Twoje konto

Stabilny sektor, także po katastrofie

data publikacji: 22.02.2012


podziel się na Facebooku

O wycieczkowcach ostatnio zrobiło się głośno głównie za sprawą zatonięcia luksusowego Costa Concordia. Czy tragedia wpłynie na ten segment przemysłu turystycznego? To byłaby ogromna zmiana na rynku, ponieważ do tej pory począwszy od 1980 roku ilość osób biorących udział w tego typu wyjazdach rosła każdego roku o ponad 7 proc.

W USA najczęściej wybieraną destynacją są Karaiby, w Polsce dominują rejsy po Morzu Śródziemnym i Oceanie Atlantyckim wzdłuż wybrzeży Europy. Zainteresowaniem cieszą się także wycieczki po Bałtyku. Do niewątpliwych zalet podróży cruiserami zaliczyć należy możliwość poznania wielu destynacji w czasie jednej podróży. Nie bez znaczenia jest również bogata oferta programowa wypełniająca czas na pokładzie aż do granic możliwości.

Inny sposób podróżowania


Oferta wycieczkowców skierowana jest m.in. do turystów, którzy mają już doświadczenia z wakacjami stacjonarnymi i poszukują czegoś nowego. My nie sprzedajemy miejsca w pokojach hotelowych, ale wakacyjne doświadczenie – mówi Gerry Cahill, prezes Carnival Cruise Lines. – Klient otrzymuje tu cały zestaw atrakcji, których nie znajdzie nigdzie indziej. Turyści zaczynają to dostrzegać. Niestety nadal nie jest to oczywiste dla każdego, dlatego zajęło nam więcej czasu niż byśmy chcieli, by przebić się na rynku – zauważa  Adam Goldstein, prezes  Royal Caribbean International. – Jakość serwisu, doznania, nowe doświadczenia obejmujące gastronomię i rozrywkę, programy animacyjne są na statku o wiele bogatsze niż w hotelu – uzupełnia Dan Hanrahan, prezes Celebrity Cruises i dodaje, że kiedy pasażerowie wchodzą na statek, mogą zapomnieć o takich „problemach” jak wybór restauracji czy organizacja rozrywki dla dzieci. O to wszystko „martwi” się załoga statku. – Za podróżami wycieczkowcami przemawia wygoda – uważa Jarosław Kruszka,  dyrektor sprzedaży i marketingu oraz wiceprezes zarządu w Marco Polo Travel. – Crusing jest bowiem dedykowany osobom poszukującym mniej standardowego sposobu wypoczynku. Jeśli ktoś chce zobaczyć maksymalnie dużo w czasie jednego urlopu, wybiera się albo na objazdówkę, albo na rejs. Ta druga opcja nie wiąże się z uciążliwościami podróży – tłumaczy Kruszka. Katarzyna Wrzesińska, która w Polsce doświadczenie w turystyce zdobywała u polskich touroperatorów, pracowała także na statku amerykańskiego armatora, może więc z łatwością porównać polskiego i amerykańskiego turystę. – Dzisiejszy sukces wycieczkowców w USA wiąże się przede wszystkim z faktem, że ten typ wakacji pojawił się tam przed wielu laty. Amerykanie wiedzą, czym są cruisery, dziś szukają korzystnej ceny. – Warto podkreślić, że oferta skrojona jest na potrzeby każdego turysty. Klient sam wybiera, czy skorzysta z już gotowego programu obejmującego cały pakiet, czy woli ten "uszyty na miarę". Niektórzy wykupują jedynie rejsy w niskich cenach, a potem sami organizują sobie pobyt na statku – tłumaczy Wrzesińska, przyznaje jednak, że rejs statkiem przypomina trochę zamkniętą „złotą klatkę”. To właśnie dlatego każdy z gości próbuje maksymalnie zagospodarować swój czas, uczestnicząc w konkursach, imprezach, show z udziałem znanych tancerzy oraz wokalistów, czy biorąc udział w licytacji obrazów sławnych artystów.

Problemy branży

Mimo szerokiej oferty programowej, łatwości podróżowania i wszystkich innych zalet spędzania wakacji na statku, statystyki pokazują, że czterech na pięciu Amerykanów ani razu nie wybrało się na urlop na wycieczkowcu. W Polsce statystyki te wypadłyby jeszcze gorzej. Jarosław Kruszka ocenia, że rocznie na statkach wycieczkowych pływa ok. 8 tys. Polaków. – Ludziom się wydaje, że pływanie wycieczkowcem jest drogie, często porównują nas do hoteli. To, czego nie dostrzegają to fakt, że cena pobytu na wycieczkowcu obejmuje cały pakiet, czyli wyżywienie, rozrywkę na pokładzie i możliwość dotarcia do tych wszystkich wspaniałych miejsc. Gdyby porównywać zakres usług do wakacji na lądzie, te drugie wypadłyby prawdopodobnie drożej. Próbujemy przebić się z tą informacją od dwudziestu, a nawet trzydziestu lat – podsumowuje Cahill. – Nie sądzę, by w czasie jakichkolwiek innych wakacji, dało się zarządzać budżetem tak łatwo. W cenę włączone jest jedzenie, pokój, rozrywka. Od gościa zależy, czy chce wydać coś ponad to – wyjaśnia Hanrahan. Pieniądze to nie jedyna problematyczna kwestia. Branża musi walczyć z utartą opinią, że wycieczkowce dobre są tylko dla seniorów. – Każdy z armatorów włożył dużo pracy w przekonanie klientów, że cruisery to oferta dla wszystkich. Np. na Epic, nowym statku Norwegian Cruise Line, można zobaczyć przedstawienia, które cieszą się popularnością wśród szerokiej demograficznie grupy odbiorców – twierdzi Kevin Sheehan, prezes Norwegian Cruise Line. Z zaszufladkowaniem musi walczyć też Disney. – Jednym z naszych problemów jest błędne przekonanie, że Disney Cruise Line to tylko oferta dla dzieci i rodzin, a co za tym idzie, na pokładzie nie ma żadnych atrakcji dla dorosłych – zauważa Karl Holz, prezes Disney Cruise Line.

