Pojawiające się informacje dotyczące uszkodzeń podwodnej infrastruktury krytycznej na Bałtyku przypominają, że wymaga ona ochrony i stanowi ważny element funkcjonowania państwa, w tym jego gospodarki. Na co dzień często nie zdajemy sobie sprawy z ich znaczenia, szczególnie biorąc pod uwagę wciąż pokutujące przekonanie, że Polska to „państwo lądowe”. W artykule postaramy się przybliżyć, jaką infrastrukturę podwodną posiada kraj i dlaczego jest ona kluczowa.
Morze Bałtyckie jest często uważane za akwen mały i płytki, a więc nie tak istotny, co jest błędnym podejściem, biorąc pod uwagę ruch morski, w tym obecność największych pod względem długości (do 400 metrów) kontenerowców oraz przeładunki w portach. W tej ostatniej kwestii Port Gdańsk jest liderem, jako że w 2024 roku obsłużył 3559 morskich statków handlowych, przeładowując 77,4 mln ton ładunków. Obecny rok także zapowiada się rekordowy, jako że w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku przeładowano ponad 59 milionów ton towarów, co oznaczało wzrost o 1,2% w porównaniu z analogicznym okresem w 2024 roku. Coraz lepsze wyniki odnotowują też porty w Gdyni, Szczecinie i Świnoujściu.
Biorąc pod uwagę znaczenie transportu morskiego, od czasu agresji
Rosji na Ukrainę diametralnie zmieniła się sytuacja w kwestii
odbioru kluczowych surowców energetycznych, ropy i gazu. Dotąd znaczną jego
ilość importowano właśnie ze Wschodu, a po wybuchu konfliktu import został, z
powodu sankcji, przerwany. W efekcie dostawy praktycznie w całości odbywają się
drogą morską, co wiąże się z kluczową rolą Naftoportu w Gdańsku oraz Terminalu
LNG w Świnoujściu. Nie można też zapominać o rurociągu Baltic Pipe, uruchomionym
27 września 2022 roku, a więc niedługo po wybuchu wojny. Jest to system gazociągów
łączących Norwegię, Danię i Polskę, mający przepustowość 10 mld m3 rocznie.
Jego bałtycka część ma 275 km długości i łączy się z infrastrukturą sięgającą
aż do Morza Północnego.
Biorąc pod uwagę incydenty związane z uszkodzeniem rurociągów
gazowych znajdujących się na dnie Bałtyku, choćby Balticconector w Zatoce Fińskiej
w październiku 2023 roku czy niesławny Nord Stream, który miał połączyć Niemcy
i Rosję, we wrześniu 2022 roku, pojawia się obawa, że może dojść do podobnego
incydentu skierowanego przeciwko polskiej infrastrukturze gazowej. Za tym
miałyby stać, jak w przypadku estońsko-fińskiego gazociągu, rosyjskie służby, wykorzystujące
w tym celu statki tzw. „floty cieni”, czyli głównie starsze tankowce, mające
przede wszystkim za zadanie transportować ropę i omijać sankcje międzynarodowe.
Jednocześnie nie brakuje podejrzeń, że służą one też do działań zwiadowczych i
sabotażowych, acz jak dotąd, mimo zatrzymywania statków i ich załóg, nie doszło
do jasnego potwierdzenia, postawienia zarzutów i skazania. Rosja stale odrzuca
oskarżenia o tego rodzaju incydenty.
Uszkodzenie podwodnego rurociągu wiązałoby się nie tylko z przerwaniem dostaw gazu, ale też poważnym zagrożeniem środowiskowym. Prace związane z przywróceniem infrastruktury do dalszego działania to proces czasochłonny i kosztowny. W przypadku Balticconnector wznowienie prac nastąpiło w kwietniu 2024 roku, a więc blisko pół roku po incydencie. Stąd też siły Morskiego Oddziału Straży Granicznej oraz polskiej Marynarki Wojennej stale monitorują infrastrukturę Baltic Pipe. W październiku tego roku został zauważony i przegoniony rosyjski kuter, który zatrzymał się w pobliżu gazociągu. Obok obecności nieupoważnionych, podejrzanych jednostek nawodnych zagrożeniem jest też wykorzystanie wyspecjalizowanych, bezzałogowych pojazdów podwodnych, jak i zespołów nurków, zdolnych do np. podłożenia ładunków wybuchowych.
