• <
PGZ_baner_2025

Gorąco na Pacyfiku. Chiny zastawiają pułapkę na USA [EKSPERT]

Strona główna Marynarka Wojenna, Bezpieczeństwo Morskie, Ratownictwo Gorąco na Pacyfiku. Chiny zastawiają pułapkę na USA [EKSPERT]
Fot. MW Chin

Rozmowa z dr Łukaszem Wyszyńskim, ekspertem polityki międzynarodowej z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.

Jak słyszy Pan doniesienia, że Chiny trenują blokadę Tajwanu albo, że na Morzu Południowochińskim dzieją się rzeczy podobne do tych na Bałtyku, czyli cięcie kabli czy ataki na infrastrukturę krytyczną, to co odpowiada Pan na pytanie - będzie inwazja czy nie?

Myślę, że na obecnym etapie Chiny osiągnęły lub wkrótce osiągną potencjał wojskowy i technologiczny, który pozwoli im realizować swoje cele geopolityczne z wykorzystaniem sił zbrojnych. Intensywne ćwiczenia morskie, zakładające blokadę Tajwanu, są jasnym komunikatem. Pokazują technologie umożliwiające np. desant na wyspę czy ingerencję w infrastrukturę krytyczną, jak kable podmorskie. To sygnał dla Tajwanu, USA i ich sojuszników, że Chiny mają już zdolności by działać i w każdej chwili mogą mieć wolę polityczną, by z tych zdolności skorzystać.

Właśnie oficjalne źródła w chińskich mediach pokazały diamentową tarczę do cięcia kabli na głębokości 4000 metrów. Brzmi jak science fiction, ale to realne.

W takich informacjach ujawnianych oficjalnie nie ma przypadków. To już nie tylko wykorzystanie czynników politycznych czy ekonomicznych, ale demonstracja siły. Chiny komunikują, że są gotowe sięgnąć po te narzędzia. A analizy wskazują, że Chiny w ciągu kilku lat mogą osiągnąć gotowość operacyjną do próby siłowego rozwiązania sprawy Tajwanu. Ale zaznaczmy od razu, że użycie tych narzędzi nie jest przesądzone, to zależy od szerszego kontekstu zmian jakie zachodzą w kształcie systemu międzynarodowego. Dla Państwa Środka idealnym scenariuszem byłoby etapowe zjednoczenie Tajwanu z Chinami kontynentalnymi, przy ostrożniejszym podejściu do sojuszu z USA, np. poprzez reset relacji Pekin-Waszyngton czy podział stref wpływów. Tyle że to rozwiązanie, choć teoretycznie idealne dla Pekinu, nie jest najbardziej prawdopodobne. Komunikaty ze strony USA wskazują na politykę konfrontacyjną – na razie w wymiarze gospodarczym, technologicznym czy cybernetycznym, ale przestrzeń morska ma istotny potencjał do eskalacji.

Do tego Chiny zdają sobie sprawę, że jako mocarstwo zyskujące na znaczeniu, nie tylko regionalnie ale i globalnie, muszą być zdolni do odpychania potencjalnych rywali nie tylko od swoich wód terytorialnych, ale i strefy ekonomicznej i akwenów o znaczeniu strategicznym, w tym ograniczając ich zdolność do oddziaływania z morza na ląd. Dlatego chcą nie ograniczać się do kontroli obszarów, na których mogą to zrobić zgodne z prawem morskim, ale też, korzystając z wolności żeglugi i statusu wód międzynarodowych, partycypować w zabezpieczaniu handlu światowego. Co jest obecnie i będzie w najbliższych latach istotne z perspektyw ich modelu gospodarczego opartego na eksporcie i imporcie drogą morską. Tu rodzi się spór, bo USA i ich sojusznicy próbują powstrzymać tę ekspansję lub ją utrudniać.

Czyli nie wykluczamy zupełnie scenariusza inwazji na Tajwan, choć zakładamy, że nie nastąpi teraz?

Tak, inwazja to jeden ze scenariuszy rozwiązania problemu Tajwanu w optyce Pekinu. W takim scenariuszu musimy jednak uwzględnić wiele zmiennych. Pierwszym elementem jest to czy Stany Zjednoczone będą bronić Tajwanu? Jeżeli tak, to na ile siły zaangażowane w obronę będą podatne na ataki ze strony Chin, przy użyciu lotnictwa i broni rakietowej? Dalej, oznacza to, że celem uderzeń chińskich będą nie tylko baza w Guam, czy zespoły lotniskowców, ale także bazy w innych państwach w regionie, w tym np. Japonii. Przy takim scenariuszu to jednak Chiny byłoby agresorem, co dałoby podstawy USA to budowania koalicji politycznej w regionie oraz prowadzenie działań bardziej defensywnych, np. w ramach  operacji antydesantowej lub utrudnia opanowanie przestrzeni morskie i powietrznej wokół wyspy, co może utrudnić lub uniemożliwić skuteczne przejęcie Tajwanu siłą. Inny scenariusz to morska blokada Tajwanu, odcięcie go od handlu. Chiny mogłyby wtedy decydować, kto i co może przepływać. Ten scenariusz to jednocześnie pułapka zastawiona na USA.

