• <
szkoła_morska_w_gdyni_980x120_gif_2020

Z Peenemünde może zniknąć atrakcja. Jest problem z obecnością byłego, radzieckiego okrętu podwodnego

rk

14.03.2025 12:53 Źródło: z mediów
Strona główna Edukacja Morska, Nauka, Szkoły Morskie, Praca na Morzu Z Peenemünde może zniknąć atrakcja. Jest problem z obecnością byłego, radzieckiego okrętu podwodnego
Fot. Urząd Meklemburgia-Pomorze Przednie

W znajdującej się nad Bałtykiem niemieckiej miejscowości Peenemünde od lat atrakcją jest zacumowany tam były radziecki okręt podwodny proj. 651, umiejscowiony nieopodal tamtejszego Muzeum Historyczno-Technicznego jako U-461. Okazuje się, że może pojawić się problem z jego dalszą obecnością w tym miejscu ze względu na regulacje prawne.

Były radziecki okręt podwodny, którego seria w terminologii NATO określana była pk. „Juliett”, w służbie znajdował się w latach 1965-1994. Prowadził działania w najbardziej „gorących” okresach Zimnej Wojny. Jednakże jeszcze w latach 80-tych XX wieku zaczęto je wycofywać ze służby, w tym rezerwy. Ich ostateczny koniec nastąpił z upadkiem ZSRR i poważnymi problemami gospodarczymi Rosji. Były B-124 (wcześniej K-24) nie podzielił losu bliźniaczych jednostek i został sprzedany do Niemiec, wykupiony przez miejscowego przedsiębiorcę, Thomasa Lamlę. Stał się wyjątkową atrakcją turystyczną, szczególnie z myślą o miłośnikach militariów.

Okręty podwodne proj. 651 miały 85,9 metra długości, 9,7 metra szerokości i 3,29 metra wysokości. Pełna wyporność nawodna to 3124 tony, a podwodna 3690 ton. Załoga liczyła 78 osób. Osiągały prędkość podwodną do 18 węzłów, a jej zmniejszeniu do 7 zasięg działania miał wynosić do 18 000 mil morskich. W skład uzbrojenia wchodziło 10 wyrzutni torped, sześć umiejscowionych na dziobie 533 mm i cztery rufowe 406 mm. Wyróżniającym się elementem uzbrojenia były wysuwane na górnej części kadłuba dwie wyrzutnie pocisków manewrujących P-5 lub P-6, których można było użyć tylko gdy okręt znajdował się w wynurzeniu.

W jednostce wyróżniono siedem sekcji, w których znajdują się kolejno:
I.    przednia komora torpedowa, kwatery załogi, pomieszczenie na sprzęt
II.    kwatery oficerskie, mesa oficerska, przedział baterii
III.    anteny, kabina dowódcy, peryskopy i urządzenia sterujące
IV.    sterownia i pomieszczenia kontrolne, nawigacyjno-akustyczne i radarowe i radiowe
V.    obsługa napędu, kambuz, prysznic, baterie
VI.    napęd główny i pomocniczy, punkt dostarczania świeżego powietrza
VII.    obsługa elektryki, silniki główne E, chłodnia

Po zacumowaniu przy nabrzeżu w Peenemünde okręt stał się atrakcją obok tamtejszego Muzeum Historyczno-Technicznego, znajdującego się w miejscu, gdzie III Rzesza w czasie II wojny światowej prowadziła badania nad rakietami V1 i V2. Można tam m.in. poznać historię niemieckich badań nad technologią rakietową.

Choć na kiosku jednostki wypisano nazwę U-461, została ona nadana po jego umiejscowieniu na nabrzeżu. Przez lata były okręt stał tam, przyjmując na swój pokład turystów. Jak się jednak okazuje, jego przyszłość może być problematyczna, gdyż jak podaje niemiecki portal NDR, aktualny właściciel otrzymało pismo domagające się podania aktualnych świadectw pływalności jednostki, dopuszczających ją do korzystania z nabrzeża i przyjmowania na swój pokład ludzi. Zdaniem niektórych komentatorów problemem może być stan jednostki, która przez lata stojąc na nabrzeżu straszy śladami rdzy i schodzącej farby.

Wedle wprowadzonych w tym roku przepisów każdy armator musi przedstawić świadectwo pływalności. Właściciel okrętu podwodnego ma nie być w stanie zapewnić o jej pływalności, wskazując na absurd prawny, gdyż jednostka ma znajdować się w mule, a nie wodzie, gdzie dno znajduje się 10-20 cm niżej. Przez co wypadek związany z utonięciem, ze względu także na wysokość okrętu, ma być niemożliwy, a zwiedzającym nic nie grozi. Także kontrole przeciwpożarowe miały zostać rzekomo zakończone z wynikiem pozytywnym.

Według części mediów „operator nie chce już zawracać sobie głowy oficjalnymi regulacjami”, gdy ten z kolei jest zdania, że to władze rzucają mu kłody pod nogi, grożąc że nie tylko będzie musiał opuścić miejsce postojowe, czy wręcz oddać jednostkę na złom. Mimo zewnętrznego, budzącego obawy stanu jednostki zaświadczał też o jego „pięknym wnętrzu”. W wypowiedzi dla Nordkurier Thomas Lamla wspomniał, że rokrocznie przez jego pokład przewijały się dziesiątki tysięcy turystów. Problemem mają być więc nie kwestie finansowe, ale biurokratyczne. W rozmowie z dziennikarzami przyznał, że ma dość kłótni z władzami i zastanawia się nad sprzedażą jednostki, a nawet jej złomowaniem. W grę ma wchodzić również transport do innego portu, który zgodziłbym się udostępnić nabrzeże. Problemem jest koszt, gdyż holowanie, a także potencjalne prace konserwacyjne, wiązałyby się z wydatkiem od pół miliona do miliona euro. Nie wiadomo, czy w grę wchodzi też przeniesienie jednostki na ląd. Zdaniem właściciela odezwało się do niego kilku oferentów, którzy nawet byliby skłonni pokryć koszty transportu.

Jeśli sprawa nie zostanie zakończona pomyślnie, U-461 zniknie z portu w Peenemünde, przez co miasto ma stracić jedną ze swoich popularnych atrakcji turystycznych, choć zdaniem niektórych komentujących z nabrzeże „wreszcie zniknie straszydło”. Właściciel ma również plany związane z prowadzonymi przez siebie przedsięwzięciami, w tym budowy turbiny wodorowej dla elektrowni i choć były okręt podwodny stanowił ważną część jego życia, chce cenić też swój czas i zdrowie.

RUMIA_INVEST_390 x 150_2025

Dziękujemy za wysłane grafiki.