Rozmowa z Pawłem Gajewskim, Prezesem Zarządu firmy MEWO
S.A., specjalizującej się w badaniach dna morskiego.
- W mediach natykamy się nieustannie albo na informacje o intensywnych badaniach dna morskiego, albo o odkryciach zasobów ropy i gazu koło Wolina. Naprawdę mamy tak bezprecedensową aktywność w badaniach na morzu? Czy to może przerysowany, fałszywy obraz?
- Nie, to nie jest fałszywy obraz. Branża offshore w Polsce jest w niesamowitym rozkwicie. Jestem w tej branży ponad 20 lat i takiej sytuacji jak dziś jeszcze nie było. Rynek dojrzewa, przybywa inwestycji infrastrukturalnych, a co za tym idzie – ogromnego zapotrzebowania na wszelkiego rodzaju usługi związane z branżą morską. Jako MEWO skupiamy się na badaniach geofizycznych, geotechnicznych i środowiskowych niezbędnych do wykonania przed realizacją każdej inwestycji infrastrukturalnej oraz w trakcie jej budowy, co oznacza, że mamy ręce pełne roboty.
- Skoro jest tak dobrze, to czy korzystają na tym także polskie firmy. Wy jesteście zarejestrowani w Straszynie, więc korzyści lokalne mamy. Jak wygląda kwestia polskiego łańcucha dostaw w innych segmentach rynku? Na początku inwestycji w offshore nie zawsze wyglądało to najlepiej.
- Zdecydowanie local content będzie rosnąć. Z jednym zastrzeżeniem, osobiście wierzę w "magiczną rękę rynku" — tam, gdzie jest gra popytu i podaży pojawia się sytuacja sprzyjająca rozwojowi konkurencyjności. Kiedyś, jeszcze jako młody pomiarowiec, pracując w instytucie badawczym, widziałem, że przychody z podwodnych prac badawczych wynosiły 10–20 mln zł rocznie. Mieliśmy do czynienia z jednym lub dwoma projektami w roku, pojawiały się czasem jakieś granty czy zlecenia zagraniczne. Ale to nie były warunki do rozwoju szerokiego rynku. Dziś roczny potencjał rynku badań w Polsce to nawet 500 mln zł i to już stan względnie ustabilizowany. Dzięki temu powstają nowe przedsiębiorstwa, które chcą działać w tym obszarze, a to z kolei wpływa na rozwój całego łańcucha dostaw.
Dlatego nie lubię opowiadania, że musimy „tworzyć local content”, jakby to była odpowiedzialność anonimowego urzędnika czy decydenta w spółce Skarbu Państwa. Nikt nie zainwestuje bez perspektywy zwrotu. My jako MEWO zdobyliśmy przez lata doświadczenie zarówno na Morzu Bałtyckim, jak i Północnym oraz Śródziemnym, dzięki czemu dostarczamy usługi na wysokim poziomie. Tak się buduję siłę firm i branż.
- Tak szybki rozwój rynku i branży to rzadki przypadek. Otoczenie nadąża za tym tempem rozwoju? Widać, że offshore ma się coraz lepiej?
- W tym zakresie obserwujemy pewne wyzwania. Mamy przychody rzędu 150 mln zł rocznie, ale nadal borykamy się z problemem braku kapitału inwestycyjnego i operacyjnego, który pomógłby nam się rozwinąć. Byłem u kilku potencjalnych inwestorów z pokaźnym portfelem — i za każdym razem słyszałem: „Nie rozumiem tego rynku, wolę zainwestować w branżą deweloperską, hodowlę zwierząt, albo coś innego, co bardziej czuję”. Offshore, pomiary, statki – to w Polsce wciąż nisza, mało kto to pojmuje. A jak się czegoś nie rozumie, to budzi strach.
- Przejdźmy do Wolina. Gdy przeczytał Pan ten komunikat o oszacowaniu złoża pojawiło się coś na kształt satysfakcji?
- Oczywiście, my już od dawna wiedzieliśmy, że coś tam jest. Central European Petroleum zlecił nam badania sejsmiczne, które przeprowadziliśmy nowoczesną metodą — rozkładając nody sejsmiczne OBN na dnie. Zbadaliśmy złoża rozpoznane jeszcze za czasów NRD. Nasze badania potwierdziły obecność węglowodorów, Central Europian Petroleum ocenił, że warto wiercić, co stało się podstawą dalszych korków inwestycyjnych. Wszyscy tutaj trzymali kciuki, że jak już się dowiercą, to "siknęła ropa i gaz” i było tego dużo. Czekaliśmy na ten moment, kiedy to wszystko zostanie potwierdzone.
- W niektórych mediach ogłoszono na wyrost, że to „drugi Dubaj”. A Pan jak ocenia sytuację?
- Na razie zachowajmy proporcje. To sukces, ale mówimy raczej o opłacalnym, lokalnym wydobyciu, a nie skali Dubaju czy Kataru. Niemniej jednak z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego jest to idealne miejsce. W pobliżu jest terminal LNG w Świnoujściu, duże miasto Szczecin i rynek gotowy przyjąć dużą ilość surowca. W takiej skali i z takim zapleczem będzie to po prostu opłacalne nie tylko dla Central Europian Petroleum, ale też dla miasta, regionu czy państwa polskiego.
- Znacie więcej takich zbadanych lokalizacji?
