Oficjalna liczba ofiar katastrofy promu Heweliusz, drukowana w postaci nekrologu co roku 14 stycznia w prasie, jest nieprawdziwa - powiedział PAP Adam Zadworny, autor reportażu "Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku". Po katastrofie prom zatonął ponownie – w morzu kłamstw – dodał.
W rozmowie z PAP dziennikarz i reporter Adam Zadworny zaznaczył, że podczas pracy nad książką "Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku" był zaskoczony "podskórnym życiem promu". "I nie chodzi tu tylko o przemyt, który kontrolowały komunistyczne służby specjalne – SB i specjalny oddział zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza" – powiedział. "Zaskoczyła mnie też liczba półprawd i przekłamań" - dodał.
Nie spodziewał się, że "nieprawdziwa może być nawet oficjalna lista ofiar śmiertelnych tej katastrofy, która w postaci nekrologu jest drukowana co roku 14 stycznia w różnych gazetach". Podkreślił, że jako pierwszy dziennikarz dostał zgodę na wgląd w akta umorzonego prokuratorskiego śledztwa.
"W aktach znalazłem oficjalną korespondencję, jaką prowadziła Ambasada Austrii w Warszawie z gdańską prokuraturą. Austriacy domagali się informacji na temat swoich obywateli, którzy według nich mieli być tej feralnej nocy na pokładzie Heweliusza. Konfrontując tę korespondencję z dokumentami, które odnalazłem w Izbie Morskiej, dotyczącymi ciał, które morze wyrzuciło po wielu miesiącach, jestem w stanie stwierdzić, że oficjalna liczba ofiar katastrofy drukowana co roku w prasie jest nieprawdziwa" - wyjaśnił.
Zwrócił uwagę, że tragedia promu wpisuje się w morską mitologię, ponieważ nie jest w pełni wyjaśniona i obrosła teoriami spiskowymi. Jedna z nich mówi, że na Heweliuszu przewożono broń i materiały wybuchowe. To miało spowodować, że wraku promu nie wydobyto, aby to ukryć. "Żadnego wybuchu nie było. Katastrofę przeżyło dziewięć osób i one mówiły o nagłym przechyle na lewą burtę, który spowodował wywrócenie się tirów, co z kolei doprowadziło do pogłębienia przechyłu. Sam prom w związku z tym zatonął bardzo szybko" – powiedział.
W książce Zadworny wskazał także na teorię spiskową mówiącą, że wśród ofiar byli także blindziarze, czyli pasażerowie na gapę. "Konkretnie obywatele Rumunii, którzy z polskich promów wypływających ze Świnoujścia uczynili sobie szlak nielegalnej ucieczki do Szwecji" – przypomniał i dodał, że już w 1992 r. szwedzkie gazety alarmowały, że w wagonach kolejowych płynących polskimi promami przypływają nielegalni imigranci.
"Do tego dorobiono teorię, że w takim razie podczas ostatniego rejsu Heweliusza w wagonach również byli Rumuni, a ponieważ nikt tam nigdy nie zajrzał - są one rozrzucone na dnie Bałtyku – poważne redakcje niemieckie i szwedzkie spekulowały, że ofiar katastrofy jest dużo więcej, ale Polska to ukrywa" – powiedział.
Ocenił, że to również nie jest prawda. "Gdyby ci migranci faktycznie byli ukryci w wagonach, to kiedy statek doznał przechyłu, na pewno próbowaliby z nich uciec, odnaleziono by ciała. A przecież nie odnaleziono ani jednego" – zaznaczył.
"Kiedy zaczynałem pisać książkę, wiedziałem, że będzie ona opowiadać nie tylko o katastrofie, ale też o ułomnym państwie, ofiarach, od których Polska się odwróciła w imię własnego interesu, mechanizmach zakłamywania rzeczywistości i powstawania historii spiskowych. Choć nigdy nie poznamy całej prawdy o przyczynach zatonięcia Heweliusza, wydaje mi się, że swojej książce do tej prawdy się zbliżam" – podkreślił Zadworny.
akr/ miś/ lm/
Joint Sea-2026. Rozpoczęły się wspólne manewry morskie Chin i Rosji
Dramat na pokładzie Steny. Na ratunek wezwano śmigłowiec Marynarki Wojennej
Finlandia idzie na wielkie zakupy. "W koszyku" miny morskie dla krajów NATO
Strażacy ugasili pożar na statku. Sytuacja ma być pod kontrolą
Dania pozyska nowe jednostki nadzoru morskiego i stawiania min. Kadłuby powstają w polskiej stoczni Karstensena
Dywizjon Okrętów Podwodnych ma nowego dowódcę. Przed nim wielkie wyzwanie
10 lat od jednej z najbardziej skomplikowanych operacji związanych z katastrofami morskimi w Europie
Royal Navy rezygnuje z nowych niszczycieli na rzecz platform do obsługi bezzałogowców