• <
UNIWERSYTET_MORSKI_GDYNIA_1100x200

Transformacja energetyczna a local content. Gdzie jest miejsce dla polskich firm w łańcuchach dostaw? [POWERCONNECT]

Strona główna Energetyka Morska, Wiatrowa, Offshore Wind, Offshore Oil&Gas Transformacja energetyczna a local content. Gdzie jest miejsce dla polskich firm w łańcuchach dostaw? [POWERCONNECT]
Fot. GospodarkaMorska.pl

Transformacja energetyczna w Polsce postępuje i trudno sobie wyobrazić scenariusz, który mógłby ją na dobre zastopować. Polski przemysł wciąż jednak szuka dla siebie miejsca w łańcuchach dostaw największych energetycznych projektów. Reprezentanci największych graczy w branży rozmawiali podczas targów Power Connect o tym, gdzie widzą dla nich szanse i jakie przeszkody jeszcze przed nimi stoją.

Kiedy wydawałoby się, że o local content powiedziano już wszystko, okazuje się, że sytuacja się zmienia. Każdy kolejny rok rozwoju dużych projektów energetycznych w Polsce to kolejne szanse, ale i kolejne problemy, przed jakimi stają mniejsze i większe firmy z kraju, chcące zaistnieć w łańcuchach dostaw. Podczas targów energetycznych Power Connect, które odbywają się w gdańskim Amber Expo, reprezentanci spółek energetycznych odpowiadających za niektóre z tych projektów rozmawiali o udziale polskich firm w zielonych łańcuchach dostaw. Panel poprowadził Mateusz Kowalewski, wydawca portali GospodarkaMorska.pl oraz ZielonaGospodarka.pl.

Jednym z wniosków, które podkreślono w rozmowie już na samym początku, jest że local content istnieje. Wbrew utyskiwaniom wielu reprezentantów różnych branży wiele firm i spółek rzeczywiście przygotowało się i w dalszym ciągu przygotowuje do uczestniczenia w łańcuchach dostaw dla największych projektów energetycznych. Grzegorz Maj, pełnomocnik zarządu Polskich Elektrowni Jądrowych ds. wsparcia rozwoju rynku podał, że w bazie głównego wykonawcy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce, konsorcjum Westinghouse-Bechtel, znajduje się ponad 1000 polskich firm, które przeszły pierwszy etap procesu certyfikacji, a sześć największych firm budowlanych znajduje się już na ostatnim z tych etapów.

– Jeśli w Polsce powstanie łańcuch dostaw dla energetyki jądrowej, to trudno sobie wyobrazić, żeby on nie podążał za generalnym wykonawcą, który chce ten apetyt konsumować na innych rynkach w Europie – mówił Maj. 

Fot. GospodarkaMorska.pl


Jego zdaniem polskie przedsiębiorstwa mają największą szansę zaistnienia w energetyce jądrowej w sektorze konwencjonalnej budowy, konstrukcji stalowych i okablowania. Robert Kowalski, wiceprezes zarządu ds. wsparcia i rozwoju w PGE dodał, że pewne obszary łańcuchów dostaw, w których polskie firmy mają największe szanse na zaistnienie, można zdefiniować krótkoterminowo, inne zaś długoterminowo. Kowalski przypomniał, że PGE była pierwszą spółką, która stworzyła tzw. wytyczne państw trzecich, jeszcze zanim w podobny sposób została zmieniona ustawa Prawo zamówień publicznych. W oparciu o te wprowadzone wytyczne wyłonieni zostali wykonawcy dużych inwestycji. Wiceprezes też uzasadnił, że za local content w ten sposób uznawane jest na przykład LG, które – choć jest firmą działającą na całym świecie – ma swoją fabrykę pod Wrocławiem, w której zatrudnia 7 tys. osób. 

– Nie bójmy się PZP. Wszyscy czarują, że jest PZP i nic nie mogę zrobić. Polska gospodarka oczekuje dzisiaj odważnych decyzji. My w PGE się ich nie boimy, na nie czekają polscy przedsiębiorcy. Jeśli komuś brakuje takiej odwagi, to powinien jak najszybciej zmienić pracę – mówił Kowalski. 

Zagranicznego inwestora na scenie AmberExpo reprezentował Kacper Kostrzewa, dyrektor zarządzający Ocean Winds Polska, który realizuje na polskich wodach morską farmę wiatrową BC-Wind. Kostrzewa zaznaczył, że OW dla local contentu zrobiło sporo.

