Rozpoczęte 28 lutego ataki sił Izraela i USA na Iran były czymś, czego się spodziewano, niemniej liczono że jednak do nich nie dojdzie. Biorąc pod uwagę trwające od lat napięcia w regionie Bliskiego Wschodu, znaczenie Iranu jako sojusznika Rosji i Chin, a także wsparcie przez władze Teheranu dla różnych ugrupowań oraz Kremla poprzez dostawy uzbrojenia, można mówić o beczce prochu, do której ktoś w końcu mógł podpalić lont. Intensywność walk na ten moment nie zapowiada szybkiego końca, a skutki dla świata, tak polityczne jak i gospodarcze, mogą okazać się długotrwałe i brzemienne, choćby biorąc pod uwagę położenie kraju przy najbardziej ruchliwych trasach morskich świata.
Już od pewnego czasu mówiło się, że USA wraz z sojusznikami, przede wszystkim Izraelem, może zdecydować się na rozpoczęcie regularnych działań bojowych wymierzonych w Iran. Co istotne, od lat rząd w Teheranie był tym, który też „prowokował”. W ostatnich latach mocno wspierał dostawami uzbrojenia Rosję, prowadzącą od lutego 2022 roku inwazję na Ukrainę, a także jemeńskich bojowników Huti, którzy z kolei od listopada 2023 roku atakowali statki i okręty w regionie Morza Czerwonego i Zatoki Adeńskiej, wywołując światowy kryzys w żegludze międzynarodowej. Wcześniej też irańskie okręty i łodzie bojowe prowadziły agresywne działania wymierzone w statki w rejonie Cieśniny Ormuz, próbując je zatrzymywać pod pozorem kontroli i „rekwirowania” nielegalnych ładunków. Parokrotnie takie incydenty skończyły się niemal konfrontacją z okrętami amerykańskimi i brytyjskimi, chroniącymi żeglugę.
Przypomnijmy, że w ubiegłym roku doszło już eskalacji na
linii Iran-Izrael, gdy oba kraje dokonały wzajemnych ataków z użyciem rakiet i
latających bezzałogowców. Wtedy jednak po kilku dniach doszło do wygaszenia
konfliktu, biorąc pod uwagę niechęć USA do większego zaangażowania. Co należy
też zauważyć, znaczenie też miała postawa państw regionu, które choć nie
przepadają za Izraelem, tak również niechęcią darzą Iran. Reżim w Teheranie
funkcjonujący od 1979 roku, będący autorytarną władzą religijną, jest szyicki.
Szyizm to odłam islamu, nieco różniący się od stanowiącego większość sunnizmu,
a Iran jest jedynym krajem, gdzie jego reprezentanci sprawują pełnię władzy. Dla
wielu sunnitów Iran to państwo heretyckie, a wrogość podkreśla fakt, że Teheran
wspiera szyickie ugrupowania i bojówki, jak choćby wspomniani Huti w Jemenie
czy też Hezbollach w Libanie. Stąd nie powinno dziwić, że w razie konfliktu
państwa Bliskiego Wschodu zachowałyby neutralność albo też nawet mogły wesprzeć
agresję na Iran, o ile będą miały w tym swój interes. Biorąc teraz pod uwagę,
że nastąpiło realne zaangażowanie się w konflikt takich państw jak Zjednoczone
Emiraty Arabskie czy Katar, w które też swoje pociski i bezzałogowce posłał
Iran, istnieje obawa przerodzenia się konfliktu w pełnoskalową wojnę, jakiej od
dawna w regionie nie było od czasu inwazji koalicji z USA na czele na Irak w 2003
roku.
Trudno na ten moment powiedzieć, jaka będzie skala
zaangażowania sił atakujących Iran i jak w ogóle potoczy się konflikt. Należy
brać pod uwagę, że tak jak poprzednio, po wymianie ognia z powietrza może dojść
do deeskalacji. Jednocześnie może się okazać, że po serii bombardowań celów w
Iranie dojdzie też do ataku innych rodzajów sił zbrojnych, głównie
amerykańskich, na terytorium tego państwa. Trudno jednak spodziewać się
powtórki z Iraku, wielu komentatorów raczej sugeruje podobne działania jak w
Wenezueli, gdzie amerykańska armia dokonała szybkiego ataku i „aresztowania”
prezydenta tego kraju, Nicholasa Maduro. To oznaczałoby bardziej punktowe
działania, wymierzone w niszczenie struktur obronnych, przemysłowych oraz
paraliżu decyzyjnego. Biorąc też pod uwagę wybuchające w ostatnich latach mniej
lub bardziej zorganizowane protesty przeciwko reżimowi ajatollahów, tak
potencjalnie Waszyngton może liczyć, że pojawi się opozycja, która przejmie
władze i będzie można znormalizować z nią relacje. Niektórzy sugerują wręcz
powrót do rządów szachów z dynastii Pahlawich, obalonej podczas rewolucji
islamskiej, a która była sojusznikiem USA i Izraela. Biorąc pod uwagę jej
niesławę (korupcja, prześladowania opozycji przed obaleniem) nie jest to pewne,
co najwyżej stanowi jeden z wielu scenariuszy.
