Brytyjska flota ogłosiła, że z myślą o działaniach przeciwminowy zmodernizuje okręt desantowy-dok RFA Lyme Bay do roli platformy dla pojazdów bezzałogowych, wykorzystywanych do lokalizowania, identyfikacji i neutralizowania zagrożeń podwodnych. W ten ma wdrażać innowacje, jednak pojawia się pytanie, czy jest to motywowane oszczędnością, czy rzeczywistymi potrzebami i wnioskami.
Służący od 2007 roku jako jednostka pomocnicza RFA Lyme Bay ma otrzymać sprzęt wpisujący się w transformację Royal Navy w „marynarkę hybrydową”, łączącą w sobie zdolności do działań platform załogowych i bezzałogowych. W zamierzeniu pozwoli to zapewnić większe bezpieczeństwo marynarzom, jednocześnie zwiększając zakres możliwości ich działań. Po wyposażeniu okręt będzie mógł przechowywać, przygotowywać, rozmieszczać i odzyskiwać różnorodne autonomiczne i bezzałogowe technologie, od dronów podwodnych po łodzie do zwalczania min, pełniąc funkcję załogowego „statku-matki” dla technologii dronów.
– Przygotowania RFA Lyme Bay do ewentualnej roli okrętu-matki do zwalczania min to doskonały przykład tego, jak budujemy hybrydową marynarkę wojenną – taką, w której okręty załogowe i najnowocześniejsze systemy bezzałogowe płynnie ze sobą współpracują, aby zapewnić bezpieczeństwo naszym ludziom i naszym morzom. Środki przeciwminowe zawsze były niezwykle istotne, a dzięki wykorzystaniu autonomicznej technologii zapewniamy, że Royal Navy pozostanie liderem w dziedzinie obrony podwodnej. Jestem dumny ze wszystkich zaangażowanych w urzeczywistnienie tej zdolności – przekazał gen. Gwyn Jenkins, Pierwszy Lord Morski.
– Okręt ten jest kluczowym ramieniem wsparcia Royal Navy, a możliwość pełnienia funkcji okrętu-matki MCM po raz kolejny pokazuje, jak potrafimy dostosować się do potrzeb operacyjnych tam, gdzie jest to potrzebne. Jestem dumny z pracy, jaką wykonała załoga mojego okrętu, aby przygotować RFA Lyme Bay i przygotować się na przyjęcie tego zestawu. Niedawno powróciliśmy do wysokiej gotowości i zostaliśmy poddani intensywnym testom, ale wiem, że jesteśmy gotowi wspierać ten autonomiczny, bezzałogowy zestaw, aby odegrać ważną rolę w jego użytkowaniu – przekazał kmdr Mark Colley, dowódca RFA Lyme Bay.
Praca związane z doposażeniem i tym samym
przeklasyfikowaniem jednostki odbędą się w Gibraltarze. Dzięki temu z pokładu
okrętu będzie można wysyłać nawodne i podwodne pojazdy bezzałogowe, gdy
tymczasem specjaliści będą je monitorować i obsługiwać. Dzięki temu podczas operacji
przeciwminowych nie będą narażeni na niebezpieczeństwo tak jak okręty, które
podczas wykonywania zadań muszą wejść na zagrożony akwen.
RFA Lyme Bay (L3007) to okręt desantowy-dok typu Bay, zaprojektowany pierwotnie do wsparcia operacji desantowych i transportu wojsk. Należy do serii czterech jednostek, która jest przeznaczona do wycofania, co oficjalnie wynika ze zmiany strategii działa brytyjskiej floty, a nieoficjalnie z powodu oszczędności, co budzi ogromne kontrowersje. Okręt ma 176,6 metrów długości i 26,4 metra szerokości. Maksymalna wyporność sięga 16 160 ton. Załoga liczy 60 osób. Napęd tworzą generatory Wärtsilä (dwa 8L26 o mocy 6 000 KM oraz dwa 12V26 o mocy 9 000 KM), współpracujące z dwoma pędnikami azymutalnymi i sterem strumieniowym na dziobie, co pozwala osiągnąć prędkość do 18 węzłów i zasięg 8 000 mil morskich przy prędkości ekonomicznej. Okręt dysponuje pokładem dokowym mieszczącym jeden kuter desantowy LCU lub dwa LCVP oraz inny sprzęt.
