O tym, jak zaistnieć w łańcuchach dostaw dla budowy i eksploatacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej oraz o kształtowaniu krajowego udziału w tej inwestycji rozmawiamy z Grzegorzem Majem, Pełnomocnikiem Zarządu Polskich Elektrowni Jądrowych ds. Wsparcia Rozwoju Rynku.
Czy kiedy w jednym zdaniu używamy haseł „local content” i „elektrownia jądrowa” to rozmawiamy o polskim udziale w budowie tejże elektrowni, czy już także o jej eksploatacji?
O jednym i drugim. Mówimy tak naprawdę o trzech fundamentach, które składają się na local content w takiej postaci, jak my go definiujemy. Mówimy więc o polskim przemyśle, polskich kadrach i polskiej nauce. Z jednej strony chcemy, żeby to polskie firmy w jak największym stopniu uczestniczyły w budowie elektrowni jądrowej. Z drugiej strony, żeby to byli polscy pracownicy, bo trudno sobie wyobrazić, że do zaakceptowania przez kogokolwiek byłoby, gdyby na placu budowy zamiast 10,5 tysiąca polskich pracowników w szczycie budowy w latach 2031-32 byli tam w większości obcokrajowcy. No i zaangażowanie polskiej nauki. To trzy elementy, które dzisiaj są skoncentrowane przede wszystkim tutaj, na Pomorzu.
Jak wygląda zainteresowanie ze strony przemysłu? Telefony się rozdzwaniają, czy może jednak polski przemysł jeszcze trochę się boi tematu energetyki jądrowej w Polsce?
Nie, polski przemysł nie boi się tego tematu i patrzymy na to zarówno z perspektywy zaangażowania tych największych firm, jak też małych i średnich przedsiębiorstw. Miernikiem tego zainteresowania jest fakt, że w bazach amerykańskich wykonawców, Westinghouse i Bechtel, jest ponad 1,5 tysiąca polskich firm, które zarejestrowały się jako zainteresowane budową elektrowni i przejściem przez etapy kwalifikacji. Na naszych zleceniach i zamówieniach na infrastrukturę towarzyszącą, co jest w ogóle wstępem do budowy elektrowni, ponad miliard złotych, które wydaliśmy, zarobiły polskie firmy, z czego ponad 280 mln firmy pomorskie.
Zainteresowanie jest duże. Praktycznie w każdym tygodniu jesteśmy na spotkaniach z przedsiębiorcami w Lęborku, w Pucku czy w Wejherowie. Dziś mieliśmy spotkanie w Gdańsku. Natomiast my swoją rolę jako aktywnego inwestora postrzegamy też w ten sposób, że chcemy przygotować polskie firmy do jak najbardziej skutecznego uczestnictwa w procesie zamówieniowym. Oczywiście nie wskażemy, która firma wygra. Trzeba po prostu złożyć najlepszą ofertę. Natomiast przewagę dla pomorskich i polskich firm stanowić będzie informacja, kiedy będą jakie zamówienia, jak się do nich przygotować, jakie będą wymagane dokumenty, certyfikaty i tak dalej. Bardzo aktywnie to robimy i koncentrujemy to też w dużej mierze na Pomorzu, bo przynajmniej raz na dwa miesiące organizujemy tu duże wydarzenie z cyklu „Atomowe szanse”. Informujemy przedsiębiorców podczas spotkań o wymaganiach w zakresie certyfikacji, w zakresie gwarancji, czy o harmonogramach.
Projekt wkroczył w kolejną fazę realizacji. 31 marca złożyliśmy wniosek o zezwolenie na budowę do Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki. W grudniu Komisja Europejska wydała zgodę na finansowanie z budżetu państwa. Teren pod przyszłą budowę jest przygotowywany, wyciętych zostało 300 hektarów lasu, trwają ostatnie prace ogrodzeniowe, a także intensywne prace w zakresie przygotowania bazy zakwaterowania. Tak naprawdę poszły konie po betonie i projekt jest w takiej fazie, że jego etapy będą postępować coraz szybciej.
Słyszymy i czytamy o tym, że duże polskie firmy biorą udział w procesie certyfikacji. Muszą przez niego przejść, co jest zrozumiałe, ale mam wrażenie, że mniejsze firmy, które mogłyby być zainteresowane udziałem w funkcjonowaniu tego sektora na jednym z etapów, boją się, kiedy słyszą o tym procesie certyfikacyjnym, o formalnościach. Boją się, że nie dadzą rady, że mają za małe budżety, że zabraknie im rąk do pracy lub kompetencji, żeby przez to przebrnąć. Czy to rzeczywiście jest takie trudne? Czy tam gdzieś jest miejsce dla tych mniejszych przedsiębiorców?
