Początek roku przyniósł elektryzującą informację, potwierdzająco to, czego się obawiano – armia USA dokonała ataku na cele strategiczne w Wenezueli. Według informacji podawanych przez US Army i Biały Dom, prezydent kraju, Nicolas Maduro, wraz z małżonką, został pojmany. Sytuacja jest niezwykle napięta, a społeczność międzynarodowa z obawą przygląda się tej sytuacji, analizując możliwe scenariusze.
O tym, że relacje między Waszyngtonem a Caracas były napięte, to jak nic nie powiedzieć. Sytuacja trwała, z różnym natężeniem od dekad, a eskalowała pod koniec ub.r., gdy USA zaczęły mocniej niż kiedykolwiek naciskać na Wenezuelę, co objawiało się aktywnością floty w pobliżu państwa oraz licznymi atakami na łodzie podejrzewane o przemyt narkotyków. W efekcie zostało ich zniszczonych ponad 20, zginęły też dziesiątki osób, co wywołało skrajne opinie społeczności międzynarodowej.
Jak poinformował prezydent USA, Donald Trump, amerykańskie siły zbrojne przeprowadziły zakrojony na szeroką skalę atak na Wenezuelę i jej przywódcę Nicolasa Maduro, który wraz z żoną został pojmany i wywieziony z kraju. Nie jest znana na ten moment skala zaangażowania sił zbrojnych, niemniej nieopodal państwa działał zespół okrętów z lotniskowcem USS Gerard R. Ford na czele.
Mająca 30 mln mieszkańców Wenezuela nie posiada najsilniejszych sił morskich w regionie, niemniej ich obecność wymusza ostrożność. Nie wiadomo, czy US Navy dokonała ataków na okręty tego państwa. Trzonem sił morskich tego kraju (Bolivarian Navy of Venezuela), jest fregata rakietowa włoskiej produkcji Almirante Brion (FF-22), a także osiem patrolowców produkcji hiszpańskiej. Oprócz tego państwo posiada sześć okrętów produkcji brytyjskiej określanych jako kanonierki (porównywalne rozmiarami z małymi okrętami rakietowymi), a także 19 innych jednostek patrolowych różnych rozmiarów. Ważną częścią marynarki wojennej są także dwa okręty podwodne typu 209 produkcji niemieckiej oraz przynajmniej jeden miniaturowy. W skład floty wchodzi także komponent powietrzny w postaci samolotów i śmigłowców, a także korpus piechoty morskiej.
Wenezuelskie władze oskarżyły USA o atak na instalacje cywilne i wojskowe w kraju oraz poinformował o stanie wyjątkowym. Co istotne, Komisja Sił Zbrojnych Senatu USA nie została uprzedzona o jakichkolwiek planach uderzenia na ten południowoamerykański kraj. W mediach pojawiają się informacje o tym, że dochodzi do uderzeń na cele strategiczne w stolicy, z użyciem lotnictwa. Agencja Reutera wskazała że wśród zaatakowanych celów były prawdopodobnie Fort Tiuna w Caracas, gdzie mieści się resort obrony i dowództwo armii, a także baza lotnicza La Carlota, lotnisko w Higuerote oraz szkoła wojskowa w La Guaira. Nie ucierpiały jednak najważniejsze instalacje państwowego wenezuelskiego koncernu naftowego PDVSA, a prace związane z wydobyciem i rafinacją ropy były prowadzone normalnie. Można przypuszczać, że USA będą chciały ciągłości ich funkcjonowania, co znacząco może wpłynąć na ceny surowca w przyszłości, jeśli zostaną zniesione sankcje.
Zostało potwierdzone, że wenezuelski przywódca, Nicholas Maduro, został zatrzymany przez amerykańskie siły specjalne i wraz z żoną wywieziony z kraju. W social mediach podano, że zostali oskarżeni o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem oraz będą sądzeni w Nowym Jorku.
— Marco Rubio (@marcorubio) January 3, 2026
Sytuacja zmienia się dynamicznie i niekiedy pojawiają się sprzeczne informacje. Wenezuelskie władze zapowiadają odwet oraz działania obronne. Nie wiadomo, czy przerodzi się to w pełnoskalowy konflikt, czy dojdzie do jego szybkiego zakończenia. Pojawiają się tu porównania z nieudaną próbą zajęcia Ukrainy przez Rosję w ramach „operacji specjalnej”. Skoro jednak Maduro został schwytany, można się spodziewać, że cele USA będzie też szybkie obalenie obecnych władz, zastępując je obecną opozycją. Stąd też istnieje obawa o destabilizację Wenezueli a nawet wybuch wojny domowej. Z niepokojem patrzą na to inne kraje regionu, obawiające się fal uchodźców. Marco Rubio, sekretarz stanu USA zapewnia jednak, że po schwytaniu Maduro operacja ma zostać zakończona, jako że "wszystkie cele zostały zrealizowane".
Pytania dotyczą też reakcji Moskwy i Pekinu. Wenezuela była dla nich sojusznikiem i partnerem, biorąc pod uwagę tworzenie sieci wymierzonej w blok tworzony przez USA. Utrata Caracas, w tym też ewentualnych źródeł surowcowych, jest ciosem gospodarczym, ale przede wszystkim politycznym, pokazując że mogą łatwo stracić członka swojej „Osi”. Jednocześnie jest możliwe, że zostanie wykorzystane to propagandowo, wskazując na ekspansjonistyczną politykę Waszyngtonu i tworząc ofertę „ochrony” przed jego zakusami. Także wiele innych krajów Ameryki Południowej, ale też Afryki i Azji, może zacząć bardziej obawiać się tego, do czego są zdolne USA.
