Spadła głowa szefa Rady Nadzorczej Polskiej Żeglugi Bałtyckiej S.A., z siedzibą w Kołobrzegu. Edward Wiśniewski, bo o nim mowa, uważa, że to z powodu zamieszania wokół wyboru nowego prezesa spółki.
Przypomnijmy, że 21 kwietnia fotel prezesa zwolnił się po odwołaniu Jana Warchoła, który zasiadał na nim przez ostatnie 10 lat. Jego obowiązki przejął czasowo członek Zarządu PŻB Piotr Redmerski, który wcześniej zajmował się sprawami ekonomicznymi przedsiębiorstwa. Kilka dni po odwołaniu Warchoła, ogłoszono konkurs na stanowisko prezesa.
Rada Nadzorcza, na czele której stał Wiśniewski, do 20 maja przyjmowała podania chętnych do kierowania przedsiębiorstwem. Z kandydatami spotkała się 9 i 10 czerwca. Po wstępnej weryfikacji pozostawiono 2 kandydatów z Kołobrzegu i 2 ze Szczecina. Nie wybrano jednak przyszłego prezesa. W czasie, gdy Rada Nadzorcza obradowała, Edward Wiśniewski - jak twierdzi - odebrał telefon z Ministerstwa Skarbu Państwa by spotkanie przerwać.
Powiedziano mu podobno przy tym, że dostanie sygnał kiedy posiedzenie wznowić. Ponieważ przez kolejne dni nikt do niego nie zatelefonował, przewodniczący wyznaczył następne spotkanie Rady Nadzorczej na 22 czerwca. Nie spodziewał się przy tym, że na 2 dni przed wyznaczonym przez niego terminem, na posiedzeniu akcjonariuszy Polskiej Żeglugi Bałtyckiej zapadnie decyzja o jego odwołaniu.
Ostateczną decyzje o tym, kto zostanie nowym prezesem PŻB ma zdecydować Rada Nadzorcza bez swojego dotychczasowego przewodniczącego. Edward Wiśniewski nie wie dlaczego go odwołano. Nie ukrywa przy tym, że optował za wyborem na prezesa PŻB jednego z kołobrzeskich kandydatów.
Źródło: Kurier Szczeciński
www.24kurier.pl