- Tak, ale ktoś musi w nie zainwestować, zaryzykować. Dane o potencjalnych zasobach mineralnych w Polsce są dostępne w urzędach oraz w Państwowym Instytucie Geologicznym. Jest kilka potencjalnych miejsc, ale koszt doprowadzenia do takiego sukcesu jakim może pochwalić się Central Europian Petroleum jest wysoki i nie zawsze może się opłacać.
- Ten wzrost liczby badań na Bałtyku coś zmienia w Waszej wiedzy o tym akwenie? Czy te badania pokazują coś zaskakującego?
- Dla nas już niewiele rzeczy jest zaskoczeniem. Zbadaliśmy 30–40% polskiej strefy ekonomicznej Morza Bałtyckiego więc wiemy czego możemy się spodziewać. Znajdujemy mnóstwo niewybuchów, śmieci, wraków i interesujących formacji geologicznych.
- Głębiny bez tajemnic? Trudno uwierzyć...
- Racja, trochę tych zagadek jeszcze jest, teraz badamy miejsca do tej pory mało znane. Realizujemy wraz z Uniwersytetem Morskim w Gdyni bardzo duży projekt dla Urzędu Morskiego w Gdyni, w którym poszukujemy broni chemicznej, niewybuchów, niewypałów i wraków na dnie Głębi Gdańskiej i Rynny Słupskiej, czyli w miejscach bardzo słabo zbadanych, ponieważ położone są poniżej 80 metrów głębokości. Aby móc te obszary zbadać precyzyjnie potrzeba skomplikowanych urządzeń badawczych.
- Opisujecie te rejony precyzyjnie?
- Cały projekt jest podzielony na kilka etapów. Pierwszy etap to są badania wstępne, dzięki którym otrzymujemy wstępne „zdjęcie” dna morskiego. Po tym etapie razem z Urzędem Morskim w Gdyni będziemy wyznaczać punkty do szczegółowej analizy.
W tych lokalizacjach będziemy operować zdalnymi pojazdami podwodnymi (ROV) w celu potwierdzenia co dokładnie znaleźliśmy na dnie.
- Jak długo potrwa ten projekt? Kiedy poznamy tajemnice tych lokalnych głębin?
- Nie da się tego precyzyjnie określić. Harmonogram prac jest mocno uzależniony od pogody i zakłóceń systemów GPS. Stosowany przez Rosjan jamming jest poważnym problemem. Intensyfikacja tych zakłóceń w niektórych rejonach Bałtyku jest naprawdę duża.
- Czy potwierdziliście w tych głębiach obecność broni chemicznej?
- Jeszcze nie i cieszę się z tego, choćby ze względu na bezpieczeństwo naszych pracowników. Oczywiście jesteśmy przygotowani na taką ewentualność, ale póki co nie potwierdziliśmy żadnej broni chemicznej. Regularnie natomiast zgłaszamy znaleziska wraków, bomb, niewybuchów do Urzędu Morskiego w Gdyni i do Biura Hydrograficznego Marynarki Wojennej. W zeszłym roku zgłosiliśmy ponad 20 ciekawych zatopionych obiektów.
- Bałtyk to rzeczywiście cmentarzysko statków?
- Tak, choć takie określenia są mocno medialne. Natomiast rzeczywiście sytuacja na Bałtyku jest w tym względzie dość trudna, bo tych wraków jest naprawdę dużo, z różnych okresów, nie tylko z czasów II Wojny Światowej.
- Wróćmy do offshore wind. Panuje takie przekonanie, że Bałtyk jako morze płytkie, wietrzne, jest idealny dla offshore. Czy badania pokazują coś, co może spowalniać inwestycje?
- Może nie spowalniać, ale komplikować. Dziś wiemy, że na dnie występują kamienie — jest ich dużo. Dla inwestora to oznacza potrzebę dodatkowych prac – przesuwania, unikania, wzmacniania. Jeśli np. na potencjalnej drodze kablowej jest bardzo dużo kamieni, to trzeba je poprzesuwać, coś trzeba z nimi zrobić. Ale idąc dalej, jeśli one są na dnie, to zachodzi prawdopodobieństwo, że też są pod dnem. To rodzi kolejne wyzwania dla projektantów i konstruktorów farm wiatrowych. Nie czuję się ekspertem, aby mówić jakich technologii użyć lub jak zaprojektować inwestycje, ale mogę sobie wyobrazić, że duży głaz pod warstwą piasku lub gliny może stanowić nie lada wyzwanie.
Natomiast co do wietrzności, to zgoda. Bałtyk daje ogromny potencjał, według mojej opinii elektrownie wiatrowe na morzu, które powstaną mogą stać się żyłą złota dla inwestorów, którzy są w stanie ponieść ryzyko i koszt tak dużych inwestycji.
Najwięksi producenci turbin wiatrowych w 2021 roku. Zobacz ranking
Vattenfall po 25 latach zamyka przybrzeżną farmę wiatrową Irene Vorrink w Holandii
USA zawiesiły sankcje naftowe na Iran na 60 dni
Politechnika Gdańska kształci ekspertów, którzy zwiększą udział polskich firm w branży offshore
Polish Offshore Wind Podcast - Zbroja Adwokaci - Kamila Zimińska
PSEW 2026: wiatr może obniżyć rachunki za prąd, ale trzeba usunąć bariery dla OZE
PSEW: offshore wind nowym frontem bezpieczeństwa państwa
Jak pogodzić offshore wind z turystyką i rybołówstem? Doświadczenia płyną z zagranicy