W maju ub.r. było głośno o incydencie, gdy jednostka pływająca wykonywała „podejrzane manewry” nad kablem energetycznym należącym do
Polskich Sieci Energetycznych, łączącym Polskę ze Szwecją. Mowa tu o SwePol
Link, czyli kablowej linii podwodnej wysokiego napięcia prądu stałego (HVDC). Została
oddana do użytku w roku 2000, a inwestorem była spółka SwePol Link AB. Jej
udziałowcami są państwowe podmioty szwedzkie: operator sieci przesyłowej Svenska
Kraftnät (51%) i producent energii Vattenfall (48%) oraz polski operator sieci
przesyłowej Polskie Sieci Elektroenergetyczne (1%). Długość kabla wynosi 254,05
km z czego 238 km biegnie pod dnem morskim. Może on przewodzić prąd o mocy 600
MW przy napięciu 450 kV.
Dwa miesiące po incydencie, gdy służby zaobserwowały podejrzany statek znajdujący się nad położonym na dnie Bałtyku kablu światłowodowym łączącym Polskę i Szwecję oraz „przegoniły go”, władze wdrożyły procedury związane z większą ochroną tej krytycznie ważnej infrastruktury. Utworzono w ten sposób pas swoistej „strefy bezpieczeństwa” na 250 metrów szerokości, aby lepiej chronić kabel. Przebieg wyznaczają współrzędne geograficzne w układzie odniesienia WGS 84. Wskazuje to, że obszar ten ma nie tylko znajdować się pod czujnym okiem służb, ale też poruszające się nad nim statki i inne jednostki będą także obserwowane. Dotyczy to także wszelkiej morskiej działalności, związanej też aktywnością pod wodą.
Biorąc pod uwagę przypadki uszkodzeń podobnych kabli, jak choćby EstLink w Zatoce Fińskiej, uszkodzenie kluczowego kabla może wywołać natychmiastowy skok cen energii na połączonych rynkach, jednocześnie wpływając też na dostawy prądu, tym samym oddziałując na całą gospodarkę. Co należy zaznaczyć, w przeszłości zdarzały się już awarie i przypadkowe uszkodzenia kabla, niemniej wiązało się to z poniesieniem kosztów napraw, które zajmowały od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin. W sytuacji sabotażu (potencjalnie maskowanego na wypadek), gdyby doszło do przerwania kabla np. w kilku miejscach, oznaczałoby to długotrwałe przerwanie dostaw prądu czy też połączenia sieciowego. Aby uszkodzić taki kabel, tak jak w przypadku rurociągu, najprostszą formą jest przepłynięcie nad nim statku z opuszczoną kotwicą. O taką formę działania podejrzewano załogi kilku statków, wciąż trwają związane z tym śledztwa, prowadzone przez służby estońskie, fińskie i szwedzkie.
Obok kabli i rurociągów pod wodą znajduje się też wiele obiektów
zaliczanych do energetycznej infrastruktury krytycznej, wymagających stałej
obserwacji. Są to fundamenty platform wydobywczych oraz turbin tworzących
morskie farmy wiatrowe. W przypadku tych ostatnich mowa tu np. o pierwszej tego
rodzaju polskiej farmie Baltic Power. Trwają prace instalacyjne turbin wiatrowych o
mocy 15 MW każda, co wiąże się też rozmieszczeniem podwodnych kabli przeznaczonych
do przesyłu uzyskanej energii elektrycznej.
Należy przypomnieć, że cała morska farma wiatrowa ma do
końca 2026 roku ma składać się z 76 turbin, zapewniając ok. 1,2 GW mocy. Jej
obszar przekracza 130 km2. Warto pamiętać też o trwających pracach związanych
z podobnymi przedsięwzięciami, jak morskie farmy wiatrowe BC-Wind, czy też Bałtyk
2 i 3. Pozwoli na dostawy właściwie zeroemisyjnej energii, pozwalając regionowi
Pomorza niemal w całości opierać się na energetyce odnawialnej. To także więc
infrastruktura wymagająca ochrony i stałego monitorowania, jako że wpisuje się w rosnące nasycenie Bałtyku złożoną infrastrukturą energetyczną, wokół
której non stop poruszają się jednostki nawodne. Wśród nich nich mogą pojawić
się takie, które podobnie jak w przypadku wspomnianych wcześniej incydentów,
przybędą z misją szpiegowską i/lub sabotażową.
Rozpoczyna się Forum Bezpieczeństwa Morskiego Państwa 2026
Rosyjskie bombowce nad Morzem Barentsa. Interweniowali Norwegowie
Szwedzka delegacja przylatuje do Polski rozmawiać m.in. o okrętach podwodnych
USA znów uderzyły w łódź domniemanych przemytników na Karaibach - dwie ofiary
Jak chronić porty i infrastrukturę energetyczną na morzu? [KONGRES POLSKIE PORTY 2030+]
PGZ Stocznia Wojenna zajmie się serwisem fregaty