Choć to jednostka pomocnicza, dysponuje też uzbrojeniem
obronnym. Są to armaty morskie DS30B 30 mm, dwa systemy obrony bezpośredniej
Phalanx oraz karabiny maszynowe. Pokład lotniczy okrętu pozwala na operowanie z
niego załogowych i bezzałogowych jednostek latających, acz nie przenosi ich na
stałe, chyba że zostanie w tym celu udostępniona powierzchnia hangarowa.
W wersji transportowej okręt ma linię ładunkową do 1 150 metrów, pozwalającą na transport do 24 czołgów Challenger 2 lub 150 lekkich ciężarówek, a także ładunku do 200 ton amunicji lub 24 kontenerów TEU. Standardowo może przewozić 356 żołnierzy, maksymalnie do 700).
Po dostosowaniu do nowej roli okręt stanie się pływającą bazą dla bezzałogowców i zarazem jednostką dowodzenia podczas operacji przeciwminowych. Ma wpisywać się w kooperację platform załogowych i bezzałogowych. Te ostatnie wprawdzie mogą być wysyłane do akcji i nadzorowane z lądu, jednakże ogranicza to zasięg ich działania. Będąc na okręcie mogą być wypuszczane od razu do wody, nieopodal miejsca operacji i potem wracać z powrotem.
Royal Navy jest w trakcie wielkiej zmiany w swoich siłach
przeciwminowych. W służbie pozostał ostatni z 12 okrętów przeciwminowych typu
Sandown, HMS Bangor (M109), pozostałe zostały przekazane siłom morskim Estonii,
Rumunii i Ukrainy, bądź zaadaptowane do funkcji szkoleniowych. Zamiast budowy czy
też zamówienia następców, brytyjski resort obrony zdecydował się na wyjątkową
zmianę, by zastąpić okręty systemem „statku-matki” będącego platformą dla
większej liczby bezzałogowców. Jako pierwszy w tej formie został wdrożony HMS
Stirling Castle, będący wcześniej statkiem do prac offshore, który został zakupiony
przez władze i poddany modyfikacjom pod kątem nowej roli. Obok wdrażania
innowacji wskazuje się też na koszt-efekt, gdzie wcześniej nawet kilkanaście
okrętów zastąpi wprawdzie mniejsza ilość, ale o takich samych lub nawet
większych możliwościach działania. Szczególnie, że na brytyjskich wodach stale
można znaleźć niebezpieczne pozostałości z czasów I i II wojny światowej, w tym
miny morskie, zatopioną amunicję czy bomby lotnicze. Do tego, w obliczu
zagrożenia sabotażem, flota musi zwiększyć nadzór nad morską infrastrukturą
krytyczną, jak farmy wiatrowe, platformy wydobywcze, kable i rurociągi.
Takie rozwiązanie budzi mieszane opinie. Inne floty, jak
choćby belgijska, holenderska i polska, wdrażają nowe niszczyciele min zdolne
do działań z pojazdami bezzałogowymi, nie ustępując tu koncepcji brytyjskiej. Są
sugestie, że ewolucja brytyjskich sił przeciwminowych nie jest podyktowana
podążaniem za trendami i wdrażaniem innowacji, ale szukaniem oszczędności.
Paradoksalnie przebudowa wspomnianego HMS Stirling Castle do nowej roli wcale
nie była prosta. Prace stoczniowe przedłużały się, rósł też koszt, przez co
pojawiły się obawy, czy Wielka Brytania będzie w stanie realnie zapewnić
ochronę swoich wód przed zagrożeniami podwodnymi. Ponadto sama koncepcja „statku-matki”
dla bezzałogowców jest w tym przypadku rozwijana.
Pojawia się tu pytanie, czy skuteczniejszym rozwiązaniem byłoby nie adaptowanie innej jednostki, a jak w przypadku choćby niszczycieli min typu Kormoran II czy też okrętów przeciwminowych typu City, budowy mniejszych, nowoczesnych okrętów od początku przygotowanych do działania w kooperacji z pojazdami bezzałogowymi.
Rozpoczyna się Forum Bezpieczeństwa Morskiego Państwa 2026
Rosyjskie bombowce nad Morzem Barentsa. Interweniowali Norwegowie
Szwedzka delegacja przylatuje do Polski rozmawiać m.in. o okrętach podwodnych
USA znów uderzyły w łódź domniemanych przemytników na Karaibach - dwie ofiary
Jak chronić porty i infrastrukturę energetyczną na morzu? [KONGRES POLSKIE PORTY 2030+]
PGZ Stocznia Wojenna zajmie się serwisem fregaty