• <
mewo_2022

Wojna w Ukrainie. Czy polską energetykę uratuje import drogą morską?

07.04.2022 14:21
Strona główna Energetyka Morska, Offshore Wojna w Ukrainie. Czy polską energetykę uratuje import drogą morską?

Partnerzy portalu

Wojna w Ukrainie. Czy polską energetykę uratuje import drogą morską? - GospodarkaMorska.pl
Terminal LNG w Świnoujściu

Agresja Putina z dnia na dzień drastycznie zmieniła życie wszystkich Ukraińców. Dla Polski jedną z konsekwencji wojny jest zagrożenie brakiem dostaw surowców strategicznych. Zapotrzebowanie na węgiel, ropę i gaz nie przestaje rosnąć. Czy Polska jest w stanie uniezależnić się od Rosji i przestawić się na dostawy drogą morską?

Wtargnięcie wojsk Putina i rozpoczęcie wojny na terytorium Ukrainy wywołały potrzebę wyciągnięcia natychmiastowych konsekwencji wobec Rosji. Sankcje ruszyły ze wszystkich stron. Jak dotąd było ich 29 i objęły różne rejony rosyjskiej gospodarki (np. system SWIFT – z wyjątkiem płatności za surowce) i polityki (spektakularne zatrzymania jachtów rosyjskich oligarchów). Nie objęły jednak jeszcze podstawowej waluty: gazu, ropy i węgla.

Już w 2014 roku, po aneksji Krymu, świat nałożył na Rosję szereg sankcji. Dotyczyły one m.in. sektora finansowego czy handlu produktami spożywczymi, ale nie zbliżyły się nawet do surowców, tak ważnych dla państw europejskich. Pomimo rekordowo szybkiej tranzycji Unii Europejskiej w kierunku zielonej energii, import gazu, ropy i węgla z Rosji wciąż stanowi podstawę bezpieczeństwa energetycznego Wspólnoty. EUROSTAT podaje, że do państw UE najbardziej zależnych od rosyjskich dostaw należy Polska.

Dyskutowany właśnie w Brukseli piąty pakiet sankcji Unii Europejskiej tym razem ma objąć węglowodory. Do największych zwolenników zakazania rosyjskich surowców należą Polska i kraje bałtyckie – Litwa, Łotwa, Estonia.

Na czym stoimy

Wydobycie własne surowców nie jest w stanie pokryć zapotrzebowania energetycznego Polski. Jak podaje GUS w raporcie „Gospodarka paliwowo-energetyczna 2019-2020”, w 2020 roku wydobyliśmy 0,9 mln ton ropy naftowej, co pokryło zaledwie 3,6% zużycia. W przypadku gazu ziemnego było to 141,4 PJ, podczas gdy zużycie wyniosło 762,7 PJ czyli ok 20% zapotrzebowania. W najbliższych latach nie ma co liczyć na istotną poprawę. PGNiG prognozuje, że wydobycie błękitnego paliwa w tym roku wyniesie 3,8 mld m sześc., a ropy niespełna 0,68 mln ton.

Lepiej z wydobyciem jest tylko w przypadku węgla kamiennego – według danych GUS w 2020 roku pokryło ono ok. 80% krajowego zapotrzebowania. Resztę dostaw surowców trzeba importować.

Węgiel

Większość polskiego węgla idzie do użytku przemysłowego. Nie na nadaje się on do elektrociepłowni ze względu na niską kaloryczność i wysoki odsetek siarki. Polska rok do roku importuje 9 do 10 milionów ton węgla i to nim ogrzewamy polskie domy.

Już pod koniec lutego tego roku rzecznik rządu zapowiadał, że Polska zrezygnuje z rosyjskiego węgla. 30 kwietnia obietnicę powtórzył premier Mateusz Morawiecki. Słowa polskich władz idą w parze z planami Unii Europejskiej. Po ujawnieniu zdjęć ukazujących zmasakrowane ciała ukraińskich cywili w Buczy niedaleko Kijowa Europa stanęła przed jeszcze większą presją zaprzestania obietnic i wdrożenia działania. Najnowszy projekt unijnych sankcji zakłada całkowity zakaz importu węgla z Rosji do UE. W przypadku węgla moralna i polityczna konieczność zderzają się z gospodarczymi realiami.

