• <
PGZ_baner_2025

Zamarznięta Motława i lód na Zatoce Gdańskiej. Rzecznik PSP w Gdańsku apeluje o rozsądek

Strona główna Marynarka Wojenna, Bezpieczeństwo Morskie, Ratownictwo Zamarznięta Motława i lód na Zatoce Gdańskiej. Rzecznik PSP w Gdańsku apeluje o rozsądek
Zamarznięta Motława 1.02.2026 roku. Fot. Gospodarka Morska.

Wyjątkowo mroźna w tym roku zima skuła lodem wody w regionie, w tym część Zatoki Gdańskiej, a nawet Motławę. Lód, choć miejscami naprawdę gruby, nie zapewnia całkowitego bezpieczeństwa, szczególnie na rzece i przy dużej liczbie znajdujących się na nim osób. Straż Pożarna i pozostałe służby apelują o nie wchodzenie na lód i nie narażanie życia swojego oraz ratowników.

Wchodzenie na zamarznięte zbiorniki i cieki wodne nie jest jednak zakazane, dlatego w weekend 31.01 i 1.02 lód na Zatoce, a szczególnie na Motławie, był wręcz oblegany przez mieszkańców i turystów, którzy po nim spacerowali, czy jeździli na łyżwach. Niektórzy śmiałkowie udali się na przejażdżki rowerowe. Mrozy sięgające kilkunastu stopni Celsjusza poniżej 0 (w zeszłym tygodniu nawet -20 stopni Celsjusza), pozwalają w miarę bezpiecznie korzystać z zimy. Nie wolno jednak zapominać, że zawsze istnieje możliwość wpadnięcia do lodowatej wody. Nie wszystkie fragmenty pokrywy lodowej są tej samej grubości, a źle zabezpieczone przeręble i różnego rodzaju cieki cieplejszej wody mogą spowodować, że lód w pewnych miejscach nie będzie wystarczająca gruby, by utrzymać stojącą na nim osobę. Niebezpiecznie może być też w pobliżu budowli hydrotechnicznych, czyli na przykład mostów. W rozmowie z Gospodarką Morską podkreślał to oficer prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku bryg. Jacek Jakóbczyk:

– Jako Straż Pożarna nie mierzyliśmy grubości lodu na Motławie. Oczywiście, przygotowując się do sezonu zimowego oraz w jego trakcie, prowadziliśmy ćwiczenia, podczas których wycinaliśmy przeręble. Obserwowaliśmy kilkunastocentymetrową pokrywę lodu, to było jednak na zbiorniku z wodą stałą, a tutaj mówimy o innych warunkach, gdzie występuje pewien nurt. Mamy taką świadomość, że w przypadku cieków, czyli wód płynących, a także w pobliżu budowli hydrotechnicznych, mostów, miejsc, gdzie mogą wpadać jakieś kanały, chociażby burzowe, pokrywa lodu może być cieńsza. Zawsze też istnieje ryzyko, związane z przeręblami, które wycinają wędkarze, którzy mogą ich odpowiednio nie zabezpieczyć i nie oznakować. W takim miejscu może utworzyć się cienka warstwa lodu, która przykryta dodatkowo śniegiem, wydaje się bezpieczna. W związku z tym trafiamy miejscowo na lód, który jest po prostu cieńszy i nas nie utrzyma – powiedział bryg. Jakóbczyk.

Rzecznik Komendy Miejskiej PSP w Gdańsku przypomniał, że strażacy apelują o nie wchodzenie na lód, a osoby, które tego próbują, robią to na własne ryzyko. Poinformował również, że do tej pory nie było żadnej interwencji w związku z załamaniem się lodu pod człowiekiem. Jedyna interwencja dotyczyła kobiety, która spadła z mostu na zamarzniętą Motławę. Korzystają z lodu należy pamiętać o ryzyku i w miarę możliwości odpowiednio się zabezpieczyć. Dobrze jest pamiętać o kolcach, czy hakach służących do zaczepiania się o lód, które pomogą wyjść na powierzchnię. Przed utonięciem mogą uratować też specjalne plecaki wypornościowe. W przypadku wychłodzenia ratunkiem okażą się ciepłe ubrania na zmianę.

