• <

Skala uszkodzeń rosyjskiej korwety jest ogromna. Ukraina planuje dalsze ataki na rosyjskie stocznie budujące okręty

Strona główna Marynarka Wojenna, Bezpieczeństwo Morskie, Ratownictwo Skala uszkodzeń rosyjskiej korwety jest ogromna. Ukraina planuje dalsze ataki na rosyjskie stocznie budujące okręty

Partnerzy portalu

Fot. Stratkom ZSU

W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia i nagrania ukazujące atak na budowaną w rosyjskiej stoczni w Kerczu korwetę proj. 22800 (typ Karakurt), mającej otrzymać nazwę Askold. Widoczne na kolejnych efekty uderzenia rakietowego każą się zastanowić, czy istnieje jeszcze możliwość odbudowy jednostki, czy też z racji na uszkodzenia nadaje się tylko na złom.

Opisywany już sobotni atak na infrastrukturę stoczniową na okupowanym przez Rosję Krymie wpisuje się w kolejny ciąg udanych akcji Sił Zbrojnych Ukrainy przeciwko Flocie Czarnomorskiej. Choć od początku wojny Ukraina nigdy nie osiągnęła dominacji morskiej oraz zabezpieczenia swoich działań w domenie morskiej, udane akcje uwidaczniają luki i słabości rosyjskiej obrony oraz skuteczności jej sił morskich. Z tego powodu okręty nie działają w pobliżu ukraińskich wód terytorialnych oraz ogólnie zachodniej części Morza Czarnego. Do poniesionych szkód przyznały się władze Federacji Rosyjskiej i co należy podkreślić, zaatakowana stocznia znajduje się 400 km od terytorium kontrolowanego przez Kijów, czyli większą niż wynosi odległość z Gdańska do szwedzkiej Karlskrony, wynosząca nieco ponad 350 km. Służby prasowe ukraińskiej armii podały, że atak został przeprowadzony z powietrza z użyciem sił powietrznych uzbrojonych w francuskie rakiety manewrujące SCALP.

Na nagraniu widać, jak stojący w stoczni okręt zostaje uderzony przez nadlatujący z ogromną prędkością pocisk, po czym dochodzi do ogromnej eksplozji, a kadłub korwety zostaje spowity przez kulę ognia. Jak dotąd nie podano, czy w efekcie ataku ucierpiały osoby znajdujące się w stoczni, ani czy na jednostce znajdowali się budowniczy bądź członkowie przyszłej załogi. O skuteczności ataku wiele mówi zdjęcie pokazujące lewy bok Askolda. Znaczna część nadbudówki, aż do antenomasztu wygląda na spaloną i pełną stopionego, poskręcanego metalu. Prawdopodobnie mocno ucierpiało stanowisko dowodzenia i inne pokłady, co wskazuje na udanie poprowadzony atak oraz siłę rażenia rakiety. Z racji na to, że budowa okrętu była już mocno zaawansowana (wodowanie odbyło się w 2021 roku), najprawdopodobniej zostało utraconych wiele elementów cennego i drogiego wyposażenia. Stąd strata jest tym większa, niż tylko znaczne uszkodzenie kadłuba, widoczne także w dalszej części jednostki. Na zdjęciach z budowy widać, że instalowano już na nim choćby stanowisko armaty morskiej, acz wątpliwe, by już na nim znalazło się uzbrojenie.

Askold (802) należy do zaplanowanej na 16 jednostek serii małych korwet rakietowych, pokrewnych serii podobnych jednostek typu Bujan i nieco większej Bujan-M. Są budowane jednocześnie w kilku stoczniach na obszarze całego kraju. Rozmiary to 67 metrów długości i do 860 maksymalnej wyporności. Miał być zdolny do przenoszenia pocisków rakietowych Kalibr, zestawów rakietowych Igła-S i przeciwlotniczych Pancyr-ME. Wpisuje się w pewien powrót do radzieckiej myśli wojskowej, gdy masowo w radzieckich stoczniach budowano kutry rakietowej, przeznaczone do zmasowanych ataków w myśl zapewnienia sobie przewagi ilościowej kosztem jakościowej w porównaniu z flotami państw NATO. Produkowane wtedy masowo jednostki, w tym proj. 205 i 1241, oznaczone w kodzie NATO jako Osa i Tarantul stanowiły również istotny "towar eksportowy" ZSRR, znajdując się w wyposażeniu flot wielu państw, w tym Polski. Do dziś wiele z nich wciąż znajduje się w służbie, a w Rosji powstają ich kontynuatorzy, jak się zwykło uważać wspomniane już serie Karakurt i Bujan.

