Norweski rząd wbrew poprzednim zapowiedziom ogłosił, że nie wyznaczy kolejnych obszarów morskich na farmy wiatrowe z wiatrakami mocowanymi w dnie morskim. Zamiast tego ma skupić się na technologiach pływających fundamentów.
Norwegia zapowiadała wcześniej wytypowanie kolejnych lokacji na morskie farmy wiatrowe w pobliżu granicy z Danią. Miałyby tam powstać „tradycyjne” farmy z wiatrakami na fundamentach mocowanych w dnie morskim. Rząd zapowiadał także łączenie się z innymi krajami tzw. kablami hybrydowymi. Jednak w najnowszym oświadczeniu norweski minister energii Terje Aasland stwierdził, że rząd uznał teraz, że „nie jest to dobry czas na planowanie kabli hybrydowych”, argumentując tę decyzję wzrostem kosztów i brakiem regulacji na poziomie europejskim dla tego typu połączeń.
Rząd ma natomiast nadać priorytet projektom pływających farm wiatrowych. Nie podano jednak żadnych szczegółów.
Aasland stwierdził także, że jest sceptyczny co do narażania norweskiego systemu elektroenergetycznego na konsekwencje sytuacji na innych rynkach, np. niemieckim. Norwegia, która jest prężnym producentem taniej energii m.in. ze źródeł odnawialnych eksportuje go poprzez podmorskie kable do Danii, Holandii, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Od momentu kryzysu energetycznego na rynkach europejskich w 2022 roku, głównie dzięki sprzedaży energii na eksport, również w Norwegii podskoczyły jej ceny.
Najwięksi producenci turbin wiatrowych w 2021 roku. Zobacz ranking
PGE Baltica buduje łańcuch dostaw dla kolejnych projektów morskich farm wiatrowych
Kanada uruchamia nowy projekt ropociągu na zachodnie wybrzeże. Przepustowość to 1 mln baryłek dziennie
Gaspol: rola biogazu w gospodarce będzie rosła. Dziś to niewielki segment, ale z potencjałem
Azbest w brytyjskich turbinach wiatrowych na morzu. Ich części pochodzą z Chin
Energa Wytwarzanie umacnia kompetencje w energetyce wiatrowej na lądzie
SolarDuck i MARIN otrzymały dotację na rozwój morskiej energetyki solarnej