• <
PGZ_baner_2025

Łukasz Wyszyński: Konfikt na Bliskim Wschodzie przebiega w taki sposób, że obie strony mogą ogłosić "zwycięstwo"

Strona główna Marynarka Wojenna, Bezpieczeństwo Morskie, Ratownictwo Łukasz Wyszyński: Konfikt na Bliskim Wschodzie przebiega w taki sposób, że obie strony mogą ogłosić "zwycięstwo"

Rozmowa z dr Łukaszem Wyszyńskim, politologiem z Akademii Marynarki Wojennej.

GM: Czy dzisiaj jesteśmy w stanie powiedzieć, kto wygrywa wojnę na Bliskim Wschodzie? Doniesienia po stronie amerykańskiej są bardzo optymistyczne – mówią o zniszczeniu wszelkich zdolności obronnych Iranu. Iran jednak się odgryza, może coraz mniej intensywnie, ale o jego pokonaniu trudno mówić.

Dr Łukasz Wyszyński: Zgadzam się, że pokonanie Iranu w klasycznym rozumieniu jest w tej chwili niemożliwe. Odpowiem wręcz dość przewrotnie: na ten moment wszystkie strony zarówno wygrywają, jak i przegrywają, ponieważ żadna nie osiąga maksymalnych korzyści. Stany Zjednoczone wraz z Izraelem osiągają sukces, jakim jest osłabienie potencjału wojskowego Iranu. Intensywne naloty, które trwają już od kilku tygodni, najprawdopodobniej przynoszą konkretne efekty i są prowadzone w sposób niezakłócony. Niemniej jednak reżim irański nie został obalony. Iran jako państwo o znacznie mniejszym potencjale obronił się w pierwszej fazie i nie doszło do zmiany władzy, mimo dekapitacji części kierownictwa. Mamy ciągłość państwa, więc Iran wszedł w fazę, w której próbuje dyktować swoje warunki.

Czy aktywne włączenie się Arabii Saudyjskiej lub innych państw Zatoki Perskiej mogłoby zmienić oblicze tego konfliktu? 

- Rola państw regionu może być dwojaka. Z jednej strony Iran w odpowiedzi na ataki uderzał już w instalacje wojskowe i infrastrukturę strategiczną tych krajów, szczególnie związaną z eksportem węglowodorów. Państwa Zatoki wysyłają więc komunikaty dyplomatyczne, że zależy im na jak najszybszym ustabilizowaniu lub zakończeniu konfliktu. Ale też z ich perspektywy najlepiej byłoby, gdyby Iran wyszedł z tej wojny wyraźnie osłabiony. Jednak przedłużający się konflikt mocno uderza w ich gospodarkę i zdolności eksportowe. Dlatego Amerykanie mogą rozważać większe zaangażowanie tych państw w konflikt, by go szybciej zakończyć. Jednak dla państw regionu eskalacja nie jest celem – wręcz przeciwnie, jest najgorszym możliwym scenariuszem. Ale jest też inny wątek. Mówi się też o rozmowach między Arabią Saudyjską a Pakistanem. Państwa regionu będą z pewnością szukały wzajemnych porozumień, by kształtować nowe środowisko bezpieczeństwa.

- Czy wyobraża pan sobie samoloty saudyjskie lecące obok izraelskich, realizujące wspólny cel militarny? Taka współpraca postawiłaby Saudów w bardzo trudnej pozycji politycznej.

- Zgadzam się, tudno mi sobie wyobrazić aktywny udział Saudów po stronie Izraela. Myślę, że będą robili wszystko, by do takiej sytuacji nie doprowadzić.

- Przejdźmy do Cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku dla ropy i gazu. Czy Stany Zjednoczone przy udziale sojuszników są w stanie zapewnić bezpieczeństwo żeglugi, czy jednak geografia i uzbrojenie Iranu sprawiają, że Iran zachowa kontrolę nad cieśniną?

- Mamy tu kilka elementów. Iran podpisał, ale nie ratyfikował Konwencji o prawie morza, a Stany Zjednoczone nie są jej stroną, więc powoływanie się na regulacje prawne mija się z celem. Niemniej społeczność międzynarodowa oczekuje, że prawo nieszkodliwego przepływu będzie obowiązywało – to kwestia kluczowa dla światowej gospodarki. Ale też pamiętajmy, że Cieśnina Ormuz nie jest obecnie zablokowana. Iran najprawdopodobniej nie ma już zdolności do konwencjonalnej blokady przy użyciu marynarki, która w większości została zniszczona. Może jednak próbować zaminować cieśninę i oddziaływać ogniowo z lądu przy pomocy dronów i pocisków balistycznych. To podnosi koszty ubezpieczeń i sprawia, że armatorzy unikają przejścia. W ostatnich dniach przez cieśninę przeszło zaledwie kilka jednostek, ale statki chińskie, indyjskie, a prawdopodobnie też rosyjskie czy tureckie, są najprawdopodobniej przepuszczane.

Przed Amerykanami stoją więc trzy opcje: eskalacja i wywieranie presji, dojście do porozumienia politycznego, a rozmowy już trwają za pośrednictwem państw trzecich, lub rozważanie operacji lądowej. Ta ostatnia wiązałaby się z ogromnym ryzykiem – nawet zajęcie kluczowych wysp w Cieśninie nie wyeliminowałoby zagrożenia z lądu ze względu na górzysty teren, z którego można uderzać w statki. Cieśnina w najwęższym miejscu ma zaledwie 36 kilometrów. 