Iran podobnie jak w przeszłości Irak teoretycznie nie jest
państwem słabym, a raczej należy do silniejszych w regionie. Mimo trudności
gospodarczych i finansowych wynikających z sankcji kraj posiada rozwiniętą bazę
przemysłową, produkując własne technologie na rynek cywilny i wojskowy. W tym
drugim zakresie szczególne znaczenie ma eksport broni, w tym bezzałogowców
Shaded, z których korzysta Rosja podczas ataków na ukraińskie cele. Ponadto kraj
dysponuje znacznymi złożami ropy naftowej. Mimo nałożenia sankcji na surowiec z
tego kraju zapewnia on jednak istotne źródło zysków dla budżetu państwa, a
trasa do krajowych portów, prowadząca przez Morze Arabskie i Zatokę Ormuz,
należy do ściśle obserwowanych i stanowiąca źródło napięć z racji na irańskie
chęci do pełnej kontroli nad nią, na co z kolei nie godzą się inne państwa
regionu i nie tylko.
Biorąc pod uwagę potencjał morski, kraj posiada zasadniczo dwie główne formacje, odpowiednio Islamską Marynarkę Wojenną Iranu (Nirū-yē Dəryâyi-yē Ərtēš-ē Žomhūri-yē Ēslâmi-yē Irân) i morski komponent Korpusu Islamskich Strażników Rewolucji (niru-ye daryâyi-e sepâh-e pâsdârân-e enghelâb-e eslâmi). Morski rodzaj sił zbrojnych podlega resortowi obrony i posiada szereg nowszych jak i starszych jednostek. Są to trzy okręty podwodne serii Kilo, produkcji rosyjskiej, w służbie od lat 90-tych, znajdujący się od 2019 roku własnej produkcji IRIS Fateh, a także miniaturowe okręty podwodne, ok. 20 typu Ghadir i jeden typu Nahang. Te ostatnie także są krajowej produkcji i dostarczane od 2007 roku. Tu należy zaznaczyć, że choć Iran posiada rozwiniętą bazę przemysłu okrętowego i zbrojeniowego, sankcje wpływają na ograniczenia w dostępnie do technologii i surowców istotnych do budowy nowoczesnych okrętów. Wraz z trudnościami natury finansowej wymusza to pójście na pewne ustępstwa czy wręcz rezygnację z planów zakupowych. Wymusza to ciągłe użytkowanie okrętów mających za sobą kilka dekad służby, acz też wskazuje, że kraj nie jest pozbawiony zdolności w zakresie rozbudowy swojego potencjału morskiego, wprawdzie odstającego na tle wielu państw, ale w regionie pozostaje wciąż jedną z większych formacji.
Nim doszło do wybuchu konfliktu, w skład floty wchodziło
sześć fregat, odpowiednio trzy typu Alvand i Moudge. Nie są to duże jednostki,
odpowiednio o wyporności 1100 i 1500 ton. Co istotne, typ Alvand powstał w… Wielkiej
Brytanii, w stoczni Vickers, gdy Iranem rządził szach Reza Pahlawi. Zbudowane na
przełomie lat 60-tych i 70-tych mocno odstają na tle nowszych jednostek, a z
kolei typ Moudge, będący efektem irańskiej branży okrętowej, to w zasadzie
korwety rakietowe, acz posiadające pewien potencjał. Pytaniem jest jednak
wyszkolenie załogi i przygotowanie jej do działań obronnych. Pierwsza z nich, IRIS
Sahand, w służbie od 2018 roku, została zatopiona przez amerykańskie siły zbrojne.
Nietypowym uzupełnieniem tej siły są trzy korwety (klasyfikowane też jako patrolwoce) typu Hamzeh, zbudowane w Niemczech w… 1936 roku. Mimo znacznych modyfikacji, fakt że tak stare jednostki, wiekowo porównywalne z polskim okrętem-muzeum ORP Błyskawica, są wciąż w czynnej służbie pokazuje, że Iran boryka się ze znacznymi trudnościami, aby utrzymać pełnię zdolności swojej floty. Skład sił nawodnych uzupełniają też małe okręty rakietowe, w tym zbudowane we Francji, na przełomie lat 70-tych i 80-tych w liczbie 10 typu Kaman oraz pięć rodzimej produkcji typu Sina, a także sześć patrolowców, odpowiednio trzy typu Kaivan i Parvin produkcji amerykańskiej z lat 50-tych i 60-tych.