Czyli zagłodziliby Tajwan?

Nie dosłownie, mieszkańcy Tajwanu pewnie mieliby dostęp do podstawowych produktów, ale posługując się przenośnią to tak, zagłodziliby tajwańska gospodarkę. To byłby komunikat, że Tajwan jako państwo – kluczowy producent technologii, np. półprzewodników – nie jest bezpieczny, nie daje pewności dostaw i radykalnie obniża swoja wiarygodność inwestycyjną. To zachwiałoby rynkami.

A gdzie ta pułapka na USA?

Blokada morska Tajwanu zmusiłaby Waszyngton do reakcji. USA stanęłyby przed dylematem: użyć siły, by przełamać blokadę, ryzykując eskalację, czy negocjować. Przełamanie blokady oznaczałoby, że to Amerykanie pierwsi używają narzędzi militarnych, a Chiny miałyby przewagę obrońcy. Wizerunkowo też narażałoby bardziej USA, jako agresora, na krytykę. Historycznie możemy szukać podobieństw z przypomina blokadą Kuby, tylko w odwróconej roli, tam Amerykanie blokowali dostęp do wyspy, tu by musieli blokadę przełamywać.

Amerykanie nie mogliby biernie patrzeć na blokadę wyspy?

Bez działań USA tajwańskie elity szybko usiadłyby do rozmów z Pekinem o zjednoczeniu. To główne wyzwanie dla strategów amerykańskich – nie inwazja, a blokada przerzuca decyzję na nich. I to jest ta pułapka.

Chiny ćwiczą właśnie teraz scenariusz takiej blokady z użyciem lotniskowca.

Tak, dokładnie teraz trwają takie manewry, choć efektywne wykorzystanie zespołów lotniskowców najpewniej wymaga lat treningów i budowania doświadczenia. USA czy Wielka Brytania mają znacznie więcej takiego doświadczenia, są w tym aspekcie sprawniejsze niż flota Chin. Pekin dopiero buduje te zdolności – ich okręty są w pełni krajowej produkcji, z najprawdopodobniej z technologiami zbliżonymi do zdolności państw NATO lub nawet rozwiązaniami wykraczającymi poza zdolności państw zachodnich. Operują coraz dalej od brzegu, ale wciąż pod osłoną baz lądowych i wsparciu lotnictwa z lądu. Chińska marynarka jest już najliczniejsza na świecie, choć należy zakładać, że nadal wyraźnie ustępuje US NAVY w aspekcie zdolności do globalnej projekcji siły oraz sprawności działania – nawet w obszarze Azji i Pacyfiku. Otwarta wojna jest więc ryzykowna dla Pekinu – ich armia, choć zaawansowana, nie ma doświadczenia bojowego. Muszą być pewni przewagi lub dobrze szacować ryzyko strat w relacji do zysków strategicznych, by zmierzyć się z USA.

W razie konfrontacji kluczowe byłoby uniknięcie użycia broni atomowej...

Dokładnie tak, a nie znamy reakcji Chin np. na ataki na ich infrastrukturę lądową. USA musiałyby też rozważyć, czy sojusznicy – Japonia, Korea Południowa, Filipiny, Australia – zechcą wejść do wojny, narażając się na atak.

Więc to, co się dzieje obecnie to komunikat strategiczny: Chiny testują, czy USA mają potencjał, by je powstrzymać. Amerykanie w tym aspekcie wciąż mają możliwości odziaływania na Morze Południowochińskie, m.in. przez Filipiny, oraz prowadząc skuteczną grę dyplomatyczną z Wietnamem. Ich pozycja jest mocna, ale może być szybko zredukowana.

To wszystko brzmi dość pesymistycznie. Jest jakaś wizja alternatywna, pokojowego rozwiązania napięcia wokół Tajwanu?

