• <
PGZ_baner_2025

Budowa pancerników Donalda Trumpa ruszy jeszcze w 2028 roku? US Navy popiera ten pomysł

Strona główna Marynarka Wojenna, Bezpieczeństwo Morskie, Ratownictwo Budowa pancerników Donalda Trumpa ruszy jeszcze w 2028 roku? US Navy popiera ten pomysł
Fot. US Navy

Jedno z największych i zarazem najbardziej kontrowersyjnych przedsięwzięć administracji prezydenta Donalda Trumpa, zakup pancerników typu Trump, zostało oficjalnie zapowiedziane. Pierwszy z czterech, potężnych okrętów będzie zakontraktowany w roku fiskalnym 2028. Na ten moment wartość ma wynosić 17 mld dolarów. Idea powrotu potężnych okrętów tej klasy do US Navy budzi wiele emocji.

Jak donosi portal USNI News, powiązany z rządowym U.S. Naval Institute, siły morskie USA chcą zakontraktować pierwszy pancernik, oznaczony jako BBG(X) w ramach aktualnej, pięcioletniej perspektywy budżetowej. Przed US Navy wiele wyzwań związanych z zamówieniami i dostawami okrętów różnych typów i klas, ale akurat to przedsięwzięcie, ze względu na skalę i wartość, rozgrzewa emocje i nakręca dyskusje w Sieci. Co istotne, oczekiwanie i chęć pozyskania okrętów klasy pancernik ma potwierdzać sama marynarka wojenna, wbrew opiniom wielu komentatorów. Może to oznaczać, że po stworzeniu pełnego projektu i zakontraktowaniu jednostki, cięcie blach miałoby nastąpić jeszcze w 2028 roku.

„Złota Flota” na miarę XXI wieku

Przypomnijmy, że w grudniu ub.r. władze USA ogłosiły ambitny zamiar zbudowania czterech pancerników „na miarę XXI wieku”, stanowiących trzon i zarazem kwintesencję idei „Złotej Floty”, czyli przeobrażenia US Navy z myślą o współczesnych wyzwaniach i zagrożeniach. Temat ten od razu wywołał lawinę komentarzy. Poczynając od faktu określenia ich jako „typ Trump” nie brakowało opinii, że stanowią one kwintesencję megalomanii obecnego gospodarza Białego Domu, a nie realne wzmocnienie potencjału najsilniejszej marynarki wojennej świata.

Wizualizacja pancernika typu Trump, USS Defiant, fot. US Navy

Jak poinformował w rozmowie z prasą kadm. Ben Reynolds, zastępca asystenta sekretarza Marynarki Wojennej ds. budżetu, obecnie na sam projekt przeznaczono ok. 134 mln dolarów, a resort obrony ma zgłosić się do Kongresu z prośbą o kolejne, ponadprogramowe fundusze na dalsze badania tak w tym jak i przyszłym roku. Wszystko celem przejścia do fazy budowy, a cięcie blach miałoby mieć miejsce już za dwa lata. To by oznaczało, że stępka zostałaby położona do końca 2030 roku, czyli jeszcze w trakcie kadencji prezydenta Donalda Trumpa. Co istotne, koszt pierwszego okrętu, biorąc pod uwagę potencjalnie też prace projektowe i infrastrukturalne, związane z przygotowaniem obiektów stoczniowych celem stworzenia tego morskiego kolosa, mają wynieść 17 mld dolarów. Z kolei w roku fiskalnym 2030 miałoby dojść do zakupu drugiego okrętu, a 2031 roku trzeciego. Na oba te cele miałoby zostać przeznaczone odpowiednio 13 mld i 11,5 mld dolarów, co najprawdopodobniej nie zamknie wydatków, biorąc pod uwagę możliwą inflację i potencjalny wzrost kosztów komponentów i surowców.

Pływająca forteca

Biały Dom i Pentagon podkreślają, że pancerniki staną się dowodem „amerykańskiej dominacji morskiej”, z siłą ognia większą niż jakikolwiek inny okręt w dotychczasowej historii nie tylko US Navy, ale w ogóle wojskowości morskiej. Rozmiary pierwszego okrętu, który ma zostać nazwany USS Defiant (BBG-1) to 256-268 metrów długości, 32-35 metrów szerokości, 7-9 metrów w zanurzeniu i ponad 35 000 ton wyporności. Prędkość maksymalna to 30-35 węzłów. Załoga ma liczyć 650-850 osób.

W skład uzbrojenia, co budzi największe zainteresowanie, miałyby wejść wyrzutnie pocisków jądrowych (Surface Launch Cruise Missile-Nuclear), 128-komorowy system wyrzutni VLS Mk41, elektromagnetyczne działo szynowe (railgun), dwie armaty morskie 12,7 mm, a także dwa zestawy broni laserowej o mocy 300 lub 600 kW. Wskazuje się tez na zdolność do wystrzeliwania konwencjonalnych pocisków hipersonicznych (Conventional Prompt Strike). Co istotne, to uzbrojenie ofensywne, defensywne mają tworzyć dwie wyrzutnie RAM, cztery systemy obrony bezpośredniej (CIWS) 30 mm, cztery systemy laserowe ODIN oraz dwa systemy zwalczania bezzałogowców (Counter UxS Systems). Do tego dochodzi idea zaimplementowania działa elektromagnetycznego (railgun).

Wizualizacja pancernika typu Trump, USS Defiant, fot. US Navy

Władze podkreślają, że do zadań pancernika będą należały m.in. projekcja siły, uderzenie ofensywne oraz zintegrowana obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa. Obok działania w zespołach okrętowych sam w sobie może stanowić, ze względu na siłę ognia i zdolności, ma też operować pojedynczo, mając potencjał ogniowy niejednej floty.

