W styczniu 2026 państwa regionu Morza Północnego podpisały tzw. Pakt dla Morza Północnego – Deklarację Hamburską. To kolejny sygnał o współpracy w basenie tego morza, dotyczącej rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, po wcześniejszych szczytach w Esbjergu i Ostendzie. Czy Bałtyk również potrzebuje takiego paktu? Jak mógłby wyglądać i czemu miałby właściwie służyć?
W Polsce bez większego echa przeszedł fakt podpisania przez państwa Morza Północnego wspólnego dokumentu, uściślającego współpracę nad rozwojem morskiej energetyki wiatrowej. Joint Offshore Wind Investment Pact for the North Seas i tzw. Deklaracja Hamburska zostały przyjęte podczas III Szczytu Morza Północnego 26 stycznia 2026 roku w Hamburgu. Swoje podpisy pod dokumentem złożyły wszystkie kraje leżące nad wspomnianym morzem, a także duża ilość ulokowanych tam firm łańcucha dostaw offshore wind. W ten sposób kraje te chcą usprawnić prace nie tylko nad rozwojem mocy wytwórczych na wodach Morza Północnego, ale także współpracę międzynarodową nad unifikacją reguł rynkowych czy tworzeniem połączeń energetycznych. Dzięki temu Morze Północne ma stać się dla dziewięciu krajów swoistą baterią, ale również trampoliną dla wciąż stosunkowo nowego – choć znacznie bardziej niż na Bałtyku rozwiniętego – sektora morskiej energetyki wiatrowej. Czy państwa inwestujące w morskie farmy wiatrowe na Morzu Bałtyckim powinny pójść podobną drogą?
W kwietniu 2023 roku szefowie państw dziewięciu krajów leżących nad Morzem Północnym oraz przewodnicząca Komisji Europejskiej spotkali się w belgijskiej Ostendzie by rozmawiać o tym, czy i jak zamienić ten akwen w miejsce dynamicznego rozwoju energetyki wiatrowej, swoistą baterię dla położonych wokół niego państw. Belgia, Dania, Niemcy, Francja, Irlandia, Luksemburg, Holandia, Norwegia i Wielka Brytania uzgodniły nowe zobowiązania dotyczące rozwoju odnawialnych źródeł energii na Morzu Północnym. W rozmowach obecni byli także wysocy reprezentanci Komisji Europejskiej, ministrowie energii poszczególnych państw, jak również ponad setka szefów firm z sektora offshore i pokrewnych. Spotkanie zakończyło się sygnowaniem dwóch deklaracji: oficjalną Deklarację z Ostendy o ogólnym charakterze ogłosili szefowie rządów, zaś ich ministrowie podpisali Deklarację Ministrów Energii, bardziej konkretną. W tej drugiej znalazły się precyzyjne założenia. Skompilowano w niej krajowe cele rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, możliwości ekspansji połączeń międzysystemowych. Państwa postawiły sobie za cel wybudowanie do 2030 na Morzu Północnym morskich farm wiatrowych o mocy ok. 120 GW do 2030 roku i 300 GW do 2050.
Na obie te deklaracje trzecią, własną, odpowiedzieli przedstawiciele łańcucha dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej w tych dziewięciu krajach nad Morzem Północnym. Wiele z nich działa na skalę przynajmniej regionalną, jeśli nie światową, są więc także obecne na rynku bałtyckim. Przemysł przyjął deklarację współpracy międzypaństwowej pozytywnie, ale wskazał podstawowe problemy. Jednym z nich – pomijając kwestie efektywności przemysłu czy dostępnego finansowania – był brak koordynacji pomiędzy rynkami poszczególnych państw, który w dużej mierze utrudnia ich integrację. Spotkanie w Ostendzie zostało odebrane jako pierwszy krok do większej unifikacji prawa i reguł rynkowych, ale także dało przemysłowi argument do domagania się efektywniejszego wspierania odpowiednich kompetencji przez konkretne rządy.