Proces budowy elektrowni jest podzielony na dwie zasadnicze części: część jądrową i część konwencjonalną. Część jądrowa wymaga posiadania certyfikatu kwalifikacji na poziomie NQA-1 ASME. W procedurze uzyskiwania tego standardu uczestniczy sześć polskich firm, a siódma dołączyła niedawno. Przedsiębiorstwa te przechodzą obecnie proces dostosowywania się do amerykańskich norm. Natomiast część jądrowa to tylko jeden z elementów budowy elektrowni, wcale nie największy, jeśli chodzi o zakres robót. Cała pozostała część konwencjonalna, budynki, które powstaną wokół elektrowni, cała infrastruktura wokół niej już na placu budowy, to część konwencjonalna, w której polskie firmy mają doskonałe doświadczenia, budowały elektrownie w Polsce i Europie, więc o to my się nie boimy.
W mojej ocenie obawy przedsiębiorców wynikają w dużej mierze z tego, że jest to pierwszy projekt jądrowy w najnowszej historii Polski. Kiedy coś jest robione po raz pierwszy, to zawsze wiążą się z tym pewne niepewności na temat tego, co będzie wymagane, w jaki sposób, czy to jest dla nas, czy nie. Po to rok temu stworzyliśmy Polską Platformę Jądrową, na którą zapraszam. Przekazujemy tam na bieżąco informacje o tym, jakie będą wymogi, gdzie organizujemy spotkania, jak wejść w łańcuch dostaw, żeby rzeczywiście korzystać z tych zleceń. To jest bardzo ważne. Dostrzegamy to, to jest nasza rola. Nie wypisujemy się z niej.
Certyfikaty, które będą wymagane poza tą częścią jądrową, to wymagania polskie i europejskie. To nie są wymagania amerykańskie, międzynarodowe czy inne. To te, które obowiązują tutaj, u nas. W części jądrowej Agencja Rozwoju Przemysłu z naszym dużym zaangażowaniem uruchomiła możliwe wsparcie, tzw. pożyczkę certyfikacyjną, po którą można sięgać. Zapraszamy żeby rzeczywiście z tego instrumentu korzystać, bo jest on stricte dedykowany dla branży jądrowej.
Czy podczas spotkań z przedsiębiorcami musicie borykać się ze swoistą mitologizacją całego sektora jądrowego? Czy patrzą oni na tę inwestycję przez pryzmat naszej historii z Żarnowcem czy nawet Czarnobyla? Czy jest tam strach?
Nie aż tak. To nie jest w kategoriach strachu, raczej potrzeby informacji kiedy co będzie, kiedy i z czego będziemy mogli skorzystać, kiedy i jakie zlecenia będą wypuszczane na rynek, jaka jest rola PEJ, jaka jest rola amerykańskiego konsorcjum. To są bardziej wątpliwości, czy to będą amerykańskie normy, czy musimy je spełniać, czy mamy szanse, jeśli nie mamy doświadczenia w „jądrówce”. Dlatego doceniamy bardzo tę rolę spotkań i zaangażowanie lokalnego samorządu. Kiedy zaczynałem się zajmować tematyką local content zastanawiałem się, jakie będzie podejście samorządu pomorskiego do kwestii współpracy na linii Polskie Elektrownie Jądrowe jako inwestor a lokalnymi przedsiębiorcami, szkołami, kadrami, kształceniem. To naprawdę świetne, że jest inicjatywa ze strony starostów, organizacji, do organizowania spotkań z przedsiębiorcami, rad przedsiębiorczości, angażowania szkół w procesy kształcenia. Wygląda to naprawdę bardzo dobrze. Tutaj mamy bardzo partnerskie podejście i w obliczu tej jądrowej rewolucji przemysłowej, która czeka Pomorze, powoduje to, że więcej mówimy o szansach niż o zagrożeniu.
Kogo w tym momencie poszukujecie? Jakie branże, jakie usługi powinny się do was teraz zgłaszać, a jakie będą potrzebne w najbliższym czasie, miesiącach i latach?
Proces budowy elektrowni mamy podzielony na etapy. W tym momencie etap, na którym skupiamy największą uwagę, to infrastruktura towarzysząca, czyli drogi, które są remontowane i budowane, całe otoczenie placu budowy. Konsorcjum amerykańskie będzie z kolei zlecać część zamówień, chociażby na zawory czy konstrukcje stalowe, więc to czeka nas w najbliższej perspektywie.