W skład morskich jednostek pomocniczych i logistycznych wchodzi kilkadziesiąt okrętów i łodzi, różnej wielkości. Wśród nich wiele to starsze, zbudowane w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych. Nietypowe są tu dwa nowe „okręty” typu Makran, posiadające lądowiska do obsługi śmigłowców i bezzałogowców. W rzeczywistości to… przebudowane cywilne tankowce.
Stan sił morskich Iranu pozostaje "zmienny", jako że USA i Izrael dokonują kolejnych uderzeń na cele wojskowe. Przypomnijmy, że prezydent USA Donald Trump poinformował, że do 1 marca miało zostać zniszczonych dziewięć irańskich okrętów (w tym wspomniany IRIS Sahand). Celem sił zaangażowanych w ataki jest zniszczenie całego potencjału bojowego, w tym morskiego, Iranu.
Drugą formacją morską jest Marynarka Wojenna Korpusu
Strażników Rewolucji Islamskiej, która nie posiada własne, niezależne od floty
dowództwo. Ma ona charakter elitarny i w swoim wyposażeniu posiada nowoczesny
sprzęt, choć nieprzeznaczony raczej do mierzenia się z marynarkami wojennymi
innych państw. To głównie szybkie łodzie motorowe, wyposażone w karabiny
maszynowe, acz niektóre z nich mają posiadać także granatniki i armaty morskie.
Ich ilość ma być liczona w setkach, a nawet tysiącach, jako że irańskie władze
nie chwalą się potencjałem, a przypuszczenia pochodzą zwykle od danych wywiadów
innych państw. Posiada ponad 100 jednostek patrolowych (łodzi i okrętów) i
kilka okrętów pomocniczych, w tym okręt desantowy-dok do obsługi dronów
(zbudowany na bazie kadłuba cywilnej jednostki). Korwety stanowią w tym
arsenale największe jednostki, a zaplanowana na cztery jednostki seria typu
Shahid Soleimani (najnowsza jest w służbie od 2025 roku, mająca 65 metrów długości
i kadłub na w formie katamaranu), ma być tu najnowocześniejsza, jednocześnie
oddając poniekąd wszelkie bolączki krajowej branży okrętowej.
Główny potencjał bojowy przeciwko Iranowi stanowi US Navy,
przy czym należy tu brać pod uwagę, że do działań wysłano dwie lotniskowcowe
grupy uderzeniowe na czele, operując w strategicznych akwenach wokół Iranu. W
skład każdej wchodzą lotniskowiec (odpowiednio USS Abraham Lincoln i USS Gerard
R. Ford), wraz z okrętami bojowymi, głównie niszczycielami typu Arleigh Burke.
Biorąc pod uwagę potencjał bojowy każda z tych jednostek góruje nad jakimkolwiek,
irańskim okrętem, niemniej nie działają one w pojedynkę, ale w ramach „naczyń
połączonych”, w ścisłej współpracy z lotnictwem i wywiadem. Dzięki temu stosunkowo
nieduży zespół morski stanowi tu znaczną siłę ofensywną, jednocześnie będąc
silnie chronionym przed irańską odpowiedzią. W trakcie pełnoskalowej inwazji na
Irak siły morskie USA liczyły ponad 60 000 żołnierzy, w tym pięć okrętowych grup
lotniskowcowych, tworzonych przede wszystkim przez lotniskowce, niszczyciele i
krążowniki. Do tego dochodziła cała baza jednostek logistycznych oraz wsparcie
ze strony podwodnych. Biorąc obecnie pod uwagę postęp technologiczny jak i inny
zakres działań raczej wątpliwe, by ponownie USA zaangażowały tak duże siły
morskie w regionie. Wiele jednak zależy od podejmowanych decyzji.
Zaangażowanie Izraela, kolejnego państwa prowadzącego teraz ataki na Iran, z racji na odległości wiąże się głównie z działaniami wywiadowczymi oraz atakami z powietrza. Potencjał morski kraju to głównie mniejsze okręty rakietowe, acz posiada też większe korwety i okręty podwodne. Dysponuje też nowoczesnym systemem obrony przeciwrakietowej znanym jako „Żelazna Kopuła”, w skład której wchodzą tak siły lądowe, jak i powietrzne i morskie. Kraj inwestuje w swój potencjał okrętowy, w tym przemysł, aby jak najbardziej się usamodzielnić i zapewnić zdolności związane z serwisem i budową nowych okrętów do siebie.
