Twoje konto

Oko pańskie konia tuczy

data publikacji: 12.12.2011


podziel się na Facebooku

Andrzej Szwarc, nowy prezes Stoczni Nauta przyszedł do pracy z prywatnej stoczni Crist. Chce konkurować w remontach statków z największymi. Liczy, że uda mu się to dzięki przeprowadzce na tereny byłej Stoczni Gdynia.

Sławomir Sowula: Obejmuje pan stanowisko prezesa stoczni Nauta w trakcie przeprowadzki na tereny, które pozyskaliście po upadłej Stoczni Gdynia. To niełatwy moment. Jaką ma pan wizję funkcjonowania Nauty jako stoczni remontowej?

Andrzej Szwarc: Nauta po to weszła na tereny po byłej Stoczni Gdynia i po to ma umowę na wynajęcie suchego doku z funkcjonującą już tam prywatną stocznią Crist z Gdańska, żeby korzystać z tego potencjału nie w sposób zachowawczy, ale żeby wyszła z niszy małych stoczni remontowych, w której się znajdowała. Mam więc wizję jej rozwoju i zwiększenia znaczenia i pozycji na tym rynku.

Gdzie ma szukać nowych rynków, nowych dochodów?
- Musimy być lepsi na tym rynku, na którym już jesteśmy, czyli na rynku drobnych remontów. Nie jest to jednak łatwą bo w czasach kryzysu i szukania oszczędności armatorzy często decydują sieje wykonywać samodzielnie, gdzieś podczas postojów w portach. Dlatego musimy też szukać rynku dużych remontów. Możliwości są, bo niewiele firm w Europie - po tym jak możemy korzystać z suchego doku po stoczni Gdynia - ma taki potencjał techniczny jak Nauta. Wiem, że jestem w pewnej części rynku - w dużych remontach - w kolizji z Gdańską Stocznią Remontową, ale cóż... Poradzimy sobie właśnie dlatego. W pewnych segmentach mamy przecież większe możliwości niż GSR.

A co z remontami dla wojska, dla polskiej Marynarki Wojennej?
- Wszystko zależy od tego, na ile nasze wojsko będzie miało budżet na remonty. To nie są sprawy, które zależą od naszej stoczni. Jednak sam fakt, że jesteśmy w NATO, budzi nadzieje na zlecenia różnych wojskowych remontów. Mamy do tego celu stosowne certyfikaty, które nas dopuszczają do tych zleceń. Jednak i tu musimy
zwrócić uwagę na wysoką jakość wykonania, szybkość, terminowość.

Jak odnajdzie się stocznia Nauta na rynku, kiedy obok remonty prowadzi też prywatny Crist, pana poprzedni pracodawca?
- Crist nie robi tylu remontów. Mają niewielki doczek na terenie Stoczni Gdańskiej. Nie wiem, czy kompletnie nie zrezygnują z tego rodzaju działalności. Bo przecież wartość takich kontraktów to kilkaset tysięcy złotych, a oni teraz wykonują kontrakty za setki milionów złotych. Czy więc warto im się angażować organizacyjnie w tak małe przedsięwzięcia?

Poprzedni prezes Stoczni Nauta według niektórych opinii musiał odejść ze stanowiska, bo nie chciał się zgodzić na połączenie ze stoczniami remontowymi zachodniego wybrzeża. Co z tym pomysłem?
- Ze mną nikt na ten temat nie rozmawiał. Możliwe, że niektóre służby tych stoczni można by skomasować. Na przykład służby zaopatrzenia, bo można negocjować lepsze ceny. To na pewno odbije się pozytywnymi wynikami. Natomiast każda z tych stoczni na rynku ma jakąś markę i gdyby powstał jakiś nowy twór, to większość armatorów nie wiedziałby, co to jest Więc nagłe połączenie nie jest wskazane. Trzeba to robić krok po kroku. Ja nie wiem, dlaczego odszedł prezes Romuald Kowalski Nie miałem specjalnie czasu, by w to wnikać.

Jest informacja, że płacicie Cristowi za wynajęcie suchego doku, który ta stocznia kupiła podczas likwidacji Stoczni Gdynia. Czy nie jest to wspieranie prywatnej firmy przez państwową, jaką jest Nauta?
- Nie brałem udziału w ustalaniu warunków wynajmu ani z jednej, ani z drugiej strony. Uważam, że dla Nauty jest to super okazja na otwarcie się na nowe rynki.

A Nauta nie przepłaca za ten dok?
- Nie sądzę. Wiem, za ile swego czasu suchy dok wynajmowała od Cristu Gdańska Stocznia Remontowa, więc nie sądzę, że jest to przepłacone. To znacznie mniej niż rynkowe możliwości pozyskania takiego doku.

