data publikacji: 31.01.2012
Wniosek o ustanowienie stanu klęski żywiołowej po sztormie był krzykiem rozpaczy. - By ktoś dostrzegł wreszcie ogromne problemy gmin na wybrzeżu - mówi Anna Sobczuk-Jodłowska, wójt gminy wiejskiej Ustka.
W polskim prawie przez klęskę żywiołową rozumie się katastrofę naturalną lub awarię techniczną, których skutki zagrażają życiu lub zdrowiu dużej liczby osób, mieniu w wielkich rozmiarach albo środowisku na znacznych obszarach, a pomoc i ochrona mogą być skutecznie podjęte tylko przy zastosowaniu nadzwyczajnych środków, we współdziałaniu różnych organów i instytucji oraz specjalistycznych służb i formacji działających pod jednolitym kierownictwem.
Styczniowe sztormy spowodowały znaczne spustoszenia brzegu morskiego w okolicach Ustki, ale mimo starań wójt tamtejszej gminy wiejskiej, decyzji o ogłoszenia nadzwyczajnej sytuacji raczej nie będzie.
- Ustawa nie reguluje sytuacji, w której się znaleźliśmy. Jeśli w przepisach jest mowa o ogłaszaniu stanu klęski żywiołowej, wspomina się o zniszczonym obszarze części gminy lub całej gminy i o stratach przewyższających 5 proc. dochodów budżetowych. U nas taka sytuacja nie wystapiła. Nikomu nie zalało domu, nikomu nie porwało samochodu, setki tysięcy upraw nie znalazły się pod wodą - przyznaje Anna Sobczuk-Jodłowska, wójt gminy wiejskiej Ustka. - Ale kolejny raz mieliśmy do czynienia ze zniszczeniem brzegu morskiego, na którym znajduje się infrastruktura techniczna w postaci dojazdów, zejść dojść do plaży. Ucierpiało dobro narodowe plaży, wydmy - wymienia.
Jak podaje Urząd Morski w Słupsku, sztorm 13 i 14 stycznia o sile 8-9 stopni w skali Beauforta wyrządził w pasie nadbrzeżnym bardzo duże szkody. Nastąpiło całkowite rozmycie pozostałej po poprzednich sztormach części wykonanego w roku 2011 sztucznego zasilania brzegu morskiego. Na całym odcinku odnotowano znaczne obniżenia się poziomu plaży prowadzące do jej zaniku także na odcinkach, na których wykonano sztuczne zasilanie brzegu.
- Ubytki brzegu na wysokości przystani rybackich w Chłopach i Jarosławcu wymagają podjęcia prac interwencyjnych. Uszkodzeniu uległy rurociągi refulacyjne na wysokości miejscowości Rowy (wymagane prace naprawcze). Tymczasowe zabezpieczenie brzegów morskich wykonane w miejscowościach Rowy, nie zostało naruszone lecz wymaga modernizacji. Uszkodzone zostało podobne umocnienie w miejscowości Chłopy, za którym odnotowano ruchy masowe ziemi na posesjach prywatnych. Zniszczone zostało ok. 50 m pomostu na falochronie brzegowym - czytamy w komunikacie urzędu.
Samym wnioskiem do wojewody o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej wójt gminy Ustka chciała przede wszystkim zwrócić uwagę na ogromne problemy, z jakimi borykają się miejscowości na wybrzeżu.
- To, że nie ucierpiał dosłownie majątek gminy czy większej liczy osób, nie znaczy, że skutki sztormów nie dotkną mieszkańców. Jaki turysta będzie chciał przyjechać do nas jak nie będzie plaży, jak nie będzie dojścia do morza - kontynuuje Anna Sobczuk-Jodłowska.
- Rok w rok woda zabiera nam kolejne metry lądu i za chwile będziemy mieć problem, że wchodzi do miejscowości, a z tym nie robi się nic. Kiedy obejmowałam stanowisko 5 lat temu pierwszy dom stał w odległości 40 metrów od morza, teraz są to 3-4 metry - mówi i dodaje, że konieczne są kompleksowe rozwiązania zabezpieczające nadmorskie wybrzeże w kolejnych latach. Podaje przykład Holandii, gdzie zamiast powiekszać wały, zastosowano swego rodzaju wrota oddzielające morze od lądu.
- Nie może być tak, że podejmowane są tylko doraźne działania i zabezpieczenia (a tak się w naszym kraju praktykuje) i co roku sytuacja się powtarza. Zabezpieczymy jedno miejsce, a woda dostaje się z drugiej strony. Dla mnie wydanie z budżetu gminy nawet 100 tys. zł jest bez sensu, bo za chwilę będziemy naprawiać znów to samo. Tu potrzebne są wielomilionowe, przemyślane inwestycje - twierdzi wójt.
Urząd Morski oszacował straty w infrastrukturze technicznej po sztormie na około 10 mln zł. Pilotuje ponadto przedsięwzięcie, które połączyło także lokalnych samorządowców, dotyczące ochrony brzegu morskiego.
- Jeśli nie znajdą się na to pieniądze, kolejny sezon letni będzie trudny. Oczywiście zadbamy o bezpieczeństwo turystów, bez dwóch zdań. Ale bez dojazdów do plaż przecież żaden samochód chociażby zbierający śmieci tam nie dojedzie, nie dojedzie ciężki sprzęt bronujący plaże. Oczywiście zrobimy to swoimi siłami, ręcznie jak będzie trzeba, ale to przecież wracanie do metod jak za króla Ćwieczka - nie kryje żalu Anna Sobczuk-Jodłowska.
Czytaj cały artykuł
Źródło: PortalSamorządowy.pl