• <
UNIWERSYTET_MORSKI_GDYNIA_1100x200

BC-Wind wchodzi w fazę budowy, na początek w Choczewie i Władysławowie [ROZMOWA]

Strona główna Energetyka Morska, Wiatrowa, Offshore Wind, Offshore Oil&Gas BC-Wind wchodzi w fazę budowy, na początek w Choczewie i Władysławowie [ROZMOWA]

2025 rok przyniósł ważne rozstrzygnięcia dla całego sektora morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Jednym z projektów, który doczekał się ważnych informacji w tymże właśnie 2025 roku, jest projekt BC-Wind realizowany przez Ocean Winds w Polsce. To jest projekt, który będzie produkował około 390 MW czystej energii na obszarze około 91 km2, około 23 km od brzegu. O tym, co się stało w 2025 roku i co się stanie w 2026 z Kacprem Kostrzewą, dyrektorem zarządzającym Ocean Winds Polska. 


Spójrzmy na 2025 rok. Najważniejsze działo się chyba na koniec, w grudniu. Wtedy pojawiły się informacje o tym, że po latach pracy nad tym projektem on faktycznie stanie się ciałem. Jest uzgodnione finansowanie, jest decyzja inwestycyjna, czyli taka ostatnia pieczątka przed wyjściem na budowę, prawda? 

Zdecydowanie. Faktycznie grudzień był dla nas absolutnie kluczowym miesiącem ze względu na intensyfikację prac nad zamknięciem finansowania i wewnętrzną decyzją inwestycyjną. Nie zmienia to faktu, że cały 2025 rok był dla nas bardzo intensywny ze względu na to, że przygotowanie dokumentów, materiałów i analiz, które prowadziliśmy tak naprawdę przez cały development, wymaga bardzo dużo czasu i wysiłku. W związku z tym, mówiąc kolokwialnie, byliśmy bardzo zajęci w zeszłym roku, ale szczęśliwie udało nam się osiągnąć ten najważniejszy kamień milowy developmentu, a więc zamknięcie całego procesu, spięcie finansowania. Teraz przed nami budowa i wydaje mi się, że w roku 2026 i kolejnych będziemy jeszcze bardziej zajęci niż wcześniej. 

Porozmawiajmy o tych pieniądzach, bo pozyskanie środków na taki projekt to nie jest po prostu sięgnięcie do świnki skarbonki. Jak się uzgadnia finansowanie tak olbrzymich projektów na tak olbrzymie sumy?

To jest oczywiście długi, złożony proces. Takie procesy trwają zazwyczaj dużo ponad rok i uwzględniają konsorcjum tak naprawdę kilku lub kilkunastu, w niektórych przypadkach nawet więcej banków z całego świata. Tak było również w naszym przypadku. Prowadziliśmy ten proces jeszcze od roku 2024, przez cały 2025, aż w końcu udało nam się go zamknąć. To jest finansowanie w formule project finance, udzielone przez w sumie 15 banków z całego świata, na kwotę około 2 miliardów euro. Są to ogromne pieniądze i ogromna skala inwestycji, która wymagała odpowiedniego przygotowania, również pod kątem czysto finansowym. Cieszymy się, że udało nam się to finansowanie domknąć. Oczywiście to pozwala projektowi przejść do etapu budowy i faktycznie rozwinąć się trochę bardziej niż na papierze. Natomiast to również potwierdza, zwłaszcza finansowanie takich banków jak EIB, że ten projekt faktycznie jest gotowy. Wpisuje się w ogólną politykę klimatyczną, wpisuje się w założenia Polski, ale również jest na tyle dojrzały i gotowy, żeby faktycznie rozpocząć budowę. I wszystkie ryzyka, które widzimy jeszcze na etapie budowy, są absolutnie akceptowane zarówno dla nas, jak i dla zewnętrznych instytucji takich jak banki.

Z jednej strony mamy Ocean Winds, doświadczonego międzynarodowego dewelopera. Z drugiej strony mamy polski rynek, który owszem, jest młody, ale jest oceniany w sektorze morskiej energetyki wiatrowej bardzo pozytywnie, jako stabilny, z niezłym prawem i warunkami. Czy to połączenie gwarantowało już sukces, czy ze strony banków i instytucji finansowych pojawiały się jakieś wątpliwości, ryzyka?