– Europejska energetyka wiatrowa jest dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Szczyt Morza Północnego stanowi ważny krok w kierunku zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Europy poprzez przyspieszenie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej na Morzu Północnym. Aby osiągnąć ambitne cele rozwoju offshore, musimy znacząco zwiększyć potencjał europejskich łańcuchów dostaw dzięki ukierunkowanej polityce przemysłowej i odpowiednim instrumentom wsparcia. Powinny temu towarzyszyć właściwie zaprojektowane aukcje uwzględniające skutki inflacji, zwiększające pewność inwestycyjną zarówno producentów, jak i deweloperów, a tym samym umożliwiające obniżenie kosztów finansowania. Równie istotne jest przyspieszenie rozbudowy sieci energetycznych. Dzięki temu będziemy mogli utrzymać konkurencyjność energochłonnych odbiorców energii oraz zapewnić bezpieczną i przystępną cenowo energię dla wszystkich mieszkańców Europy – komentował wtedy Sven Utermöhlen, przewodniczący WindEurope i prezes RWE Offshore Wind.
W styczniu 2026 roku w Hamburgu potwierdzono podstawowe założenia z Ostendy. Te same kraje podpisały w Hamburgu kolejny dokument: Pakt dla Morza Północnego. Założenia pozostały podobne: potężna rozbudowa mocy wytwórczych na morzu, uczynienie z Morza Północnego największego hubu energii wiatrowej na świecie, integracja sieci ponad granicami, budowa interkonektorów i hybrydowych projektów wysyłających energię do sieci różnych krajów jednocześnie, współpraca operatorów sieci, zbudowanie stabilnych i spójnych ram regulacyjnych, a także – co bardzo ważne – standaryzacja wsparcia dla inwestycji offshore. To wszystko ma też spowodować pokaźny rozwój łańcuchów dostaw i znaczny przyrost miejsc pracy. Podane zostały konkretne liczby, do których kraje mają dążyć: koszt energii z morza ma spaść do 2040 roku o około 30%, dojść ma około 90 tys. miejsc pracy. Morze Północne ma też rzucić rękawicę azjatyckiemu przemysłowi offshore.
Komentatorzy zwracają uwagę, że póki co dziewięć państw-sygnatariuszy – Belgia, Dania, Francja, Niemcy, Irlandia, Luksemburg, Niderlandy, Norwegia i Wielka Brytania – skupia się najwyraźniej głównie na regularnym podpisywaniu kolejnych porozumień przed obiektywami aparatów, niemniej jednak nie da się ukryć, że powstało forum wymiany informacji i wspólnego poszukiwania rozwiązań problemów, które znacznie wzmacnia rynek Morza Północnego.
Choć Deklaracja z Hamburga i cały szczyt państw Morza Północnego w zasadzie przeszedł w Polsce bez echa, to polska branża morskiej energetyki wiatrowej przygląda się bacznie jego efektom. Podczas ostatniej konferencji Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej w Świnoujściu padło pytanie: czy Pakt dla Morza Bałtyckiego, wzorowany na tym dla Morza Północnego, jest możliwy?
Patrząc choćby na to, jakie firmy biorą udział w początkowych fazach rozwoju polskiego sektora offshore wydawałoby się, że taka współpraca międzynarodowa między państwami Morza Bałtyckiego jest nie tylko konieczna, ale też że ona się dzieje bez kolejnych szczytów, deklaracji, listów intencyjnych i uściśnięć rąk przed obiektywami. Z jednej strony mamy przecież choćby polskich potentatów energetycznych, jak Orlen, PGE czy Polenergia, z drugiej ważną rolę pełnią choćby duńskie Orsted, Vestas, Ramboll, Cadeler, Bladt, Equinor, DNV, Kongsberg, Siemens-Gamesa, RWE, Steelwind, które mają przynajmniej częściowo powiązania z krajami nad Bałtykiem, a to wciąż tylko wierzchołek góry lodowej.
