W znajdującej się nad Bałtykiem niemieckiej miejscowości Peenemünde od lat atrakcją jest zacumowany tam były radziecki okręt podwodny proj. 651, umiejscowiony nieopodal tamtejszego Muzeum Historyczno-Technicznego jako U-461. Okazuje się, że może pojawić się problem z jego dalszą obecnością w tym miejscu ze względu na regulacje prawne.
Były radziecki okręt podwodny, którego seria w terminologii NATO określana była pk. „Juliett”, w służbie znajdował się w latach 1965-1994. Prowadził działania w najbardziej „gorących” okresach Zimnej Wojny. Jednakże jeszcze w latach 80-tych XX wieku zaczęto je wycofywać ze służby, w tym rezerwy. Ich ostateczny koniec nastąpił z upadkiem ZSRR i poważnymi problemami gospodarczymi Rosji. Były B-124 (wcześniej K-24) nie podzielił losu bliźniaczych jednostek i został sprzedany do Niemiec, wykupiony przez miejscowego przedsiębiorcę, Thomasa Lamlę. Stał się wyjątkową atrakcją turystyczną, szczególnie z myślą o miłośnikach militariów.
Okręty podwodne proj. 651 miały 85,9 metra długości, 9,7 metra szerokości i 3,29 metra wysokości. Pełna wyporność nawodna to 3124 tony, a podwodna 3690 ton. Załoga liczyła 78 osób. Osiągały prędkość podwodną do 18 węzłów, a jej zmniejszeniu do 7 zasięg działania miał wynosić do 18 000 mil morskich. W skład uzbrojenia wchodziło 10 wyrzutni torped, sześć umiejscowionych na dziobie 533 mm i cztery rufowe 406 mm. Wyróżniającym się elementem uzbrojenia były wysuwane na górnej części kadłuba dwie wyrzutnie pocisków manewrujących P-5 lub P-6, których można było użyć tylko gdy okręt znajdował się w wynurzeniu.
W jednostce wyróżniono siedem sekcji, w których znajdują się kolejno:
I. przednia komora torpedowa, kwatery załogi, pomieszczenie na sprzęt
II. kwatery oficerskie, mesa oficerska, przedział baterii
III. anteny, kabina dowódcy, peryskopy i urządzenia sterujące
IV. sterownia i pomieszczenia kontrolne, nawigacyjno-akustyczne i radarowe i radiowe
V. obsługa napędu, kambuz, prysznic, baterie
VI. napęd główny i pomocniczy, punkt dostarczania świeżego powietrza
VII. obsługa elektryki, silniki główne E, chłodnia
Po zacumowaniu przy nabrzeżu w Peenemünde okręt stał się atrakcją obok tamtejszego Muzeum Historyczno-Technicznego, znajdującego się w miejscu, gdzie III Rzesza w czasie II wojny światowej prowadziła badania nad rakietami V1 i V2. Można tam m.in. poznać historię niemieckich badań nad technologią rakietową.
Choć na kiosku jednostki wypisano nazwę
U-461, została ona nadana po jego umiejscowieniu na nabrzeżu. Przez lata
były okręt stał tam, przyjmując na swój pokład turystów. Jak się jednak
okazuje, jego przyszłość może być problematyczna, gdyż jak podaje
niemiecki portal NDR, aktualny właściciel otrzymało pismo domagające się
podania aktualnych świadectw pływalności jednostki, dopuszczających ją
do korzystania z nabrzeża i przyjmowania na swój pokład ludzi. Zdaniem
niektórych komentatorów problemem może być stan jednostki, która przez
lata stojąc na nabrzeżu straszy śladami rdzy i schodzącej farby.
Wedle
wprowadzonych w tym roku przepisów każdy armator musi przedstawić
świadectwo pływalności. Właściciel okrętu podwodnego ma nie być w stanie
zapewnić o jej pływalności, wskazując na absurd prawny, gdyż jednostka
ma znajdować się w mule, a nie wodzie, gdzie dno znajduje się 10-20 cm
niżej. Przez co wypadek związany z utonięciem, ze względu także na
wysokość okrętu, ma być niemożliwy, a zwiedzającym nic nie grozi. Także
kontrole przeciwpożarowe miały zostać rzekomo zakończone z wynikiem
pozytywnym.
Według części mediów „operator nie chce już
zawracać sobie głowy oficjalnymi regulacjami”, gdy ten z kolei jest
zdania, że to władze rzucają mu kłody pod nogi, grożąc że nie tylko
będzie musiał opuścić miejsce postojowe, czy wręcz oddać jednostkę na
złom. Mimo zewnętrznego, budzącego obawy stanu jednostki zaświadczał też
o jego „pięknym wnętrzu”. W wypowiedzi dla Nordkurier Thomas Lamla
wspomniał, że rokrocznie przez jego pokład przewijały się dziesiątki
tysięcy turystów. Problemem mają być więc nie kwestie finansowe, ale
biurokratyczne. W rozmowie z dziennikarzami przyznał, że ma dość kłótni z
władzami i zastanawia się nad sprzedażą jednostki, a nawet jej
złomowaniem. W grę ma wchodzić również transport do innego portu, który
zgodziłbym się udostępnić nabrzeże. Problemem jest koszt, gdyż
holowanie, a także potencjalne prace konserwacyjne, wiązałyby się z
wydatkiem od pół miliona do miliona euro. Nie wiadomo, czy w grę wchodzi
też przeniesienie jednostki na ląd. Zdaniem właściciela odezwało się do
niego kilku oferentów, którzy nawet byliby skłonni pokryć koszty
transportu.
Jeśli sprawa nie zostanie zakończona pomyślnie, U-461 zniknie z portu w Peenemünde, przez co miasto ma stracić jedną ze swoich popularnych atrakcji turystycznych, choć zdaniem niektórych komentujących z nabrzeże „wreszcie zniknie straszydło”. Właściciel ma również plany związane z prowadzonymi przez siebie przedsięwzięciami, w tym budowy turbiny wodorowej dla elektrowni i choć były okręt podwodny stanowił ważną część jego życia, chce cenić też swój czas i zdrowie.
Ile można zarobić na statku? Nawet 10 tys. euro miesięcznie
00:01:39
Tak rozkłada się ciało w głębi oceanu (wideo)
Na „Titanicu” byli pasażerowie z Polski
Pracowniczki platformy wiertniczej: Dziwne jest nie to, że tu jesteśmy, tylko to, że nas tu wcześniej nie było
Ogromne lodowe kule nad Bałtykiem. Skąd się wzięły?
00:01:35
Statek kosmiczny obcych czy nazistowski bunkier pod wodą? Dziwne odkrycie w głębinach Bałtyku
Horyzont II opuszcza Gdynię. Statek badawczy UMG rusza na Spitsbergen
„MorzeAI” – konferencja o zastosowaniach danych i sztucznej inteligencji w gospodarce morskiej
3. Konwencja Kobiet Branży Morskiej "Bezpiecznie w Żegludze"
Statek Greenpeace rozpoczyna misję badawczą w Arktyce
Międzynarodowe szkolenie nawigatorów w PGZ Stoczni Wojennej. Spotkanie użytkowników systemu ECPINS
Dar Młodzieży w rejsie do USA pokona ok. 12 tys. mil morskich