Oczywiście, że się pojawiały. To jest normalne w każdym tego typu procesie, nie tylko na rynkach, które dopiero zaczynają przygodę z offshore'em, ale też na rynkach, które są tam już dłużej. Naturalnie cały proces rozmowy z bankami zakłada kilkukrotne zadawanie pytań i udzielanie odpowiedzi przez inwestora pod kątem projektu jako takiego, ale również otoczenia regulacyjnego, systemu wsparcia, czy wszystkiego, czego dotyczy tak naprawdę rynek polski. Polska, tak jak wspomnieliśmy, jest rynkiem względnie młodym jeżeli chodzi o morską energetykę wiatrową, natomiast były już pewne precedensy z zamknięciem finansowania. Mieliśmy to szczęście, że nie byliśmy pierwsi, było nam odrobinę łatwiej. Co nie zmienia faktu, że zawsze jest to wymagający proces. Banki i ich doradcy zadają wiele pytań. Biorąc pod uwagę, jak ogromne kwoty są na szali, nie należy się temu dziwić.

Jesteście pierwszym deweloperem morskich farm wiatrowych, który korzysta z Crist Offshore jako dostawcy najwyższego rzędu. Czy to nie było jedno z pytań ze strony banków? 

Cały łańcuch dostaw jest gruntownie sprawdzany przez banki, które udzielają nam finansowania. Kontrakt z Cristem nie był tutaj wyjątkiem. Oczywiście był on również sprawdzany pod kątem możliwości Crista. Ale wydaje mi się, że jako Ocean Winds i BC-Wind przeszliśmy tak długą drogę z Cristem w sensie rozmów w czasie przetargu i jeszcze przed nim, żebyśmy my mieli pewność, że są w stanie dostarczyć tego typu produkt, że byliśmy w stanie względnie łatwo obronić to przed bankami. Więc tak, oczywiście: pytania się pojawiały, natomiast korzystając z materiałów, które wyprodukowaliśmy dla siebie wewnętrznie sami, byliśmy w stanie udzielić ewidentnie satysfakcjonującej odpowiedzi. 


Spójrzmy na to, co działo się w ostatnich kilkunastu miesiącach. Zapewniliście sobie możliwość skorzystania z terminala instalacyjnego w Świnoujściu, będziecie też korzystać z powstającego wciąż terminala T5 w Gdańsku. Ze Świnoujścia na BC-Wind popłyną monopale, z Gdańska – turbiny. Czy wykorzystanie dwóch różnych ośrodków to nie jest komplikacja logistyczna?

Oczywiście, jest to pewne wyzwanie. Wiadomo, że jeżeli przejmujemy port to przygotowujemy go na te inwestycje. W tym wypadku mamy dwa porty, które musimy w pewien sposób przygotować. Sami siebie również musimy również przygotować i zapoznać ze strukturą w danym porcie, nauczyć się z niego funkcjonować. 

W tym konkretnym przypadku, biorąc pod uwagę lokalizację naszej farmy i czas, jaki zajmuje nam dopłynięcie do niej z portu, uznaliśmy, że najrozsądniej będzie skorzystać z jednego i drugiego polskiego portu. To oczywiście z jednej strony jest korzystne dla projektu, z drugiej strony również daje impuls dla local contentu, mianowicie dowodzi, że te porty w Polsce również będą gotowe do tego, żeby instalować infrastrukturę morskich farm wiatrowych. 

Zarówno ten wspomniany Crist Offshore, jak i wykorzystanie terminali w Gdańsku i w Świnoujściu to jest element local content. To gorące hasło dla wszystkich deweloperów dla całej branży morskiej energetyki wiatrowej. Czy wiadomo jak procentowo wygląda local content w waszym projekcie?

Cały czas podtrzymujemy swoją deklarację z początku rozwoju projektu – między 20 a 30%. Myślę, że zamkniemy się w tym przedziale, natomiast nie mamy jeszcze konkretnych wartości. Musimy pamiętać o tym, że część z tych mniejszych kontraktów, które również mają swój istotny wkład w CAPEX czy OPEX projektu, jest jeszcze niepodpisana. Mamy podpisane wszystkie kontrakty główne, pozwalające nam faktycznie wybudować farmę i one oczywiście stanowią górę tych kosztów i będą miały tym samym największy wpływ na local content, ale pozostaje jeszcze cała masa innych, które jeszcze się nie zamknęły, więc nie chcemy jeszcze tego absolutnie podsumowywać. To jest jeden punkt. Drugi jest taki, że branża cały czas trochę czeka na spójną metodologię liczenia tego local contentu, tak żeby te wyniki faktycznie były miarodajne i porównywalne. Z tego, co mi wiadomo, na dziś takiej metodologii jeszcze nie ma, ale rozumiem, że cały czas prace nad nią trwają, więc naturalnie będziemy w stanie się do tego dostosować i liczyć zgodnie z tą przyjętą metodą. 