W przypadku innych państw należy zauważyć, co dla wielu było zaskakujące, wysłanie w ten regon francuskiego lotniskowca Charles de Gaulle, który przerwał swoją dotychczasową misję na Bałtyku i wraz z okrętami z własnej grupy wyruszył w ten region. Nie oznacza to wprost wejścia w skład „koalicji” antyirańskiej, a bardziej zabezpieczenie tras żeglugowych Azja-Europa i wsparcie już obecnych tam sił europejskich misji Aspides i Atalanta. W rejonie Cieśniny Ormuz i Zatoki Perskiej działają tez okręty i siły powietrzne Wielkiej Brytanii. Pewien potencjał mają też floty państw regionu, przede wszystkim Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które razem posiadają kilkadziesiąt okrętów, w tym szereg nowoczesnych fregat i korwet produkcji francuskiej, hiszpańskiej i włoskiej. Wszystkie te kraje rozwijają też własny potencjał stoczniowy, z myślą o serwisowaniu tych jednostek u siebie, potencjalnie też budową podobnych, na zagranicznych licencjach. Mniejsze siły, głównie złożone z małych okrętów patrolowych i rakietowych, posiadają Kuwejt i Bahrajn. Pytaniem jest też, na ile mogą się one zaangażować w konflikt, acz biorąc pod uwagę, że doszło do spadku rakiet na Dubaj, tak pytaniem jest, czy mowa tu o defensywie, czy jednak jest szansa na bardziej aktywne działanie. Biorąc jednak pod uwagę, że kraje te są silnie zależne od transportu morskiego, w tym eksportu ropy naftowej, co stanowi lwią część ich dochodu, mogą też dążyć do mediacji i wygaszenia konfliktu. Z drugiej strony gwarancja, że Iran nie będzie nie niepokoił statki zmierzające z i do ich portów, jeśli zostanie „spacyfikowany” może też okazać się kuszące. Jednakże im dłużej potrwa konflikt, tym jego skutki finansowe dla tych państw, a także światowej gospodarki, potencjalnie okażą się bolesne. Już teraz prasa polska i zagraniczna wskazuje na możliwe skoki ceny ropy naftowej oraz gazu, a także energii.
Pojawia się też pytanie, jak na tę sytuacje zareagują sojusznicy Iranu, przede wszystkim Rosja i Chiny. Biorąc pod uwagę wymianę gospodarczą i technologiczną, a także wspólne ćwiczenia wojskowe można oczekiwać presji, aby konflikt deeskalować i utrzymać reżim w Teheranie. Utrata kluczowego partnera w regionie byłaby potężnym ciosem dla Moskwy i Pekinu. Władze tych krajów na ten moment wyraziły dyplomatyczny sprzeciw wobec ataków na Iran, niemniej nie podjęły dotąd działań związanych z „demonstracją” pomocy.
Co do realnych działań przeciwko antyirańskiej koalicji na ten moment groźby ogłosili jemeńscy bojownicy Huti, którzy od kilku lat atakowali statki i okręty na trasie prowadzącej na Kanał Sueski. W efekcie większość przewoźników na trasie Azja-Europa zdecydowała się na bezpieczniejsze, choć dłuższe i kosztowniejsze, opływanie Afryki, co szczególnie na początku wpłynęło na zaburzenie światowych łańcuchów dostaw. Mimo obrony i eskortowania statków przez siły morskie koalicji międzynarodowej, bojownikom udało się skutecznie zaatakować ponad 30 statków, kilka z nich nawet zatapiając. W efekcie zginęło lub zostało rannych kilkanaście osób. Biorąc pod uwagę kosztowność ataków, ograniczenia w dostawach broni z Iranu i regularne niszczenie infrastruktury militarnej Huti, bojownicy zdecydowali się zawiesić działania, a od blisko pół roku nie doszło do nawet prób ataków z użyciem rakiet, bezzałogowców czy też jednostek załogowych. Teraz może się okazać, że ugrupowanie z Jemenu wróci do tego, acz pytanie, czy i w jakim zakresie, skoro traci naturalnego dostawcę broni potrzebnej do swoich działań.
Biorąc pod uwagę, jak dynamicznie może zmieniać się sytuacja,
a konflikty tak nagle wybuchają, jak też się kończą, może się okazać, że po
zbombardowaniu celów w Iranie dojdzie do zawieszenia walk i wywierania presji
dyplomatycznej na Teheran przez Tel-Awiw i Waszyngton. W kolejnych dniach
sytuacja może się zmienić dramatycznie, stąd trudno prognozować, jak konflikt
dalej się potoczy.
Rozpoczyna się Forum Bezpieczeństwa Morskiego Państwa 2026
Rosyjskie bombowce nad Morzem Barentsa. Interweniowali Norwegowie
Szwedzka delegacja przylatuje do Polski rozmawiać m.in. o okrętach podwodnych
USA znów uderzyły w łódź domniemanych przemytników na Karaibach - dwie ofiary
Jak chronić porty i infrastrukturę energetyczną na morzu? [KONGRES POLSKIE PORTY 2030+]
PGZ Stocznia Wojenna zajmie się serwisem fregaty