• <
PGZ_baner_2025

Filipiny sprawdzają chiński statek badawczy

Fot. Filipińska Straż Przybrzeża

Filipińska Straż Przybrzeżna zaobserwowała swoich wodach chiński statek badawczy – bazę dla jednostek podwodnych. Po nieskutecznej interwencji rozpętała się klasyczna przepychanka na oświadczenia.

Filipińska Straż Przybrzeżna podała, że wczoraj wysłała samolot, by sprawdził chiński statek badawczy Tan Suo Er Hao, który zaobserwowano około 19 mil morskich od wybrzeża północnej prowincji Cagayan. Jak poinformowano w komunikacie, chińska jednostka ma służyć jako baza dla podwodnych bezzałogowców. Wysłanemu na miejsce pilotowi nie udało się nawiązać kontaktu ze statkiem – załoga nie odpowiadała na jego wezwania. Tym samym pilot nie stwierdził, czy jednostka prowadzi badania morskie bez zgody Manili, co naruszałoby prawo miejscowe oraz międzynarodowe. 

Akwen, na którym pojawił się chiński statek, jest ważny z punktu widzenia bezpieczeństwa, ale także danych wywiadowczych – w prowincji Cagayan swoją bazę wojskową ma armia USA. 

Filipińczycy uruchomili oczywiście w sprawie statku formalne kanały, co spowodowało klasyczną już przepychankę na oświadczenia. Ambasada Chin w Manili finalnie poinformowała, że jednostka prowadziła normalne, dozwolone manewry, a na dodatek Pekin nie musi się spowiadać Manili za obecność chińskich statków w tym rejonie, bo nie uznaje części filipińskich przepisów. Tym samym, na mocy prawa międzynarodowego, statki mają prawo przepływać przez te wody jak na każdym normalnym szlaku morskim. 


O sytuacji poinformował Jay Tarriela, rzecznik Filipińskiej Straży Przybrzeżnej. Chińczycy jednak wykorzystali sytuację, by wytknąć mu przedstawianie nieprawdziwych informacji. Wrócili do sytuacji, kiedy Tarriela podał, że Chińczycy odmówili pomocy humanitarnej filipińskim rybakom. „Jay Tarriela twierdził, że nie było żadnej komunikacji między chińskim okrętem marynarki a jednostką Filipińskiej Straży Przybrzeżnej w sprawie pomocy humanitarnej udzielonej 24 grudnia rybakom znajdującym się w niebezpieczeństwie. Już opublikowaliśmy nagranie audio z miejsca zdarzenia, a on nadal nie odpowiedział. Powinien najpierw sprawdzić podstawowe fakty, zanim zacznie formułować bezpodstawne oskarżenia” – napisała ambasada. 

Sam Tarriela stwierdził w wywiadzie radiowym, że to „chiński zabieg PR”. 

– Jeśli przeczytać ich oświadczenie, nie podali, gdzie doszło do incydentu, bo ukrywają fakt, że znajdowali się wewnątrz naszej wyłącznej strefy ekonomicznej – powiedział. 

JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.