Wspomnieliśmy o Świnoujściu, o Gdańsku, ale będziecie obecni jeszcze pomiędzy nimi, bo we Władysławowie powstanie wasza baza operacyjna. Jak idą te prace? Zgodnie z harmonogramem baza powinna być niedługo gotowa. 

Tak, to jest absolutnie kluczowe z naszego punktu widzenia, bo o ile musimy zainstalować farmę z portów Gdańsk i Świnoujście, to jeszcze będziemy musieli przez 30 lat operować z portu we Władysławowie, żeby ona dalej funkcjonowała. Te prace rozpoczną się już niebawem. Kończymy przetarg na wyłonienie generalnego wykonawcy i na wiosnę chcielibyśmy rozpocząć prace. To jest po pierwsze budowa naszej bazy i całej związanej z tym infrastruktury, ale również pewne prace w samym porcie dotyczące nabrzeża, z którego będziemy korzystać.

Port Władysławowo, fot. GospodarkaMorska.pl


Dlaczego Władysławowo? Dlaczego nie inne porty na środkowym wybrzeżu, które w odróżnieniu od Władysławowa zostały uwzględnione chociażby w KPO na rozwój infrastruktury? 

Zdecydowaliśmy o tym, że Władysławowo będzie naszą lokalizacją dużo wcześniej niż wiadomo było, które porty otrzymają wsparcie z KPO. Natomiast jeżeli w tamtym momencie wiedzielibyśmy, że Władysławowo nie otrzyma tego wsparcia, nadal zdecydowalibyśmy się na Władysławowo właśnie. Jest wiele czynników, które zdecydowały o tym wyborze. Przede wszystkim lokalizacja. Mianowicie Władysławowo, mówiąc brutalnie, jest najbliżej naszego obszaru. Ale lokalizacja ma również istotne znaczenie z połączeniem komunikacyjnym, czy z drogami, czy z pociągami, czy z dostępem do lotniska w Gdańsku. Jest po prostu najlepiej usytuowana. Więc taka lokalizacja blisko Trójmiasta plus blisko naszego obszaru farmy była dla nas kluczowa. To oczywiście nie jest jedyny czynnik. Patrzyliśmy również na dostępność infrastruktury czy nawet bazę mieszkaniową. Przez kilka ładnych miesięcy, kiedy analizowaliśmy różne możliwości, wszystko braliśmy pod uwagę i tak naprawdę w każdej kategorii wygrywało Władysławowo. 

Myślę, że Władysławowo ma potencjał, żeby stać się bazą również dla innych projektów offshore'owych – to będzie zależało od inwestorów tych projektów – ale ma również potencjał dla dalszego rozwoju. Mówi się o tym, że przy okazji pogłębienia portu być może stanie on również odpowiedni dla jednostek typu SOV, które mogą być używane przy projektach zlokalizowanych dalej od brzegu. Miejmy nadzieję, że to się wydarzy, ponieważ potencjał tego portu jest ogromny. Cieszę się, że będziemy mieli okazję być pierwszymi z branży, z inwestorów, którzy będą z niego korzystali. 

Ile osób będzie pracowało docelowo w waszej bazie we Władysławowie? I skąd je wziąć? Bliskość Trójmiasta może tu pomóc.

To trochę zależy od momentu fazy operacyjnej. Myślę, że przekrojowo będzie to około 30 osób przez cały okres funkcjonowania farmy. To są nie tylko bezpośrednio nasi pracownicy, ale też pracownicy innych firm, które odpowiadają za obsługę farmy.