Zdaniem ukraińskich służ Rosja posiada nawet 80 jednostek różnych klas na Morzu Czarnym, z czego ok. 30 to jednostki bojowe, w tym 10-12 zdolnych do ataków rakietowych z wykorzystaniem Kalibrów. Ta liczba wskazuje, że potrzeba byłoby zdecydowanie więcej sił i środków, by sparaliżować, bądź całkiem unieszkodliwić Flotę Czarnomorską, niemniej stałe osłabianie rosyjskich sił morskich utrudnia im regularne prowadzenie działań na Morzu Czarnym oraz ukazuje ich słabość względem NATO, zwiększając wysiłki choćby w zakresie dostaw uzbrojenia dla Ukrainy. Jak dotąd, w związku z atakami, Rosjanie usunęli z głównej bazy morskiej na Krymie przede wszystkim okręty rakietowe oraz patrolowce, przenosząc je do baz w Noworosyjsku, Teodozji oraz Kerczu, gdzie doszło ostatnio do ataku. Potencjalnie mogą też wykorzystywać bazę morską leżącą w gruzińskim Sukhum, znajdującą się pod kontrolą separatystycznej, nieuznawanej międzynarodowo Abchazji. Z jednej strony to utrudni Ukrainie dalsze ataki na rosyjskie okręty, niemniej ograniczenie ich obecności w pobliżu zachodniej części Morza Czarnego zwiększa bezpieczeństwo infrastruktury portowej i stoczniowej, m.in. w Odessie, która padła ofiarą serii ataków rakietowych po zerwaniu umowy zbożowej, w wyniku czego uległy zniszczeniu silosy wraz z tysiącami ton zboża.

W wywiadzie dla Ukrinform opublikowanym 24 października br. rzecznik Sił Morskich Ukrainy Dmytro Płetenczuk podkreślił, że wśród potencjalnych, przyszłych celów sił zbrojnych mogą być zakłady Zaliw w Kerczu, gdzie powstają małe korwety rakietowe proj. 22800. Potencjalnym celem miała być jednostka o nazwie Cyklon, która w służbie znajdywała się teoretycznie od pół roku, niemniej nie przeszła testów sprawdzających jej sprawność bojową. Wskazał też, że znajdowały się tam również inne, budowa okręty, wskazując, że przynajmniej jeden został zwodowany, najpewniej niedawno uszkodzony Askold. Rok temu zwodowano tam również korwetę o nazwie Armur. To oznaczało, że potencjalnie Rosja mogła spodziewać się zagrożenia dla swojej infrastruktury stoczniowej, tym bardziej po wrześniowym ataku na stocznię w Noworosyjsku, gdzie uszkodzono okręt desantowy i, co było największą stratą, okręt podwodny. Pleteńczuk podał, że na mapie "celów" znajdują się także infrastruktura stoczniowa w Teodozji w innych lokalizacjach. "Wszystkie są na mapie, w Wikipedii i oczywiście – wróg ich wszystkich używa. Dlatego takie przedsiębiorstwa pozostają legalnymi celami (nie są traktowane jako obiekty cywilne – dop. red.), ponieważ stanowią wrogą logistykę, wrogą infrastrukturę, de facto są częścią przemysłu wojskowego Federacji Rosyjskiej, działając w interesie armii rosyjskiej", podkreślił rzecznik. Wskazuje to, jak ważne pozostaje zabezpieczenie infrastruktury stoczniowej w sytuacji konfliktu.

Ukraińska armia miała zapewnić bezpieczeństwo dla 25 000 km2 od rosyjskich okrętów, czego symbolem było odzyskanie "Wież Bojka" oraz Wężowej Wyspy. Jednocześnie są one w zasięgu sił rakietowych Ukrainy, wiec Rosjanie nie mogą zbliżyć się, co groziłoby trafieniem w strefę rażenia na odległość mniej więcej 100 mil morskich. Inną sprawą pozostaje aktywność jednostek powietrznych Rosji, gdzie nadzieją na rozwiązanie problemu miałyby być dostarczane systemy obrony przeciwpowietrznej i samoloty F-16. Dopiero wtedy "będzie można mówić o pełnej kontroli nad tym obszarem wodnym".

Partnerzy portalu

Dziękujemy za wysłane grafiki.