– Nasz łańcuch dostaw pokazuje, że to jest dla nas priorytet, żeby też potencjalnie korzystać z niego w przyszłości – zaznaczył Kostrzewa. 

Kostrzewa opowiedział też o swoich doświadczeniach dotyczących łańcucha dostaw w fazie developmentu. Najważniejszym elementem w kontraktacji polskich firm jego zdaniem były długie rozmowy z nimi, które pozwalały się lepiej poznać, zrozumieć wzajemne oczekiwania, kompetencje i możliwości stron. Rozmowy te owocują często nie tyle przy dyskutowanych kontraktach, ale firmy zaczynają rozumieć jakie warunki muszą spełnić, by stanąć do przetargów przy kolejnych okazjach. 


Fot. GospodarkaMorska.pl


Piotr Czopek, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, uważa, że obecny poziom udziału polskich firm w realizacjach z sektora morskiej energetyki odnawialnej można uznać za sukces.

– Pomimo tego, że rozwijaliśmy ten sektor od zera, udało się osiągnąć całkiem sporo w local contencie. Local content rośnie też razem z projektami. Sektor jest budowany. Koledzy, którzy realizują projekty z drugiej fazy wskazują, że ten udział będzie większy. To pokazuje, że ścieżka stopniowego, organicznego rozwoju przynosi efekty – mówił Czopek. 

Sławomir Staszak, członek zarządu Orlenu, wyjaśniał dlaczego nie możemy zamykać się na współpracę z zagranicznymi firmami i realizować inwestycji wyłącznie polskimi rękami. Odpowiednie technologie posiada bowiem niewielka grupa przedsiębiorstw na świecie. Jego zdaniem jednak powinniśmy skupiać się na wykorzystaniu współpracy z nimi, by pozyskane know-how sprzedawać na innych rynkach. 

Podczas panelu reprezentowana była także Polska Agencja Inwestycji i Handlu, której rola jest wręcz odwrotna – ma ona lokalizować zachodni kapitał w Polsce, zachęcać zagraniczne przedsiębiorstwa do inwestowania nad Wisłą i pomagać im w odnalezieniu się w naszej rzeczywistości. Tomasz Kopka, ekspert w Departamencie Wsparcia Inwestycji PAIH uzupełniał jednak, że jest to również ważne zadanie w kontekście budowania local contentu: zagraniczne inwestycje w Polsce powodują m.in. wzrost zatrudnienia w konkretnych branżach, powstawanie kolejnych łańcuchów dostaw, pozyskiwanie know-how. Jako przykład podał inwestycje Vestas, GRI i Windar. 

Argumentował także, że dzięki rozwojowi OZE w Polsce, w którym uczestniczą zagraniczne firmy, polskie przesiębiorstwa będą mogły w większej mierze opierać swoją działalność na zielonej energii, co jest coraz częściej poszukiwanym atutem przez zleceniodawców. Funkcjonowanie mniejszych firm jest też kolejną zaletą przy ściąganiu zagranicznych inwestorów. 

– W wielu branżach ekosystem, pokaźna liczba dostawców, jest dodatkowym atutem. Mocny łańcuch poddostawców, np. silny sektor automotive, daje też wielu doświadczonych i wyedukowanych pracowników – mówił Kopka. 

Nie brakuje jednak wciąż barier hamujących rozwój lokalnych łańcuchów dostaw. 

– W dużej mierze problemem są postępowania przetargowe – mówił Sławomir Staszak z Orlenu. Zwrócił jednak uwagę, że często to same spółki-zleceniodawcy narzucają sobie pewne rygory, które są problemem dla lokalnych firm. Podał także, że Orlen jest w trakcie zmiany polityki zakupowej. – Konieczne jest zaadresowanie problemu cashflow w kontraktach. Dla małych dostawców terminy płatności wielkich firm, jak Orlen, które wynoszą 60 dni, są zabijające – mówił. 

Jego zdaniem innym ograniczeniem jest organizowanie postępowań przetargowych w języku angielskim, co „kierunkuje wizję współpracy”. Problemem jest też wynikające po części z tego prawo stosowane w danym kontrakcie.