Skąd tych ludzi wziąć? To jest doskonałe pytanie. Myślimy nad tym już od dłuższego czasu, bo zdajemy sobie sprawę, że Władysławowo w tej chwili funkcjonuje trochę sezonowo. Natomiast wydaje mi się, że tego typu inwestycje jak nasza pomagają przekształcić je w ośrodek bardziej stałej pracy w sektorze morskiej energetyki wiatrowej. Staramy się promować tego typu wyzwania również w regionie, w powiecie puckim czy w samym Władysławowie przy okazji programów takich jak „Kariera z wiatrem”, gdzie promujemy morską energetykę wiatrową wśród młodych ludzi na etapie liceum czy nawet wcześniej, ale też w ramach innych programów, które zmierzają do tego, żeby ludzie zdobywali kwalifikacje w tym obszarze i byli w stanie później świadczyć usługi być może dla nas, być może dla innego dewelopera. Tak czy owak rozwija to lokalny rynek i mam nadzieję, że będzie miało dobry wpływ również na same Władysławowo i powiat pucki.

Wróćmy na morze. Kiedy rozpisywano pierwszą fazę polskiego offshore, na etapie koncepcji, fizyczne bezpieczeństwo tych instalacji nie było aż tak ważnym tematem jak obecnie, po zmianie sytuacji geopolitycznej. Wiele mówi się o tym, jak deweloperzy i inne instytucje zaangażowane w rozwój morskiej energetyki wiatrowej powinny współpracować z wojskiem i administracją państwową. Jak to wygląda w przypadku Ocean Winds? Kto powinien odpowiadać za bezpieczeństwo takiej instalacji – deweloper, czy może państwo?

Nie da się ukryć, że sytuacja pomiędzy którymkolwiek momentem rozwoju offshore'u w Polsce – powiedzmy, że wejściem w życie ustawy offshore'owej jako taki główny kamień milowy, czyli tamtą datą w 2021 roku – a dziś, jest kompletnie inna. Jesteśmy w zupełnie innym miejscu, chociaż trzeba przyznać, że pierwsze wymagania dotyczące szeroko pojętej obronności były już zawierane w PSZW wydawanych w 2012 czy 2013 roku. Niemniej jednak sytuacja jest zupełnie inna. Dla nas, jako zagranicznego dewelopera z doświadczeniem na całym świecie, to również jest pewna nowość, ponieważ skala tych środków mitygujących, rozwiązań, które jesteśmy zobowiązani wprowadzić w Polsce, jest zupełnie inna niż to się zdarzało na innych rynkach. Dlatego oczywiście, mamy pewne doświadczenia, ale nie zmienia to faktu, że w tym obszarze nadal się trochę uczymy. Wymaga to oczywiście bardzo ścisłej współpracy z Ministerstwem Obrony Narodowej czy innymi jednostkami odpowiedzialnymi za ten obszar. 

Z drugiej strony nie jest to na dziś infrastruktura krytyczna, ale spodziewamy się, że tego typu instalacje mogą się nią stać. Jest tu cały szereg wymagań, które do pewnego stopnia się wciąż tworzą, mianowicie jak należy taką infrastrukturę zabezpieczyć i jakie środki należy wprowadzić, by uzyskać pewien wymagany poziom bezpieczeństwa. 

Co zmieniłoby uznanie morskiej farmy wiatrowej i wszystkich towarzyszących jej instalacji, jak chociażby ciągów kablowych do brzegu, za infrastrukturę krytyczną?

Określenie naszej farmy czy infrastruktury wyprowadzającej całego obiektu jako infrastrukturę krytyczną wprowadza cały szereg innych wymagań, do których spełnienia deweloper jest zobligowany po to, aby tego typu infrastrukturę odpowiednio chronić. Ale wydaje mi się, że kluczowa w tej chwili jest odpowiedź na pytanie, czy i w jakim zakresie tego typu obiekty faktycznie będą stanowiły infrastrukturę krytyczną, bo o ile mi wiadomo, taka decyzja nie została jeszcze podjęta. Wydaje mi się, że powinniśmy się skupić na tym, żeby to określić, aby inwestorzy mieli odpowiedni czas żeby przygotować się do tego i przewidzieć to w swojej budowie, projektach czy dalszej strategii. 

Czyli dla was byłoby to niedobre. Byłyby to kolejne nałożone na was obowiązki, ale korzyści z tego nie byłoby dla was zbyt dużych. 