AKTUALIZACJA
15:10 USA od miesięcy wzmacniały siły wokół Wenezueli; Waszyngton mówił o narkotykach, Caracas o ropie
Sobotni atak Stanów Zjednoczonych na cele w Wenezueli nie był zaskoczeniem. USA od miesięcy gromadziły siły wokół tego kraju, mówiąc o walce z „narkoterroryzmem” i przemytem migrantów. Reżim w Caracas twierdził, że celem Waszyngtonu jest przejęcie kontroli nad bogatymi złożami ropy.
Eksperci opisywali wzmocnienie sił w pobliżu Wenezueli jako element nowej strategii bezpieczeństwa narodowego USA, w której półkulę zachodnią wyznaczono jako strefę wpływów amerykańskich. Reżim Nicolasa Maduro otwarcie przeciwstawiał się USA i popierał m.in. przywódcę Rosji Władimira Putina i jego agresję na Ukrainę.
W ostatnich miesiącach siły zbrojne USA przeprowadziły liczne uderzenia na domniemane łodzie przemytnicze na Morzu Karaibskim i Pacyfiku. Do tej pory zginęło w nich ponad 100 osób. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie zapowiadał, że zaatakuje również na terytorium Wenezueli.
W sobotę USA uderzyły na szereg obiektów w Caracas i innych miastach Wenezueli. Z analizy materiałów publikowanych w sieciach społecznościowych wynika, że wśród celów była siedziba ministerstwa obrony i dowództwa wenezuelskiej armii, a także lotniska i infrastruktura wojskowa.
Trump ogłosił, że w czasie operacji Maduro i jego żona Cilia Flores zostali pojmani. Para została oskarżona o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem i będzie sądzona w Nowym Jorku - oświadczyła w sobotę prokuratorka generalna USA Pam Bondi.
Władze USA nie uznają Maduro za prawowitego prezydenta Wenezueli i oskarżają go o kierowanie grupą przestępczą przemycającą narkotyki, co Waszyngton określa mianem „narkoterroryzmu”.
Trump deklarował zamiar powstrzymania przemytu do USA narkotyków, szczególnie kokainy i fentanylu. Eksperci ds. walki z narkotykami zwracali jednak uwagę, że Wenezuela nie odgrywa szczególnie istotnej roli w tym procederze – podała stacja BBC.
Sąsiadująca z Wenezuelą Kolumbia jest wprawdzie największym na świecie producentem kokainy, ale większość trafia do USA innymi trasami, głównie przez Pacyfik. Natomiast fentanyl, wiązany w USA z dziesiątkami tysięcy zgonów rocznie, powstaje głównie w Meksyku i szmuglowany jest drogą lądową, przez granicę obu państw.
Maduro przejął władzę w Wenezueli w 2013 roku, po śmierci poprzedniego prezydenta Hugo Chaveza. Pod jego rządami kraj, dysponujący bogatymi złożami ropy, pogrążył się w katastrofalnym kryzysie gospodarczym i humanitarnym. Wyjechało z niego prawie 8 mln osób, co nasiliło presję migracyjną, głównie na okoliczne kraje Ameryki Południowej, ale również na USA.
Walka z nielegalną imigracją jest kolejnym z priorytetów polityki prezydenta USA. Trump oskarżył Maduro o „opróżnianie swoich więzień i zakładów dla obłąkanych” oraz wysyłanie ich lokatorów do USA. Nie przedstawił na to żadnych dowodów.
Reżim Maduro twierdził natomiast, że celem USA jest siłowe odsunięcie go od władzy i przejęcie kontroli nad wenezuelskimi złożami ropy. Departament Stanu USA zaprzeczył, jakoby ropa naftowa odgrywała istotną rolę w tych działaniach.
Niezależnie od motywacji, w przypadku zmiany władzy w Wenezueli, jej złoża będą miały fundamentalne znaczenie dla przyszłości kraju, a ewentualne otwarcie eksportu wenezuelskiego surowca byłoby korzystne dla USA i ich sojuszników – oceniła stacja CNN Espanol.
Bogate złoża ropy często utożsamiane są z krajami Bliskiego Wschodu, tymczasem Wenezuela dysponuje największymi wykrytymi pokładami tego surowca, stanowiącymi w przybliżeniu jedną piątą złóż światowych. Kraj nie wykorzystuje jednak tego potencjału, wytwarzając zaledwie milion baryłek dziennie, czyli około 0,8 proc. produkcji światowej – podała stacja.
CNN Espanol podkreśliła, że choć USA produkują najwięcej ropy naftowej na świecie, w dalszym ciągu muszą ją importować. Dotyczy to szczególnie tego gatunku ropy, który występuje w Wenezueli. O ile ropa wydobywana w USA nadaje się do produkcji benzyny, surowiec wenezuelski jest odpowiedniejszy do szeregu innych zastosowań, w tym do produkcji oleju napędowego – podała stacja.(PAP)
wia/ adj/
16:46 Ekspert: Atak USA na Wenezuelę to złamanie prawa międzynarodowego; dla Rosji to sygnał, że też tak może robić
Złamaniem prawa międzynarodowego określił sobotni atak USA w Wenezueli prof. dr hab. Radosław Fiedler z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W jego ocenie Rosja i Chiny mogą odczytać amerykańską interwencję jako wiadomość, że teraz jest prymat siły, a nie zasad i instytucji międzynarodowych.