Ale jednak, skoro w Polsce i w zasadzie na całym wybrzeżu Morza Bałtyckiego morska energetyka wiatrowa ma się w dalszym ciągu rozwijać dynamicznie, a nawet jeszcze dynamiczniej niż obecnie, każda kolejna formuła współpracy czy gremialnego rozwiązywania problemów i możliwość patrzenia na sektor bez ograniczeń geograficznych jest przynajmniej warta rozważenia. Tym bardziej, że kończy się właśnie polska prezydencja w Radzie Państw Morza Bałtyckiego, a w jej ramach energetyka morska oraz jej bezpieczeństwo były ważnym tematem. Z takiego też założenia wyszli organizatorzy konferencji PSEW, którzy do debacie o ewentualnym pakcie dla Bałtyku przy okrągłym stole zaprosili reprezentantów polski deweloperów oraz urzędników państwowych reprezentujących Niemcy, Norwegię, Danię, Polskę oraz Komisję Europejską.
– Pakt, który został podpisany w Hamburgu, jest dobrym przykładem tego, jak ważna jest dla nas również na Bałtyku współpraca, integralność, budowa wspólnego łańcucha dostaw, ale także budowa wspólnego bezpieczeństwa i ujednolicenie podejścia do regulacji, odporności łańcucha dostaw – komentuje Patrycja Kunc-Rozbrój, wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych w PGE Baltica. Spółka buduje na polskim wybrzeżu największy póki co projekt morskiej farmy wiatrowej Baltica 2, a w fazie dewelopmentu ma już kolejne.
Ale mimo wszystko Bałtyk to nie Morze Północne. I nie chodzi tu już jedynie o rozwój państwowych gospodarek, który napędzałby budowę sektora offshore, nie chodzi nawet o warunki wiatrowe czy hydrograficzne. Kwestią, która znacznie odróżnia te dwa akweny, jest... Rosja. Nie można bowiem zapomnieć, że Rosja również posiada dostęp do Morza Bałtyckiego, z którego zresztą skwapliwie korzysta. W ostatnich latach borykamy się nie tylko z obecną tutaj w masie flotą cieni, ale też atakami o charakterze hybrydowym na infrastrukturę morską oraz wzmożoną działalnością szpiegowską. Choć inicjatyw międzypaństwowych, mających być odpowiedzią na te działania, nie brakuje, to – jak zauważa Patrycja Kunc-Rozbrój z PGE – jest to region dwóch prędkości.
– Jedne kraje, tak jak Polska, próbują wdrożyć instrumenty umożliwiające interwencje, inne, jak Estonia, już działają operacyjnie, mają bardziej restrykcyjną wykładnię traktatów międzynarodowych i prawa międzynarodowego, która umożliwia podejmowanie określonych działań. To wszystko prowadzi nas do konkluzji, że bardzo ważne jest, abyśmy jednak zbudowali jedną wspólną odpowiedź na tego rodzaju działania, aby wzmacniać bezpieczeństwo działania na Morzu Bałtyckim.
Nie oznacza to jednak, że przez uczestnictwo w tego typu inicjatywie Polska mogłaby się tylko uczyć i przejmować rozwiązania zaimplementowane wcześniej przez innych. Moglibyśmy stanowić w kwestii offshore wind ważny głos ze względów regulacyjnych i być przykładem dla sąsiadów, jak wspierać sektor.
– Polska w chwili obecnej jest jednym z krajów, które mają najbardziej atrakcyjny z perspektywy bankowalności system wsparcia dla energetyki morskiej, który wyraża się w dwustronnym kontrakcie różnicowym – mówiła zaraz po debacie na temat paktu podczas konferencji PSEW 2026 Patrycja Kunc-Rozbrój. Przypomniała, że pod koniec zeszłego roku w Polsce rozstrzygnięta została aukcja offshore na projekty o łącznej mocy ponad 3,4 GW, podczas gdy Dania, Niemcy czy Litwa nie zakończyły swoich aukcji w 2025 roku z sukcesem. – To pokazuje, że pewna przewidywalność prawna daje zachętę inwestorom do składania ofert i do inwestowania w Morze Bałtyckie. Polska ma także doświadczenia we wdrażaniu dobrych regulacji. Przykładem takiej jest tzw. ustawa offshore'owa, która w dużej mierze ujednoliciła procesy administracyjne, przyspieszyła je i zagwarantowała deweloperom większą pewność szybkości działani w zakresie pozyskiwania pozwoleń i zgód administracyjnych.