Zdaniem przedstawicieli Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie decyzja o rezygnacji z rosyjskiego węgla spowoduje braki w dostawach ciepła już na jesieni. Ma brakować 6,5 miliona ton rocznie, co odczują głównie odbiorcy tzw. centralnego ogrzewania. Te ciepłownie, które zdążą podpisać umowy na brakujący węgiel, podwyższą ceny – podaje Money.pl. Przepustowość polskich terminali masowych jest jednak wystarczająca, żeby obsłużyć brakującą ilość węgla drogą morską. Największe terminale w porcie Gdańsk, Gdynia, Szczecin i Świnoujście są w stanie przeładować nawet kilkanaście milionów ton węgla w imporcie.

Gaz i ropa

O ile rosyjski węgiel stanowi mniejszą część polskiego zapotrzebowania, to w przypadku gazu i ropy jest to już przeważająca większość. Jak podaje polski think tank Forum Energii, w ostatnich 20 latach udział rosyjskich paliw w imporcie do Polski stanowił średnio 87% dla ropy naftowej, 72% dla gazu ziemnego i 62% dla węgla. Od 2020 do 2020 roku Polska zapłaciła Rosji za surowce 733 mld zł, nie licząc gazu, którego cen Forum Energii nie jest w stanie precyzyjnie określić ze względu na tajność informacji dotyczących cen wolumenu i kierunków importu. Jak doprecyzowuje serwis Demagog.org.pl, o ile w 2000 roku import ropy z Rosji stanowił 93%, to już 20 lat później było to 65% importowanego surowca.

Bartłomiej Sawicki w „Rzeczpospolitej” wskazuje, że rocznie PGNiG kupuje od Gazpromu ok. 10 mld m3 gazu ziemnego. Stanowi to połowę całego zużycia tego surowca w Polsce. Rząd w Warszawie od lat deklaruje dywersyfikację dostaw i dążenie do uniezależnienia się od rosyjskiej ropy. Dywersyfikacja następuje, ale w wyniku wojny w Ukrainie działania te muszą ulec przyspieszeniu. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapewniało, że w wypadku kryzysu Polska posiada 98-dniowe zapasy ropy naftowej i paliw. Już 22 lutego wobec monitorowanej sytuacji geopolitycznej Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE), której Polska jest członkiem, wydała oświadczenie o solidarności i zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego globalnego rynku paliwowego.
W jakim kierunku zatem mają przebiegać zmiany?

Dywersyfikacja

Według raportu GUS za rok 2020 Polska najwięcej energii czerpie z węgla kamiennego (35,8%), ropy naftowej (25,7%) i gazu ziemnego (16,9%). Na końcu są nośniki energii odnawialnej (10,3%), węgiel brunatny (8,8%) i pozostałe (2,3%). W przypadku węgla polski rząd już zadeklarował wstrzymanie importu z Rosji. W dłuższej perspektywie alternatywą dla rosyjskiego gazu i ropy może być transport morski i bazy przeładunkowe paliw płynnych na Bałyku. Już teraz odgrywa on ważną rolę w procesie dywersyfikacji dostaw.

Ropa z Naftoportu

Największą bazą przeładunkową ropy jest gdański Naftoport z możliwościami 40 milionów ton rocznie. Obecnie Naftoport dysponuje 5 stanowiskami przeładunkowymi. Po tąpnięciu spowodowanym pandemią port chwali się powrotem do wzrostu. W 2021 roku obsłużył 270 tankowców i przeładował prawie 18 mln ton ropy i paliw. Naftoport dostarcza około dwóch trzecich polskiego zapotrzebowania na ropę, „w większości z kierunków innych niż wschodni”. Przesył paliw drogą morską miał okazję się sprawdzić już w 2019 roku, kiedy to ropa dostarczana przez rosyjski rurociąg „Przyjaźń” uległa zanieczyszczeniu chlorkami. Przeładunek w Naftoporcie za tamten rok wyniósł 16,8 mln ton.

– Po analizie wzrostów przeładunków i możliwości spółki można powiedzieć, że jest ona w stanie pokryć nawet w 100 proc. zapotrzebowanie Polski na ropę. – A nawet taki, by realizować jeszcze dodatkowe kontrakty zagraniczne – stwierdza Andrzej Brzózka, prezes zarządu Naftoportu. – Bardzo dużo zależy od systemu lądowego, połączenia pojemności na lądzie ze zróżnicowaniem gatunkowym. Chodzi o separację gatunków ropy – dodaje.