Prezydent USA Donald Trump ogłosił w sobotę, że Amerykanie zaatakowali Wenezuelę i pojmali jej lidera, prezydenta Nicolasa Maduro, a także jego żonę. Prokuratorka generalna USA Pam Bondi poinformowała, że schwytani zostali oskarżeni w Stanach Zjednoczonych o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem oraz, że oboje będą sądzeni w Nowym Jorku.
- Jest to złamanie prawa międzynarodowego, które zabrania naruszania granic czy interwencji i zmiany rządu siłą. To jest wbrew Karcie Narodów Zjednoczonych i tego systemu międzynarodowego budowanego po 1945 r. Tylko że to nic nowego, bo i w XIX w., i po II wojnie światowej były już wielokrotne interwencje USA w Ameryce Środkowej i Południowej, np. w Panamie w 1989 r. - powiedział PAP kierownik Zakładu Pozaeuropejskich Studiów Politycznych UAM prof. dr hab. Radosław Fiedler, odnosząc się do sprawy.
Zaznaczył jednocześnie, że interwencja USA będzie analizowana w kontekście toczącej się wojny rosyjsko-ukraińskiej. - Dla Rosji to jest sygnał, że Amerykanie mogą definiować swoje bezpieczeństwo wbrew regułom prawa międzynarodowego, czyli Rosja i Chiny też tak mogą robić. Oba te kraje mogą odczytać amerykańską interwencję jako wiadomość, że teraz jest prymat siły, a nie zasad i instytucji międzynarodowych - ocenił ekspert.
Porównując obecną interwencję USA do inwazji Stanów Zjednoczonych na Panamę w 1989 r., prof. Fiedler zwrócił uwagę, iż Panama była mocno uzależniona od Amerykanów, którzy dodatkowo posiadali w tym kraju swoje bazy wojskowe. - Operacja w Panamie była stosunkowo prosta. Wenezuela to jest zdecydowanie większe państwo, w którym USA straciły swoje wpływy kilkadziesiąt lat temu - zaznaczył.
Badacz zwrócił uwagę, że obalony przez Amerykanów prezydent Wenezueli współpracował w ostatnich latach z Rosją i Chinami. - Maduro kupował od nich broń i liczył, że oba te państwa wspomogą go w chwili kryzysu. Z tego, co widać, Rosja i Chiny „nie chcą ginąć za Maduro”. Wenezuela jest zbyt odległa i jej obrona byłaby zbyt kosztowna. Tym bardziej, że Rosja zajęta Ukrainą nie mogła pomóc skutecznie Iranowi w czasie ubiegłorocznych ataków Izraela i USA. Widać tu erozję międzynarodowej pozycji Rosji, którą budowała od 10 lat, np. swoim zaangażowaniem w Syrii - zaznaczył Fiedler.
Pytany o przyczyny interwencji USA w Wenezueli, prof. Fiedler ocenił, że „Donald Trump potrzebuje sukcesu na potrzeby polityki wewnętrznej”. - Jego popularność w Stanach słabnie, rośnie rozczarowanie jego prezydenturą, ruch MAGA pęka od środka. W listopadzie odbędą się wybory połówkowe do Kongresu, a administracja nie ma zbyt wielu sukcesów. Tymczasem ten rok zaczyna się od bardzo krótkiej wojny i pojmania Maduro. Trump będzie mówił o budowaniu w Wenezueli demokracji, pokoju i dobrobytu, będzie pokazywał swoją sprawczość - powiedział.
Zwrócił uwagę, że USA eskalowały napięcie z Wenezuelą od września, m.in. przeprowadzając 30 ataków na łodzie i statki, w których zginęło 115 osób. - Pamiętajmy, że schwytanie Maduro to duży sukces. Amerykanie musieli mieć bardzo dobrych informatorów, a prezydent Wenezueli prawdopodobnie został zdradzony przez kogoś z bliskiego otoczenia. To zostało bardzo sprawnie zrobione. Jest nadzieja, że ta „dekapitacja” władzy w Wenezueli szybko się ustabilizuje. Ale tego nie wiemy na pewno - zaznaczył.
- Dużą porażką dla Trumpa będzie, jeśli sytuacja w Wenezueli pogorszy się na tyle, że będzie wymagać zaangażowania w tym kraju sił lądowych USA. Wtedy wzrosną koszty, nawet jeżeli nie będzie wielu ofiar i pojawią się pytania, dlaczego prezydent wywołał kolejną wojnę - podkreślił naukowiec.
Prof. Fiedler ocenił, że interwencją Trump wysłał sygnał do innych krajów regionu, m.in. Kolumbii i Kuby, informując, iż USA są „zwarte i gotowe”, by wrócić do takiej polityki, jaką prowadziły ponad 100 lat temu czy w czasie Zimnej Wojny. - To ma uświadomić, że państwa mają liczyć się interesami i celami polityki amerykańskiej. Trump dowodzi, że to, co zostało napisane w strategii bezpieczeństwa USA o wpływach Stanów Zjednoczonych na półkuli zachodniej, to nie była tylko retoryka. Gdy takie mocarstwa, jak Stany, dbały o jako takie funkcjonowanie ładu międzynarodowego, sytuacja małych i średnich państw była bardziej bezpieczna i przewidywalna. Teraz zaczyna być nieprzewidywalnie - wskazał. (PAP)
szk/ sdd/
16:50 USA/ CNN: Kongres został notyfikowany o ataku na Wenezuelę po fakcie
Biały Dom notyfikował kierownictwo Kongresu i kluczowe jego komisje o ataku na Wenezuelę już po fakcie – podała w sobotę stacja CNN. USA zaatakowały tego dnia cele w Caracas i innych częściach południowoamerykańskiego kraju.