Większe jednostki, młodsi pasażerowie

Jednym z obserwowanych trendów jest budowanie coraz większych statków. Najnowsza jednostka Royal Caribbean, Allure of the Seas, może zabrać na pokład ponad 6 tys. osób, prawie dwa razy tyle, co największy statek w latach 90. XX w. – Trudno przewidzieć, czy statki będą jeszcze większe, w tym przypadku sporo jest argumentów za i przeciw – wyjaśnia Cahill. Do tych pierwszych zalicza on np. względy ekonomiczne. Ceny paliwa idą w górę, im więcej pasażerów, tym niższy koszt podróży w przeliczeniu na jedną osobę. Kolejny plus to możliwość zaoferowania bogatszego programu rozrywkowego. Niestety, duży statek nie wszędzie może wpłynąć, dlatego raczej nie należy spodziewać się, że cała flota armatora będzie się składać jedynie z „olbrzymów”. Inny trend to coraz niższa średnia wieku pasażerów. W sektorze podróży wycieczkowcami pojawia się więcej rodzin z dziećmi. To z kolei wpływa na sposób tworzenia oferty dopasowanej do potrzeb tej grupy klientów. Dziś nikogo nie dziwią opiekunki dedykowane najmłodszym pasażerom. Wśród Polaków trudno jednak mówić o jednej grupie klientów. – Nasi pasażerowie to zarówno małe dzieci podróżujące z rodzicami, nowożeńcy w podróży poślubnej, jak i osoby starsze. Spotykamy przedstawicieli wolnych zawodów, lekarzy, finansistów i bankowców – wymienia Kruszka.

Szersza oferta

Początkowo cruisery opływały głównie wyspy karaibskie, z czasem pojawiły się na innych morzach. Goldstein tłumaczy, że zanim to nastąpiło, Amerykanie musieli zrozumieć, czym jest podróż wycieczkowcem, a następnie, że takich samych doświadczeń mogą poszukać poza Karaibami. Kruszka wskazuje na dwie grupy klientów – dla jednych podstawową kwestią jest destynacja, dla innych statek i jego oferta rozrywkowa. Według wiceprezesa Marco Polo Travel Polacy raczej skupiają się na kierunku podróży. Z punktu widzenia szefów amerykańskich armatorów Europa mogłaby być świetnym celem, jednak o jej mniejszej popularności decydują koszty dotarcia do portu wyjściowego. – Staramy się wypływać z miejsc, do których klienci mogą dojechać samochodem. Dla rodziny cztery czy pięć biletów lotniczych to spory wydatek – zauważa Cahill. Podobnie jest w Polsce. – Polacy częściej decydują się na rejsy rozpoczynające się we Włoszech. Taniej jest bowiem dotrzeć nad Morze Śródziemne niż do USA – wyjaśnia Kruszka, jednocześnie podkreśla, że dziś oferty objęte są coraz ciekawszymi promocjami. Przeceny sięgają 50 proc. przy zakupie wycieczki na pół roku wcześniej, ceny zaczynają się od 350 euro od osoby, często dzieci do 18 roku życia pływają za darmo (uiszczają jedynie opłaty portowe w wys. od 120 euro).

Poszerzanie oferty nie oznacza jedynie zwiększenia liczby destynacji. Tendencja dotyczy także nowych programów rozrywkowych, przedstawień, show i restauracji. – Oczekiwania klientów są dziś wyższe niż kiedyś – twierdzi Goldstein i podkreśla, że ich gusta stały się bardziej wyrafinowane, także za sprawą odbytych podróży. Czasem nowe trendy ustalają same wycieczkowce.

Segment podróży wycieczkowcami rozwija się. Kruszka podkreśla, że to właśnie w tej grupie turystów można znaleźć najwięcej zadowolonych i lojalnych klientów. Wakacje na statku to produkt ściśle określony i bardzo przewidywalny. Klient w momencie podpisania umowy wie, w której kabinie zostanie zakwaterowany, na którym pokładzie się ona znajduje, co będzie mógł robić w czasie rejsu, jakie atrakcje na niego czekają. W Polsce przyrost pasażerów nie jest jeszcze zbyt duży, jednak coraz większa świadomość podróżnych i poszukiwanie nowych doświadczeń mogą stać się głównymi filarami wzrostu tego typu turystyki.


Marzena Buczkowska
Czytaj cały artykuł
Źróło: Onet.pl

powrót do listy powrót do góry