• <
PGZ_baner_2025

Plany rozwojowe floty USA z rozmachem. Pancerniki Trumpa otrzymają napęd jądrowy

Strona główna Marynarka Wojenna, Bezpieczeństwo Morskie, Ratownictwo Plany rozwojowe floty USA z rozmachem. Pancerniki Trumpa otrzymają napęd jądrowy
Fot. US Navy

Jak co roku Departament US Navy przedstawił dokument poświęcony rozwojowi największej na świecie floty wojennej. Plan rozbudowy marynarki wojennej sięgający trzy dekady do przodu, po korektach, prezentuje nową wizję „Złotej Floty”. Wśród najbardziej budzących emocje jej aspektów jest aktualny plan budowy i dostarczenia pancerników typu Trump, które otrzymają napędy jądrowe.

Jak zaznaczył we wstępie pełniący obowiązki sekretarza US Navy, Hung Cao raport to „przedsięwzięcie pokoleniowe”, wymagające jasnej strategii, stałych inwestycji i bezpośredniego zaangażowania nie tylko w ramach samej floty, ale też branży okrętowej. Celem jest też odbudowa pozycji USA jako „morskiego mocarstwa”, sugerując wręcz jej zachwianie. Wizja ma opierać się na ożywieniu krajowej bazy przemysłowej, w tym stoczniowej, dokładnym przestrzeganiu umów i przepisów oraz w ostatecznym rozrachunki wzmocnienia dominacji morskiej, wdrażając zarówno platformy załogowe, jak i bezzałogowe, zwiększając elastyczność floty.

- Jesteśmy w strategicznym punkcie zwrotnym. Przez dekady, podczas gdy uwaga Ameryki była skupiona gdzie indziej, nasi przeciwnicy budowali floty w tempie niespotykanym od pokoleń. W tym czasie nasza własna morska baza przemysłowa została osłabiona przez niestabilny popyt i rozbieżne priorytety. To spowodowało, że nasza flota stała się mniejsza, nasze stocznie zmniejszyły swoją liczbę i możliwości, a nasi ludzie stanęli w obliczu niedopuszczalnego ryzyka. Nie pozwolimy, aby takie warunki się utrzymywały – podkreślił Hung Cao, dodając – Ten plan określa, w jaki sposób zapewnimy naszym żołnierzom zdolność, na jaką zasługują. Nasz sukces będzie mierzony jednym wskaźnikiem: większą, bardziej sprawną flotą, załogową i bezzałogową, gotową do obrony naszej ojczyzny.

Z treścią raportu można zapoznać się na stronie Departamentu Wojny.

Atomowe pancerniki

Wzbudzającym największe emocje aspektem przyszłej floty, zgodnie z wizją administracji Donalda Trumpa, jest pozyskanie pierwszych od wielu dekad okrętów klasy pancernik, najpotężniejszych platform stricte bojowych. Zapowiadane jako jednostki typu Trump (co samo w sobie wywoływało negatywne i złośliwe komentarze) w liczbie czterech mają stać się najpotężniejszymi, nawodnymi okrętami, jakie dotychczas powstały. Co jednak należy zauważyć, jeszcze w kwietniu zniknął dotychczasowy opis tych jednostek z amerykańskiej strony rządowej dt. „Golden Fleet” i wciąż widnieje tam informacja o wdrażanych zmianach. Teraz jednak, w raporcie, pojawiły się konkrety. Potwierdzono, że budowa pierwszego z nich ma ruszyć jeszcze w 2028 roku, a do 2031 kolejnych dwóch. Największą zmianą w ich przypadku jest zastąpienie planowanego dotychczas napędu gazowo-spalinowego reaktorem jądrowym, co będzie stanowić pewne novum, niemniej, biorąc pod uwagę rozmiary platformy (256-268 metrów długości, 32-35 metrów szerokości, 7-9 metrów w zanurzeniu i ponad 35 000 ton wyporności) jest to rozwiązanie racjonalne. Nie tylko to najpotężniejsze zasilanie dla tak dużych i planowo silnie uzbrojonych jednostek, ale też zapewnienie niemal nieograniczonego zasięgu poruszania się, bez potrzeby uzupełniania paliwa.