Symbol potęgi czy buty?

Jeszcze w ub.r. Donald Trump ogłaszał powrót do koncepcji pancerników, co początkowo stanowiło powód do żartów, sugerując że może oznaczać to reaktywację dwóch okrętów typu Iowa, będących obecnie jednostkami muzealnymi. Jednakże prezydent nie żartował i całkiem serio można mówić o stworzeniu silnych okrętów.

Biorąc pod uwagę rozmiary platformy, porównując choćby z lotniskowcami, sama budowa z racji na skomplikowanie i wdrożenie wielu technologii i uzbrojenia znajdujących się w fazie projektowej może potrwać ponad dekadę. Jako że kadencja Donalda Trumpa jako prezydenta, notabene jego druga, kończy się w grudniu 2030 roku. Tu pojawia się pytanie, co jeśli jego następca, bez względu na to, czy republikanin, czy demokrata, zdecyduje się przerwać projekt, w myśl oszczędności i zmiany polityki rozwoju obronności USA. Wzorów nie trzeba daleko szukać, jako że obecna administracja w ub.r. skasowała program budowy fregat typu Constellation, co oznacza, że z planowanych nawet 20 jednostek powstaną tylko dwie, w dodatku bardziej z myślą o utrzymaniu ciągłości prac stoczni za nie odpowiedzialnych. Następcą serii, uznanej za nieperspektywicznej i kosztującej zbyt duże pieniądze, mają być jednostki oparte na typie Legend, czyli dużych patrolowców US Coast Guard.

Nie brakuje opinii, że nawet duża siła ognia nie stanowi tu wystarczającego argumentu za budową pancerników, jako że w planach od lat jest zamówienie nowych niszczycieli, oznaczonych jako DDG(X). Mają być one następcami dobiegającej końca budowy serii Arleigh Burke, przy czym najstarsze okręty powstałe w jej ramach mają już ponad 30 lat. Biorąc pod uwagę znaczny stopień ich eksploatacji przez siły morskie USA, pozyskanie następców wydaje się oczywiste. Co istotne, wspomniane DD(X) miałby posiadać wyporność dobre ponad 10 000 ton, co będzie je czynić silnymi platformami okrętowymi, zdolnymi do zwalczania zagrożeń w środowisku wielodomenowym. One wraz z fregatami będą stanowiły kluczowy skład sił nawodnych US Navy, a nie można zapominać też o powstającej, nowej serii lotniskowców typu Gerard R. Ford, a także okrętach podwodnych z napędem jądrowym typu Virginia i Columbia. Te ostatnie, ze względu na zdolność do ataków z użyciem pocisków balistycznych, same w sobie będą jedną z najpotężniejszych broni w arsenale amerykańskiej armii, będąc częścią systemu odstraszania atomowego. Już jeden miałby, w razie przeprowadzenia ataku, wywołać ogromne spustoszenie a terytorium przeciwnika. A takich okrętów zaplanowano 12. Stąd nie dziwią opinie, że już przy tych planach cztery pancerniki miałyby się okazać zbyteczne i zbyt kosztowne, będąc bardziej „zabawką” obecnych władz USA. Jednocześnie należy jednak pamiętać, że inne kraje, szczególnie Chiny, nie chcą pozostawać z tyłu i także rozwijają swój potencjał okrętowy. Państwo Środka ma prawdopodobnie więcej okrętów niż USA, acz nie można zapominać o względach ilości i jakości. Oprócz tego są rozwijane też nowe technologie wojskowe, szczególnie związane z platformami bezzałogowymi, działającymi w każdej domenie. Nie można też zapominać o cyberbezpieczeństwie. Biorąc pod uwagę to wszystko, ze względu na swoje rozmiary, pancerniki typu Trump mogłyby stać się arsenałami nie tylko potężnej broni, ale też technologii, pozwalających na mierzenie się z nowymi wyzwaniami.

Wizualizacja niszczyciela serii DDG(X), fot. US Navy
Wizualizacja okrętu podwodnego typu Columbia, fot. US Navy

Kolejną sprawą, obok kosztów czy sensowności zakupu, są zdolności produkcyjne amerykańskiego przemysłu okrętowego. Już teraz, biorąc pod uwagę obecne zamówienia, krajowe stocznie mają wyzwanie w kwestii utrzymania terminowości zamówień, szczególnie w obliczu rosnących kosztów produkcyjnych, wydłużania się terminów dostaw, czy też utrzymywania ciągłości zatrudnienia oraz pozyskiwania wykwalifikowanych kadr stoczniowców i nie tylko. Pytaniem jest, czy takie koncerny jak General Dynamics czy Huntington Ingalls (HI), realizujące najważniejsze przedsięwzięcia okrętowe, będą w stanie podołać i wykorzystać moce przerobowe i infrastrukturalne, aby podołać oczekiwaniom Białego Domu.

Miliardy na stole

Budowa pancerników „Złotej Floty” może okazać się największym sukcesem, jak i też niewypałem amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, niemniej trudno wyrokować nawet w perspektywie krótkoterminowej. Warte dziesiątki miliardów przedsięwzięcie będzie wiązało się ze zbudowaniem platform stanowiących przez wiele dekad, w tym nawet do końca XXI wieku, element polityki amerykańskiej „projekcji siły”, zapewniających przewagę nad innymi krajami, utrzymując dominację morską USA. Wszystko zależy jednak od tego, czy te okręty zostaną uznane za realną potrzebę US Navy i niejako „przeżyją” w swojej idei pomysłodawców. Inaczej może się okazać, że cięte blachy czy położona stępka podczas hucznych uroczystości nie trafią na złom wraz z innymi pomysłami tej ekipy rządzącej, gdy tylko dojdzie do zmiany warty w Białym Domu.

JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.