O trwającym od 28 lutego ataku sił Izraela i USA na Iran można już właściwie mówić jako pełnoskalowym konflikcie. Jego celem jest zniszczenie potencjału strategicznego i obronnego kraju, do których należy także morski rodzaj sił zbrojnych. Codziennie pojawiają się informacje o zatopieniu czy uszkodzeniu kolejnych okrętów. Niejako „dołączyła” do nich lekka korweta IRIS Shahid Sayyad Shirazi, wchodząca w skład morskiego komponentu Irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
Materiał z ataku został opublikowany 4 marca w mediach społecznościowych przez amerykańskie władze oraz służby prasowe sił zbrojnych. Akcja miała miejsce dzień wcześniej, w nocy. Widać na nich okręt IRIS Shahid Sayyad Shirazi (FS313-03), trzeci z ośmiu zaplanowanych serii Shahid Soleimani, budowanych w krajowym zakładzie stoczniowym w Shahid Mahallati Shipyard. W służbie jest od 2024 roku. W ub.r. do sił morskich wcielono czwartą jednostkę, Shahid Rais-Ali Delvari (FS313-04), który również został zaprezentowany podczas kurtuazyjnej wizyty w Arabii Saudyjskiej, nie posiadając wtedy jeszcze kompletnego wyposażenia i uzbrojenia.
U.S. forces have struck or sunk to the bottom of the ocean more than 20 ships from the Iranian regime. Last night, CENTCOM added a Soleimani-class warship to the list. pic.twitter.com/KgW8cS726P
— U.S. Central Command (@CENTCOM) March 4, 2026
Okręty tej serii, choć klasyfikowane jako korwety, nie są duże. Mają 65 metrów długości i 14,5 metra szerokości. Są to konstrukcje dwukadłubowe, w formie katamaranu. Wyporność wynosi ok. 600 ton. Załoga może liczyć ok. 40-60 osób. Prędkość ma sięgać do 32 węzłów, a zasięg działania do 5 000 mil morskich. W skład napędu wchodzą cztery silniki wysokoprężne. Uzbrojenie stanowią armata morska 30 mm, sześć trzylufowych karabinów maszynowych 20 mm, wyrzutnie do obsługi sześciu przeciwokrętowych pocisków manewrujących, 16 pocisków przeciwlotniczych i sześć pocisków do rażenia celów naziemnych. Jednostka tej serii może transportować śmigłowiec oraz trzech szybkich łodzi typu RHIB.
Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej to osobna formacja obok zwykłych sił morskich Iranu, nie podlegającej im. Ma ona oficjalnie charakter elitarny i w swoim wyposażeniu posiada nowoczesny sprzęt, choć nieprzeznaczony raczej do mierzenia się z marynarkami wojennymi innych państw. To głównie szybkie łodzie motorowe, wyposażone w karabiny maszynowe, acz niektóre z nich mają posiadać także granatniki i armaty morskie. Ich ilość ma być liczona w setkach, a nawet tysiącach, jako że irańskie władze nie chwalą się potencjałem, a przypuszczenia pochodzą zwykle od danych wywiadów innych państw. Przed atakiem Izraela i USA na Iran formacja posiadała ponad 100 jednostek patrolowych (łodzi i okrętów) i kilka okrętów pomocniczych, w tym okręt desantowy-dok do obsługi dronów, zbudowany na bazie kadłuba cywilnej jednostki. Obecnie liczebność i skład formacji się sukcesywnie zmniejsza wraz z kolejnymi, podawanymi przede wszystkim przez USA informacjami o zniszczeniu kolejnego, irańskiego okrętu.
Wspomniane korwety stanowią w tym arsenale największe jednostki, a seria typu Shahid Soleimani ma być tu najnowocześniejsza, jednocześnie oddając poniekąd wszelkie bolączki krajowej branży okrętowej, borykającej się z sankcjami i dostępem do materiałów i technologii, stąd w składzie sił morskich Iranu pozostaje wiele okrętów mających 30, 40 i więcej lat służby.
Amerykańskie władze podkreślają wprost, że ich celem jest dosłowna
eliminacja morskiego potencjału militarnego Iranu. Codziennie podają informacje
o zniszczeniu bądź uszkodzeniu kolejnych jednostek. Liczba porażonych „celów”
sięgnęła już ponad 20 i codziennie pojawiają się informacje o kolejnych. Co
istotne, wspomniana korweta nie była jedyną, która została zneutralizowana 4
marca. Szczególnie głośno było o zatopieniu fregaty IRIS Dena, która znajdowała
się setki kilometrów od strefy walk, na Oceanie Indyjskim, w związku z niedawno
zakończonymi, międzynarodowymi ćwiczeniami pod auspicjami Indii. Po zatopieniu
jednostki służby Sri Lanki przeprowadziły akcję ratunkową i wydobyły z wody
mniej niż 40 rozbitków, gdy ponad setka członków załogi jest dalej traktowana
jako zaginieni.
Należy nadmienić, że atak na tę jednostkę przeprowadził amerykański okręt podwodny z napędem jądrowym, co jak dotąd było drugim takim przypadkiem w historii wojskowości morskiej (pierwszym był w 1982 roku atak brytyjskiego HMS Conqueror na argentyński ARA General Belgrano podczas Wojny o Falklandy). Kontrowersje wywołał fakt, że atak US Navy miał miejsce na wodach międzynarodowych, a zdaniem wielu komentatorów był on niepotrzebny z racji na słabość irańskiego okrętu, odległość od Zatoki Perskiej czy realne zagrożenie dla amerykańskich sił morskich. Stąd nie brakuje też komentarzy zarzucających niepotrzebne okrucieństwo i generowanie kolejnych ofiar konfliktu celem nawet osiągniecia nie przewagi taktycznej i strategicznej, ale udowodnienia swoich możliwości. Może to wywołać też groźny precedens, jako że inne kraje zaangażowane w konflikty między sobą mogą uznać, że w tej sytuacji nie będą obawiać się konsekwencji, jeśli zaatakują nieprzyjacielskie okręty daleko na wodach międzynarodowych, a potencjalnie też wodach państwa trzeciego.
Rozpoczyna się Forum Bezpieczeństwa Morskiego Państwa 2026
Rosyjskie bombowce nad Morzem Barentsa. Interweniowali Norwegowie
Szwedzka delegacja przylatuje do Polski rozmawiać m.in. o okrętach podwodnych
USA znów uderzyły w łódź domniemanych przemytników na Karaibach - dwie ofiary
Jak chronić porty i infrastrukturę energetyczną na morzu? [KONGRES POLSKIE PORTY 2030+]
PGZ Stocznia Wojenna zajmie się serwisem fregaty