Obie strony zdają sobie sprawę, że otwarty konflikt byłby trudny do kontrolowania. Wojna byłaby intensywna, z dużymi stratami. Pytanie, czy społeczeństwo USA zaakceptowałoby np. utratę lotniskowca. Z drugiej strony Chiny też miałyby problem. W tym kraju służba wojskowa nie ma takiego prestiżu jak w USA, a sukcesy gospodarcze i technologiczne mogą skłaniać Pekin do ostrożności. Chiny, chcąc zaproponować nowy porządek świata, muszą pokazać, czym różnią się od hegemonii USA. Przejęcie siłowe Tajwanu oznaczałoby wypychanie Amerykanów z regionu, ale też nie byłoby dobrą "reklamą" chińskiej dominacji.

Mówimy o Tajwanie, ale pól konfliktów jest więcej pojawiają się też Filipiny, Wietnam i ich spory graniczne na morzu z Chinami. Tych sporów jest dużo, a jeszcze Trump nakłada nowe cła uderzając w chiński przemysł. To podgrzewanie atmosfery na całego.

Na Morzu Południowochińskim mamy spory o surowce – Chiny usypują sztuczne wyspy, próbują wyznaczać nowe granice wyłącznej strefy ekonomicznej, naruszając tym interesy Filipin i Wietnamu. Ich handel morski przebiega przez obszary kontrolowane przez USA. Do tego Chiny budują bazy w Afryce i Pakistanie, próbując podkopać pozycję USA np. na Oceanie Indyjskim. Chińskie patrole pojawiają się u wybrzeży Afryki, na Morzu Śródziemnym, a nawet na Bałtyku – w ćwiczeniach z Rosją. Arktyka to kolejny kierunek, gdzie Chiny współpracują z Rosjanami, widząc się jako państwo arktyczne. Ich sojusze z Rosją i BRICS wzmacniają ich pozycję.

Nie ma nigdzie zgodności interesów między USA a Chinami?

Chiny kontestują globalizację w jej obecnej postaci – w tym rolę dolara i amerykańskich instytucji finansowych – ale handel morski jest w ich interesie. I tu jest zbieżność z poglądami administracji i korporacji z USA. Chiny nie chcą destabilizować szlaków handlowych, lecz pozbawić USA możliwości ich blokowania w kryzysie. Dlatego Chiny budują sieć zależności, wykorzystując państwa kwestionujące amerykańskie przywództwo. Ale tak, wolność handlu jest pewnym wspólnym mianownikiem, choć każda ze stron chciałaby mieć przewagę w kontrolowaniu tej wolności. Proszę zwrócić uwagę na sytuację w Jemenie. Atak sił USA na terrorystów z Huti jest szeroko akceptowany i rozumiany, bo dzieje się to w imię obrony swobody żeglugi. No, ale do tej pory był jeden szeryf, a teraz miałoby być dwóch? Nie każdy musi się z taką zmianą pogodzić. Wiele państw poczułoby się zagrożonych chińską aktywnością w tym zakresie.

Rozmawiamy dość długo, a Rosja pojawiła się w rozmowie raz i to symbolicznie. Nie ma już znaczenia na Pacyfiku?

- Ma znaczenie, ważne choć nie kluczowe. Flota Pacyfiku jest modernizowana, z okrętami podwodnymi i nosicielami pocisków manewrujących. Ma potencjał oddziaływania na północy, obok Floty Północnej. Rosja pozostaje graczem, zwłaszcza w sojuszu z Chinami – mogłaby być „straszakiem” w konflikcie o Tajwan, komplikując plany Japonii czy Korei Południowej. Jej położenie i bazy są atutem, mimo pogłębiającej się asymetrii potencjałów z Chinami

Na Pacyfiku mamy zatem węzeł interesów – kluczową rywalizację Chin z USA, Rosję w tle, ale też swoje interesy mają Filipiny, Australia, Tajwan. Czy wolność i bezpieczeństwo handlu może być na Pacyfiku trwałe?

Jeśli Waszyngton i Pekin podzielą strefy wpływów, wojny czy konfliktu o Tajwan można uniknąć. Ale wtedy Tajwan i tak trafiłby pod wpływy Chin. Wówczas średnie państwa, jak Australia czy Filipiny, mogłyby poczuć się zdradzone, to kwestionowałoby skuteczność sojuszu z USA. Mamy więc klincz na lata. Amerykanie oddając Tajwan stracą wiarygodność, a Chiny nie zaakceptują jego niezależności. A strategicznie otwarte jest pytanie, jaki model współpracy Chiny zaproponują regionowi – autonomię czy ingerencję? Bo ofensywność Chin budzi obawy o nowy kolonializm. I też powiedzmy wprost dziś Chiny testują USA. Nie wiemy jak to się skończy, więc nie znamy też odpowiedzi na pytanie, czy to negocjacje czy konflikt zdecydują o przyszłości regionu Pacyfiku.

JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.