Wizualizacja pancernika typu Trump, USS Defiant, fot. US Navy

Wciąż pojawia się wiele pytań w kwestii uzbrojenia tych okrętów. Jak pisaliśmy w tekście "Sto razy silniejsze". Trump zbuduje okręty... typu Trump. Nadchodzi era pancerników XXI wieku? Pierwotnie była mowa o wyposażeniu w pociski hipersoniczne czy też działo elektromagnetyczne (railgun). Także w tej kwestii mogą pojawić się zmiany koncepcyjne. Pytaniem jest też zdolność produkcyjna stoczni do stworzenia choćby prototypowego USS Defiant, który miałby trafić do służby jeszcze w 2036 roku, a więc po 8 latach budowy. Inna sprawa, to że seria pancerników ma się nie kończyć na wstępnie ogłoszonych czterech, ale do poł. XXI wieku sięgnąć dziesięciu. Pojawia się tu też pytanie o obciążenie finansowe, jako że pierwszy okręt, z racji na projekt i dostosowanie infrastruktury produkcyjnej, będzie kosztować 17,5-18 mld dolarów (kolejne mogą być nieco tańsze wraz z rozwojem prac, o ile nie dojdzie tu inflacja i wzrost kosztów materiałów).

Stare odchodzi, idzie nowe

W przyszłości US Navy ma być większa niż obecnie. W 2026 roku jest to mniej niż 300 jednostek jednostek różnych typów i klas, w przyszłości ma to być 450, by po 2050 roku liczyć więcej niż 500, co oznacza ogromny skok liczbowy, acz trzeba mieć tu na uwadze, że flota ma pozyskać także znaczną ilość nawodnych i podwodnych platform bezzałogowych, które mają uzupełnić potencjał marynarki wojennej. Warto też zwrócić uwagę, że wraz z cyfryzacją i automatyzacją nawet duże platformy morskie będą posiadały mniej liczebne załogi. Biorąc jednak pod uwagę posiadanie przez US Navy załóg rezerwowych i ich wymian na okrętach w związku z długotrwałymi rozmieszczeniami na całym świecie, wciąż oznacza to potrzebę utrzymywania, a nawet zwiększania rekrutacji do US Navy, co może być wyzwaniem, szczególnie w obliczu zmian demograficznych, tj. ogólnego starzenia się społeczeństwa.

Żeby to wszystko zrealizować to jeszcze jest długa droga. Ogłoszony plan na lata 2027-2031 zakłada inwestycję w wysokości 7,6 mld dolarów w roku fiskalnym 2027 i 77,8 mld dolarów w całym programie FYDP (Fyreport of America) w rozbudowę i modernizację floty okrętów nawodnych oraz wzmocnienie dominacji morskiej USA. Środki te obejmują zakup w sumie 14 okrętów nawodnych w ramach FYDP, w tym siedmiu niszczycieli okrętów podwodnych (DDG), trzech pancerników nowej generacji (BBGN) i czterech fregat.

Plan na lata 2027-2031 zakłada także inwestycję 124,9 mld dolarów w całym FYDP na budowę okrętów podwodnych. W przypadku jednostek balistycznych typu Columbia oznacza to 15,2 mld w roku fiskalnym 2027 i 62 w całym FYDP na w sumie pięć jednostek. Warto tu zaznaczyć, że posiadanie tych okrętów jest elementem systemu odstraszania atomowego, traktowanego jako priorytet Departamentu Wojny w zakresie zakupów. W przypadku okrętów podwodnych typu Virginia plan zakłada inwestycję 14 mld dolarów w roku fiskalnym 2027 i 62,9 mld w całym FYDP na łącznie 12 jednostek

Na najbliższe lata zapowiedziano też wydatki z myślą o niemniej kluczowych lotniskowcach. Mowa tu o 4,1 mld dolarów w roku fiskalnym 2027 i 22,3 mld USD w całym okresie programowania FYDP w program wymiany lotniskowców, aby zapewnić ciągłość dostaw najważniejszych zasobów kraju w zakresie projekcji siły. Strategia ta przyspiesza zakup CVN 82 w latach fiskalnych 2030-2029 i zapewnia 4,2 mld USD w ramach programu Advance Procurement (AP) dla CVN 82 i 3,9 mld USD w ramach programu AP dla CVN 83 w ramach programu FYDP, podczas gdy budowa CVN 80 i CVN 81 jest kontynuowana. Te konsekwentne inwestycje gwarantują, że flota lotniskowców pozostanie centralnym elementem dominacji morskiej USA, zdolnym do globalnej projekcji siły i odstraszania przeciwników w erze strategicznej rywalizacji.