– Różne podmioty z zagranicy wybierają różne systemy, reżimy prawne. Musimy sobie pozwolić na to, żeby to o nas zabiegano – mówił. – Jeśli ktoś ma problem z tym, żeby na danym kontrakcie obowiązywało polskie prawo, żeby to polskie sądy rozwiązywały dany spór, to niech nie składa oferty.

Staszak opowiedział także o przewymiarowanych jego zdaniem oczekiwaniach zabezpieczeń kontraktów, ale także o nabierającym wagi czynniku zastosowania zielonej energii w procesie produkcyjnym. 

– Często, żeby móc wejść do procesu kontraktacji, trzeba wykazać pewien poziom wykorzystania zielonej energii. Dla pewnego poziomu wykonawców jest to często niemożliwe – mówił. 

Piotr Czopek z PSEW-u dodał, że dużym problemem jest „mental i planowanie”.

– Nie wszystko zależy od regulacji, dużo zależy od polityki zakupowej przedsiębiorstw, jej elastyczności. Dużo zależy od planowania. W dwudziestej gospodarce świata nie mamy polityki przemysłowej. Mamy ponad setkę różnych strategii przyjętych na poziomie Rady Ministrów, a nie mamy nic o przemyśle – zwracał uwagę. 

Uważa jednak, że obecny poziom local contentu w Polsce jest dobry. Jednakże nie jest to koniec drogi – obecnie ważnym zadaniem powinno być przenoszenie tego wypracowanego local contentu na rynki zagraniczne, zdobywanie przez polskie przedsiębiorstwa kontraktów na bazie miejscowych doświadczeń poza granicami kraju. 

– Polskim firmom brakuje trochę genu zdobywcy, nie wchodzą na inne rynki. Rząd też powinien to ułatwiać dzięki polityce przemysłowej, ale jej nie ma – mówił. 

Fot. GospodarkaMorska.pl


Kacper Kostrzewa mówiąc o przeszkodach w budowie lokalnych łańcuchów dostaw wspomniał o tych, wynikających z niezrozumienia specyfiki nowego sektora – offshore wind. 

– Z wieloma firmami, z którymi rozmawialiśmy, te dialogi trwały rok, dwa. Czasami wspólnie dochodziliśmy do wniosku, że dana firma nie jest jeszcze gotowa na realizację dostaw dla tego rynku. Ale widzimy, że w tych firmach ten dialog skutkuje, wiedzą teraz, czego zabrakło, gdzie powinny poprawić swoje kompetencje. I widzimy, że to się już zmienia – mówił Kostrzewa. 

Dużym problemem dla polskich firm jest także dostęp do właściwej technologii, która umożliwia wzięcie udziału w konkretnym postępowaniu na potrzeby sektora energetyki. Robert Kowalski z PGE uważa, że pokazuje to, jak ważne jest skracanie łańcucha dostaw, również technologicznych i budowanie tego typu kompetencji na miejscu.

– Dzisiaj przez konflikt na Bliskim Wschodzie wszyscy się zastanawiają, czy układy pomiarowe czy inna aparatura dotrą na czas, żebyśmy mogli zrealizować projekt. Gdybyśmy mieli produkcję w Polsce, najlepiej jeszcze polskich producentów, tego problemu by nie było. Nie stać nas na uzależnianie się od innych – powiedział. 

Na koniec rozmowy Grzegorz Maj reprezentujący PEJ zaapelował o większą troskę inwestorów o lokalny łańcuch dostaw. „Czym dalszy tier tym większa troska” – stwierdził.

– Local content to nie tylko polskie firmy, ale też po;scy pracownicy i polska nauka. Właściciel nam nie wybaczy, a suweren właścicielowi, jeśli w szczytowym momencie na placu budowy zamiast 10 tysięcy Polaków będzie 10 tysięcy obcokrajowców – mówił Maj. 

Jednak łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Maj przyznał, że w kraju jest deficyt m.in. spawaczy. 

– Musimy ten zasób ludzki zbudować – stwierdził. – Musimy otworzyć kilkanaście nowych klas dla spawaczy i monterów, przygotować ich do kultury bezpieczeństwa w projekcie nuklearnym, nauczyć ich technicznego języka angielskiego. Polska nauka może zaangażować się w podnoszenie kwalifikacji polskich pracowników, ale jeśli polskie instytuty będą w stanie przygotować laboratoria, materiałoznawstwo w pobliżu placów budowy, to będzie też przewaga dla polskich firm – powiedział Grzegorz Maj. 

JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.