Tak, dość brutalnie mówiąc, faktycznie, są to dla nas głównie obowiązki. My mamy swoje sposoby na wprowadzenie ochrony tego typu infrastruktury do takiego stopnia, jaki uważamy za słuszne, ale faktycznie ustanowienie jej jako infrastruktury krytycznej wprowadza dodatkowe obowiązki, których normalnie byśmy nie przewidywali. Natomiast sytuacja geopolityczna jest w tej chwili na tyle intensywna, że być może takie środki są konieczne. 

Poproszę o spojrzenie na całą fazę developmentu BC-Wind i rachunek sumienia: czy jest coś, o czym z dzisiejszej perspektywy wiecie, że można było zrobić lepiej, szybciej, sprawniej, skuteczniej?

Myślę, że jest parę obszarów, które moglibyśmy poprawić. Wiążą się przede wszystkim z dostosowaniem naszych doświadczeń międzynarodowych czy z innych rynków do realiów polskich. Być może nie wszystko poszło tutaj tak, jak zakładaliśmy. Z drugiej strony pamiętajmy, że to jest rynek, który cały czas się uczy, nie tylko z przykładów innych rynków, ale również ze swoich własnych. W tej chwili mamy już takie przykłady, więc możemy powiedzieć, że uczymy się do pewnego stopnia na własnych błędach. Ale tak naprawdę cały nasz etap developmentu, przynajmniej w przypadku BC-Wind, wypadł mniej więcej tak korzystnie, jak się spodziewaliśmy. Przekładając to na bezpośredni harmonogram myślę, że gdybyśmy nie popełnili paru drobnych błędów, moglibyśmy być parę miesięcy wcześniej. Ale nie robiłoby to aż tak kluczowej różnicy dla całego harmonogramu projektu. Z punktu widzenia tego, gdzie zaczynaliśmy na nowym rynku, z pewnymi doświadczeniami z zewnątrz, z których jednak nie wszystkie były w pełni aplikowalne, to i tak wydaje mi się, że rozwój tej pierwszej fazy przebiega do tej pory bardzo sprawnie. 

Źródło: Ocean Winds


Będąc obecnie w fazie liminalnej pomiędzy developmentem i konstrukcją co macie w harmonogramie na 2026 rok? Czy już będzie widać was na morzu?

W 2026 roku planujemy przede wszystkim budowę infrastruktury lądowej – to jest stacja w Choczewie i wyprowadzenie mocy na lądzie. To zaczyna się lada dzień. Tak naprawdę czekaliśmy na to, aż ustąpią mrozy, bo to nas odrobinę zaskoczyło. 

Zaraz potem rozpoczynamy budowę bazy serwisowej we Władysławowie i dalsze prace na lądzie. Prace na morzu, czyli instalacja fundamentów, przewidziane są na rok 2027. Dalej instalacja kabli, stacji i turbin w roku 2028. 

Biorąc pod uwagę wszystkie odbiory, testy i kwestie stricte formalne, pozwolenia na użytkowanie czy koncesje, zakładamy, że pierwsza energia już po otrzymaniu koncesji będzie płynęła na przełomie 2028 i 29 roku. 

Mówi się o morskiej energetyce wiatrowej jako o sektorze innowacyjnym. Gdzie w takim projekcie jak wasz jest miejsce na innowacje? Jakie są jeszcze problemy, na których rozwiązanie od strony technologicznej branża czeka?

Myślę, że takich obszarów do innowacji jest bardzo dużo i tak naprawdę dużo innowacji widzimy w projekcie już w tej chwili. Być może dziewięćdziesiąt parę procent z tych innowacji to są innowacje niewidoczne na co dzień, także to nie jest na przykład jakaś rewolucyjna metoda instalacji monopali. To są drobne rzeczy, drobne usprawnienia, które wprowadzamy w najróżniejszych obszarach projektu, niewidoczne z ogólnego punktu widzenia. Ale jest ich już w tej chwili dużo. Dodatkowo staramy się myśleć przyszłościowo o innowacjach w fazie operacyjnej, czy to o wykorzystaniu dronów, czy podobnych obszarach. Faza operacyjna ma bardzo duży potencjał dla wprowadzania nowych rozwiązań, również tworzonych w Polsce. Dlatego, że ta faza trwa dłużej i operacje są mniejsze niż w fazie budowy, to wytworzenie, a potem wprowadzenie pewnych innowacji wydaje się łatwiejsze. 