– Przypominam, że w wodzie dorosły człowiek wytrzyma – i nie mówimy tu o jakimś  zahartowanym morsie – może 4 minuty. Choćbyśmy, nie wiem, jak bardzo się starali i szybko jechali, to fizycznie nie jesteśmy w stanie w pewne miejsca dotrzeć szybciej niż czas, który jest dłuższy niż to, co człowiek może wytrzymać. W Straży Pożarnej nie ma patroli. Jesteśmy w stałym kontakcie z Miejskim Centrum Zarządzania Kryzysowego, które posiada dostęp przez Straż Miejską do monitoringu miejskiego. Wiemy od Straży Miejskiej na bieżąco, co się dzieje. Straż Miejska patroluje, Policja patroluje, ale Straż Pożarna nie patroluje – uczula rzecznik gdańskich strażaków.

Bryg. Jacek Jakóbczyk mówił również, że na małej powierzchni lodu, mogą występować znaczne różnice w jego grubości. Jeżeli pomiar w jednym miejscu wskazuje przykładowo 20 centymetrów, w innym miejscu przy tej samej temperaturze powietrza, może wynosić o połowę mniej. Zdaniem strażaka, jeśli ludzie tak tłumnie wchodzą na lód, powinni mieć wiedzę na temat związanych z tym zagrożeń oraz o tym, jak w danych warunkach zachowuje się lód, np. jeśli lód rozmarznie, a później ponownie stężeje.

– Te stany graniczne są niebezpieczne. Jak zacznie wszystko się rozpuszczać, to na początku pojawi się woda na powierzchni. Potem znowu przyjdzie mróz, chwyci i wszystko będzie suche, ale lód już będzie cieńszy. Może komuś się będzie wydawało za dwa tygodnie, jak już to zacznie topnieć, że nadal jest 20 centymetrów, a będzie 7 centymetrów. Również nagrania w mediach społecznościowych, mogą powodować, że obniżają się czujność, szacowanie niebezpieczeństwa i poziom strachu – podkreśla bryg. Jakóbczyk.

Strażak zaznacza, że o ile chodzenie, czy jazdę na łyżwach po lodzie na stojących zbiornikach, przez osoby znające warunki i grubość lodu, można uznać za względnie bezpieczne, to na pewno nie należy do takich wchodzenie na lód, który wytworzył się na wodach morskich Zatoki Gdańskiej. Rzecznik gdańskiej PSP podkreśla, że lód morski podlega falom i różnym naprężeniom, dlatego wchodzenie na niego uznaje za szafowanie życiem ratowników, który choć przeszkoleni, również ryzykują życiem.

W sytuacji tak masowego wyjścia ludzi na zamarzniętą Motławę, strażacy rozważali, czy powinni pomierzyć lodu i wydać komunikat na ten temat. Służba nie może jednak w takich warunkach zapewnić o bezpieczeństwie. Jakikolwiek komunikat zachęcający do wchodzenia na zamarzniętą rzekę byłby więc nie tylko niepewny, ale też nieodpowiedni. Grubość lodu różni się w zależności od fragmentu powierzchni. Przy nabrzeżach stoją również statki, m.in. Sołdek, przy którym może być bardzo niebezpiecznie. To odpowiedzialność, której PSP nie może przyjąć.

– Około kilometra od miejsca, w którym zbiera się najwięcej spacerowiczów i łyżwiarzy, znajduje się Jednostka Ratowniczo Gaśnicza nr 2 w Gdańsku. W jej składzie mamy specjalistyczną grupę ratownictwa wodno-nurkowego. To nie znaczy, że ci nurkowie będą na miejscu w ciągu 3-4 minut. Może się zdarzyć, że w razie wypadku oni będą prowadzić akcję ratunkową w innym mieście, a nawet innym województwie. Wtedy przyjedzie jednostka ratowniczo-gaśnicza, która jest przeszkolona w ratownictwie wodnym, ale tylko na poziomie podstawowym. Oczywiście ta podstawowa pomoc zostanie udzielona. Jednak mimo że jednostka ratowniczo-gaśnicza z grupą jest w promieniu kilometra od Motławy, to nie gwarantuje to, że będzie bardzo szybko na miejscu – podkreśla bryg. Jacek Jakóbczyk.

JOTUN_2026

Dziękujemy za wysłane grafiki.