Jest jeszcze Port Gdynia, który rocznie importuje ok. 2 mln ton paliwa. To stale rosnący kawałek energetycznego tortu.

LNG – czy Polska ma infrastrukturę?

Kolejną z alternatyw dla importu surowców energetycznych z Rosji jest LNG (Liquid Natural Gas), czyli ciekły gaz. Powstaje on poprzez skraplanie gazu ziemnego w wyniku obniżenia jego temperatury do -160 stopni Celsjusza. Dzięki zmianie stanu skupienia surowiec zmniejsza swoją objętość ok. 600 razy.

W przypadku tego źródła energii transport odbywa się od kilku lat przez gazoport w Świnoujściu. W styczniu 2022 roku miał miejsce pierwszy przeładunek LNG z Kataru. PGNiG zapowiadało wówczas, że na najbliższe lata planowane są dostawy ze Stanów Zjednoczonych. Ma to być ok. 12 mln m3 paliwa do regazyfikacji. Obecny potencjał przeładunkowy gazoportu to 5 mld m3. Po rozbudowie będzie to 7,5 miliarda m3, czyli ok 30 procent krajowego zapotrzebowania.

Analitycy twierdzą, że przestawienie się na LNG na taką skalę może być problematyczne. Przytaczani przez Forsal.pl autorzy raportu Allianz Research i Euler Hermes wskazują na zaplecze: sposób przechowywania oraz flotę. Większość gazu ziemnego na świecie nadal transportowana jest za pomocą gazociągów. I tu zresztą głównym źródłem surowca jest Rosja. W 2019 roku 60% LNG pochodziło z Rosji, a tylko 23% z południa i zachodu (w 2018 roku było to 20%). Podobnie jest z rynkami europejskimi – tu głównym producentem LNG jest również Rosja. Na podium są także Iran i Katar. Ten ostatni zapowiedział zwiększenie produkcji ciekłego gazu i dynamiczne wejście na rynek Starego Kontynentu. Ale plan ten ma być zrealizowany dopiero w 2027 roku.

Czekając na Baltic Pipe

Wielkie nadzieje na uniezależnienie się od rosyjskich dostaw pokładane są w gazociągu Baltic Pipe. Projekt, będący częścią tzw. Bramy Północnej, ma zapewniać dostawy gazu z Norwegii Danii, Polsce i krajom sąsiednim. Z początku przepustowość będzie wynosiła 2-3 mln m3, ale docelowo Polska ma transportować ok. 10 mld m3 gazu z północnej Europy. To połowa zużywanego dzisiaj gazu ziemnego w naszym kraju. Rozpoczęcie norweskich dostaw planowane jest na ostatni kwartał 2022 roku.

Georg Zachmann z brukselskiego think tanku Bruegel w komentarzu do artykułu Bartłomieja Sawickiego dla Rzeczpospolitej z 25 lutego wskazuje, że drogą do uniezależnienia się UE od rosyjskich dostaw jest zmniejszenie zużycia gazu ziemnego na rzecz innych źródeł. Niewątpliwie ważną rolę odgrywałaby w tym zielona energia. Polska jest na początku wdrażania technologii umożliwiających korzystanie z OZE. Joe Biden z kolei deklaruje zabezpieczanie Europy możliwościami dostaw gazu z Bliskiego Wschodu.

Po panice wywołanej rozpoczęciem wojny w niedzielę 27 lutego Gazprom zapewnił, że dostawy gazu ziemnego do Europy będą odbywały się tak jak zwykle. Mało prawdopodobne, by leżący na stole piąty pakiet sankcji UE objął także gaz. Niemal pewne jest embargo na węgiel, dyskutowana jest ropa.

Dywersyfikacja dostaw surowców energetycznych to proces, który już następuje. Pytanie, czy w obliczu przedłużającej się wojny w Ukrainie Polska będzie w stanie przejść tę drogę odpowiednio szybko. Warszawa ma alternatywne źródła surowców i zapasy, ale nadal polega na Moskwie. W przypadku odcięcia tej ważnej odnogi dostarczania gazu i ropy wieloletni proces uniezależniania się od Rosji musiałby wydarzyć się w ciągu kilku miesięcy. Ważne, że w tej sytuacji znajduje się cała Europa, która musi mówić jednym głosem.

Fot. Depositphotos

Partnerzy portalu

seaway7
ASTE_390X100_2021

Dziękujemy za wysłane grafiki.