Sporo mówi się też o fazie decommissioningu, czyli rozbiórki i utylizacji farmy po jej eksploatacji, co nastąpi za jakieś trzydzieści lat. Są próby odzyskania surowców z komponentów farmy, przetworzenia w sprytny sposób łopat. Czy to są elementy, o których trzeba myśleć na samym początku, w fazie projektowania?

My mamy akurat tę przewagę, że możemy o tych rzeczach myśleć z punktu widzenia swoich innych, bardziej dojrzałych aktywów na innych rynkach i tak naprawdę farmy pracujące od kilku czy kilkunastu lat mają inną perspektywę na to, jak będą podchodziły do decommissioningu i co będą robiły ze zużytymi łopatami czy podobnymi elementami. My w tej chwili nie prowadzimy żadnych prac jako BC-Wind na temat decommissioningu, będziemy się opierać na rozwiązaniach, które dostarczy nam spółka-matka, czy inne projekty z grupy. Nie mamy jeszcze tych planów, ale tego typu rozważania cały czas są prowadzone na poziomie centrali Ocean Winds.

W 2025 roku miała miejsce jeszcze jedna bardzo ważna rzecz dla morskiej energetyki wiatrowej w Polsce, choć może nie dotyczy bezpośrednio BC-Wind, mianowicie odbyła się pierwsza aukcja offshore w kraju. Wy nie musieliście do niej stawać. Jak wyglądała z pańskiej perspektywy ta aukcja? Czy jej wyniki są jakimś zaskoczeniem i rzutują na waszą sytuację na rynku?

Sama aukcja i jej wyniki nie mają bezpośredniego wpływu na BC-Wind. BC-Wind idzie swoim torem. Już od dłuższego czasu mamy zapewnione CFD, również notyfikowane, więc ten temat mamy do pewnego stopnia za sobą i kontynuujemy budowę. Natomiast dla samego rynku i być może dla Ocean Winds na tym rynku aukcja miała absolutnie kluczowy wpływ z kilku powodów. Po pierwsze daje stabilność inwestycyjną. Pokazuje, że rząd, który decyduje się na to, żeby rozwijać morską energetykę wiatrową, faktycznie dalej idzie tą drogą. To nie są puste obietnice, że aukcja kiedyś tam będzie, była już na sztywno wpisana w ustawę. To jest duży impuls dla inwestorów zagranicznych, widzących, że ten rząd faktycznie idzie zgodnie z obietnicami, które zostały złożone jakiś czas temu. Liczymy oczywiście na to, że w 2027 roku aukcja również się odbędzie. 

Idąc calej: w aukcji wzięły udział cztery projekty. Wiem, że przez dłuższy czas trwały rozmowy o tym, jak dużo projektów będzie faktycznie gotowych, czy ta aukcja ma sens, czy one zdążą, żeby wziąć w niej udział. Widać, że zdążyło chyba nawet więcej niż się spodziewaliśmy jako branża. Przez dłuższy czas była rozmowa o trzech projektach, teraz widzimy, że udział wzięły cztery. To bardzo dobry sygnał, że tych projektów jest więcej i będą gotowe na kolejne aukcje, potencjalnie w 2027 roku. 

Trzecia rzecz to poziom cen. Widać, że są akurat bardzo bliskie do cen z ostatniej aukcji w Wielkiej Brytanii. Można dyskutować o tym, która jest wyższa, a która niższa, bo to nie jest tak czarno-białe. Natomiast nawet porównując dojrzałość rynku brytyjskiego, jeżeli chodzi o morską energetykę wiatrową, to faktycznie jest to nasza pierwsza aukcja, żadna farma nie jest jeszcze w fazie operacyjnej, więc uważam, że jest to ogromny sukces, że jesteśmy w stanie utrzymać bardzo podobny poziom ceny dla rynku, który się dopiero buduje. 

No i na koniec jest to doskonały sygnał dla local contentu, dla tego polskiego łańcucha dostaw, ponieważ ci dostawcy, którzy będą chcieli angażować się w polską energetykę wiatrową widzą, że to nie jest po prostu kilka projektów z pierwszej fazy, które być może już rozdały większość kontraktów. Widzą, że są kolejne, w tej chwili trzy, w przyszłości być może jeszcze więcej, które faktycznie będą w tym obszarze działać. To jest dla nich doskonały impuls, żeby mocniej zaangażować się w morską energetykę wiatrową i przynosić ten local content, o który wszyscy walczymy. 

JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.