Kunc-Rozbrój dodaje jeszcze, że również polskie podejście do local content może być przedmiotem zainteresowania innych państw.
– Jako PGE Baltica traktujemy local content jako naszą misję. Bierzemy udział w różnego rodzaju warsztatach, edukujemy dostawców i pozwalamy im wejść bez ograniczeń do europejskiego systemu łańcucha dostaw. To jest ważny przykład, który możemy wykorzystać, możemy pokazać innym państwom, jak te działania w zakresie budowania local content, które nie oznaczają zamykania się na inne rynki, a pozycjonowanie własnych lokalnych dostawców w szerokich łańcuchach dostaw, mogą być wdrożone także w innych krajach.
Póki co rozmowy podczas konferencji Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej miały charakter teoretyczny. Nie ma żadnych oficjalnych działań w kierunku jakiegokolwiek sformalizowania współpracy między wszystkimi graczami na Bałtyku (wszystkimi poza Rosją, która i tak nie przejawia zainteresowania morską energetyką wiatrową) w takiej nowej formule. Ale drzwi nie są zamknięte.
– Dzisiejsza konferencja pokazała nam, że wszystkie państwa widzą konieczność ujednolicenia podejścia do bezpieczeństwa, do stabilizacji regulacji, wzmacniania łańcucha dostaw, planowania rozwiązań w zakresie rozbudowy infrastruktury. To bardzo optymistyczne, że nie jesteśmy w tym dążeniu do wspólnego rozwoju energetyki morskiej na Bałtyku sami – mówi Patrycja Kunc-Rozbrój.
Wiadomo jednocześnie, że taki potencjalny pakt dla Bałtyku nie mógłby być po prostu kopią tego dla Morza Północnego, bo borykamy się z innymi wyzwaniami, które na zachodzie nie są aż tak wyraźne. Warto jednak wyznaczyć sobie wspólne cele i w ten sposób zacieśniać współpracę w najbliższym sąsiedztwie, poza szerokimi ramami choćby Unii Europejskiej. Uczestnicy debaty przy okrągłym stole podkreślali, że koordynacja międzynarodowa jest koniecznością, zwłaszcza przy dużej dynamice rozwoju projektów, a jednocześnie coraz większych ryzykach. Czy tego typu formuła będzie kontynuowana i jakie skutki przyniesie? Tego jeszcze nie wiemy, bo potencjalny głos branży musiałby trafić na same szczyty władz krajowych. Wiadomo jednak, że podstawowe ambicje zaangażowanych państw są spójne.
– Wiemy, że Bałtyk ma potencjał do tego, żeby stać się jednym z większych offshore'owych hubów energetycznych w Europie i tylko poprzez wspólne działanie będziemy mogli to zrealizować. Wiemy, że jest to nie tylko nasze dążenie, ale także wizja pozostałych państw Morza Bałtyckiego – kończy Patrycja Kunc-Rozbrój.
Najwięksi producenci turbin wiatrowych w 2021 roku. Zobacz ranking
Vattenfall po 25 latach zamyka przybrzeżną farmę wiatrową Irene Vorrink w Holandii
USA zawiesiły sankcje naftowe na Iran na 60 dni
Politechnika Gdańska kształci ekspertów, którzy zwiększą udział polskich firm w branży offshore
Polish Offshore Wind Podcast - Zbroja Adwokaci - Kamila Zimińska
PSEW 2026: wiatr może obniżyć rachunki za prąd, ale trzeba usunąć bariery dla OZE
PSEW: offshore wind nowym frontem bezpieczeństwa państwa
Jak pogodzić offshore wind z turystyką i rybołówstem? Doświadczenia płyną z zagranicy