Konsekwentnie jest realizowany też program wymiany lotniskowców. Aktualnie znajdujące się w służbie najstarsze typu Nimitz znajdują się u końca planowanego na 50 lat okresu eksploatacji (bardzo intensywnej z resztą), a stopniowo mają je zastąpić nowe typu Gerard R. Ford. Plan zakłada inwestycję w wysokości 4,1 mld dolarów w roku fiskalnym 2027 i 22,3 mld dolarów w całym okresie, aby zapewnić ciągłość dostaw okrętów uważanych za „najważniejszy zasób kraju w zakresie projekcji siły”. W sumie US Navy ma pozyskać, nie licząc już będącego w służbie najnowszego USS Gerard R. Ford, dziewięć lotniskowców.

Razem programy w zamierzeniu zapewniają siłę rażenia  i zdolności operacyjne niezbędne w realiach rywalizacji, kryzysu czy konfliktu. Ponadto wszystkie te inwestycje mają na celu też pobudzić przemysł stoczniowy, zapewniając zatrudnienie i rozwój kadr, biorąc pod uwagę potrzeby względem pozyskiwania wykwalifikowanych pracowników w zakładach. Jak  wynika z raportu, wydatki do 2031 roku wskazują na plany zakupowe 75 okrętów bojowych i zaopatrzeniowych (o wartości 305 mld dolarów), 47 jednostek logistycznych i tyle samo większych, nawodnych platform bezzałogowych (Medium Unmanned Surface Vessel, MUSV).

Obok budowy nowych okrętów należy mieć też na uwadze, że zaplanowano też proces stopniowego wycofywania pozostających w służbie. Wiadomo, że czeka to, w ramach planowanego końca eksploatacji, kolejnych lotniskowców typu Nimitz, okrętów podwodnych typu Ohio czy też krążowników typu Ticonderoga. Właściwie w całości służbę po stosunkowo krótkim czasie skończą najpewniej okręty obrony wybrzeża (Littoral Combat Ship, LCS), typu Freedom i Independence, które już i tak biją niechlubne rekordy krótkiego czasu jej trwania, z racji na niesprawdzenie się podczas eksploatacji, wady konstrukcyjne oraz zmianę strategii wykorzystania floty.

Więcej, mocniej, lepiej do działania

W dokumencie duży nacisk położono na logistykę i zdolność do długotrwałych działań na rozproszonych akwenach. Stąd rozwój nowych okrętów wsparcia i mniejszych jednostek logistycznych, które mają umożliwić zaopatrywanie rozproszonych zespołów okrętowych (których trzonem będą lotniskowce lub pancerniki) operujących daleko od głównych baz. Marynarka podkreśla, że przyszłe konflikty będą wymagały większej odporności systemu zaopatrzenia oraz zdolności do działania mimo strat infrastrukturalnych.

Analizując raport mający 56 stron widać, że US Navy odchodzi od założenia zmniejszania swojej floty, co wynika z rosnącej liczby zadań oraz odejścia od koncepcji „mniej, ale lepiej”. Priorytetem staje się tempo produkcji, możliwość szybkiego uzupełniania strat oraz zwiększenie liczby dostępnych jednostek. Dokument pokazuje również, że Pentagon dostrzega rosnące znaczenie przede wszystkim napięć w rejonie Indo-Pacyfiku, głównie ze względu na aktywność Chin w tym rejonie, które notabene już teraz mają posiadać ilościowo większą flotę (acz nie jakościowo, jak dotąd). Szczególnie ważna się stała konieczność odbudowy potencjału przemysłowego USA. W tej ostatniej kwestii raport nie ukrywa problemów, biorąc pod uwagę ograniczone możliwości przerobowe i technologiczne krajowych stoczni, rosnące koszty oraz przeciążenie istniejących programów pozostają jednym z największych wyzwań dla realizacji tak ambitnych planów stworzenia „Złotej Floty”. Pytaniem jest, czy przetrwają one próbę czasu, biorąc pod uwagę wydatki, a także zmiany, jakie mogą zajść, gdy Donald Trump zakończy swoją kadencję.

JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.