych na takich wrakach. Takie sieci nie tylko potrafią uwięzić wiele gatunków ryb, powodują wielkie szkody dla środowiska morskiego. Porzucona sieć może zalegać na dnie nawet ponad 60 lat.

Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ TAKŻE:
Pierwszy katamaran serwisowy do morskich farm wiatrowych pod polską banderą ochrzczony! (foto)
Bałtyk ma szansę wyplątać się z sieci widm (foto, wideo)
Technologia „Inspekcji Nurkowych Zdalnego Nadzoru” nagrodzona Srebrnym Laurem Innowacyjności. Stworzyli ją Polacy (foto)

Źródło:
własne

Dziękujemy za wysłane grafiki.