Amerykańskie służby ratunkowe ewakuowały drogą lotniczą setki mieszkańców niewielkich osad leżących na wybrzeżu Alaski, zalanych po przejściu tajfunu Halong - podała w czwartek agencja AP. Poziom morza podniósł się tam o 1,8 metra powyżej normalnych przypływów. Jedna osoba zginęła, dwie są zaginione.
Straż Przybrzeżna USA uratowała 24 osoby ze zmytych do morza domów.
Najbardziej ucierpiały miejscowości Kipnuk (715 mieszkańców) i Kwigillingok (380 mieszkańców). Znajdują się one poza główną siecią dróg stanowych i o tej porze roku można się do nich dostać tylko drogą wodną lub powietrzną.
Silne wiatry i wzburzone wody uderzyły w ostatni weekend w te miejscowości rdzennych mieszkańców Alaski wzdłuż delty Jukonu i Kuskokwim w południowo-zachodniej części stanu.
W całym regionie ewakuowano ponad 1500 osób. Władze rozważają przeniesienie ich do schronisk długoterminowych lub tymczasowych. W środę około 300 ewakuowanych zostało przewiezionych do Anchorage, około 800 km od zniszczonych wiosek na wybrzeżu.
W akcji ratunkowej uczestniczy Gwardia Narodowa. Służby starają się wykorzystać każdą poprawę pogody by dostarczyć drogą lotniczą żywność, wodę, generatory i urządzenia komunikacyjne. Według wstępnych ocen, niektóre domy nadają się tylko do rozbiórki, a wielu nie da się odremontować przed nadejściem zimy.
os/ ap/
Fot. Depositphotos
Rosyjskie bombowce nad Morzem Barentsa. Interweniowali Norwegowie
Szwedzka delegacja przylatuje do Polski rozmawiać m.in. o okrętach podwodnych
USA znów uderzyły w łódź domniemanych przemytników na Karaibach - dwie ofiary
Jak chronić porty i infrastrukturę energetyczną na morzu? [KONGRES POLSKIE PORTY 2030+]
PGZ Stocznia Wojenna zajmie się serwisem fregaty
Zmiana warty w COM-DKM. Uroczyste przekazanie obowiązków między admirałami