Jak podała telewizja, notyfikacje o operacji, by schwytać przywódcę Wenezueli Nicolasa Maduro, zaczęły wpływać do kluczowych komisji i kierownictwa Kongresu w sobotę rano, godziny po fakcie. W uzasadnieniu administracja Trumpa miała powołać się na uprawnienia prezydenta w artykule 2. konstytucji USA z tytułu funkcji prezydenta jako zwierzchnika sił zbrojnych.
Jak zauważa stacja, w przypadku wcześniejszych działań zbrojnych armii amerykańskiej, Kongres był informowany przed faktem. Wspomina też niedawny wywiad szefowej personelu Białego Domu Susie Wiles, w którym przyznała, że atak na Wenezuelę wymagałby zgody Kongresu.
Urzędnicy administracji prezydenta USA Donalda Trumpa nie zobowiązali się do poinformowania komisji kongresowych o potencjalnych atakach na cele lądowe w Wenezueli, choć niektórzy parlamentarzyści twierdzili, że powinni zostać uprzedzeni przed podjęciem takich działań – podała CNN.
Wcześniej republikański senator Mike Lee powiedział, że o ataku poinformował go - po fakcie - sekretarz stanu Marco Rubio, oceniając działania administracji jako legalne, bo siły użyto, by chronić tych, którzy wykonywali amerykański nakaz aresztowania Maduro.
„Działanie to prawdopodobnie mieści się w zakresie uprawnień prezydenta wynikających z artykułu II Konstytucji, by chronić personel USA przed rzeczywistym lub nieuchronnym atakiem” - ocenił.
Trump ogłosił w sobotę, że Stany Zjednoczone przeprowadziły z powodzeniem zakrojony na szeroką skalę atak na Wenezuelę, a jej przywódca Nicolas Maduro wraz z żoną został pojmany i wywieziony z kraju. (PAP)
osk/ zm/
17:10 Wenezuela/ Liderka opozycji: nadszedł czas wolności, prezydenturę powinien objąć Gonzalez
Nadszedł czas wolności dla Wenezueli, prezydenturę powinien objąć zwycięzca ostatnich wyborów Edmundo Gonzalez Urrutia – napisała w sobotę przywódczyni wenezuelskiej opozycji Maria Corina Machado po schwytaniu rządzącego tym krajem Nicolasa Maduro przez siły USA.
W komunikacie zamieszczonym na platformie X Machado, która w 2025 r. otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla, oceniła, że Maduro został usunięty, ponieważ nie chciał dobrowolnie oddać władzy w negocjacjach z USA.
„Zaprowadzimy porządek, uwolnimy więźniów politycznych, zbudujemy wyjątkowe państwo i sprowadzimy nasze dzieci z powrotem do domu” – napisała Machado.
Przypomniała o wyborach prezydenckich z lipca 2024 roku, powszechnie uważanych za sfałszowane przez reżim Maduro. Opozycja przedstawiła protokoły świadczące o zwycięstwie popieranego przez nią kandydata Gonzaleza.
Oceniła przy tym, że Gonzalez „powinien natychmiast przejąć mandat konstytucyjny i zostać uznany za głównodowodzącego narodowych sił zbrojnych przez wszystkich urzędników i żołnierzy, którzy się na nie składają”.
„Dziś jesteśmy gotowi, by (...) przejąć władzę. Pozostańmy czujni, aktywni i zorganizowani, aż Transformacja Demokratyczna się zmaterializuje. Przemiana, która potrzebuje nas WSZYSTKICH” – napisała Machado.
W sobotę nad ranem siły specjalne USA przeprowadziły atak na stolicę Wenezueli – Caracas. Po miesiącach presji ze strony Waszyngtonu przywódca Wenezueli Nicolas Maduro wraz z żoną został pojmany i wywieziony z kraju. Para została następnie oskarżona w USA o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem.(PAP)
wia/ adj/
17:19 Ekspert: polityczne zmiany w Wenezueli mogą oznaczać wzrost nadpodaży ropy naftowej na światowym rynku
Polityczne zmiany w Wenezueli mogą oznaczać wzrost nadpodaży ropy naftowej na światowym rynku - uważa ekspert portalu e-petrol.pl Jakub Bogucki. W jego ocenie może to wpłynąć na spadek cen surowca i pogłębić problemy Rosji z upłynnieniem jej produkcji ropy naftowej.
Prezydent USA Donald Trump ogłosił w sobotę, że Amerykanie zaatakowali Wenezuelę i pojmali jej lidera, prezydenta Nicolasa Maduro, a także jego żonę. Prokuratorka generalna USA Pam Bondi poinformowała, że schwytani zostali oskarżeni w Stanach Zjednoczonych o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem oraz, że oboje będą sądzeni w Nowym Jorku. Władze Wenezueli oskarżyły o ataki USA i wprowadziły w kraju stan wyjątkowy.