2028 rok to data wylania pierwszego betonu jądrowego. Wtedy ruszą właściwe prace budowlane – cały sektor budowlany, sektor konstrukcji stalowych, elektryka, automatyka, których szczyt przypadnie na lata 2030-34. Poza zaangażowaniem przemysłu, musimy włączyć do projektu ekspertów, specjalistów, poszczególne grupy pracowników, ponieważ zarówno my, jak i firmy, które będą wchodziły na plac budowy i generalny wykonawca, będą potrzebowały silnego zaplecza kadrowego. Przez plac budowy przewiną się 24 tysiące ludzi. W szczytowym momencie w latach 2031-32 to będzie 10,5 tys. pracowników. To będą elektrycy, spawacze, monterzy, zbrojarze, budowlańcy. To wyzwanie i szansa, bo jeśli zdobędzie się kwalifikacje do wejścia na plac budowy elektrowni jądrowej, to tak naprawdę będzie się rozchwytywanym pracownikiem nie tylko w branży jądrowej, ale w każdej innej – stalowej, offshorowej. Jeżeli ma się certyfikację spawacza na poziomie wymaganym dla elektrowni jądrowej, to tak naprawdę można znaleźć pracę wszędzie. Proces podnoszenia kwalifikacji i kształcenia już się dzieje w Wejherowie, w Pucku, w Lęborku. Na dniach powstanie Pomorska Rada Kompetencji Jądrowych [Rada została powołana 11 maja – przyp. red.], wspólna inicjatywa Polskich Elektrowni Jądrowych, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, gdzie w skali całego województwa pomorskiego będziemy kształcić kadry na potrzeby budowy elektrowni z dwóch powodów. Po pierwsze, potrzebujemy, żeby to byli polscy pracownicy i musimy ich przygotować, żeby zasilili właśnie te firmy, które będą wchodziły na plac budowy. Z drugiej strony nie chcemy sytuacji, gdzie nie będzie na rynku dostępnych specjalistów i firmy będą sięgać do lokalnych, małych i średnich przedsiębiorstw, żeby zabierać im pracowników. Patrzymy na to właśnie w taki sposób. To też efekt naszych spotkań z przedsiębiorcami na poziomie lokalnym. Staramy się właśnie w taki sposób odpowiadać na te obawy i lęki.
2026 rok to chyba moment na to, żeby potencjalni przyszli pracownicy, którzy będą stanowili kadrę elektrowni jądrowej, myśleli już o zdobyciu odpowiednich kompetencji. Czy trwają z waszej strony jakieś przygotowania i współpraca z samorządami, które opiekują się szkołami?
Tak, ale musimy zanurkować głęboko, bo mamy po pierwsze deficyt na rynku pracy. Doskonale, czym niższe bezrobocie, tym lepiej dla wszystkich. Z drugiej strony jest cały czas taka tendencja, że lepiej iść do liceum niż do technikum czy szkoły zawodowej. A dzisiaj spawacz może zarabiać 12 tys. złotych – nie zawsze, mając wyższe wykształcenie, można tyle zarabiać na jakimś stanowisku. Te zawody stają się więc bardzo atrakcyjne również od strony finansowej. Dodatkowo z informacją, z czym się wiąże zdobycie tych kompetencji do budowy elektrowni z punktu widzenia ścieżki kariery, musimy dotrzeć do szkół podstawowych. To tam rodzice pomagają dzieciom podjąć decyzję, do jakiej szkoły pójdzie, jaki wybierze kierunek kształcenia.
Od kilku miesięcy wspólnie z Urzędem Marszałkowskim zbieramy to zainteresowanie ze strony szkół technicznych, które chciałyby w tym procesie edukacji na potrzeby energetyki jądrowej uczestniczyć. Praktycznie z każdego powiatu są zgłoszone szkoły techniczne, elektryczne, budowlane. Chcemy do tego dołożyć klasy pod patronatem Polskich Elektrowni Jądrowych, żeby to kształcenie miało charakter praktyczny, nie teoretyczny, żeby ci ludzie mogli płynnie wejść na plac budowy.
Mamy też duże zainteresowanie ze strony chociażby Invest Parku Rumia, który chciałby zbudować centrum podnoszenia kwalifikacji dla tych, którzy są już na rynku pracy. Dużo się więc dzieje w tym zakresie, ale 24 tys. ludzi, których trzeba przygotować na plac budowy, żeby to byli polscy pracownicy, a nie zagraniczni – to bardzo ciekawe wyzwanie.