Przy okazji likwidacji Stoczni Gdynia Stocznia Nauta stała się jednym z tych podmiotów, które pozyskały pozostałe po niej tereny. Od ostatnich przetargów zbywających ten majątek mija już prawie rok. Kiedy zamierzacie się przeprowadzić?
- Chcemy całą naszą produkcję przeprowadzić na koniec marca. Trudno w tej chwili jeszcze powiedzieć, czy to się uda i czy od razu w pełni skorzystamy z potencjału, który nam to stworzy. Niestety bowiem nie są to tereny do końca przystosowane do naszej produkcji, pokutują wieloletnie zaniedbania w infrastrukturze. Kiedy teraz widzę to z bliska, patrzę na to wszystko nieco inaczej niż jeszcze kilka miesięcy temu. To tak jak z kupowanym nowym mieszkaniem. Jak już się w nim zamieszkuje, to widać dużo więcej, co trzeba poprawić.

Co z terenami, które teraz zajmujecie? Atrakcyjne położenie, tuż przy terenach Dalmoru, które minister skarbu chce sprzedać pod biurowce, apartamenty? Słowem centrum miasta, źródło kapitału dla stoczni.
- Niestety działania miasta związane z tymi terenami, a zmierzające do zmiany planu zagospodarowania, się opóźniają. Dopiero niedawno miałem możliwość zapoznania się z tym planem. W połowie stycznia ma zostać wyłożony. Potem będzie trwał kilka miesięcy proces zgłaszania do niego uwag. W najlepszym wypadku w kwietniu będzie można zacząć myśleć o sprzedaży tego terenu, kiedy może zostanie uchwalony przez radę miasta

Pana poprzedniczka przez kilka miesięcy pełniąca de facto obowiązki prezesa Nauty odeszła, zdążyła narobić sobie wrogów wśród pracowników, choćby przez to, że kupiła za ponad 100 tys. zł w pierwszych tygodniach urzędowania subaru za ponad 100 tys. zł. Sporo zamieszania.
- Jeszcze do tego samochodu nie wsiadłem. Dobry samochód w tej branży to nic nadzwyczajnego, bo o czymś świadczy. Jednak w czasach niedostatku nie wypada kupować takich aut. No cóż mam powiedzieć. Stało się...

Zyski stoczni oscylują wokół zera, a z drugiej strony chcecie zdobywać nowe kontrakty. Co w tej sytuacji z zatrudnieniem?
- Na pewno wymaga jakiejś restrukturyzacji W niektórych miejscach na pewno jest przerost, w innych jest za mało pracowników. Zrobimy pewne przemieszczenia, jednak głównie w sferze obsługi produkcji. W bezpośredniej produkcji zatrudnić, będziemy musieli do końca przyszłego roku 500 osób. Chciałbym, żeby zrobiły to spółki, które z nami współpracują, a powstały na bazie dawnych wydziałów stoczni.

Co trzeba jeszcze zrobić?
- Uzdrowić stosunki w załodze, poprawić organizację pracy. Trzeba przyzwyczaić ludzi, że termin to jest bardzo ważna rzecz i jak trzeba się w nim zmieścić, to pracuje się na okrągło. Na razie jest martwy sezon, nie trwają remonty. Robota zacznie się od marca, kwietnia.

Czyli ma pan trochę spokoju.
- To wcale nie jest dobry czas. Wolałbym, żeby ludzie byli zajęci ciężką pracą, a nie dywagacją, co się stanie, jak przyjdzie nowy prezes.

W Criście miał pan ciepłą posadę?
- E tam... w Criście odpowiadałem za więcej. Ale i ta praca to nie jest dla mnie nic nowego. Przez sześć lat byłem wiceprezesem Stoczni Północnej, rok w stoczni w Dubaju. Specyfika pracy nie jest mi obca. Nauczyłem się siedzieć pół dnia na statku, by doglądać pracy. Oko pańskie konia tuczy. O


Kim jest Andrzej Szwarc
Nowy prezes Nauty jest absolwentem Politechniki Gdańskiej, który przeszedł wiele szczebli kariery w trójmiejskich stoczniach. W Stoczni Północnej był wiceprezesem, w Gdańskiej Stoczni Remontowej był dyrektorem technicznym, a w jednej ze spółek Stoczni Gdynia prezesem. Przez rok zdobywał doświadczenie w stoczni w Dubąju. Przez ostatnich siedem lat pracował w stoczni Crist, był dyrektorem ds. rozwoju i pełnomocnikiem zarządu. 
 

Sławomir Sowula
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
www.trojmiasto.gazeta.pl
 
 
 

powrót do listy powrót do góry