Bogucki zwrócił uwagę, że o tym, jakie efekty będą miały działania USA w stosunku do Wenezueli, będzie wiadomo w poniedziałek, kiedy otworzą się giełdy; wówczas dowiemy się, jak zareagują na te wydarzenia notowania ropy naftowej.
- Nie będzie to efekt rewolucyjny. Wenezuela była i tak blokowana, jeśli chodzi o swoje możliwości eksportu ropy. Krótkotrwały efekt działań Stanów Zjednoczonych w Wenezueli nie powinien wpłynąć radykalnie na rynek - stwierdził Bogucki, zaznaczając, że inaczej byłoby, gdyby chodziło o atak na Iran czy inne kraje Bliskiego Wschodu.
Pytany o wpływ wydarzeń w Wenezueli na dostawy ropy naftowej do Chin, stwierdził, że Chiny ograniczają swoje zakupy tego surowca. - Cały czas ta nadpodaż ropy naftowej wisi nad rynkiem, więc jeżeli dostępna będzie większa ilość ropy z Wenezueli w wyniku zmian politycznych w tym kraju, to dla Chin może być to korzyść, jeszcze jedna okazja do kupowania taniej ropy - wskazał Bogucki.
Jego zdaniem, jeżeli Amerykanie zmienią rząd Wenezueli, to będziemy mieć do czynienia z jeszcze jednym bardzo znaczącym eksportem ropy naftowej. - Globalna nadpodaż jeszcze się może powiększać - ocenił ekspert. Bogucki przyznał, że to będzie miało wpływ na spadek cen ropy naftowej na światowych rynkach, ale trudno jeszcze ocenić w jakiej perspektywie czasowej.
- Zmiany w Wenezueli dopiero się zaczynają i trudno ocenić, jak szybko będą przebiegać - zaznaczył. Według Boguckiego, jeżeli jednak z Wenezueli będzie płynąć tania ropa na inne rynki świata, to dla Rosji będzie to problem. - Rosja już ma kłopot z upłynnieniem swojej ropy - dodał.
W opinii Boguckiego dla Rosji obecnie korzystne jest jedynie to, że „prezydent Trump teraz koncentruje się na sytuacji w Wenezueli i mniej patrzy na to, co się dzieje między Rosją i Ukrainą”. - Myślę, że jest to chwilowa sytuacja - uważa Bogucki. Stwierdził, że atak USA na Wenezuelę jest też sygnałem dla Rosji. - Taką demonstracją siły, która może być zrozumiana w Rosji w taki sposób: Amerykanie nie będą się cackać z kimś, kto będzie im utrudniał życie gospodarcze i polityczne - zaznaczył Bogucki.
W piątek, 2 stycznia, portal e-petrol.pl podawał, że Wenezuela mierzy się z niemal całkowitym paraliżem eksportu paliw, co doprowadziło do krytycznego zapełnienia zbiorników magazynowych w kraju. Amerykańska morska blokada wymierzona w tankowce objęte sankcjami ogranicza eksport do minimum. Portal wskazywał, że Wenezuela produkuje głównie bardzo ciężką ropę naftową, która wymaga rozcieńczenia w celu transportu i przetworzenia. W swoich procesach produkcyjnych wytwarza duże ilości paliwa resztkowego, w szczególności oleju opałowego o wysokiej zawartości siarki, który jest zazwyczaj eksportowany do Azji.
„Będziemy mocno zaangażowani w sektor naftowy w Wenezueli” - powiedział prezydent USA Donald Trump w wywiadzie dla Fox News w sobotę. Trump dodał, że atak na Wenezuelę jest sygnałem, że inne kraje „nie będą już pomiatać” USA.
Trump odpowiedział w ten sposób na pytanie o przyszłość wenezuelskiego sektora naftowego w obliczu dotychczasowej blokady Wenezueli przez USA.
- Cóż, myślę, że będziemy w to mocno zaangażowani. Co mogę powiedzieć, mamy najwspanialsze firmy naftowe na świecie, największe, najlepsze i będziemy bardzo zaangażowani - powiedział amerykański przywódca.
Prezydent dodał później, że „pozwoli innym krajom mieć ropę” i dlatego nie spodziewa się, by Chiny stanowiły problem w kontekście Wenezueli.
Stany Zjednoczone od kilku miesięcy nasilają presję na wenezuelskie władze i prowadzą ataki na łodzie podejrzane o transportowanie narkotyków do USA; w atakach tych zginęło dotąd ponad 110 osób. (PAP)
ab/ sdd/
17:25 Reakcje świata na atak USA na Wenezuelę: ONZ zaniepokojona, Chiny potępiają, Argentyna popiera
Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres wyraził głęboki niepokój z powodu operacji USA wobec Wenezueli, w której pojmano przywódcę kraju Nicolasa Maduro. Akcję USA potępiły Chiny, a Moskwa zażądała uwolnienia Maduro i jego żony. Poparcie dla działań USA wyraziły m.in. Argentyna i Izrael.
Guterres nazwał przeprowadzoną w sobotę nad ranem amerykańską akcję „niebezpiecznym precedensem”. „Sekretarz Generalny nadal podkreśla wagę pełnego poszanowania – przez wszystkich – prawa międzynarodowego, w tym Karty Narodów Zjednoczonych” – powiedział rzecznik ONZ, Stephane Dujarric.
Kilka państw, w tym Kolumbia, RPA i Rosja, zaapelowało o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie wydarzeń w Wenezueli.
Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow wezwał Waszyngton do „uwolnienia legalnie wybranego prezydenta suwerennego kraju i jego małżonki” – poinformował Reuters, powołując się na rosyjskie źródła państwowe. Jednocześnie szef MSZ Rosji zaprzeczył, by na terytorium jego kraju przebywała zastępczyni Maduro, Delcy Rodriguez. O tym, że jest ona w Rosji, informował wcześniej za źródłami Reuters.
Chińskie MSZ przekazało, że władze w Pekinie są „głęboko wstrząśnięte i stanowczo potępiają użycie siły przez Stany Zjednoczone wobec suwerennego państwa oraz użycie siły wobec prezydenta kraju”. Działania USA nazwano „hegemonicznym zachowaniem (...), które poważnie narusza prawo międzynarodowe”.
W podobnym tonie wypowiedzieli się przedstawiciele m.in. Białorusi, Brazylii, Chile, Francji, Iranu i Meksyku.
Premier Słowacji Robert Fico podkreślił, że amerykańska akcja w Wenezueli to „kolejny dowód rozkładu porządku światowego po II wojnie światowej”. We wpisie na Facebooku szef słowackiego rządu podkreślił, że „prawo międzynarodowe nie obowiązuje, siła militarna jest wykorzystywana bez mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ, a każdy, kto jest duży i silny, robi, co chce, aby przeforsować swoje interesy”.
„Jako premier małego kraju muszę zdecydowanie potępić takie łamanie prawa międzynarodowego” – stwierdził Fico.
Amerykańską operację poparli natomiast m.in. przywódcy Argentyny, Ekwadoru oraz Izraela. Argentyński prezydent Javier Milei napisał, że akcja USA oznacza powrót „wolności dla mieszkańców Wenezueli”.
„Minął już czas na nieśmiałe podejście do tej kwestii” – podkreślił Milei w serwisie X.
Prezydent Ekwadoru Gabriel Noboa stwierdził natomiast, że operacja USA to „początek końca narkokryminalistów”, których „struktury ostatecznie ulegną rozpadowi na całym kontynencie”.
„Corino Machado, Edmundo Gonzalezie i cały narodzie wenezuelski: czas, byście odzyskali swój kraj. Macie w Ekwadorze sojusznika” – podkreślił Noboa, zwracając się do liderów wenezuelskiej opozycji, w tym Machado – ubiegłorocznej laureatki pokojowej Nagrody Nobla.
Szef izraelskiego MSZ Gideon Saar podkreślił, że władze jego kraju „z radością przyjęły wiadomość o obaleniu dyktatora, który stał na czele siatki narkotykowej i terrorystycznej”. Wyraził też nadzieję na powrót demokracji i przyjaznych stosunków Wenezueli z innymi państwami świata.
Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha podkreślił, że jego kraj „konsekwentnie bronił prawa narodów do życia w wolności, bez dyktatury, ucisku i łamania praw człowieka. Reżim Maduro naruszył wszystkie te zasady pod każdym względem”. Dodał zarazem, że władze w Kijowie opowiadają się za rozwiązaniami stojącymi w zgodzie z zasadami prawa międzynarodowego.
Przywódcy wielu państw, w tym krajów regionu, jak Urugwaj, Kolumbia czy Trynidad i Tobago, zaapelowali o zachowanie spokoju i powstrzymanie się od rozlewu krwi. Przywódcy państw europejskich w większości zaapelowali o respektowanie prawa międzynarodowego i rozwiązanie konfliktu na drodze dialogu.
Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podkreśliła, że UE „bardzo uważnie śledzi sytuację w Wenezueli”.
„Wspieramy naród wenezuelski i pokojową oraz demokratyczną transformację. Każde rozwiązanie musi być zgodne z prawem międzynarodowym i Kartą Narodów Zjednoczonych” – napisała von der Leyen.
Szefowa unijnej dyplomacji, Kaja Kallas, poinformowała, że rozmawiała z amerykańskim sekretarzem stanu Markiem Rubio oraz ambasadorem UE w Caracas. Podkreśliła, że „reżim Maduro nie miał legitymacji społecznej do sprawowania władzy”; jednocześnie zastrzegła, że zmiana władzy powinna się dokonać pokojowo i z szacunkiem dla zapisów Karty Narodów ONZ.
Podobne stanowisko zajął minister spraw zagranicznych Danii Lars Lokke Rasmussen, a szef norweskiego MSZ Espen Barth Eide z jednej strony potępił akcję USA jako „sprzeczną z prawem międzynarodowym”, a z drugiej podkreślił, że Maduro „nie miał już demokratycznej legitymacji do rządzenia krajem, a jego autorytarny reżim ponosi odpowiedzialność za powszechne łamanie praw człowieka w Wenezueli”.
Rząd Włoch podkreślił, że „zewnętrzna akcja militarna nie jest drogą, którą należy podążać, by położyć kres reżimom totalitarnym”. Jednocześnie gabinet premier Giorgii Meloni uznał za uzasadnioną interwencję o charakterze defensywnym przeciwko – jak zaznaczono – „atakom hybrydowym wymierzonym w bezpieczeństwo, jak w tym przypadku ze strony podmiotów państwowych, które wspierają handel narkotykami”.
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer podkreślił, że chce najpierw porozmawiać o wydarzeniach w Wenezueli z prezydentem USA Donaldem Trumpem, a szef hiszpańskiego rządu Pedro Sanchez zaoferował mediację swego kraju.
Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że polskie służby „wnikliwie analizują rozwój wydarzeń po atakach sił USA w stolicy Wenezueli”. Poprosiłem także o bieżące analizy Departament Wojskowych Spraw Zagranicznych oraz przedstawicieli naszych wojskowych attachatów w krajach Ameryki Północnej i Południowej” – napisał szef MON na platformie X.
sw/ ptg/ cmm/ piu/ adj/
17:56 USA/ Trump: Będziemy rządzić Wenezuelą do czasu jej bezpiecznej transformacji (krótka)
Będziemy w rządzić Wenezuelą do czasu przeprowadzenia bezpiecznej, porządnej i rozsądnej transformacji - ogłosił w sobotę prezydent USA Donald Trump podczas konferencji prasowej. Jak dodał, chce wolności dla Wenezuelczyków.
- Będziemy rządzić krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację. Nie chcemy angażować się w to, by ktoś inny objął władzę i mielibyśmy taką samą sytuację, jaką mieliśmy przez ostatnie długie lata - powiedział Trump.
Amerykański prezydent podkreślił, że chce „pokoju, wolności i sprawiedliwości dla wspaniałego narodu Wenezueli, w tym dla wielu Wenezuelczyków, którzy obecnie mieszkają w Stanach Zjednoczonych i chcą wrócić do swojego kraju”.
Trump oznajmił, że atak na Caracas był operacją jakiej nie widziano od czasu II wojny światowej i sugerował, że na jej czas amerykańskie służby wyłączyły w stolicy Wenezueli światła. Dodał też, że siły USA były gotowe na drugą falę ataku i wciąż są gotowe to zrobić w razie potrzeby.(PAP)
osk/ adj/
19:42 Waszyngton (PAP)
USA/ Trump: Będziemy rządzić Wenezuelą do czasu jej bezpiecznej transformacji (opis)
Będziemy w rządzić Wenezuelą do czasu przeprowadzenia bezpiecznej, porządnej i rozsądnej transformacji - ogłosił w sobotę prezydent USA Donald Trump podczas konferencji prasowej. Sugerował, że wojska USA utrzymają obecność w Wenezueli i oznajmił że dotychczasowa wiceprezydentka Delcy Rodriguez jest gotowa do współpracy z USA.
Trump ogłosił swoje plany dla Wenezueli po schwytaniu przywódcy Nicolasa Maduro przez siły amerykańskie w sobotę nad ranem. Podczas konferencji prasowej w swojej posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie prezydent USA zapowiedział, że to Ameryka będzie w praktyce rządzić Wenezuelą. Ogłosił, że amerykańskie firmy naftowe wejdą do tego kraju, by odbudować przemysł naftowy i zagroził, że w razie oporu ze strony reżimu, USA są gotowe zaatakować ponownie.
- Będziemy rządzić krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację. Nie chcemy angażować się w to, by ktoś inny objął władzę i mielibyśmy taką samą sytuację, jak przez ostatnie długie lata - powiedział Trump.
Amerykański prezydent podkreślił, że chce „pokoju, wolności i sprawiedliwości dla wspaniałego narodu Wenezueli, w tym dla wielu Wenezuelczyków, którzy obecnie mieszkają w Stanach Zjednoczonych i chcą wrócić do swojego kraju”.
Trump nie sprecyzował, kto konkretnie ma rządzić krajem, mówiąc tylko, że będzie to „grupa” i że nazwiska zostaną ogłoszone później. Zasugerował jednak, że dotychczasowa wiceprezydentka i sojuszniczka Maduro Delcy Rodriguez zgodziła się pójść na współpracę.
- Ona właśnie została zaprzysiężona, ale, jak wiecie, została wybrana przez Maduro. Marco (sekretarz stanu Rubio) pracuje nad tym bezpośrednio. Właśnie z nią rozmawiał i zasadniczo jest gotowa zrobić to, co naszym zdaniem jest konieczne, aby uczynić Wenezuelę ponownie wielką - powiedział Trump. - Ona odbyła długą rozmowę z Markiem i powiedziała: „zrobimy cokolwiek zechcecie” - dodał.
Prezydent pytany o rolę liderki opozycji, noblistki Marii Coriny Machado, odparł, że jest ona „miłą kobietą, ale nie cieszy się szacunkiem w kraju”.
Zagroził innym urzędnikom związanym z Maduro, że podzielą jego los, jeśli nie będą spełniać żądań USA. Trump zapowiedział, że członkowie jego gabinetu będą współpracować z Wenezuelczykami, by „upewnić się, że Wenezuela jest w dobrym stanie”.
- Bo jeśli po prostu odejdziemy, kto przejmie władzę? Nie ma nikogo, kto mógłby ją przejąć - powiedział. Pytany o złe doświadczenia USA w podobnej sytuacji w Iraku, Trump odparł, że Ameryka miała wtedy innego prezydenta. Dodał też, że działania w Wenezueli nie będą się wiązać z żadnymi kosztami, a USA otrzymają rekompensatę za wszystkie wydatki.
Trump zapowiedział, że siły USA będą stacjonować w Wenezueli, lecz będzie to obecność ograniczona do obiektów naftowych.