Te scenariusze są na stole, a obie strony chcą mieć silną pozycję przetargową w negocjacjach.

- Najbardziej poszkodowane wydają się być Chiny – zarówno przez zakłócenia dostaw ropy, jak i deficyt siarki ważnej dla rolnictwa. Czy Pekin będzie cierpliwie przyglądał się sytuacji, czy jednak może realnie wpłynąć na rozwój wydarzeń poza symbolicznym wsparciem Iranu?

- Chiny na razie przyjęły postawę wyczekiwania i przyglądania się sytuacji. W regionie przebywa chińska jednostka badawcza, która monitoruje sytuację, szczególnie w kontekście amerykańskich zdolności wojskowych. Chiny mają jedne z największych rezerw strategicznych ropy na świecie, więc ich odporność jest stosunkowo duża. Długoterminowo zamknięcie Ormuzu byłoby dla nich bardzo bolesne, ale na razie mogą czekać dłużej niż inne państwa Azji. Iran z kolei ma alternatywy lądowe i będzie starał się pokazać, że sytuacja jest pod kontrolą.

- Wszyscy zadajemy sobie pytanie, ile ten konflikt może potrwać? Czy wyobraża pan sobie, że będzie trwał pół roku, czy raczej nastąpi stopniowa deeskalacja? Cały świat czeka na uspokojenie sytuacji, szczególnie z punktu widzenia gospodarki morskiej i żeglugi.

- Kluczowa jest presja społeczności międzynarodowej. Wszyscy odczuwamy to już na stacjach benzynowych, a w dłuższej perspektywie uderzy to w koszty logistyki i cenę wielu produktów. Największa presja dotyczy odblokowania i zapewnienia bezpieczeństwa przejścia przez Cieśninę Ormuz. Iran nadal ma karty przetargowe – m.in. wsparcie Jemenu (Huti) i możliwość zakłócenia ruchu na Morzu Czerwonym przez Cieśninę Bab el-Mandeb. Amerykanie z kolei mogą rozważać zajęcie części terytorium wokół Ormuzu siłą. Więc obie strony mają jeszcze narzędzia do eskalacji konfliktu. Jednak Stany Zjednoczone nie będą chciały prowadzić operacji o wysokiej intensywności przez wiele miesięcy – to wyczerpuje zasoby i odbija się na sytuacji wewnętrznej oraz gospodarce. Większość analiz wskazuje, że konflikt raczej rozstrzygnie się w dniach lub tygodniach, a nie miesiącach czy latach. Przedłużanie byłoby niebezpieczne zarówno pod względem skutków militarnych, jak i konsekwencji gospodarczych.

- Czy można już powiedzieć, że Bliski Wschód będzie po tym konflikcie zupełnie inny? Dubaj przestał być postrzegany jako spokojny raj, a Iran – nawet jeśli reżim przetrwa – będzie militarnie i infrastrukturalnie znacznie słabszy przez najbliższą dekadę.

- Nie ma już powrotu do Bliskiego Wschodu sprzed tej interwencji. To, co się wydarzyło – w tym dekapitacja części kierownictwa Iranu – powoduje trwałe zmiany. Iran wyjdzie z konfliktu osłabiony wojskowo i technologicznie. Nawet jeśli ogłosi „moralne zwycięstwo”, ponieważ się obronił i nie doszło do zmiany reżimu, to z punktu widzenia interesów USA i Izraela Amerykanie zyskali czas. Przez najbliższe 5–10 lat Iran nie będzie w stanie odbudować poprzedniego potencjału wojskowego. To pozwoli Stanom Zjednoczonym lepiej zarządzać swoją pozycją strategiczną, szczególnie w regionie Azji i Pacyfiku. Najwięcej pytań pojawi się jednak wokół relacji wewnętrznych w regionie i poczucia bezpieczeństwa. Państwa Zatoki, uzależnione nie tylko od infrastruktury do przeładunków ropy i gazu, ale też m.in. od instalacji odsalania wody morskiej, będą musiały szukać nowych gwarancji bezpieczeństwa i partycypować w nowej architekturze regionalnej.

- Czy przebieg tej operacji potwierdza technologiczną dominację Stanów Zjednoczonych? Kilka miesięcy temu akcja w Wenezueli była nazywana majstersztykiem. Tutaj Iran odpowiada – może mało skutecznie.

- Amerykanie przeprowadzili bardzo sprawną operację przerzutu sił i prowadzenia uderzeń lotniczych z wykorzystaniem pocisków manewrujących. Dwie grupy lotniskowców operują w regionie, potwierdzając zdolności do dalekich projekcji siły. Przy atakowaniu nawet tysiąca celów dziennie straty są bardzo małe – to pokazuje wysoką sprawność operacyjną. Jednak Iran nie prowadzi wojny symetrycznej. Mimo zniszczenia lotnictwa i dużej części marynarki nadal jest w stanie atakować pociskami balistycznymi i dronami cele w regionie. Pokazuje to, że ogromna przewaga technologiczna nie zawsze pozwala osiągnąć wszystkie cele polityczne. Amerykanie potwierdzają swoją siłę w osłabianiu potencjału Iranu do wojny konwencjonalnej, ale przymuszenie Teheranu do zmiany woli politycznej okazuje się znacznie trudniejsze.

Iran przyjął rozsądną, asymetryczną strategię, wykorzystując teren, rozproszenie sił i infrastrukturę. Dlatego paradoksalnie obie strony po tej wojnie będą mogły ogłosić pewien sukces, czy nawet zwycięstwo, choć żadna nie osiągnęła celów maksymalnych.

JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.