Czy wasze przyszłe kadry będą potrzebować kompetencji tylko i wyłącznie technicznych, inżynieryjnych, czy będzie tam też miejsce na inne umiejętności?
Humanistyczne mniej, zdecydowanie. To będą twarde wymagania techniczne i pewne zawody będą się powielać na etapie budowy i eksploatacji. Na etapie budowy najwięcej będziemy potrzebowali elektryków, bo ponad 3,5 tysiąca. Natomiast podczas eksploatacji, zakładając, że będziemy mieli około 1000-1200 pracowników, to prawie połowa z nich to będą również elektrycy. Poza tym potrzebni będą radiolodzy, technicy energetyki jądrowej, specjaliści od energetyki jądrowej. Tych kompetencji do tej pory w Polsce nie budowaliśmy, bo nie budowaliśmy elektrowni jądrowej.
Powołujemy coś, co nazwaliśmy Pomorskim Hubem Naukowo-Dydaktycznym. To inicjatywa Polskich Elektrowni Jądrowych i Związku Uczelni Daniela Fahrenheita. Chcemy, żeby Uniwersytet Gdański, Politechnika Gdańska, Gdański Uniwersytet Medyczny, inne pomorskie uczelnie były centrum budowania kompetencji energetyki jądrowej na etap eksploatacji. Mamy podpisane porozumienia z uczelniami w całej Polsce, ale chcemy, żeby to Pomorze było integratorem kształcenia na potrzeby energetyki jądrowej w Polsce. To się będzie wiązać nie tylko z pierwszą elektrownią jądrową, czyli z Choczewem. To będzie ważne w momencie podjęcia decyzji o budowie drugiej elektrowni jądrowej. To będzie się wiązać także z tym, że jeżeli będą się rozwijać małe reaktory jądrowe, tak zwane SMR-y – a widzimy, że wszystko zmierza w tym kierunku – to kadry również będą kształcone tutaj. Na Pomorzu pod każdym względem local conentu odbywa się rewolucja przemysłowa i technologiczna. To Pomorze w naturalny sposób będzie liderem tych procesów. I powiem tak: patrząc na zaangażowanie władz samorządowych, przedsiębiorstw, firm, organizacji pracodawców, Pomorze na tym etapie absolutnie tę szansę wykorzystuje. Relacje są naprawdę bardzo partnerskie i nastawione pro, a nie anty.
Gdzie wszyscy zainteresowani powinni szukać informacji, gdzie zgłaszać się z pytaniami o to, jak można zaistnieć w procesie budowy i eksploatacji elektrowni?
Mamy dwa takie punkty: wirtualny i rzeczywisty. Ten punkt wirtualny to Polska Platforma Jądrowa. Uruchomiliśmy ją w 2025 roku, tam zamieszczamy informacje o tym, jak zostać dostawcą, z kim się kontaktować, gdzie zasięgnąć więcej informacji, jak wejść do łańcucha dostaw, gdzie odbędą się wydarzenia informacyjne.
W ostatnich miesiącach uruchomiliśmy Pomorski Punkt Local Content. To miejsce w naszej siedzibie przy Jana z Kolna 11, gdzie są osoby przygotowane, żeby udzielić wszelkich informacji na temat tego, jakie trzeba spełniać wymogi, w jaki sposób zostać dostawcą do budowy elektrowni, kiedy będziemy przechodzić poszczególne etapy. Na spotkania można się umówić telefonicznie. Na Polskiej Platformie Jądrowej są wszystkie kontakty na poziomie ogólnopolskim i pomorskim. Odbywamy spotkania zarówno z organizacjami pracodawców, jak też indywidualne spotkania z firmami. Jeżeli firma chciałaby siebie zaprezentować, pokazać swój potencjał, również się spotykamy.
Najwięksi producenci turbin wiatrowych w 2021 roku. Zobacz ranking
Vattenfall po 25 latach zamyka przybrzeżną farmę wiatrową Irene Vorrink w Holandii
PSEW: offshore wind nowym frontem bezpieczeństwa państwa
Jak pogodzić offshore wind z turystyką i rybołówstem? Doświadczenia płyną z zagranicy
Windar informuje o postępach w budowie szczecińskiej fabryki wież wiatrowych
ARP S.A. i PARP wzmocnią kompetencje przedsiębiorstw w ramach rozwoju offshore wind
TotalEnergies i partnerzy podpisli memorandum o współpracy w Syrii
Equinor świętuje transport nr 5000 ze złoża Gullfaks na Morzu Północnym