- Będziemy obecni w Wenezueli, jeśli chodzi o przemysł naftowy, ponieważ musimy tam być, wysyłamy tam naszą wiedzę specjalistyczną. Możemy więc potrzebować czegoś (obecności wojska-PAP), ale nie za dużo - deklarował Trump. - Będziemy wydobywać ogromne bogactwo z ziemi, a to bogactwo trafi do Wenezuelczyków i osób spoza Wenezueli, które kiedyś tu mieszkały, a także do Stanów Zjednoczonych Ameryki w formie rekompensaty za szkody wyrządzone nam przez ten kraj - dodał. Odniósł się do nacjonalizacji przemysłu naftowego i wywłaszczenia amerykańskich firm przez poprzednika Maduro, Hugo Chaveza. Zaznaczył, że „Ameryka nigdy nie pozwoli, aby obce mocarstwa okradały nasz naród lub zmuszały nas do wycofania się z naszej półkuli”.
Prezydent USA przedstawiał sobotnią interwencję jako pokaz amerykańskiej siły i powrót do realizacji doktryny Monroe z 1823 r., która w praktyce wyznaczała zachodnią półkulę jako amerykańską strefę wpływów. W zamian USA deklarowały nieinterwencję w sprawy Europy.
- Zgodnie z naszą nową Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, Amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana - zaznaczył. Mówił, że działania reżimu Maduro i jego poprzednika Hugo Chaveza, w tym współpraca z przeciwnikami Ameryki, stanowiły „rażące naruszenie podstawowych zasad amerykańskiej polityki zagranicznej, sięgające ponad dwóch stuleci, aż do czasów doktryny Monroe”.
- Doktryna Monroe to poważna sprawa, ale znacznie ją wyprzedziliśmy. Teraz nazywa ją dokumentem Donroe - żartował Trump.
Prezydent zapewniał jednak, że „wyprostuje” sprawy z Rosją, która wspierała reżim Maduro, zaś inne państwa, jak Chiny, otrzymają wenezuelską ropę naftową. Sugerował jednak, że dopóki wenezuelski przemysł naftowy nie zostanie odbudowany, embargo na ropę z Wenezueli pozostanie w mocy.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że Maduro otrzymał wiele szans i „hojnych ofert” oddania władzy, lecz „zachowywał się jak dziki człowiek” i spotkały go konsekwencje. Rubio przedstawił los Maduro jako przykład tego, czym się kończy lekceważenie ostrzeżeń i gróźb Trumpa. Powiedział przy tym, że gdyby był na miejscu zaprzyjaźnionego z Maduro reżimu na Kubie, „byłby co najmniej zaniepokojony”. Sam Trump zagroził przy tym prezydentowi Kolumbii Gustavo Petro, którego również oskarżył o umożliwianie przemytu narkotyków do USA.
- On ma fabryki kokainy (...) On produkuje kokainę i wysyła ją do Stanów Zjednoczonych. Więc musi uważać na swój tyłek - powiedział Trump, odpowiadając na krytykę ze strony Petro dotyczącą interwencji w Wenezueli.
Trump już wcześniej groził, że siły USA mogą uderzyć na zakłady produkujące narkotyki w Kolumbii.
Mówiąc o szczegółach sobotniej operacji, Trump oznajmił, że atak na Caracas był „operacją jakiej nie widziano od czasu II wojny światowej” i sugerował, że na jej czas amerykańskie służby wyłączyły w stolicy Wenezueli światła. Trump przyznał jednak, że operacja była ryzykowna i mogła się zakończyć utratą życia przez wielu Amerykanów, utratą dużej ilości sprzętu i uszczerbkiem na „godności”.
Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu gen. Dan Caine powiedział, że operacja była bardzo szczegółowo przygotowywana od dawna, lecz jej start został opóźniony o cztery dni ze względu na pogodę. Poinformował, że w operacji udział wzięło ponad 150 samolotów, dronów i śmigłowców.
- Po miesiącach pracy naszych kolegów z wywiadu, którzy starali się odnaleźć Maduro i zrozumieć, jak się poruszał, gdzie mieszkał, dokąd podróżował, co jadł, w co się ubierał i jakie miał zwierzęta, na początku grudnia nasze siły zostały przygotowane do działania - relacjonował Caine.
Trump miał wydać rozkaz o godz. 22.46 w piątek czasu lokalnego (4.46 rano w Polsce), o godz. 1.01 siły specjalne dotarły do posiadłości Maduro, a o 3.29 powróciły nad Morze Karaibskie, zawożąc Maduro na pokład okrętu USS Iwo Jima, na pokładzie którego ma się udać do USA.
Caine potwierdził, że podczas operacji nie zginął żaden amerykański żołnierz, lecz dwóch odniosło rany. Uszkodzony został jeden śmigłowiec. W trakcie ataku wojska USA wielokrotnie uderzały też w „samoobronie” w siły wenezuelskie, jednak generał nie podał z jakim skutkiem. W początkowej fazie operacji USA zniszczyły też wenezuelskie systemy obrony powietrznej.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ adj/
Rozpoczyna się Forum Bezpieczeństwa Morskiego Państwa 2026
Rosyjskie bombowce nad Morzem Barentsa. Interweniowali Norwegowie
Szwedzka delegacja przylatuje do Polski rozmawiać m.in. o okrętach podwodnych
USA znów uderzyły w łódź domniemanych przemytników na Karaibach - dwie ofiary
Jak chronić porty i infrastrukturę energetyczną na morzu? [KONGRES POLSKIE PORTY 2030+]
PGZ Stocznia Wojenna zajmie się serwisem fregaty